Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Gwiazdy i ekskrementy. Na czym polega dojrzałość emocjonalna wobec lęku?

„Faszyzm zwykle zaczyna się od strachu, a kończy nienawiścią”. Kinga Dunin czyta norweską klasykę sprzed 50 lat, opowiadania niesamowite argentyńskiej pisarki i nowe wydanie „Wielkiej trwogi” Marcina Zaremby.

ObserwujObserwujesz
Close-up of a woman with gray hair and red lipstick smiling softly against a dark background, wearing a floral-patterned top.
Walka

Nasz zakładowy kot obszczał dziś rano ministra finansów. Gazeta leżała na stole, zwrócona portretem jego ekscelencji ku górze. (…) swój mocz pozostawił na twarzy Franza-Josefa Straussa zwierzak narodowości francuskiej – to jest kot, którego, założyć należy, już z racji jego współrodactwa ze Sthendalem i Rochefoucoldem łączy z parakletem więź intymniejsza niż w przypadku większości kotów.

Data ta, gdyby wciąż obowiązywał wtedy francuski kalendarz rewolucyjny, to byłby 28 maja 1968 roku. Czyli sam środek wydarzeń maja 1968 w Paryżu. Zielone świątki to święto zesłania Ducha Świętego, stąd paraklet. Natomiast Franz-Josef Strauss był niemieckim politykiem, założycielem CSU, za czasów Gomułki straszono nim w Polsce dzieci. O tym akurat norweski autor zapewne nie wiedział, a dziś w ogóle mało komu nazwisko to coś mówi. Natomiast nam mówi to tyle, że to stara książka. Prochownia to drugi tom trylogii znanej jako Historia Bestialstwa. Pierwsza część – Chwila wolności. Manuskrypt z Heiligenburgu ukazała się w tym samym wydawnictwie w 2024 roku, trzecia jest zapowiadana. W Norwegii to opus magnum ważnego pisarza, ukazujące się latach 1966, 1969 i 1973.

W pierwszym tomie narrator, niezwracający niczyjej uwagi woźny sądowy, pisze dzieło Historia Bestialstwa, które potem stało się znakiem rozpoznawczym całej trylogii. W Prochowni też pozornie zajmuje taką niezbyt eksponowaną pozycję społeczną – jest dozorcą w zakładzie psychiatrycznym, ale również kimś w rodzaju drugiego ordynatora, powiernika chorych i nauczyciela. Chorzy to często przestępcy – mordercy, gwałciciele. Sam szpital jest miejscem może nie luksusowym, ale idyllicznym, otoczonym rajskim ogrodem, gdzie pacjenci i personel żyją w dość rodzinnej atmosferze.

Powieści te właściwie nie mają fabuły, chociaż w Prochowni przeczytamy o samobójczym zgonie, który okazał się morderstwem, ale to raczej szczegół bez znaczenia. Treścią tych książek jest przede wszystkim kronika zbrodni i okrucieństw popełnianych przez ludzkość oraz filozofowanie. Kontrapunktem dla okropieństw wyczynianych przez człowieka jest natomiast piękno przyrody. Rośliny, zwierzątka i seks. To piękne zmysłowe opisy stanu niewinności (tak jakby przyroda nie była równie okrutna).

Czytaj także Świat wymyka się spod kontroli. Czy demokracja przetrwa warunki hybrydowe? Jan Zielonka

Człowiek – z natury zły – mieszka na cienkiej skorupce, pod którą płonie ogień, nad którą jest tylko cienka warstwa powietrza, a dalej bezbrzeżna pustka. Wszystkie gwiazdy i planety działają punktualnie, zgodnie z prawami natury, i kompulsywnie, w kółko powtarzają swoje ruchy, ale nie ma w tym żadnego celu ani sensu, wygląda to jak objawy choroby psychicznej. Świat jest szalony.

Człowiek natomiast sam ustala dla siebie prawa i są one opresyjne i zbrodnicze. Prawo – czy to świeckie, czy kościelne – stoi ponad wykonawcami poleceń i ogranicza ludzką wolność, jest odpowiedzialne za dokonywane w jego imieniu zbrodnie. Złe są takie instytucje jak szkoły czy więzienia. Kościół – bardzo zły. Zła Rosja i Ameryka. I Lenin, chociaż opis własnego syfilisu Ferdynanda Ossendowskiego jest barwniejszy. No i złe są mieszczańskie, pruderyjne i pełne hipokryzji normy moralno-obyczajowe. Świat to „gwiazdy i ekskrementy”.

