Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Czy ślepcy rządzą światem?

Kinga Dunin czyta Ernesta Sabato i Rodolfo Walsha. „Tunel” i „Operacja Masakra” prowadzą ją przez mroczną historię Argentyny – od obsesji i paranoi po przemoc polityczną, dyktaturę i pytanie o to, kto naprawdę rządzi światem.

ObserwujObserwujesz
Walka

Ernesto Sábato, Tunel, przeł. Zuzanna Geremek, Wyd. Cyranka 2026

Wystarczyłoby powiedzieć, że jestem Juan Pablo Castel, malarz, który zabił Marię Iribarne; podejrzewam, że proces ten pamiętają wszyscy i nie potrzeba więcej wyjaśnień.

Skoro już w pierwszym zdaniu dowiadujemy się, kto kogo zabił, to po co czytać tę argentyńską powieść, a właściwie nowelę, która ukazała się lata temu, w 1948 roku? Może z tego samego powodu, dla którego czytamy Obcego Camusa albo Notatki z podziemia Dostojewskiego. (Ok, teraz nie czytamy, ale kiedyś jednak czytaliśmy.) W jednej ktoś zabija bez powodu Araba, w drugiej nikogo nie zabija, ale dręczy prostytutkę, jednak wiadomo, że w istocie chodzi o egzystencjalny dramat, wyobcowanie i pozostawanie na marginesie społeczeństwa, którego się nie lubi. Sábato można dopisać do tej listy, też jest świetnym pisarzem, choć pozostawił po sobie tylko trzy powieści. Tunel zaś od razu został uznany za arcydzieło.

Bohater Tunelu, jak się domyślacie, nie jest sympatyczną postacią. Gardzi właściwie wszystkimi: głupimi krytykami i innymi malarzami, snobistyczną elitą, Polakami, bo to zwykle służący, prostytutkami, imigrantami, właściwie każdym poza zmarłą matką.

Czytaj także Sangama: o świecie zglobalizowanym, ale nie dla wszystkich otwartym Kinga Dunin

Poznajemy go na wystawie, gdzie można oglądać jego obraz Macierzyństwo. Na pierwszym planie widać tam matkę z dzieckiem, ale w rogu płótna, właściwie wbrew zasadom kompozycji, namalował niewielkie okno, a w nim samotną kobietę. Nikt na to nie zwraca uwagi poza kobietą, która długo wpatruje się w ten szczegół. To Maria, a Juan w tym momencie się w niej zakochuje. Wierzy, że wśród tego brzydkiego i złego świata jest ona jedyną istotą podobną do niego. Znajdzie ją, będą się spotykali, przeżyją miłosne uniesienia, ale Maria zawsze będzie mu się wymykała. Niewiele o sobie mówi, nie wiadomo, jakie naprawdę relacje łączą ją z niewidomym mężem, a jakie z kuzynem. Często mówi zagadkami. To, że bohater nie może jej poznać i kontrolować, sprawia, że jego miłość przeradza się w obsesyjne szaleństwo i udręki zazdrości. Chciałby, żeby Maria istniała tylko wtedy, kiedy jest z nim, bo nie może znieść, że reszta jej życia jest dla niego tajemnicą. Maria ma być wyidealizowaną matką, z którą można zlać się jak w życiu płodowym.

Jest mizoginem, bo żadna kobieta nie jest taką matką ani jego idealnym dopełnieniem, czy raczej sobowtórem. Sięgając po język psychoanalizy – Juan nie może znieść separacji. „Muszę cię zabić, Mario. Zostawiłaś mnie samego”. Jego tunel – zawężenie świadomości – jest paranoicznie racjonalny. Bohater buduje proste sylogizmy: prostytutki udają przyjemność – może Maria też udaje? – Maria jest prostytutką. Analizuje każde słowo, stawia kolejne hipotezy, racjonalizuje. To rozum i logika wiodą go na manowce.

