Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Rosjanie na Łotwie. Dyskryminacja nie powstrzyma wpływów Kremla

Łotwa ma prawo bronić się przed rosyjską propagandą i chronić swój język. Nie może jednak traktować całej rosyjskojęzycznej mniejszości jak zbiorowego zagrożenia.

Po lewej budynek zezwisającymi flagami Łotwy, po prawej kilka matrioszek stojących jedna za drugą Polemika z Violettą Wiernicką
Kontekst

🇱🇻 Violetta Wiernicka opisała w swoim tekście Łotwa wymaga lojalności. Rosyjskojęzyczni mieszkańcy muszą wybrać sytuację legitymujących się rosyjskim paszportem mieszkańców i mieszkanek Łotwy. Łotwa uzależnia możliwość ich dalszego pobytu w kraju od udowodnienia znajomości języka łotewskiego.

🗣️ Autorka wskazuje na podatność tej grupy na wpływy Kremla oraz jej niechęć do integracji z łotewskim państwem.

⚖️ Aleksander Kamkow polemizuje z diagnozą Wiernickiej. Przekonuje, że zagrożenie ze strony Rosji nie może usprawiedliwiać zbiorowego podejrzewania rosyjskojęzycznej mniejszości ani ograniczania jej praw.

Celnie!

1

Źle się dzieje na świecie. W Niemczech, Wielkiej Brytanii oraz innych krajach Zachodu partie stosujące otwarcie rasistowską retorykę przodują w sondażach. Doniesienia z Ukrainy, Zachodniego Brzegu, Mjanmy czy Konga każdego dnia dostarczają nam dowodów na śmiertelne niebezpieczeństwo płynące z przekonań nacjonalistycznych i szowinistycznych. Przez Polskę przetacza się fala antyukraińskiej i antyżydowskiej przemocy, a środowiska prawicowe znów grzeją swój ulubiony temat, jakim jest urojona islamizacja kraju nad Wisłą.

Dlatego pragnę zaprotestować, kiedy na łamach szanowanego lewicowego czasopisma ukazuje się tekst Violetty Wiernickiej legitymizujący dyskryminację mniejszości. Powiela on wątpliwe tezy, które wzmacniają święcące dziś triumfy ksenofobiczne uprzedzenia.

Czytaj także Łotwa wymaga lojalności. Rosyjskojęzyczni mieszkańcy muszą wybrać Violetta Wiernicka

Autorka na wstępie zauważa, że 30 tysięcy z prawie połowy miliona rosyjskojęzycznych Łotyszek i Łotyszy posiada rosyjskie obywatelstwo. Władze Łotwy postawiły przed nimi wymóg opanowania języka łotewskiego pod groźbą wygnania ich z kraju.

Z jakiego powodu osoby nie opanowały języka łotewskiego? Autorka nie ma żadnych wątpliwości: dzieje się tak, ponieważ w umysłach łotewskich Rosjanek i Rosjan „Łotwa nie jest niepodległym państwem, lecz stanowi integralną część wielkiej radzieckiej rodziny”. Dalszy wywód to litania argumentów na potwierdzenie tezy o rzekomo powszechnej orientacji na Kreml łotewskich Rosjan.

O czym nie pisze Violetta Wiernicka

Niepodległa od 1991 roku Łotwa jest stroną Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych. Artykuł 26 Paktu zobowiązuje państwa-strony do „ustawowego” zagwarantowania ochrony przed „dyskryminacją z takich względów, jak: rasa, kolor skóry, płeć, język, religia, poglądy polityczne lub inne, pochodzenie narodowe lub społeczne, sytuacja majątkowa, urodzenie lub jakiekolwiek inne okoliczności”.

Bałtycka republika jest także stroną Konwencji ramowej Rady Europy o ochronie mniejszości narodowych. Artykuł piętnasty konwencji stwierdza, że „państwo powinno umożliwiać udział mniejszości w życiu społecznym i publicznym”, co trudno pogodzić z odmówieniem rosyjskojęzycznym Łotyszom prawa do głosowania czy startu w wyborach.

Wreszcie, czwarty artykuł protokołu nr 4 do Europejskiej konwencji praw człowieka zabrania wprost „zbiorowego wydalania cudzoziemców”. Tymczasem autorka stwierdza, że obywatele Rosji, którzy nie złożyli dokumentów potwierdzających znajomość języka łotewskiego, zostały wezwane w czerwcu 2025 do opuszczenia Łotwy.

