Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

„Prosimy ciszej”? Miasto to nie sypialnia

Każdego lata Warszawę rozgrzewa nawracający spór. Jedni cieszą się, że miasto wreszcie żyje, inni liczą kolejne nieprzespane noce. Ogródki gastronomiczne, koncerty plenerowe i festiwale stają się przedmiotem kontrowersji. Ile życia jesteśmy gotowi poświęcić w imię ciszy?

ObserwujObserwujesz
Woman shielding herself from the sun with two oversized gray pillows held over her head beside a yellow storefront and blue sign building.
Walka

Wraz z nadejściem lata ożyły warszawskie ulice. W okolicach Nowego Światu czy Chmielnej przez większość nocy można napotkać tłumy ludzi, lokalsów oraz przyjezdnych. Przyciągają ich istniejące w tych okolicach zagłębie barowe, pobliskie kluby oraz możliwość zabawy do białego rana, które przeważają nad niechęcią do tłoku i koniecznością odpędzania się od licznych naganiaczy. Jest głośno, przaśnie i zwykle wesoło, chociaż sporadycznie dochodzi do pijackich burd.

Ostatnimi czasy na czoło walki z takim obrazem Warszawy wysunęła się grupa Prosimy ciszej, która skupia mieszkańców Śródmieścia. Głównym postulatem stowarzyszenia jest zakaz działalności ogródków gastronomicznych w godzinach nocnych na terenach mieszkalnych. Aktywiści dokumentują przypadki naruszania ciszy nocnej, skarżą się na głośną muzykę puszczaną w lokalach oraz grupki ludzi rozmawiających na ulicach, a także regularnie wzywają policję i piszą apele do władz miasta. Przy czym krytyka spada nie tylko na ogródki piwne położone tuż pod oknami budynków mieszkalnych, ale też na różne pozostałe źródła miejskiego zgiełku.

Czytaj także Dlaczego upadek pubów i barów jest powodem do zmartwień? Artur Troost

Miasto bez hałasu, ogródków barowych, festiwali, a nawet ławek

Przy okazji koncertu na placu Centralnym na facebookowym profilu Prosimy ciszej sarkastycznie pytano, czy tak ma być codziennie i czy takiej (w domyśle: głośnej i wrogiej mieszkańcom) Warszawy chcemy. Bo nawet jeśli Pałac Kultury i Nauki do zamieszkanych budynków nie należy, podobnie jak najbliższa mu część ściany wschodniej, to kilometr dalej niezadowoleni obywatele się znajdą. Ostrze krytyki skierowano również przeciwko wydarzeniu w pawilonie dworca PKP Powiśle, w bezpośrednim sąsiedztwie którego są głównie tory, park oraz biurowce. Jeśli tak odosobnione (jak na standardy Śródmieścia) lokacje są dla grupy Prosimy ciszej nieakceptowalne jako miejsca imprez na świeżym powietrzu, to wychodziłoby, że odpowiednich do tego terenów w Warszawie po prostu nie ma.

Potwierdzają to alarmistyczne posty towarzyszące wydarzeniom bardziej masowym. Koncert na stadionie Legii? Pół Warszawy nie zaśnie. Festiwal muzyczny na torze Służewiec lub bemowskim lotnisku? Na grupkach dzielnicowych też zawsze można przeczytać, że puszczenie raz w roku głośnej muzyki rujnuje miasto. Nie wspominajmy już lepiej o imprezie techno pod Pałacem w Wilanowie, przeciwko której – obok słusznej krytyki – wytyczono też standardowe działa, narzekając, że jeden głośny wieczór stanowi zamach na domowe zacisze. Nie twierdzę oczywiście, że mieszkańcy mają obowiązek znosić każdy hałas. Ale życie w centrum wielkiego miasta oznacza pewien poziom kompromisu. Jeśli raz lub dwa razy w roku odbywa się koncert, to trudno, trzeba to zdzierżyć. Istnieje coś takiego jak zatyczki do uszu i nie zaszkodzi od czasu do czasu ich założyć, zamiast wylewać żale na forach internetowych.