Sábato był fizykiem, pracował na uniwersytecie, zanim został zwolniony z powodów politycznych (w młodości związał się z komunistami) i zajął się literaturą, jednak ostrzegał przed zagrożeniami, jakie niesie nauka, oraz ograniczaniem się do rozumu i pomijaniem innych doświadczeń.

Warto zwrócić w Tunelu uwagę na postać niewidomego męża Marii. Budzi on szczególnie silną niechęć Juana.

„Mam nieprzychylne zdanie na temat ludzkości; muszę wyznać teraz, że ślepi w ogóle mi się nie podobają i gdy przed nimi staję, nachodzi mnie takie samo uczucie jak to, które wywołuje we mnie pewien typ zwierząt, zimnych, wilgotnych i cichych jak żmije”.

Na koniec budzący w Juanie odrazę ślepiec, który w końcu udzielił mu trochę informacji o Marii, goni go, krzycząc, że jest on głupcem.

Dokąd prowadzi nas ten tajemniczy i niejednoznaczny motyw pojawiający się w Tunelu?

W roku 1961 (polskie wydanie 1966) ukazuje się powieść Sábato O bohaterach i grobach. Ja czytałam wydanie następne, z 1977 roku, i nadal pamiętam ogromne wrażenie, jakie na mnie wywarła. Pamiętam, że była tam trudna miłość, demoniczny ojciec, straceńcza ostatnia walka jakiegoś generała (już wiem, że był to Lavalle), przede wszystkim jednak oddzielną częścią powieści jest słynny Raport o ślepcach, surrealistyczny i paranoiczny. Ujawnia on prawdę o straszliwej sekcie ślepców, wcieleniu absolutnego zła, która rządzi światem ze swoich podziemnych labiryntów, chociaż jej przedstawiciele czasem pojawiają się na zewnątrz, na ulicach. Sábato zaprzeczał wszelkim politycznym odczytaniom Raportu, twierdząc, że mówi on o mrocznej części ludzkiej natury, jednak chyba nie ma tu sprzeczności? Może naprawdę światem rządzi sekta reprezentująca to, co w ludziach najgorsze – rządzę władzy, chciwość, okrucieństwo i bezwzględność?

Trzecie wydanie powieści – nieocenzurowane, poprawione przez autora i z przedmową Gombrowicza, pierwotnie do wydania francuskiego, ukazało się w 2006 roku w wydawnictwie Znak. Myślę, że przydałoby się wznowienie, a przynajmniej e-book. E-book by mnie uszczęśliwił!

Czytaj także Gwiazdy i ekskrementy. Na czym polega dojrzałość emocjonalna wobec lęku? Kinga Dunin

Roberto Walsh, Operacja Masakra, przeł. Barbara Jaroszuk, ArtRage 2026

Pierwsze wieści o nielegalnych rozstrzelaniach z czerwca 1956 usłyszałem zupełnym przypadkiem pod koniec tamtego właśnie roku, w pewnej kawiarni w La Placie […]

Walsh był wówczas młodym dziennikarzem, interesował się fantastyką i pisywał opowiadania kryminalne. Poglądy miał raczej prawicowe, był przeciwnikiem Perona, a jego zwolenników uważał za „barbarzyńców”. Napisał artykuł w hołdzie lotnikom poległym w walce po stronie Perona. Wtedy w lotnictwie walczył też jego brat.

Jednak w 1956 roku Peron był już kontrowersyjnym politykiem na uchodźstwie, a zastąpiły go wojskowe rządy generała Aramburu. Wybuchło nieudane i stłumione właściwie w ciągu jednej nocy peronistyczne powstanie, zamach wojskowy. Walsh obserwował walki na ulicach miasta, a nawet we własnym mieszkaniu, zajętym przez rządowy oddział. Kiedy parę miesięcy później grał w szachy w swojej ulubionej kawiarni, usłyszał plotkę – o nielegalnych rozstrzeliwaniach i że jeden „rozstrzelany” żyje. Zaciekawiony ruszył tym tropem i to odmieniło jego życie. Pracował w ukryciu, posługując się fałszywymi dokumentami, i dotarł do prawie wszystkich ofiar tych wydarzeń – okazało się, że żyje nie jeden z rozstrzelanych, ale siedmiu, zaś wszystkich, którzy mieli zginać, było dwunastu. Oraz że zwolennicy Perona nie są barbarzyńcami, są ludźmi.