Czytaj także Biedni, pomiatani Rosjanie Stasia Budzisz

Traktaty i umowy międzynarodowe zobowiązujące Łotwę i inne państwa Zachodu do równego traktowania mniejszości narodowych można by jeszcze długo wymieniać. Równie ważna w tym kontekście jest Powszechna deklaracja praw człowieka uchwalona na mocy rezolucji Zgromadzenia Ogólnego ONZ z 1948 roku. Po katastrofie dwóch wojen światowych zrozumiano potrzebę utworzenia porządku międzynarodowego opartego na uniwersalnych wartościach. Wypracowana na mocy szerokiego konsensusu międzynarodowego Powszechna deklaracja praw człowieka miała w założeniu być odpowiedzią na problemy, które doprowadziły do wzrostu nazizmu, faszyzmu i japońskiego imperializmu, a w konsekwencji do najkrwawszej i najbardziej niszczycielskiej wojny w dziejach świata.

Artykuł 15 Deklaracji jasno stwierdza, że każdy „ma prawo do obywatelstwa” oraz że „nikt nie może być arbitralnie pozbawiony obywatelstwa ani prawa do jego zmiany”. W świetle tego zapisu staje się jasne, dlaczego Wiernicka nie poświęciła zbyt wiele uwagi procesom, które doprowadziły do uznania łotewskich Rosjan za „nieobywateli”.

Po upadku ZSRR nowe władze Łotwy uznały za obywateli jedynie te osoby, których przodkowie osiedlili się w kraju przed jego pierwszą okupacją, czyli przed 1940 rokiem. Decyzję tę uargumentowano „ciągłością historyczną” z Republiką Łotewską istniejącą w czasach międzywojennych. Na podobną wykładnię powołały się pozostałe dwa państwa bałtyckie, przy czym Litwa niemal od razu przyznała pełnię praw obywatelskich większości swojej rosyjskojęzycznej społeczności w zgodzie z Powszechną deklaracją praw człowieka i umowami międzynarodowymi.

Podyktowana lękiem o wpływy Moskwy decyzja o nieprzyznaniu obywatelstwa mieszkańcom, których przodkowie osiedlili się na jej terenach po 1940 roku, doprowadziła do powstania nowej, nieistniejącej w prawie międzynarodowym kategorii „nieobywatela”. Osoby o tym statusie co prawda otrzymują wydawane przez Łotwę paszporty nieobywatela, nie mogą jednak brać udziału w łotewskim życiu politycznym. Podobną kategorię stworzono również w sąsiedniej Estonii, gdzie wedle danych z 2025 roku problem ten dotyczył 60 169 osób.

Warto zaznaczyć, że Estonia i Łotwa zdecydowały się odmówić prawa obywatelstwa setkom tysięcy swoich mieszkańców w momencie, w którym Moskwa znajdowała się w najsłabszej pozycji od dekad. Nie wiadomo, dlaczego przyznanie podstawowych praw przedstawicielom rosyjskojęzycznej mniejszości miałoby doprowadzić do odebrania krajom bałtyckim niepodległości przez rzuconą na kolana Moskwę. Rozumowanie, które doprowadziło do odmówienia Rosjanom łotewskiego obywatelstwa, autorka zdaje się uważać za oczywiste.

Tymczasem sąsiednia Litwa wstąpiła do Unii Europejskiej i NATO w 2004 roku. Na wileńskim Placu Łukiskim nie stoją czołgi z czerwoną gwiazdą ani pomniki żołnierzy w waciakach, dumnie powiewa za to czerwona flaga z Pogonią. A przecież Rosjanki i Rosjanie stanowią około 5 procent mieszkańców Litwy. Owszem, można wśród nich czasem znaleźć zwolenników Putina, a ich środowiska od czasu do czasu zawierają z częścią polskiej mniejszości egzotyczne sojusze wymierzone w litewską większość. Są to jednak zjawiska pozostające na marginesie życia politycznego. Kremlowska narracja nie przełożyła się na realny wpływ na kierunek litewskiej polityki, a rosyjska mniejszość wykazuje dobre zintegrowanie z litewskim społeczeństwem. Według danych z 2020 roku 80 proc. litewskich Rosjan czyta litewską prasę, a ponad 90 proc. ogląda litewskojęzyczną telewizję, co wskazuje na dobry poziom znajomości języka urzędowego wśród tej mniejszości. Czyżby decyzja Litwy o włączeniu Rosjanek i Rosjan we wspólnotę narodową mogła mieć na to wpływ?

