Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Mur Pamięci. Premier zapowiedział budowę kolejnego „Wału Tuska”, tym razem w Warszawie

Pomnik „wszystkich ofiar wojen w Ukrainie w XX wieku” w formie muru to pomysł świadczący o miałkości rządu i samego Tuska. Ale ciemny lud to kupi, bo nacjonalistyczne wzmożenie osiągnęło w Polsce rekordowy poziom.

ObserwujObserwujesz
Donald Tusk widziany z prawego profilu, unosi kciuk do góry w kierunku szarego muru (fotomontaż)
2
Celnie!
Płacz

3

W sobotę Donald Tusk ogłosił, że w Warszawie powstanie Mur Pamięci, z wiecznym ogniem i nazwiskami każdej odnalezionej i zidentyfikowanej ofiary wojen XX wieku w Ukrainie, w tym rzezi wołyńskiej. Warto zapytać od razu: czy oddawanie czci ofiarom rzezi wołyńskiej jest dziś w ogóle słuszne? Jak odpowiadała w 2014 roku na pytanie o sens stawiania pomnika Sprawiedliwych Elżbieta Janicka: „W ogóle jest słuszne. Rzecz w tym, że nie żyjemy w ogóle, tylko w szczególe, czyli w historycznym, społecznym i kulturowym kontekście”.

Tymczasem kontekst ostatnich dni wygląda tak, że jeden bohaterski Polak strzelił Ukraińcowi z wiatrówki w twarz, dwóch innych – w tym jeden zatrzymany w marcu za szpiegostwo na rzecz Rosji – przesłuchiwało pochodzącą z Ukrainy kobietę na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu z urojonego wsparcia dla Bandery, a chwilę później pracownik MZK w Bielsku-Białej wyzywał dwunastoletnie dziecko od „ukraińskich kurew”, nie martwiąc się przesadnie tym, że zostanie nagrany. Taki mamy klimat.

Czytaj także Ukraiński nacjonalizm nie znaczy dziś tego, co myślicie Olena Babakova rozmawia z Wiaczesławem Lichaczowem

Więcej kontekstu? Zaledwie dzień przed ogłoszeniem Tuska skrajna prawica na czele z braunoidami i bąkiewiczowcami zakłóciła obchody rocznicy mordu w Jedwabnem. Zresztą ogólna intensyfikacja działań na polu tzw. polityki historycznej na początku lipca to już tradycja – w 2024 roku debatowaliśmy o antysemickim ojczulku, rok temu – o wystawie Nasi chłopcy. Rządzący mogliby przygotować już jakieś rozwiązania, które świadczyłyby o minimalnym zrozumieniu wrzutek skrajnej prawicy – „Mur Pamięci” zdecydowanie do takich nie należy.

Naprawdę nie trzeba było geniusza, żeby przewidzieć, wokół czego będą kręcić się tegoroczne igrzyska historyczne dla ksenofobicznie rozgrzanej Polski. „Mur” jest bowiem próbą odpowiedzi na przegłosowaną przez ukraiński parlament propozycję stworzenia panteonu bohaterów narodowych Ukrainy, oraz na sondażowe korzyści, jakie Karolowi Nawrockiemu przyniosło stroszenie endeckich piór i odebranie Zełenskiemu Orderu Orła Białego.

Decyzja o budowie jakiegoś muru powinna budzić nie tyle wątpliwości, co głęboki sprzeciw, począwszy od braku jakiegokolwiek trybu. W przypadku ukraińskiego panteonu propozycja Zełenskiego została zatwierdzona przez parlament – w Polsce podjął ją (zapewne na „wniosek” Igora Ostachowicza) sam Tusk. Czy premier, niczym Wielki Językoznawca Stalin, będzie teraz odpowiadał za projektowanie polskich pomników? Czy pomysł został skonsultowany z kimkolwiek – począwszy od ministry kultury i dziedzictwa narodowego, władz Warszawy czy organizacji zajmujących się pamięcią o ofiarach Wołynia?

Zresztą jak wynika z kuriozalnej wypowiedzi premiera, ofiary Wołynia będą jedynie częścią pomnika w formie muru z nazwiskami „wszystkich ofiar wojen XX wieku na Ukrainie” i „wiecznym ogniem”. Mija już kilka dni od tego ogłoszenia i nikt nawet nie zająknął się z pytaniem: co to znaczy wszystkich ofiar wojen XX wieku? Czy chodzi także o ofiary ukraińskie, czy będzie to pomnik „wszystkich polskich ofiar wojen w Ukrainie w XX wieku” – i czy takie postawienie sprawy w momencie, gdy w Ukrainie toczy się wojna w jak najbardziej XXI wieku, nie jest jawnym, kolonizatorskim skandalem? Czy jakiś kraj poza Ukrainą doczeka się podobnego „zaszczytu”? Dlaczego teraz i dlaczego w Warszawie?

Serce wciąż bije, a mury rosną

Mało tego – kiczowata forma Muru Pamięci z wiecznym ogniem pokazuje, jakimi analfabetami w zakresie czytania symboli są domagający się nieustannych symbolicznych ukłonów Polacy. Tusk faktycznie będzie pamiętany jako budowniczy murów – w tym zwłaszcza Tarczy Wschód, o której od jakiegoś czasu słyszymy głównie, że „coś w niej nie wyszło”, a którą mieszkańcy Podlasia od początku nazywali „Wałem Tuska” – ale nie jestem przekonany, czy powinien się tym chwalić niczym Rafał Trzaskowski swoimi kładkami pieszo-rowerowymi.

