Felieton

Czemu tylko myśliwi? Wpiszmy polskich szmalcowników na listę UNESCO!

mysliwi-lowiectwo-kusownicy-polska

Oczywiście żartuję, choć nie do końca. A właściwie to jestem bardziej poważny niż Polski Związek Łowiecki, który chciałby wpisania polskiej kultury łowieckiej na krajową listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego UNESCO.

Trzeba mieć niezły tupet i ułańską fantazję, żeby w roku 2019, w obliczu szóstego wielkiego wymierania i katastrofy klimatycznej, wpaść na pomysł, że tak barbarzyński, okrutny i szkodliwy zarówno dla kultury, jak i środowiska proceder jak polowania na zwierzęta powinien otrzymać specjalny, chroniony status. Równie dobrze można by chcieć wpisać na listę dziedzictwa kulturowego niewolnictwo, szmalcownictwo, przemoc wobec kobiet, fermy przemysłowe czy po prostu zwykłą bandyterkę, która również przecież ma swoją kulturę, gwarę, tatuaże, ceremonię, wieloletnią tradycję, a nawet kuchnię czy specjalne rasy psów używane przez przestępców.

A właściwie dlaczego by nie szmalcownictwo? Miało własną gwarę, bogatą kulturę, ceremoniały, zwyczaje praktykowane zarówno podczas polowania, jak i poza nim, a także tradycję sięgającą znacznie dalej niż II wojna światowa. Polskie szmalcownictwo to także określona etyka, kuchnia, a nawet wystrój wnętrz (oparty na przedmiotach zrabowanych Żydom). Niematerialne dziedzictwo kulturowe UNESCO oczekuje też elementu dziedziczenia i wspólnoty, którego przecież nam, Polakom, nie można odmówić. „Odziedziczyliśmy” przecież po tak dużo, że nawet dziś – siedemdziesiąt lat po wojnie – jakakolwiek wzmianka, że mielibyśmy coś im oddać, wywołuje panikę i raban na cały kraj. Najwyraźniej Polki i Polacy przekazują swój strach i uprzedzenia potomkom.

Nie, polskie elity nie ratowały Żydów

czytaj także

Leśne bandy

Są podejrzenia, że Polski Związek Łowiecki powinien odpowiedzieć za założenie związku przestępczego o charakterze zbrojnym i kierowanie związkiem przestępczym o takim charakterze. Tak przynajmniej twierdzi Karol Rajewski, burmistrz Błaszek w powiecie sieradzkim, który złożył na PZŁ doniesienie do prokuratury krajowej i 49 oddziałów prokuratur rejonowych. Na jakiej podstawie? Otóż Trybunał Konstytucyjny orzekł w 2016 roku, że na terenie Polski nie ma obwodów łowieckich, z czego można wnioskować, że wszyscy myśliwi są kłusownikami, a PZŁ grupą przestępczą organizującą działania leśnych band kłusowników.

Na absurdalność pomysłu wpisania myśliwych do UNESCO zwraca też uwagę Tomasz Zdrojewski z Koalicji Niech Żyją!, który w programie Tak jest wskazywał, że współczesna kultura łowiecka ma niewiele wspólnego z jakąkolwiek tradycją, a jest raczej formą gospodarki zwierzęcej. Myśliwi poprzez dokarmianie, na które wydają rokrocznie około 20 milionów złotych, zwiększają populacje dzikich zwierząt w lasach, żeby móc potem do nich łatwo strzelać. Jednocześnie totalnie rozregulowują ich biologię. Nadmierne odstrzały pobudzają rozrodczość zwierząt, które instynktownie się mnożą, żeby przetrwać. Intensywność polowań sprawia też, że uciekają one na pola, gdzie czynią rolnicze szkody. Szkody, które byłyby znacznie mniejsze, gdyby nie współczesna kultura łowiecka.

Nieco mniej martwa natura, czyli co się zmieniło w prawie łowieckim

Nie ma się co oszukiwać, że myśliwi myślą o ekologii jakoś wnikliwiej niż fani sportów wodnych, rozjeżdżający jeziora i rzeki motorówkami, czy właściciele kopalni. Do tych ostatnich im zresztą najbliżej. I kopalnie, i myśliwi przywłaszczają sobie dobro wspólne, by czerpać z niego prywatne korzyści. W pierwszym przypadku kopaliny, w drugim zwierzęta. Jedni i drudzy szkodzą przy tym społeczeństwu, niszcząc ekologię jedynej planety, jaką mamy. Naprawdę nie rozumiem, dlaczego radość myśliwego z zabicia zwierzęcia ma być ważniejsza niż moja radość z zobaczenia żyjącego dziko zwierzęcia.

Tradycja mylenia żony z dzikiem

Myśliwi lubią tłumaczyć, że muszą zmniejszać populację dzikich zwierząt, które nie mają obecnie w przyrodzie naturalnych drapieżników. Czy zatem zajmują się planami reintrodukcji wilka albo niedźwiedzia? Oczywiście, że nie. Wręcz przeciwnie. Strzelają do wilków, nie zważając, że te są pod ochroną; strzelają, by zdobyć trofea, a potem kłamią, że znaleźli martwe zwierzę w lesie. Taka to kultura i tradycja łowiecka.

