„Podlasie”, czyli pouczający gniot
Podlascy Białorusini mogą zawołać niczym czarni Amerykanie, gdy mówią o bluesie: polska większość lubi wschodnią kulturę, ale nie lubi ludzi, którzy ją stworzyli.
Podlascy Białorusini mogą zawołać niczym czarni Amerykanie, gdy mówią o bluesie: polska większość lubi wschodnią kulturę, ale nie lubi ludzi, którzy ją stworzyli.
Lewica nie jest dziś w stanie wyjść na ulicę i zaprotestować przeciwko premierowi, który oszukał ją w kwestii wypychania na bagna, ściga aktywistów, nie dotrzymał słowa w sprawie ochrony zdrowia, a teraz kręci i opóźnia sprawę transkrypcji aktów małżeńskich.
Strona rządowa nie ma własnej, alternatywnej opowieści, która odpowiadałaby na realia sypiącej się amerykańskiej hegemonii. Jeśli jej nie stworzy, Trump otworzy w Polsce drzwi dla geopolitycznych szurów, kładących na stole dołączenie do BRIC, sojusz z Chinami czy reset z Rosją i Białorusią.
Mimo sensownych względem aktualnego stanu rozwiązań z ustawy Centrum, trudno uznać je za więcej niż początek dyskusji o pożądanej polityce narkotykowej.
To, co ma największe szanse na wywołanie protestu, to nawet nie są złe warunki pracy czy niskie stawki, tylko poczucie, że ktoś nas robi w konia. A platformy ciągle zmieniają zasady wynagradzania i prawie nigdy nie jest to przedstawione w przejrzysty sposób.
Problemem nie są poszczególne platformy społecznościowe, smartfony czy komputery. Razem tworzą one środowisko, którego oddziaływanie może być mierzone czasem ekranowym, a ten jest silnie skorelowany z zaburzeniami funkcjonowania psychospołecznego dzieci.
Zapewne setki tysięcy złotych z miejskiej kasy i tysiące godzin pracy urzędników, radnych i mieszkańców poszło w piach, bo burmistrz z radą miasta tak bardzo chcieli przepchnąć plan budowy osiedla, choć wiedzieli, że wyrokiem WSA nie mają prawa takich zmian robić.
Czy ktoś kilka lat temu serio rozważałby, że polski parlament niemal jednogłośnie i z poparciem prezydenta przegłosuje komunistyczne ustalanie górnych cen paliwa? Jeszcze niedawno porównywano by to do Kołymy, Stalina i sam jeden Marks wie, do czego jeszcze.
W przeciwieństwie do hiszpańskiej inkwizycji, wszyscy spodziewają się, że w polskim Kościele dojdą do głosu fajniejsi, bardziej platformerscy kapłani. Gdy tak się stanie, katoliccy mężczyźni będą mogli wreszcie wrócić do leżenia plackiem przed biskupami.
Wygrażanie palcem dziennikarzom przez prezydenta i nagonka pisowskich funkcjonariuszy mediów to tylko preludium. Jeśli PiS wygra wybory w 2027 roku, czeka nas walka z „agentami zagranicznymi” na rosyjską modłę.