Jens urodził się w roku 1920. Kiedy miał osiemnaście lat, został skazany na karę więzienia (w zawieszeniu) za kontakty seksualne z piętnastolatką. W czasie wojny zainteresował się antropozofią Steinera, po wojnie był nauczycielem w szkole Steinerowskiej. Potem jednak wybrał anarchizm, a w każdym razie totalną krytykę społeczeństwa tłumiącego wolność. Jedna z jego powieści została zakazana ze względu na szerzenie pornografii, a on stanął przed sądem, co udało mu się zamienić w spektakl obnażający hipokryzję norweskiego społeczeństwa. Cierpiał na depresję i chorobę alkoholową. Popełnił samobójstwo w 1976 roku.

Czytaj także Przeciw apokaliptycznej retoryce: straszenie zagładą nie uratuje świata Kamil Fejfer

Knausgård przeczytał Historię Bestialstwa, kiedy miał szesnaście lat i uznał ją za objawienie i do dziś mówi o niej jako o czymś, co miało na niego ogromny wpływ. A Bjørneboe nadal uważany jest za jednego z najważniejszych pisarzy norweskich.

Nie mam szesnastu lat, ale mogę sobie wyobrazić, że na nastolatku może to robić wrażenie. Kiedyś trzeba się dowiedzieć, że historia ludzkości jest przerażająca. Jednak jest dla mnie coś niesmacznego, a nawet obleśnego w formie, jaką Bjørneboe wybrał dla swojego katalogu okrucieństw i zbrodni. Są to ich drobiazgowe, wręcz pedantyczne opisy, bez sentymentalizmu czy współczucia dla ofiar. A jednocześnie pisze o nich, jakby z lubością je smakował, niekiedy zabarwiając czarnym humorem i zmieniając w groteskę.

Wiadomo – cynizm jest naszą zbroją przed brutalnością świata, ale jednak jest tu też estetyzacja zła. Wszystko to chyba w celu épater le bourgeois. Jednak od czasu wydania trylogii minęło jakieś pół wieku. Nie ma już grzecznego mieszczaństwa, które tak łatwo zgorszyć, a za to jest mnóstwo seksu i przemocy w popkulturze. Inaczej też pisana jest historia, wymieniane przez autora przykłady, a nawet gorsze przejawy ludzkiego okrucieństwa, przeważnie znamy już z innych źródeł.

W Prochowni Bjørneboe używa określenia Wielki Lęk. Chodzi o egzystencjalny, wręcz metafizyczny lęk, który odczuwamy, gdy dociera do nas prawda o świecie. Przywodzi to jednak na myśl określenie Wielki Strach, które w historiografii łączy się z falą paniki i buntów chłopskich przed rewolucją francuską oraz, na naszym podwórku, wykorzystanie tego konceptu przez Marcina Zarembę. Zwróćcie może uwagę na drugie wydanie jego znakomitego studium Wielka trwoga o czasach powojennych w Polsce 1944-1947, które pojawiło się w tym roku. Oczywiście to tylko dygresja, nie zamierzam porównywać tu książek z dwóch różnych porządków. Chciałam jedynie powiedzieć, że czasami fakty działają na nas mocniej niż literatura, a czasami literatura jest silniejsza od faktów. Mimo że widzę literacki kunszt autora, jednak nie jest to dla mnie ten przypadek, chociaż czasem też zdarza mi się myśleć, że świat został stworzony przez złego demona (na pewno można znaleźć odcisk gnozy w tej powieści).

Czytaj także Cesarstwo cesarstwem, ale ostatecznie wszyscy jesteśmy dziećmi popkultury Kinga Dunin

Mariana Enriquez, Słoneczne miejsce dla mrocznych ludzi, Przeł. Katarzyna Okrasko, wyd. Echa 2026

Myślę, że najpierw powinnam opisać dzielnicę. Bo tam jest mój dom, a w nim moja matka.