Można się gimnastykować, nie sposób ekologią czy dbaniem o przyrodę uzasadnić strzelania do ptaków, których populacja z roku na rok się zmniejsza. Trudno nazwać to inaczej niż przestarzałym barbarzyństwem, motywowanym zbrodniczymi instynktami, beztrosko określanym mianem „rozrywki”.

Różne były rozrywki w dziejach ludzkości. Niektórzy cesarze na przykład lubili rzucać chrześcijan na pożarcie lwom. Mimo wszystko nikt dziś nie postuluje wpisania tego procederu na listę naszego kulturowego dziedzictwa. A niewątpliwie to też nasze dziedzictwo, podobnie jak choćby palenie czarownic.

Jakie jeszcze elementy współczesnej kultury łowieckiej należałoby podkreślić? Warto przypomnieć, że wielu myśliwych ma problemy z rozpoznaniem zwierząt, do których strzela. Prezes zarządu fundacji Dzika Polska Dawid Kaźmierczak, pytany przeze mnie o wiedzę przyrodniczą myśliwych, stwierdził, „że jeśli chodzi o gatunki ptaków, to jest ona na poziomie podstawowym. Dla wielu myśliwych wszystkie gatunki kaczek to po prostu dzikie kaczki. (…) Nie wiem, czy choćby 5 procent z nich potrafiłoby prawidłowo oznaczyć w terenie samicę krzyżówki, krakwy, cyranki i cyraneczki, gdyby znalazły się obok siebie. Podejrzewam, że nie. (…) Rozpoznanie gatunku – o ile myśliwy ma w ogóle odpowiednią wiedzę – następuje dopiero w chwili podniesienia ptaka”.

Strzelanie do ptaków to przestarzałe barbarzyństwo

Ceremonia „najpierw strzelaj, potem sprawdź, co zestrzeliłeś” to z pewnością ciekawy myśliwski obrządek, ale naprawdę nie wiem, czy jest się czym chwalić. Gatunków ptaków nie odróżnia zresztą nawet sam Polski Związek Łowiecki, który wpis na swojej stronie o kaczkach łownych ozdobił między innymi zdjęciem będącej pod ochroną cyraneczki karolińskiej.

Opowiedzieć wam jeszcze o kulturze łowieckiej i jej bogatej w ignorancję tradycji?

Ceremonia „najpierw strzelaj, potem sprawdź, co zestrzeliłeś” to z pewnością ciekawy myśliwski obrządek, ale naprawdę nie wiem, czy jest się czym chwalić.

Myśliwi mają problem nie tylko z odróżnianiem gatunków kaczek, ale mylą im się również gatunki sus scrofa i homo sapiens. Do historii trafił już przypadek krakowskiego dewelopera, który pomylił żonę z dzikiem, a przecież nie jest on bynajmniej odosobniony. Rokrocznie od kul łowieckich kulturotwórców giną ludzie. Nie dalej jak dwa tygodnie temu kolejny myśliwy znowu pomylił człowieka z dzikiem, a 61-letnia ofiara zmarła na miejscu.

Dziki to najwyraźniej wyjątkowo trudne do rozpoznania zwierzęta, bo myśliwi mylą je też z samochodami. Pani Emilia skutki polowania będzie pewnie pamiętać i odczuwać do końca życia, na skutek rany postrzałowej w nodze, którą zawdzięcza myśliwemu strzelającemu na ruchliwej drodze.

Marne pocieszenie może stanowić fakt, że myśliwi często strzelają też do swoich kolegów po fachu. Na początku tego roku pijany łowczy z gminy Komarówka Podlaska, celując do zwierzyny, trafił innego mężczyznę biorącego udział w polowaniu. W tym samym miesiącu również w gminie Kowala polowanie na bażanty się skończyło, gdy w głowie jednego z polujących panów utkwiły 4 pociski śrutowe. Mógłbym tak dalej, bo chyba co roku jakiś myśliwy zabija kogoś, myląc go z dzikiem. Na przykład w 2017 trzydziestoletni Bartosz R., myśliwy z Koła Łowieckiego „Cyranka”, śmiertelnie postrzelił mieszkańca Słoćwiny, a potem tłumaczył się przed sądem: „Zachowywał się jak żerujące zwierzę: poruszał się na czworakach, kluczył, zupełnie jak ryjący w ziemi dzik”. Pamiętajcie dzieci, nie chodźcie na czworaka po lesie. Aż można by pomyśleć, że mylenie ludzi z dzikami to jakaś łowiecka tradycja.

