Kraj

Autentyczna Lewica kontra pragmatyczna Koalicja

Obóz pragmatyczny zakłada, że na scenie można niemal wszystko – bo to kampania, a im bardziej niewygodny kompromis, tym dobitniej świadczy, że mamy do czynienia z walką o wszystko. Lewica pokazuje, że jest autentyczna i pracowita.

Na listach Lewicy w wielu okręgach jedynkami są kobiety. Takie, które w ostatniej kadencji pokazały, że są zespołem. Dream teamem superbabek – odważnych, mocnych, o konkretnych specjalizacjach. Joanna Scheuring-Wielgus, konsekwentnie walcząca z kościelną pedofilią, Agnieszka Dziemianowicz-Bąk od edukacji, Katarzyna Kotula od przeciwdziałania molestowaniu. Anna Żukowska, którą spotkać można na blokadach eksmisji, czy Anita Kucharska-Dziedzic „od dzieci”, Paulina Piechna-Więckiewicz. Wszystkie aktywne w sprawie aborcji, razem z Federą współtworzące sieć ratunkową dla kobiet, które obawiają się, że w szpitalu lekarze pozwolą rozwijać się sepsie w imię dłuższego przetrzymania źle rozwijającego się płodu w drogach rodnych.

Lewica aktywna jest na ulicy i aktywna w Sejmie, mimo że nie u władzy. Jej posłanki i posłowie nie opuszczają głosowań (frekwencja 97 proc.). Składają też ustawy (231), na poparcie swoich pomysłów i rozwiązań, mimo że najczęściej tkwią one w sejmowej zamrażarce – zostały przypomniane w ostatnią sobotę, w czasie konwencji podsumowującej kadencję. Złożyli również 40 zawiadomień do prokuratury, informując o przestępstwach popełnionych przez polityków Zjednoczonej Prawicy. To kawał rzetelnej pracy.

Czy Agrounia na listach KO to naprawdę gamechanger?

Nie wchodzą na listy z kapelusza, wszystkie działają w rzeczywistym świecie. Są zaangażowane, wyrosły z organizacji obywatelskich, z aktywizmu. Idą po władzę nie dla samej władzy, ale by dowieźć to, na czym im zależy. A zależy im na dostępie do aborcji, na usługach publicznych, dostępnych mieszkaniach, transporcie, żłobkach, silnym państwie.

Pytane przy każdej niemal okazji o to, dlaczego wciąż na czele partii o najbardziej feministycznych postulatach stoją mężczyźni, odpowiadają słowami Grzegorza Schetyny, że „władzę się zdobywa, a nie dostaje”, że jeszcze nie czas, że trzeba sobie władzę wywalczyć, również w partii, że potrzebne jest poparcie, że za plecami liderki musi stać tłum. Tymczasem kobiety zdobywają pozycje kluczowe dla zarządzania, chociaż nie na froncie. Są, jak w konserwatywnej rodzinie, szyją, podczas gdy mężczyzna jest głową.

Na lewicowe listy wchodzą kolejne osoby o korzeniach aktywistycznych, praktykujące na ulicach, organizujące protesty: Paweł Kasprzak z Obywateli RP czy liderki strajków klimatycznych. Lewica stawia na prostolinijność i autentyczność – tym chce do siebie przekonać i tak sama o sobie myśli. Nie chce na listach postaci, z których musiałaby się tłumaczyć. Tu dobrym przykładem jest Jan Hartman, z którego kandydatury zrezygnowano, zanim zdążyłyśmy zrobić z nim wywiad.

W tym roku Senat to minimum [Majmurek o pakcie senackim]

Wygląda na to, że w atmosferze coraz silniejszej i bardziej bezwzględnej polaryzacji Lewica chce uniknąć dwuznaczności i kontrowersji. Jej kandydatki i kandydaci muszą być krystaliczni. Bo Lewica nie chodzi na kompromisy. Ani z innymi, ani ze sobą.

Procesy, które w niej zachodzą, są autentyczne. Polityczki i politycy autentycznie się ścierają, autentycznie przechodzą proces wychodzenia z patriarchatu i wdrażania postulatów feministycznych w życie. Bez taryfy ulgowej dla kobiet. Choć ostatecznie pojawił się suwak, czyli naprzemienne nazwiska kandydatek na posłanki z kandydatami na posłów na listach wyborczych.

Pragmatyczna Koalicja

Suwak był za to rozwiązaniem domyślnym na listach Koalicji Obywatelskiej. W Nowoczesnej już wcześniej był na listach parytet, a teraz również na listach KO kobiet jest zdecydowanie więcej, i to na miejscach biorących. A potencjalne wyborczynie trzeba zmotywować, by zagłosowały, bo od ich głosów zależy zwycięstwo demokracji.