Mur sam w sobie można uznać za miły gest słynącego z zawieszania prawa do azylu polityka dla Ruchu Obrony Granic albo wyraz nieustannego podziwu polskich elit dla polityki historycznej Izraela i próbę zmontowania własnej Ściany Płaczu. Można też dowodzić, że Tuskowi, który ostatni raz historykiem mógł mianować się w głębokich latach 80., brakuje elementarnego zrozumienia dla symboliki muru w imaginarium kultury polskiej, opisanej przez Justynę Kowalską-Leder w tekście z książki wydanej blisko dekadę temu przez Krytykę Polityczną.

Mnie jednak przypomina się raczej warszawskie Rondo Ofiar Zbrodni Katyńskiej. Oto polska pamięć, krążąca bezrozumnie po rondzie, może wreszcie z impetem przywalić w mur, przez który nawet mysz się nie prześlizgnie.

Tendencja do upamiętniania ofiar przez wydrukowanie książki telefonicznej to też żadna nowość. Muzeum Powstania Warszawskiego już ponad dekadę prezentuje listę cywilnych ofiar na podświetlanych słupach w Parku Powstańców Warszawy na Woli. To bardzo nieinwazyjna próba zakonserwowania pamięci warszawiaków – park znajduje się z dala od centrum i poza wyprowadzającymi psy mieszkańcami okolicznych osiedli zazwyczaj ze święcą szukać tam jakichkolwiek ludzi oddających hołd ofiarom. Pomnik stoi, pora na CS-a.

Czytaj także Wołyń: krzywda większa, krzywda mniejsza Łukasz Saturczak

Gdybym zatem miał udzielić kilku rad co do lokalizacji Muru Pamięci, w który będą walić głową kolejne pokolenia Polaków, sugerowałbym coś ekstra. Np. wykopanie Dołu Wszystkich Polskich Ofiar, który Wał Tuska mógłby ogrodzić. Dołu, w którym niczym u Andrieja Płatonowa zostanie postawiony fundament przyszłego domu polskości i do którego można wpakować różne pamiątki po innych polskich hekatombach – Katyniu, Smoleńsku, powstaniach…

Zaś w samym dole, wraz z uroczystym otwarciem pomnika, można by też zorganizować wielki koncert na cześć rządzącej nam nieprzerwanie od ponad 20 lat solidarnościowej prawicy i jej barda, Jacka Kaczmarskiego. Np. pod wspólnym tytułem „Serce wciąż bije, a mury rosną”.

Nie widać różnicy, to po co przepłacać?

Jeśli jednak Dół Ofiar Polskich nie znajdzie uznania w wąskim gronie pijarowców Tuska, można go postawić w miejscu dawnego muru getta, przypieczętowując ostatecznie triumf pamięci polskiej nad żydowską. Nie miejmy bowiem wątpliwości – pomysł ma na celu uciszenie polskich nacjonalistów, z którymi Tusk, rok po tym, jak Trzaskowski poległ na próbach przymilania się do nich, nadal liczy się o wiele bardziej niż z tymi mniej ksenofobicznymi i antysemickimi, którzy od wielu miesięcy obserwują dryf partii władzy – mentalny, ale też personalny – w kierunku ustawień z okolic 2014 roku.

Festung Warschau nadal ostrzeliwuje się narodowymi pociskami przeciwko żydowskim prochom, na których stoi – by zacytować zdanie ze wstępu Bożeny Keff do książki Elżbiety Janickiej. Wołyńska konfekcja z nadrukami o 1943 roku ma wymazać z pamięci powstanie w odciętym realnym murem getcie, krwawa niedziela – lipcowe pogromy w Jedwabnem czy w Kielcach. Ustami kłamiącego prezydenta i innych, równie prawdomównych polskich polityków domagamy się od Ukraińców uznania naszej „prawdy”, uzależniając od tego możliwość wejścia współorganizatorów Euro 2012 do Unii Europejskiej – bo prawdę o nas samych przykryliśmy obrazami wołyńskiej makabry i własnego cierpienia.

Publicysta NaTemat napisał tuż po sobotnim ogłoszeniu, że „Tusk wykiwał PiS z Wołyniem. Prawica szaleje, bo Mur Pamięci to nie ich pomysł” – i pewnie nawet nie skłamał. Reakcją PiS na zapowiedzi było przekonywanie, że mur tak naprawdę nie powstanie – nic mocniejszego nie wymyślili, mimo że to przecież oni nadają charakter wakacyjnym walkom o historię. Pod pomysłem muru, który zamknie usta naszprycowanym logiką czystki etnicznej wyborcom, podpisałaby się nie tylko cała prawica łącznie z pseudocentrystami z KO, ale zapewne pozostałe partie, koalicyjne i opozycyjne.

Czytaj także Dlaczego Polska i Ukraina nie potrafią rozmawiać o Wołyniu? Oleksandra Iwaniuk

Różnice między PiS a KO w zakresie symbolicznej przemocy i zaznaczania nacjonalistycznej dominacji na rynek wewnętrzny są tylko kosmetyczne, a bezradność i milczenie całej reszty mówią więcej niż tysiąc słów. Pytanie, czy polska „polityka historyczna” sprzyja Rosji, jest w dużej mierze bezsensowne – owszem, sprzyja Rosji, ale nie nazywajmy tego polityką ani walką o interesy. Na razie Ukraina podpisała z ośmioma państwami UE porozumienie dotyczące budowy systemu obrony przeciwrakietowej, który ma być „tańszą i szerzej dostępną alternatywą dla systemu Patriot”. Bez Polski, oczywiście. My sobie militarne współprace powetujemy dumą, honorem, nerwowym czekaniem na audiencję u amerykańskiego Wielkiego Brata i murem z wiecznym ogniem.

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
2 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
2
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x