Samo sformułowanie „nieobywatel” powinno zapalić czerwoną lampkę w umyśle każdej osoby, której wartości demokracji i egalitaryzmu leżą na sercu. Nie trzeba być specjalistą od sytuacji w krajach bałtyckich, by zauważyć mechanizm, który prowadzi grupy mniejszościowe do oporu względem przymusowej akulturacji. Wiernicka słusznie wspomina o prześladowaniach, czystkach etnicznych i procesach wynarodowienia, którym etniczni Łotysze poddawani byli przez dziesiątki lat radzieckiej kolonizacji. W żadnym miejscu nie próbuje wyjaśnić, z jakiego powodu podobne metody używane przez państwo zachodnie powinny spotkać się z aprobatą lewicowo zorientowanych czytelników.

Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że w swojej analizie, trafnie oddającej panujące na polskiej lewicy nastroje społeczne względem Rosjanek i Rosjan, Wiernicka często myli przyczyny ze skutkami. Według danych Centralnego Biura Statystycznego Łotwy, mediana wieku na Łotwie w 2026 roku wynosi 43,8 roku. Oznacza to, że ponad połowa urodziła się jeszcze przed upadkiem ZSRR. Nie powinno budzić zdziwienia, że łotewscy Rosjanie nie zapałali do nowych władz miłością po tym, jak Ryga arbitralnie odmówiła im uczestnictwa we wspólnocie narodowej.

W odczuciu części Rosjanek i Rosjan decyzja Łotwy uczyniła ich obcymi we własnej ziemi – kraju, w którym urodzili się i wychowali. Autorka tekstu nie zadaje pytania, na ile widoczne u rosyjskojęzycznych mieszkańców postawy antyłotewskie i prorosyjskie wynikają z wykluczających praktyk stosowanych przez państwo. Miast tego zadowala się wyniesionymi z prywatnych doświadczeń uogólnieniami, że łotewscy Rosjanie „nienawidzą swojego państwa”, a Łotyszy uważają za „dzikie plemię”.

Dehumanizacja jest dziś niemal wszędzie. To nie znaczy, że powinniśmy ją stosować na lewicy

Szczególny niepokój powinien budzić sposób przedstawienia samych Rosjanek i Rosjan, którzy ukazani są nie jako równi nam ludzie, posiadający swoje indywidualne doświadczenia i życie wewnętrzne, lecz jako zbiorowe zagrożenie i problem do rozwiązania. Szkoda, że w artykule nie znalazło się miejsce na historię choćby jednej osoby, która mimo wysokich wymagań stawianych przez Łotwę, zintegrowała się z jej społeczeństwem. A sama autorka przyznaje, że do 2014 roku aż 142 tysiące Rosjanek i Rosjan dopełniło formalności potrzebnych do uzyskania pełni praw obywatelskich. Ponadto z rosyjskiej mniejszości wywodzi się cały szereg osób zasłużonych dla łotewskiej kultury i państwowości. Warto wspomnieć tu choćby o Anatolijsie Gorbunovsie, który odegrał ważną rolę w odzyskaniu przez Łotwę niepodległości. Z kolei być może najsławniejszy łotewski aktor, Michaił Barysznikow, uzyskał łotewskie obywatelstwo na podstawie decyzji łotewskiego sejmu dopiero w 2017 roku, choć urodził się i wychował w Rydze. Z kolei pochodzący z rodziny nieobywateli łyżwiarz figurowy Deniss Vasiļjevs reprezentuje Łotwę na międzynarodowych zawodach, podczas których dumnie pozuje na tle łotewskiej, a nie rosyjskiej flagi.

Sposób mówienia i myślenia o Rosjanach reprezentowany przez Wiernicką wpisuje się także w szerszy trend dehumanizowania, demonizacji i używania szkodliwych uproszczeń, który pozostaje jednym z ważniejszych przyczyn wzrostu przemocy, we współczesnym świecie, co dobitnie widać na przykładzie sytuacji w Strefie Gazy czy na Zachodnim Brzegu.

Autorka dworuje sobie z osobistej historii Galiny Nikołajewy, która jako osoba rosyjskojęzyczna postrzega wymóg opanowania języka łotewskiego na poziomie A2 za formę „znęcania się nad starymi ludźmi”.