Niestety tradycji tej nie wpisano we wniosku do Narodowego Instytutu Dziedzictwa, choć znalazło się tam miejsce na przyśpiewki, msze hubertowskie, kuchnię i tzw. myśliwską łacinę, czyli „zmyślone, ale posiadające cechy prawdopodobieństwa opowiadania myśliwskie dotyczące najczęściej przygód, jakie przytrafiły się podczas polowania”. Nie wiem, co prawda, po co zmyślać, skoro bez tego myśliwskie przygody bywają tak głupie, że aż nieprawdopodobne.

mysliwi-polowanie
Fot. Joanna Bieńkowska / Niech Żyją!

Przemoc do UNESCO!

Choć wniosek opracowany przez PZŁ ma ponad 20 stron, to nasi dzielni łowczy erudyci zapomnieli wpisać do niego chyba najsłynniejszej związanej z myślistwem przyśpiewki, czyli Szła dzieweczka do laseczka. A przecież piosenka ta zdaje się dobrze opisywać łowiecką tradycję z perspektywy szwarnego myśliweczka, który na wieść o tym, że od dziewczyny nie dostanie chleba z masłem, wyśpiewuje ukochanej: „Jakbym znalazł kawał kija/Tobym cię wyprał”. Seksizm i przemoc to dwa potężne koła napędowe myśliwskiej tradycji i kultury, więc dziwne, że PZŁ się nimi nie chwali. Czyżby myśliwi się czegoś wstydzili?

Nie sposób dokładnie powiedzieć, ile gatunków chronionych rokrocznie bezkarnie zabijają popularyzatorzy polskiej kultury łowieckiej, bo przeważnie tuszują takie sprawy. Ornitolodzy szacują, że „w Polsce nawet ponad 30 proc. zabijanych w czasie polowań ptaków stanowią gatunki ściśle chronione”. Wiadomo też, że spora część zwierząt, które zabijają myśliwi, kona w męczarniach, bo strzelającym nie chce się ich szukać. Najwyraźniej tak ceniony przez nich smak dziczyzny nie jest aż tak cenny, żeby opłacało się brodzić po bagnach i przedzierać przez lasy.

W trakcie badań przyrodniczych przeprowadzonych na Stawach Zatorskich, których celem było wyjaśnienie przyczyny dużej śmiertelności ptaków wodnych, wykazano m.in.:

– 397 ptaków martwych bądź trwale uszkodzonych należących do 33 gatunków;
– 71,9 proc. znalezionych ptaków zostało zastrzelonych;
– odnotowano zastrzelenie 87 osobników należących do 15 gatunków chronionych oraz postrzelenie 12 osobników trzech kolejnych gatunków.

W tym czaple, kormorany i śmieszki czy perkozy. A to wynik monitoringu tylko jednego z terenów, o którego ekologię „dbają” nasi popularyzatorzy kultury z Polskiego Związku Łowieckiego. Ptaków przecież ciągle mamy w bród, więc łowczy wolą sobie ustrzelić kolejne, niż szukać tych już zabitych. Taka tradycja.

Co ciekawe, myśliwi bynajmniej nie zawsze ukrywają się z trofeami w postaci przedstawicieli ginących i chronionych gatunków. Norbert Kierć, kandydat na dyrektora Magurskiego Parku Narodowego, pozował z objętym ochroną gatunkową ścisłą głuszcem:

Czy myśliwi przejmą Magurski Park Narodowy – jedno z najcenniejszych przyrodniczo miejsc Polski, biorąc pod uwagę…

Opublikowany przez Pracownia na rzecz Wszystkich Istot Czwartek, 27 czerwca 2019

Słynna stała się też historia pani Martyny, która chwaliła się zastrzeleniem chronionej cyranki.

Czy naprawdę warto chronić takie dziedzictwo? Czy może powinno ono raczej wylądować na śmietniku historii? Czy rzeczywiście chcemy obejmować specjalną ochroną pokot, a także to, żeby w polowaniach mogły brać udział dzieci, o co całkiem niedawno i zajadle walczyli myśliwi, troszcząc się rzekomo o „wychowanie dzieci w umiłowaniu natury”?

Bije znaczy kocha, zabija znaczy miłuje. Taka to tradycja i takie dziedzictwo. Jeśli podobnie jak ja uważacie, że krwawa kultura łowiecka powinna trafić do lamusa razem z wyznającymi ją barbarzyńcami, polecam podpisywać petycję Pracowni na Rzecz Wszystkich Istot albo Koalicji Niech Żyją!.

mysliwi-lowiectwo-kusownicy-polska
Fot. Joanna Bieńkowska / Niech Żyją!

Bio

Jaś Kapela

| Pisarz, poeta, felietonista
Pisarz, poeta, felietonista, aktywista. Autor trzech książek z wierszami („Reklama”, „Życie na gorąco”, „Modlitwy dla opornych”), powieści („Stosunek seksualny nie istnieje”, „Janusz Hrystus”, „Dobry troll”) i zbioru felietonów „Jak odebrałem dzieci Terlikowskiemu”. W 2018 roku ukazała się jego najnowsza książka, „Polskie mięso. Jak zostałem weganinem i przestałem się bać”. Należy do zespołu redakcji Wydawnictwa Krytyki Politycznej. Opiekun Serii Literackiej.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.