Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Jak ruchowi MAGA nie udało się wykreować kultu Charliego Kirka

Gdy rok temu Charlie Kirk zginął od kuli zamachowca, wielu komentatorów spodziewało się, że jego śmierć zostanie wykorzystana do zaostrzenia masowych represji wymierzonych w lewicę i stworzenia mobilizującego radykalnie prawicową bazę kultu. Tak się nie stało – dlaczego?

ObserwujObserwujesz
Charlie Kirk na tle kościelnego witrażu
Walka

1

Dla amerykańskiej prawicy Kirk pozostaje ważnym punktem odniesienia, ale jego kult nigdy nie wyszedł poza prawicową bańkę. Dla znacznej części Amerykanów aktywista funkcjonuje dziś jako prześmiewczy mem, a nie męczennik z panteonu amerykańskiej religii cywilizacyjnej. Ruch, jaki zbudował, pogrążył się w wewnętrznych sporach i teoriach spiskowych. Lewica tymczasem odnosi kolejne sukcesy w prawyborach Partii Demokratycznej i po wyborach w listopadzie ma szanse zyskać znacząco większy wpływ na amerykańską politykę, niż miała od długiego czasu.

Czemu amerykańskiej prawicy nie udało się wykreować politycznego kultu Kirka ani wykorzystać jego śmierci do spacyfikowania „radykalnej lewicy”?

Moralnej paniki nie dało się długo utrzymać

Na pewno nie dlatego, że prawica nie próbowała – zarówno represji, jak i budowy kultu. Jak w artykule z okazji rocznicy śmierci Kirka przypomniał na łamach „The New Republic” Malcolm Ferguson, tuż po zamachu Stephen Miller, jeden z najbliższych współpracowników prezydenta Trumpa w Białym Domu, powiedział telewizji Fox News, że w ostatniej wiadomości, jaką Kirk wysłał mu zanim „dołączył do swojego stwórcy”, aktywista apelował, by zająć się „problemem skrajnie lewicowych organizacji podburzających do przemocy”. Jak nietrudno zgadnąć, Miller obiecał na antenie, że prezydencka administracja spełni ostatnie życzenie Kirka. W trakcie uroczystości upamiętniających zmarłego Miller przestrzegał amerykańską lewicę, że „obudziła smoka”.

Czytaj także Majmurek: Wokół Charliego Kirka rodzi się mit podobny do smoleńskiego Jakub Majmurek

Aktyw MAGA błyskawicznie wziął na cel nie tylko osoby, które w mediach społecznościowych wyrażały radość ze śmierci Kirka, ale także te, które potępiając przemoc krytykowały poglądy aktywisty jako skrajne czy nienawistne. Autorzy takich wpisów spotkali się nie tylko z hejtem, ale też z groźbami karalnymi, doxingiem, wreszcie – z konsekwencjami zawodowymi. Jak podaje BBC za Reutersem, z powodu swoich wpisów o Kirku pracę straciło lub poniosło inne służbowe konsekwencje ok. 600 osób.

Jak się później okazało, niejednokrotnie bezprawnie. Zwolnieni dochodzili swoich praw w sądach i przed innymi ciałami arbitrażowymi. W wielu przypadkach albo zostali przywróceni do pracy – jak zwolniona z „Washignton Post” autorka działu opinii pisma, Karen Attiah – albo dostali hojne odszkodowanie. Rekordzistka, antropolożka z Uniwersytetu Tennessee, otrzymała prawie 2 miliony dolarów za zwolnienie jej z posady na uczelni – pod warunkiem, że nie będzie się więcej starać o pracę w tym miejscu.

Trzy tygodnie po śmierci Kirka prezydent Trump podpisał rozporządzenie wykonawcze NSPM-7, które nakazywało federalnym służbom skupić swoje działanie na „antifie”, a także na środowiskach głoszących opinie „wrogie tradycyjnym amerykańskim wartościom”, takim jak kapitalizm czy chrześcijaństwo.

Ruchowi MAGA i administracji nie udało się utrzymać paniki moralnej, która uzasadniałaby frontalną rozprawę federalnego wymiaru sprawiedliwości z „antifą” i „lewactwem”. Nie lekceważąc niebezpieczeństwa autorytarnego potencjału trumpizmu, trzeba się chyba zgodzić, że jako ruch zdolny funkcjonować wyłącznie w rytm hiperpolitycznych „gównoburz” w mediach społecznościowych potrafi on łatwo wywołać panikę moralną, ale ma poważny problem z jej utrzymaniem i przekształceniem w paliwo dla zdyscyplinowanej kampanii represji.

Kirkifikacja jak cenzopapa

Jeszcze gorzej poszło prawicy z projektem wyniesienia Kirka do rangi świętego amerykańskiej religii obywatelskiej. Próby te spotkały się bowiem z gwałtownym, oddolnym oporem, głównie w mediach społecznościowych – im bardziej MAGA usiłowała narzucić ich użytkownikom kult Kirka, tym bardziej odpowiadali oni na te próby okrutnymi szyderstwami, zmieniając męczennika w mema.

Jak podaje encyklopedia Know Your Meme, już w październiku 2025 roku zaczęły się pojawiać memy wyśmiewające kult Kirka. Ich twórcy, korzystając z narzędzi sztucznej inteligencji, nakładali twarz zmarłego aktywisty na znane z popkultury postaci, kończące swój ekranowy żywot gwałtowną śmiercią – np. Voldemorta czy Iron Mana. W sieci możemy znaleźć też memy przedstawiające Charleya Davidsona – słynny motocykl z głową Kirka.