Smutna prawda jest taka, że z wielu powodów, w naszym społeczeństwie istnieją i zawsze istnieć będą osoby niezdolne do nauczenia się języka większościowego. Na lewicy słusznie podchodzimy ze zrozumieniem do przedstawicieli mniejszości ukraińskiej czy wietnamskiej, którym nie udało się opanować polszczyzny i staramy się bronić ich godności. Pod pretekstem zagrożenia ze strony Rosji ta sama lewica chętnie godzi się na podobne formy dyskryminacji, jeśli tylko dotyczą Rosjan. W domyśle nie obowiązuje ich Powszechna deklaracja praw człowieka, ponieważ, w przeciwieństwie do nas, są „orkami”, „kremluchami” i „Ruskimi”.

Czytaj także Rosjanom nie udało się wymazać tego, co chcieli Agnieszka Wiśniewska rozmawia z Nataliyą Gumenyuk

Głęboki sprzeciw budzi także sama treść przysięgi, którą w Łotwie składają osoby otrzymujące obywatelstwo tego kraju. Zawiera ona sformułowanie, że nowo naturalizowany obywatel „zobowiązuje się do wzmacniania języka łotewskiego jako jedynego języka urzędowego”. Jako że podobnego zapisu trudno się doszukać w tekstach podobnych przysięg w innych krajach, należy przypuszczać, że jego obecność jest przejawem zamierzonej przemocy symbolicznej wobec rosyjskiej mniejszości. Budzi niepokojące skojarzenia z obsesyjnym żądaniem zadeklarowania się będącym znanym mechanizmem dyskryminacji – w Polsce historycznie dotyczył on szczególnie mniejszości żydowskiej.

Znam bolesną historię dyskryminacji Żydów w Europie oraz rozumiem procesy, jakie doprowadziły do uznania Palestyńczyków za naród niezasługujący na życie w godności i spokoju na swojej ziemi. W obu przypadkach kluczowym czynnikiem było sprowadzenie „obcych” do roli zagrożenia. Niemieckie społeczeństwo niekoniecznie uwierzyło we wszystkie rasistowskie teorie głoszone przez nazistów. Zagłada była możliwa, bo Niemców udało się przekonać do kłamliwej tezy, że Żydzi jako zbiorowość dążą do zniszczenia Niemiec, zatem pozbycie się ich pozostaje smutną koniecznością.

Bliźniaczo podobnie ma się rzecz w kwestii Gazy: do 7 października w społeczeństwie izraelskim nie brakowało osób podtrzymujących nadzieję na polityczne rozwiązanie konfliktu. Obecnie około 80 proc. izraelskiego społeczeństwa zgadza się z płynącym od skrajnej prawicy przekazem, że zagrożenie ze strony Hamasu wymaga zakwestionowania najbardziej podstawowych praw Palestyńczyków, a przekonanie to zaowocowało ludobójstwem.

Przykładów tego mechanizmu nie trzeba zresztą szukać daleko. Wystarczy spojrzeć na polsko-białoruską granicę. Od 2021 roku ma tam miejsce systemowa przemoc wobec bezbronnych uchodźców. Bicie, pushbacki, a nawet strzelanie z broni palnej do poszukujących schronienia ludzi, cieszą się społecznym przyzwoleniem. Stało się tak dlatego, że Tuskowi, Kaczyńskiemu i niemal całej klasie politycznej udało się przekonać znaczną część opinii publicznej, że codzienne deptanie ludzkiej godności i łamanie najbardziej podstawowych praw człowieka jest konieczne dla naszego „bezpieczeństwa” – inaczej przyjdzie zły Putin i zrobi z Polski „drugą Ukrainę”.

Lewica krytykuje, ale nie wyciąga wniosków

Dlaczego wspominam o tym wszystkim? Ponieważ w tekście Wiernickiej ujawnia się błędne i wysoce niebezpieczne przekonanie, że godność ludzka nie jest przyrodzona, a prawa człowieka mogą podlegać negocjacji w obliczu domniemanego lub faktycznego zagrożenia. Przekonanie to prowadzi do stosowania podwójnych standardów, z czego komentujący w internecie mają zasłużony ubaw. Ponadto kompromituje pozycję Zachodu w oczach świata i kładzie się długim cieniem na uzasadnionych obawach państw Europy Wschodniej względem Rosji.