Suwak to nie wszystko, całe wyżyny listy warszawskiej są sfeminizowane. Na szczycie jest Donald Tusk, ale już dwójką została Urszula Zielińska z Zielonych, trójką Aleksandra Gajewska, która najczęściej mówi o edukacji, ale też promowała 4-dniowy tydzień pracy. Czwórka to Katarzyna Lubnauer z Nowoczesnej. Dopiero na piątym miejscu jest facet – autor programu gospodarczego PO Andrzej Domański.

O programach jednak KO nie chce gadać, przynajmniej dopóki PiS jest u władzy. To decyzja pragmatyczna.

Wchodzący na listy mają być zgodni co do prawa kobiet do aborcji. To chyba jedyny dodatkowy postulat, prócz tego najważniejszego, czyli determinacji w odsunięciu PiS od władzy. Ta determinacja pozwala na pomieszczenie lidera Agrounii Michała Kołodziejczaka, który dociskany stwierdził, że decydować o kontynuowaniu bądź przerwaniu ciąży powinny wyłącznie kobiety. Kołodziejczak, który bronił polskiej wsi przed poprawiającą los zwierząt „Piątką Kaczyńskiego”, ciało umarłej świni włóczył po ulicy, który jeszcze niedawno kumplował się z Bąkiewiczem, stoi teraz obok Hanny Gill-Piątek, która odeszła z Polski 2050, bo nie podobał jej się przechył na prawo, po abordażu PSL i Adama Bodnara.

Tuskowym poputczikiem albo Kaczyńskiego sprzedawczykiem – wolne media według fanatyków PO

Obok Doroty Łobody, aktywistki Strajku Kobiet, zasiadającej w radzie rewolucyjnej obok Marty Lempart i objawionej znienacka Aleksandry Wiśniewskiej – młodej, wykształconej na Oksfordzie pracownicy dużych organizacji humanitarnych, tych, co nie mogą przyjechać na granicę polsko-białoruską, ale mogą do Jemenu i do Ukrainy, której intensywna kampania promocyjna trwa właśnie w mediach społecznościowych. Każdy znajdzie coś dla siebie.

Można licytować więcej

Czy to przekonujące? Na razie padły wypowiedzi rolników, którzy rozumieją, że to, na czym naprawdę zależy Kołodziejczakowi, to władza, ale co z nią z robi – tego już nie są pewni, bo postąpił wbrew swoim wcześniejszym deklaracjom, mocno symetrystycznym.

Jak daleko można posunąć się w kompromisach, by nie zostać bez właściwości?

Obóz pragmatyczny zakłada, że na scenie można niemal wszystko – bo to kampania, a im bardziej niewygodny kompromis, tym dobitniej świadczy, że mamy do czynienia z walką o wszystko. To zgodne z polityką polaryzacji, na którą umówiły się dwa największe ugrupowania.

Badania mówią jednak, że Polacy są zmęczeni, niespokojni i mają na głowie też inne sprawy prócz obserwowania walki politycznej. Polaryzacja wcale nie zachwyca ich tak, jakby chcieli czołowi politycy i publicyści. Czy to oznacza, że więcej głosów dostaną ci, co autentycznie toczą swoją walkę? Czy uda się odmrozić leżące w Sejmie 231 ustaw?

CBOS zapytał Polki i Polaków o profesjonalizm, skuteczność i współpracę – gdzie zdecydowanie lepiej oceniani są pragmatycy z KO. Problem jest taki, że ludzie nie bardzo wiedzą, o co im chodzi. Autentyczni z Lewicy też nie wypadają tu zbyt dobrze. Wie, o co chodzi 32 proc. badanych, nie wie 34 proc.

Tymczasem czas kampanii jest czasem performensu, czasem stwarzania i nazywania. Jest czasem wyjątkowym, w którym można inaczej, można więcej. A nawet należy więcej, bo to dobra okazja, by nadać nowy ton, wrzucić nowy pomysł, zaproponować inny kierunek. Kampania to czas licytacji, można zaproponować więcej niż kiełbasę wyborczą albo dowody na istnienie. Czy któraś z partii to robi?

__
Przeczytany do końca tekst jest bezcenny. Ale nie powstaje za darmo. Niezależność Krytyki Politycznej jest możliwa tylko dzięki stałej hojności osób takich jak Ty. Potrzebujemy Twojej energii. Wesprzyj nas teraz.

Katarzyna Przyborska
Katarzyna Przyborska
Dziennikarka KrytykaPolityczna.pl
Dziennikarka KrytykaPolityczna.pl, antropolożka kultury, absolwentka The Graduate School for Social Research IFiS PAN; mama. Była redaktorką w Ośrodku KARTA i w „Newsweeku Historia”. Współredaktorka książki „Salon. Niezależni w »świetlicy« Anny Erdman i Tadeusza Walendowskiego 1976-79”. Autorka książki „Żaba”, wydanej przez Krytykę Polityczną.
Zamknij