Można uznać to za anegdotę, drobny epizod w morzu przemocy i ofiar – tej i kolejnych dyktatur. Jednak to szczegół robi na nas wrażenie, a nie liczby opatrzone zerami.

Efektem jego pracy była książka – fundament argentyńskiego dziennikarstwa śledczego i historia non-fiction oparta na relacjach ofiar. Wyprzedził w ten sposób Trumna Capote’a i jego Z zimną krwią. W obu przypadkach mamy do czynienia z drobiazgową, właściwie beznamiętną rekonstrukcją wydarzeń, ale stawka była inna, Walsh wiele ryzykował.

Rozpoczyna on swoją książkę od pokazania ofiar w codziennych sytuacjach, w ostatni wieczór przed ich zatrzymaniem, które – to bardzo ważne i udowodnione przez niego – nastąpiło przed wprowadzeniem stanu wojennego. Było to kilkunastu mężczyzn, w większości w nic nie zamieszanych, którzy spotkali się, żeby wysłuchać radiowej transmisji walki bokserskiej. Dokładnie wskazuje osobę odpowiedzialną za wydanie rozkazu, chaotyczną strzelaninę, dobijanie rannych, czyli przebieg samej masakry. Przeżyli ci, którzy zdołali uciec albo udawali martwych.

Inaczej niż u Capote’a, nie kończy się to wymierzeniem sprawiedliwości. Jeden z ocalonych składa pozew do sądu, Walsh, a także – niezależnie – pewien przyzwoity sędzia zgromadzili wszystkie niezbędne dowody, jednak sprawa wędruje przez kolejne instancje, aż trafia do Sądu Najwyższego, który przekazuje ją pod jurysdykcję wojskową – tak jakby ofiary podpadały pod prawo stanu wojennego. Masakra zostaje usprawiedliwiona. Ocaleni nie doczekali się sprawiedliwości, rodziny zamordowanych wsparcia. Chyba że uznać za to śmierć generał Aramburu, w 1970 roku porwanego przez Montoneros – jeszcze o nich wspomnę – i zastrzelonego.

Na tym etapie Walsh nadal deklaruje swój antyperonizm, chociaż odcina się od związków z nacjonalistyczną prawicą, z która w młodości był związany. Pisze, bo tego wymaga zwykła ludzka przyzwoitość, chodzi mu o prawdę i podstawową sprawiedliwość.

Na podstawie jego książki powstaje film, który nigdy nie wszedł do oficjalnej dystrybucji, ale – jak pisze Walsh – obejrzało go sto tysięcy widzów na nielegalnych pokazach. Możemy zobaczyć w nim jednego z mężczyzn, który przeżył masakrę.

W tym miejscy możecie zakończyć lekturę, chyba że interesuje was, co dalej działo się z Walshem. Pojawi się też Sábato.

Czytaj także Cesarstwo cesarstwem, ale ostatecznie wszyscy jesteśmy dziećmi popkultury Kinga Dunin

W którymś z epilogów czy dodatków do Masakry (w książce jest ich kilka) Walsh krytykuje Sábato za romantyzację generała Lavalle’a w O bohaterach i grobach. Uważa – w skrócie – że Lavalle (wiek XIX) był przedstawicielem elit, odpowiedzialnym za rozstrzelanie popularnego gubernatora bliższego ludowi. To mogło być początkiem dręczących Argentynę podziałów. Oczywiście u Sábato postać generała była bardziej złożona, ale widać, jak poglądy Walsha ewoluują i ostatecznie przechodzi on na stronę politycznego aktywizmu i lewicy. Podczas swojej pracy nad książką poznał zwyczajnych ludzi i pozbył stereotypów na temat peronistycznego ludu.