Festiwale i głośne koncerty to dla obrońców ciszy nocnej jedynie wierzchołek góry lodowej. Chociaż głównym obiektem krytyki pozostają ogródki gastronomiczne, okazuje się, że zagrożeniem dla porządku społecznego mogą być nawet ławki – potencjalne miejsce spotkań osób pijących alkohol i źródło kolejnych nocnych uciążliwości. W kontekście planowanej przebudowy ulicy Kruczej trwa kampania przeciwko uwzględnieniu w pasie zieleni miejsc do siedzenia i odpoczynku. Ławki ze stołami zostały określone mianem „zestawów libacyjnych”, które będą uprzykrzać życie „normalnym ludziom”. Najwidoczniej ktoś, kto np. zechce zjeść lunch na świeżym powietrzu, jest nienormalny. A że ta infrastruktura równie dobrze może zostać wykorzystana przez „meneli”? Cóż, może czas na rezygnację z budowy dróg – w końcu może na nich dojść do wypadków.

Czytaj także Piraci drogowi stosują przemoc psychiczną z wykorzystaniem dźwięku [rozmowa] Paulina Januszewska

Louis Vuitton zamiast kebaba

Sukcesem Prosimy ciszej jest usunięcie z projektu przebudowy ul. Kruczej rezerw pod pawilony handlowo-gastronomiczne, które miały się tam znaleźć. Jeśli podobnie skuteczne będą apele o rezygnację z ławek, to szumnie zapowiadane zmiany ograniczą się do zielonej kosmetyki, ponieważ mieszkańcy nie będą mieli nawet gdzie spocząć przy wyremontowanej ulicy. Nasuwa się pytanie, co powinno znaleźć się w centrum Warszawy, skoro gastronomia, a nawet infrastruktura wypoczynkowa budzą taką niechęć. Z odpowiedzią spieszy stołeczna „Wyborcza”.

W jednym z wielu artykułów, w których pomstuje się (mniej lub bardziej słusznie) na obecny stan Nowego Światu, pojawiła się sugestia rozmówcy, aby kebaby i tanie bary zastąpić salonami prestiżowych marek, takich jak Louis Vuitton lub Prada. Czy to byłaby przestrzeń przyjaźniejsza przeciętnemu mieszkańcowi Warszawy? Śmiem wątpić. To wizja miasta ekskluzywnego i zarazem martwego. Może byłoby ciszej, ale nie spodziewałbym się bogatego życia społecznego wewnątrz luksusowych butików. Już aktualne centrum lepiej odpowiada na różnorodne potrzeby mieszkańców, z których jedni chcą usiąść w ogródku barowym w ciepłą letnią noc, a inni obejrzeć mecz koszykówki. Wyganianie wszystkich ze swojego podwórka koniec końców zabije miasto, bo jak widać po powyższych przykładach, nie znajdą się miejsca imprez nieprzeszkadzające nikomu.

Chociaż mimo wszystko uznaję narzekania na Nowy Świat jako przestrzeń nie do codziennego życia za ze wszech miar zasadne, to trudno uniknąć takich miejsc w dwumilionowym mieście. Odnośnie przyjezdnych – warszawiakom wychodzi na dobre istnienie turystycznego getta, które odciąża resztę stolicy. W każdym dużym europejskim mieście znajdziemy okolice okupowane głównie przez turystów, od których lokalsi trzymają się z dala. I tak trzeba docenić, że Nowy Świat pozostaje względnie wymieszany, jeśli chodzi o typowe pułapki na turystów oraz lokale preferowane przez warszawiaków. A ci ostatni przecież też mają prawo do korzystania z uroków miasta na swój sposób.