Pragnę zaznaczyć, że moim celem nie jest podważanie bogatego dorobku Wiernickiej. Autorka nie jest znana z innych kontrowersyjnych stwierdzeń, a jej teksty pisane są ze swadą oraz poruszają istotne, często nieoczywiste tematy. Moje słowa krytyki kieruję pod adresem całej polskiej lewicy, która w ogromnej mierze zinternalizowała i znormalizowała mowę nienawiści pod adresem Rosjanek i Rosjan. W reakcji na barbarzyństwo rosyjskich wojsk w Buczy i Mariupolu polska lewica stała się obojętna na przejawy antyrosyjskiej dyskryminacji, a momentami zaczęła je afirmować, co otworzyło drogę do wzrostu innych uprzedzeń. Ze smutkiem obserwuję, jak coraz więcej osób, deklaratywnie stojących po stronie lewicy, wykazuje ksenofobiczne postawy względem Ukraińców czy Żydów, a także innych mniejszości.

Gdy 24 lutego 2022 rozpoczęła się nielegalna, imperialna inwazja Kremla, nie mogliśmy zrozumieć, dlaczego świat tak niechętnie okazuje wsparcie zaatakowanej Ukrainie. Bolesna prawda objawiła się niecałe dwa lata później, gdy ten sam Zachód, z ustami pełnymi frazesów o prawach człowieka, niemal jednogłośnie wsparł izraelskie ludobójstwo w Strefie Gazy. Nie powinno nikogo dziwić, że kraje Europy Środkowo-Wschodniej są dziś na świecie powszechnie postrzegane jako sługusy amerykańskiego imperializmu. „Rosja wygrywa w oczach większości ludzi na świecie i [ich zdaniem] toczy słuszną wojnę” – stwierdził w podkaście Dwie Lewe Ręce dr Jakub Jakóbowski, wicedyrektor Ośrodka Studiów Wschodnich.

Niektóre z moich argumentów mogą zostać wykorzystane do wzmocnienia prorosyjskiej dezinformacji. Zanim nieuchronnie ktoś przyklei mi etykietę „pożytecznego idioty Kremla”, chcę jasno zaznaczyć: odrzucam i potępiam kłamliwy przekaz Rosji o rzekomym „odrodzeniu nazizmu” w krajach Zachodu. To, że rosyjskie mniejszości w części państw Europy Środkowo-Wschodniej rzeczywiście doświadczają dyskryminacji, nie daje Rosji żadnego prawa do ingerowania w sprawy sąsiadów – a tym bardziej do rozpoczęcia kolejnej agresji. Kreml cynicznie instrumentalizuje trudne położenie rosyjskojęzycznych społeczności jako narzędzie do realizowania własnych imperialnych ambicji. Za hasłami o „obronie rodaków” nie kryje się autentyczna troska o ludzi, lecz próba odbudowy strefy wpływów i podważania suwerenności pokojowo nastawionych sąsiadów.

Czytaj także Co po „wojnie hybrydowej”? Zapasy wody na trzy doby to nie paranoja Beata Błaszczyk rozmawia z Kafirem, byłym oficerem WSI i Służby Kontrwywiadu Wojskowego, weteranem, pisarzem

Trzydzieści lat temu narodom Europy Środkowo-Wschodniej udało się wyzwolić spod kolonialnego jarzma Rosji także dlatego, że promowane przez Zachód wartości wydawały się dla nich atrakcyjne. Dziś nikt już nie wierzy w głoszone przez nas górnolotne slogany, bo za sprawą działań Izraela i innych przewin Zachodu, takich jak dyskryminowanie etnicznych Rosjan, tzw. prawo międzynarodowe stało się fikcją. Jeśli nie powstrzymamy szerszego procesu degradacji porządku międzynarodowego i podważania uniwersalnych praw człowieka, oddanie Europy Środkowo-Wschodniej we władanie Rosji pozostanie li tylko kwestią czasu. Nie mam złudzeń: w wypadku kolejnej agresji Moskwy nie powinniśmy liczyć ani na solidarność Zachodu, ani tym bardziej krajów Globalnego Południa.

Dlatego też musimy na lewicy powrócić do wiary w bezkompromisowy uniwersalizm i bronić przyrodzonej godności każdej istoty ludzkiej. Nie da się przekonywać świata do wsparcia Ukrainy, powołując się na zasady porządku międzynarodowego, jednocześnie legitymizując działania państw bałtyckich, które weń godzą. Tylko uczciwa i konsekwentna narracja, kładąca nacisk na powszechne prawo wszystkich ludzi do życia w bezpieczeństwie, spokoju i poszanowaniu swobód, może przekonać świat do naszych racji. A skoro już uznaliśmy Rosję za wcielenie wszelkiego zła, nie wolno nam otwartym tekstem wspierać stosowanych także przez nią metod dyskryminacji wyłącznie dlatego, że tym razem skierowane są wobec „właściwej” w naszym mniemaniu grupy mniejszościowej.

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x