Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Terror doskonałości czyni życie nieznośnym

Mona Chollet, „Nie dać się poczuciu winy”

Jeśli chcemy tworzyć świat, w którym ludziom będzie żyło się lżej, to najgorsze, co możemy zrobić, to obarczyć ich kolejnym ciężarem – doskonałości i nieskazitelności. Jest to ciężar ponad ludzką miarę.

Dziennikarka, kulturoznawczyni, artystka i kuratorka
Mona Chollet Recenzja
Walka

Pomówmy o nadbagażu, za który linie lotnicze nie naliczają dodatkowych opłat – o poczuciu winy.

Zabieramy je ze sobą na wakacyjne wyjazdy i chociaż nie zajmuje miejsca w walizce, potrafi całkowicie podporządkować sobie urlop. Przez cały rok marzymy o przysłowiowym leżeniu brzuchem do góry na plaży. Wyobrażamy je sobie jako nagrodę za codzienne znoje, obietnicę chwili, w której wreszcie będzie można nic nie robić.

Kiedy jednak ten moment nadchodzi – o ironio – okazuje się, że bezczynnie leżeć wcale nie jest tak łatwo. Natłok myśli o wszystkich zaległościach i przyszłych wyzwaniach skutecznie odbiera przyjemność z odpoczynku. Jeszcze chwilę temu marzyliśmy o wolnym czasie, a teraz najchętniej zagłuszylibyśmy go kolejnym zadaniem. Okazuje się, że wielu z nas łatwiej jest pracować niż odpoczywać. I właśnie dlatego niedawno przetłumaczona na język polski książka Mony Chollet Nie dać się poczuciu winy jest idealną lekturą na wakacje.

Czytaj także Pozytywna trauma miłości i klęska równościowych projektów Agata Bielińska

Dorzuć książkę do bagażu

Mona Chollet odprawia literackie egzorcyzmy nad demonami współczesnej kultury. Pisała już o niezwyciężonej sile wiedźm i postulowała, by wymyślić miłość na nowo. Tym razem bierze pod lupę poczucie winy, nie podchodząc jednak do niego z perspektywy psychologicznej. W charakterystyczny dla siebie sposób wrzuca do jednego kotła badania, teorie naukowe, fakty historyczne i analizę mechanizmów społecznych z obserwacjami codzienności, pisząc o tym wszystkim przystępnym językiem, dlatego tę książkę czyta się tak przyjemnie.

To nie jest książka o sumieniu ani o moralności. Nie opowiada o poczuciu winy, które wynika z wyrządzenia komuś krzywdy. Chollet interesuje nieuzasadnione poczucie winy – wewnętrzny wróg, głosik życzliwy dla nas mniej więcej tak jak terrorysta. Oczywiście wiemy już, że w kulturze zapierdolu trudno umieć odpoczywać. Tak przywykliśmy do pracy, że podczas odpoczynku czujemy się równie naturalnie jak ryba wyciągnięta na brzeg. O tym dobrze już dziś wiemy, jednak Chollet szuka głębszej przyczyny tego stanu rzeczy. W kulturze, w której przepracowanie wyniesione jest niemal do rangi cnoty, a lenistwo uznaje się za grzech, – autorka wskazuje na chrześcijańskie dziedzictwo i utrwalone przez nie wzorce myślenia.

Czytaj także Smełka-Leszczyńska: Dajmy się wszystkim wyspać, a potem porozmawiamy [rozmowa] Katarzyna Przyborska

Moja bardzo wielka wina

Chollet przekonuje, że można wyjść z kościoła, ale znacznie trudniej wyjść z wymodelowanego przez religię sposobu myślenia o sobie, wyzbyć się tendencji do idealizowania trudów i cierpienia, pobrzmiewającej w takich powiedzonkach jak „co mnie nie zabije, to mnie wzmocni”.

W Polsce poczucie winy wisi po prostu w powietrzu, którym oddychamy. I chociaż mechanizm ten dotyka wszystkich, to nie każdego w równym stopniu. Kobiety i osoby z grup społecznych, na temat których funkcjonuje dużo krzywdzących stereotypów, zdecydowanie częściej odczuwają nieuzasadnione poczucie winy. Mimo, że Ewa połasiła się na jabłko tysiące lat temu, to jej córki i wnuczki do dziś czują jego posmak na podniebieniu.

Kolektywne sjesty

Nieprzypadkowo mówimy „śmierdzący leń”. Lenistwo jest tak moralnie podejrzane, że przypisuje się mu nawet odór. Tyle że to przecież leń się nie poci, raczej leży i pachnie. Być może nie spodobałoby się to Ewie Chodakowskiej, bo jej zdolność odczytywania społecznych niuansów przypominała próbę czytania alfabetu Braille’a w rękawicach bokserskich. To ona, odnosząc się do ciałopozytywności, powiedziała dyscyplinujące słowa „dość lenistwa pod płaszczykiem samoakceptacji”.

Ta wypowiedź słusznie wywołała falę sprzeciwu. Szybko się okazało, że „płaszczyki” wielu kobiet są ciężkie, utkane z przepracowania, niewidzialnej pracy i nieustannego odkładania własnych potrzeb na później. Przy lekturze pamiętników Sylvii Plath uderzyło mnie, że już jako uczennica odczuwała osobliwą ulgę, gdy choroba kładła ją do łóżka. Dopiero gorączka, od której dwoiło się przed oczami, dawała jej przyzwolenie na bezczynność. Tylko wtedy mogła odpoczywać bez poczucia winy. A przecież mowa tutaj o dziewczynce, której ambicję nie tylko akceptowano, ale wręcz prezentowano jako wzór do naśladowania.