Nie tylko snem ludzie żyją

W kampaniach przeciwko ogródkom barowym przeciwstawia się bywalców takich miejsc mieszkańcom Warszawy, tak jakby większość z nich wcale nie pochodziła ze stolicy. W rzeczywistości jest to sztuczny podział. Wieczorem przy stolikach na Nowym Świecie siedzą nie tylko nieznośnie głośni Brytyjczycy na wieczorach kawalerskich czy turyści z Niemiec, ale przede wszystkim młodzi warszawiacy. Oni również są mieszkańcami miasta i także mają prawo korzystać z przestrzeni publicznej. Zwłaszcza że zabawa stanowi jedną z podstawowych potrzeb ludzkich.

Czytaj także Susza, skwar, zapylone powietrze i hałas. Ale trawniczek ładnie przystrzyżony Piotr Wójcik

Pisałem parę miesięcy temu, że bary i puby są ważne społecznie, a ograniczenie działalności ogródków wielu takim miejscom przyniosłoby ogromne straty, potencjalnie skutkując zamykaniem lokali. Na marginesie dodam, że w międzyczasie przeprowadzone we Francji badanie wykazało istnienie związku między upadkiem barów a wzrostem popularności skrajnej prawicy, potwierdzając wcześniejsze obserwacje – zabieranie ludziom miejsc socjalizacji i integracji społecznej prowadzi do alienacji jednostek i szeregu negatywnych konsekwencji, od czysto osobistych po bardziej polityczne.

Fundamentem zdrowego społeczeństwa jest funkcjonowanie miejsc trzecich, czyli przestrzeni wspólnych, które nie mają związku z domem i pracą lub szkołą. Oczywiście nie muszą to być wyłącznie lokale gastronomiczne, ważną rolę powinny pełnić instytucje takie jak biblioteki czy domy kultury, ale nie oszukujmy się – nie zastąpią one tak przez niektórych krytykowanych „bawialni”, „spelun” i „spędów” muzycznych. Miasto, w którym po pracy można już tylko wrócić do mieszkania, nie jest przyjazne mieszkańcom. Jest jedynie sypialnią. Paradoksalnie więc walka z hałasem, często zrozumiała i słuszna, w nadmiarze może prowadzić do ograniczenia właśnie tych form życia społecznego, które sprawiają, że metropolia jest czymś więcej niż zbiorem bloków i biurowców.

Nie znaczy to naturalnie, że nie ma wielu rozwiązań, które warto byłoby wprowadzić z myślą o miłujących ciszę mieszkańcach Warszawy. Jeśli chodzi o kontrolowanie napływu turystów i przeciwdziałanie negatywnym efektom ich zbyt dużej liczby, znanym z wielu polskich i europejskich miast, są to kwestie słusznie podnoszone przez stowarzyszenia mieszkańców Śródmieścia. Tylko najskuteczniejszym ku temu krokiem będzie nałożenie ograniczeń na rynek wynajmu krótkoterminowego, który odpowiada za najbardziej patologiczne zmiany w tkance miejskiej, wypiera stałych mieszkańców i zwiększa presję na rozwój lokali nastawionych wyłącznie na obsługę przyjezdnych.

Uciszanie życia nocnego dla uprzykrzenia pobytu turystom to wylewanie dziecka z kąpielą, bo jednak głównymi uczestnikami wydarzeń muzycznych i bywalcami barów pozostają mieszkańcy Warszawy. Prawdziwe miasto dla ludzi nie jest ani lunaparkiem dla turystów, ani wielką strefą ciszy. Jest miejscem, w którym można zarówno spokojnie spać, jak i zabawić się poza domem. Sztuka polega na znalezieniu równowagi między tymi potrzebami, a nie na eliminowaniu jednej z nich. Chociaż władzom Warszawy zdarza się zapominać o własnych obywatelach i należy im się krytyka za preferowanie turystów, to nie warto przeginać w drugą stronę.

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x