Sábato do komunizmu i lewicy zniechęcił stalinizm. Zanim poznał o nim prawdę, był bliski wyjazdu do Moskwy na jakieś szkolenie. Był przeciwnikiem rządów Perona, a jednocześnie rozumiał źródła jego poparcia i miał ambiwalentny stosunek do jego obalenia. Ogólnie domagał się pokoju, zgody i pojednania. Któż by tego nie chciał? Na dwadzieścia lat – tyle lat się do siebie nie odzywali – podzieliło go to z Borgesem, który bez zastrzeżeń świętował obalenie peronizmu.

Mija parę lat i Walsh wyjeżdża na Kubę, gdzie zakłada, między innymi z Marquezem, agencję informacyjną. Tam rozszyfrował tajną korespondencję między CIA i agentami wywiadu w Gwatemali o przygotowywanej inwazji w Zatoce Świń, ale może ciekawsza byłaby lektura jego prywatnego dziennika z tego okresu, opublikowanego już po śmierci autora. Tu ideały zderzyły się z życiem, opisuje w nim bowiem swoje kontakty z prostytutkami – w komunistycznej Kubie prostytucja miała zniknąć. Szczególnie kontrowersyjny jest jeden z fragmentów, dotyczący wizyty u 16-letniej prostytutki w siódmym miesiącu ciąży. Dla ciekawych link. Możecie znaleźć tam cytat z dziennika.

Powiedzmy, że i on jedną nogą znalazł się w królestwie ślepców.

Po powrocie do Argentyny związał się z Monteneros. Była to organizacja polityczna, partyzancka i terrorystyczna o charakterze rewolucyjno-lewicowym, socjalno-chrześcijańskim i peronistycznym.

Zajmował się w niej wywiadem.

W 1976 roku w wyniku kolejnego zamachu stanu do władzy dochodzi junta wojskowa pod przywództwem generała Videla, szczególnie okrutna. Dwa miesiące później generał wydaje obiad, w którym udział biorą także Sábato i Borges. Sábato chwali potem kulturę generała, a później niezręcznie się z tego tłumaczy.

W tym samym roku umiera 26-letnia córka Walsha. Grupa Monteneros zostaje otoczona przez wojsko – wszyscy poza nią i jej towarzyszem zostają zabici, wtedy obydwoje popełniają samobójstwo.

Rok później Walsh pisze List otwarty pisarza do Junty Wojskowej i rozsyła go do redakcji krajowych i zagranicznych. Wymienia tam wszystkie zbrodnie reżimu: tortury, „zaginięcia”, obozy koncentracyjne, a także zarzuca współpracę z CIA i uległość wobec amerykańskiego kapitału. Następnego dnia dochodzi do zatrzymania. Wyjmuje broń, woli zginąć niż dostać się w ręce wojskowych. Martwy albo jeszcze żyjący zostaje wciągnięty do samochodu. Ciało ani szczątki nigdy nie zostaną odnalezione. W chwili śmierci Walsh ma pięćdziesiąt lat.

Demokracja wraca w 1983 roku.

W roku 1984 Narodowa Komisja ds. Zaginięcia Osób w Argentynie pod przewodnictwem Ernesto Sábato wydaje raport znany jako Raport Sábato albo Nigdy więcej.

I Sábato, i Walsh doczekali się w Argentynie licznych upamiętnień – nazw ulic, stacji metra. Walsh muzea, a memoriał Sábato to park, gdzie znajduje się między innymi rzeźba dająca efekt tunelu, Walsh ma pomniki i można go zobaczyć na muralach. Wokół upamiętnień toczą się spory polityczne, są atakowane (fizycznie), pojawiają się dążenia do zmiany nazw ulic – oczywiście ze strony prawicy.

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x