Mona Chollet upatruje źródeł amerykańskiej kultury przepracowania również w niewolnictwie. Niewolników zmuszano do pracy ponad siły, a zarazem przypisywano im wrodzone jakoby lenistwo. Do tej historii odwołuje się Tricia Hersey, potomkini zniewolonych Afroamerykanów i założycielka Ministerstwa Sjesty, autorka słynnej już frazy „rest is resistance” – odpoczynek to opór. Od 2017 roku organizuje wspólne drzemki w bibliotekach, salach do jogi, teatrach i podziemiach kościołów. Rozkłada materace, poduszki i koce, zapala świece, ustawia fotografie odpoczywających czarnych osób. W jej ujęciu odpoczynek nie jest luksusem ani nagrodą za produktywność, ale aktem odzyskiwania godności.

Polskie, chłopskie korzenie również utrwaliły przekonanie, że człowiek jest tyle wart, ile zdoła wypracować. Dziś nie tylko należy więc mówić o prawie do odpoczynku, ale i o tym, że naszym moralnym obowiązkiem wobec naszych (zwykle ciężko pracujących) przodków jest odpoczywać. Nie oddajemy hołdu przodkom, pracując równie znojnie jak oni. Oddamy im hołd, jeśli ich wyczerpania nie przekażemy następnym pokoleniom.

Fanatyczni kaznodzieje aktywizmu

Najciekawszą częścią książki Chollet jest ta, w której autorka pisze o czymś, o czym myśli wielu. Nawet w kuluarach rozmawia o tym sporo osób, ale niewielu decyduje się wypowiedzieć to na głos. Może te myśli wciąż wymagają ochłonięcia, przeanalizowania z każdej strony na zimno. Poruszanie się po tym terenie przypomina trochę wejście na pole minowe. Jeden nieostrożny krok i rozmowa może zamienić się w huk oskarżeń.

Czytaj także 7 grzechów głównych aktywizmu: czego nie robić, pomagając innym Paweł Jędral

Otóż Chollet dostrzega poczucie winy również w aktywizmie. Im wyższe mamy wobec siebie wymagania etyczne, tym więcej okazji do poczucia, że im nie sprostaliśmy. Osoby zaangażowane społecznie dobrze znają ów wewnętrzny głos wypominający, że są nie dość dobrymi feministkami, sojuszniczkami, czy aktywistkami. Że gdzieś zabrakło konsekwencji i w codziennym pośpiechu, przemęczeniu albo nieuwadze zdradziły własne ideały. Równolegle w tych samych środowiskach poczucie winy przestaje być wyłącznie wewnętrznym głosem, ale także pełni funkcję społecznego bata, regulatora zachowania i słowa. Pochopne callouty, publiczne linczowanie sojuszników za jedno niefortunne sformułowanie. A wszystko ponoć w imię skuteczności aktywizmu i tego, żeby jednostkom żyło się lepiej.

Przez to nie brakuje paradoksów. Osoby idealnie opanowujące język środowisk zaangażowanych uchodzą za świętoszków, choć bywają wilkami w owczej skórze. Przemocowcy tworzący rzewne historie o czułej męskości albo wrażliwości, gdy sami odznaczają się wrażliwością zastygłego cementu. A z drugiej strony są osoby o dobrych intencjach, które nie nadążają za zmianami w języku, albo nieświadomie powielają jakieś utarte frazy. Gdy używają niefortunnego określenia, są publicznie grillowane.

Otaczają nas przemoc, nierówności i dyskryminacja. Gniew na stan świata i pragnienie zmiany są nie tylko zrozumiałe, ale często konieczne. Problem pojawia się, kiedy w walce o równość i empatię zaczynamy powielać mechanizmy, z którymi walczymy. Kiedy z ofiar zamienimy się w myśliwych.

Ten terror doskonałości czyni życie nieznośnym. Ktoś, kto ma w miarę progresywne poglądy, jest pod ciągłą obserwacją. Rozlicza się go za wszelkie potknięcia. Swoją drogą, ciekawe, kiedy czeka nas kolejny najazd na OIgę Tokarczuk.

Jeśli chcemy tworzyć świat, w którym ludziom będzie żyło się lżej, to najgorsze, co możemy zrobić, to obarczyć ich kolejnym ciężarem – doskonałości i nieskazitelności. Jest to ciężar ponad ludzką miarę, niemożliwy do udźwignięcia. Zamiast zamieniać sojuszników we wrogów, wato odróżniać złą wolę od zwykłej ludzkiej omylności.

**
Zofia Krawiec — dziennikarka, kulturoznawczyni, artystka i kuratorka wystaw sztuki współczesnej. Autorka książek Miłosny Performans (wyd. Lampa i Iskra Boża, 2016) i Szepczące w ciemnościach (wyd. Znak, 2023).

Mona Chollet, Nie dać się poczuciu winy. O tym, co nam przeszkadza w życiu. Z francuskiego przełożyła Magdalena Kowalska. Wyd. Karakter.

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x