To dzielnica dawnych domków robotniczych, kiedyś ładnych i z ogródkami, dziś już mocno zniszczonych. Obok zbudowano blokowisko, a tam, gdzie miał być ośrodek sportowy, powstały slumsy. Problemem jest przestępczość – zabójstwa, napady rabunkowe, włamania, porwania, a sprawcami, jak się uważa, są ci z bloków i slumsów. Matka w domu bywa. Umarła jakiś czas temu, bardzo cierpiąc, a pojawia się jako duch. Pojawiają się też inne duchy – zamordowanych, złodzieja, który zginął przy próbie włamania, i wiele innych.

Słoneczne miejsce dla mrocznych ludzi to zbiór dwunastu opowiadań grozy znanej argentyńskiej pisarki. To atrakcyjna forma, można je więc potraktować po prostu jako rozrywkę, ale jest w nich też coś więcej. Nie są to horrory, w których im straszniej, tym lepiej, tylko raczej opowiadania niesamowite. Pojawią się w nich duchy i inne nadprzyrodzone zjawiska, atmosfera tajemniczości, czasem rzeczywiście grozy, niekiedy otwarte zakończenia pozostawiają pole dla naszej wyobraźni. I Argentyna, której coś dolega.

Czytaj także Osobliwe stany świadomości Kinga Dunin

Bieda, bezrobocie, bezdomność, przestępczość, wykluczenie – kiedy miasteczko zostanie pozbawione komunikacji kolejowej – oraz nieprzepracowane traumy z przeszłości. W kilku opowiadaniach w tle widzimy budynki, o których ludzie mówią, że były tu tajne więzienia, tortury. Dotyczy to czasów brutalnej dyktatury junty wojskowej w latach 1976-1983. Wiele powodów, żeby odczuwać lęk, niepokój, być prześladowanym przez jakieś widma i skorzystać z tego, żeby jeszcze wzmocnić nastrój grozy. Autorka robi jednak coś innego, a nawet przeciwnego, co wydaje mi się interesujące i wartościowe. Najwyraźniej widać to w pierwszym opowiadaniu.  

Dzielnicę już poznaliśmy, a bohaterką jest sześćdziesięcioletnia lekarka, do której duchy lgną i która potrafi je czasem uspokoić – przynajmniej na tyle, by „nie ukazywały się z częstością nieznośną dla żywych”.

Czytaj także Tokarska-Bakir: Wciąż tkwimy w logice czystki etnicznej [rozmowa] Tomasz Żukowski

Sama oczywiście też się boi – bywała już okradana na ulicy, próbowano się włamać do jej domu – nie wypiera tego i nie mówi sąsiadom, żeby przestali się bać. Jednak nie lubi chodzić na zebrania mieszkańców, gdzie strach jest podsycany i żąda się od policji, żeby przestępców wybić, upokorzyć, zawsze oko za oko. Albo głowy czarnych wbić na piki. Wie, że nie wszyscy mieszkańcy bloków to margines i patologia. I boi się tego, do czego może doprowadzić krzykliwy strach. „Faszyzm zwykle zaczyna się od strachu, a kończy nienawiścią”. Jest jeden duch, którego nie potrafi, a może nie chce uspokoić – to duch chłopka, który uciekł porywaczom i szukał ratunku, lecz nikt nie chciał go wpuścić do domu.

Bohaterka nie przezwyciężyła lęku, nie wyparła go, boi się jak wszyscy, ale nie pozwala, aby wpływał on na jej stosunek do innych. Pokazuje, że własny lęk i traumy nie mogą być powodem do zadawania im cierpienia, że możliwa jest dojrzałość emocjonalna, która pozwala żyć z tym, co bolesne, nie zamieniając tego w nienawiść i agresję.

Czytaj także Dunin: Lecz ludzi dobrej woli jest mniej (i nie mają władzy) Kinga Dunin

I tu znowu przypomina mi się Wielka trwoga, która nie jest książką po prostu o wydarzeniach w okresie tuż powojennym. Jest o traumie wojennej i usprawiedliwionym wszechobecnym strachu – przed przesuwającym się frontem, gwałtami, bandytyzmem, biedą, chorobami, sąsiadami i obcymi, długo można wymieniać. I o jego konsekwencjach społecznych – akceptacji przemocy, podatności na plotki i panikę, pragnieniu zemsty, której ofiarami padają też niewinni.

Pomijam morał na tu i teraz, bo wydaje mi się oczywisty.

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x