Proces nakładania jego twarzy na znane postaci doczekał się nawet swojej nazwy: kirkifikacja. Można zaryzykować tezę, że działa tu podobny mechanizm, jaki obserwowaliśmy przy okazji naszej cenzopapy. W momencie, gdy młodym ludziom próbuje się narzucić kult jakiejś osoby, reakcją jest okrutna kpina, przejawiająca się w eksplozji celowo wulgarnych, niesmacznych memów.

Czytaj także Lewica potrzebuje postaci w stylu Charliego Kirka Slavoj Žižek

Nihilizm i okrucieństwo podobnych memów mogą budzić dyskomfort. Można też mieć bardzo poważne wątpliwości, czy nie bagatelizują one zabójczej przemocy politycznej. Jednocześnie w sytuacji, gdy władza spod znaku MAGA próbuje wykorzystać kult Kirka do budowy niewątpliwie autorytarnego projektu politycznego, taka reakcja jest w jakiś sposób zrozumiała.

Tym bardziej że Kirk od początku był kontrowersyjną, dzielącą Amerykanów postacią, a poglądy, które głosił – zwłaszcza na temat aborcji, praw osób LGBT+ czy stosunków rasowych w Stanach – stawiały go bardzo daleko od amerykańskiego centrum. Próby budowy kultu zamordowanego aktywisty przybierały przy tym często niezamierzenie komiczną formę i ciężko było odróżnić, co jest poważną próbą kanonizacji, a co jej parodią. Wygenerowana przez AI piosenka We’re Charlie Kirk używana jest radośnie, bez zmieniania ani jednej nutki czy słowa, przez ideowych przeciwników Kirka, wyśmiewających jego kult. W trakcie swojej niedawnej trasy po Stanach do jej śpiewania zachęcał swoich widzów lewicowy streamer Hasan Piker.

Nawet Kirk by tego nie skleił

Śmierć Kirka, zamiast stać się wydarzeniem jednoczącym radykalną prawicę, stała się przedmiotem gwałtownych sporów w prawicowym obozie i źródłem teorii spiskowych. Już trzy miesiące po zabójstwie, podczas konferencji założonej przez niego organizacji Turning Point USA, doszło do konfrontacji dwóch prawicowych liderów opinii: Bena Shapiro i Tuckera Carlsona.

Obaj oskarżali się wzajemnie o „zdradę dziedzictwa Charliego Kirka”. Ten pierwszy zarzucił Carlsonowi, że „zdradza pamięć Charliego” zapraszając na przyjazne wywiady otwartych antysemitów, takich jak Nick Fuentes, których Kirk trzymał z daleka od Turning Post USA. Carlson odpowiedział, że to Shapiro zdradza dziedzictwo Kirka i jego „przywiązanie do wolnej debaty”.

Radykalnie prawicowa influencerka i propagatorka teorii spiskowych o wielkich zasięgach Candace Owens głosiła z kolei, że za śmiercią Kirka stoją tak naprawdę obce służby, najpewniej izraelskie. Owens wzięła też na cel wdowę po Kirku, Erickę, zarzucając jej między innymi związki z Epsteinem. Można zgodzić się z dystansującym się dziś od skrajnej prawicy – choć ciągle z pewnością nie progresywnym – autorem Richardem Hannanią, gdy zwraca uwagę, iż trudno się dziwić, że śmierć Kirka staje się źródłem absurdalnych teorii spiskowych, biorąc pod uwagę, że sam aktywista chętnie je głosił. Na przykład powtarzając za Trumpem narrację o „ukradzionych wyborach” w 2020 roku. „Paranoiczny styl w polityce amerykańskiej” nie zaczął się oczywiście razem Kirkiem, ale aktywista zrobił wiele, by podtrzymać go w kolejnym pokoleniu.

Jak w portrecie z okazji rocznicy śmierci aktywisty zauważył „New York Times”, tuż przed śmiercią Kirk wyraźnie niekomfortowo czuł się z takimi tematami, jak polityka administracji wobec akt Epsteina czy wojna w Iranie. Coraz bardziej nie zgadzał się z tym, co robił Trump, ale nie chciał go krytykować i deklarował zaufanie do prezydenta. Dziś sprawa Epsteina, a jeszcze bardziej wojna w Iranie, kruszą koalicję, jaka dała Trumpowi zwycięstwo w 2024 roku.

Czytaj także Jaka teoria spiskowa, wariacie? Gwiazda alt-rightu na tropie penisa Brigitte Macron i zabójcy Charliego Kirka Patrycja Wieczorkiewicz

Wśród amerykańskiej prawicy pojawiają się głosy, że gdyby Kirk żył, być może jemu jedynemu udałoby się powstrzymać pęknięcia w koalicji MAGA. Można w to wątpić –od początku była ona niestabilna, wewnętrznie ideologicznie sprzeczna, połączona głównie antyliberalnym resentymentem i fanatycznym kultem Trumpa – prędzej czy później musiała się zacząć rozpadać.

Trump wyraźnie rozczarował młodych, których głosy Kirk pomógł mu pozyskać w 2024 roku. Według sondażu Navigatora to generacja Z ma najbardziej negatywne zdanie o Trumpie – poparcie netto dla prezydenta wynosi w tej grupie minus 32 proc., o 11 punktów procentowych mniej niż średnia. Zetki są też grupą, w której najwięcej ankietowanych – 31 proc., prawie co trzeci – deklaruje, że żałuje głosowania na obecnego prezydenta. Trump tak sobie na to zapracował, że przed wyborami połówkowymi nawet Kirk niewiele by tu pomógł.

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x