Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Konfederacja oderwanych od rzeczywistości bananowych dzieci

Konfederacja mówi o ekonomii i rodzinie z pozycji potężnego przywileju. Mit partii „bliskiej ludziom” co rusz brutalnie zderza się z rzeczywistością.

ObserwujObserwujesz
Krzysztof Bosak i Sławomir Mentzen na tle brązowiejących bananów
Celnie!

2

Przez całe lata, czy to w cieniu Korwina, czy już po ojcobójstwie, Konfederacja próbowała – i nadal próbuje – budować obraz z jednej strony partii wielce merytorycznej, a z drugiej jakże bliskiej ludowi.

Tylko Konfederacja ma więc rozumieć prawdziwą ekonomię, to, jak działają podatki, wolny rynek, czym są kryptowaluty. Tylko ona przejrzała tajną grę mocarstw i prawdziwą realpolitik. To pierwsza prawdziwa partia merytoryczna. Nie to, co oderwane od ekonomicznych realiów lewaki.

Kryptowaluty jak gotówka i inne konfederackie mądrości

Ta dość toporna propaganda może działać, gdy po pierwsze nie rządzisz, a po drugie w ogóle się nie odzywasz. Tyle że Konfederacja coraz częściej robi to drugie, a kto wie, może i zacznie robić pierwsze. Gdy zaś się odezwie, okazuje się, że jej program gospodarczy z 2019 roku zakłada 325 mld mniej w budżecie i, jak złośliwie komentują go bynajmniej nie lewicowi eksperci gospodarczy, oznacza po prostu, że „nie będzie niczego”.

Gdy Konfederacja ułożyła program na wybory w 2023 roku, okazało się, że nie rozumie – co także wytykają jej ekonomiści – iż emerytury biorą się ze składek.

Czytaj także Mieszkaniowe pomysły Konfederacji, czyli lokator ma prawo do bezdomności Damian Duszczenko

Gdy w Sejmie konfederaci przedłożyli projekt ustawy o kwocie wolnej od podatku, pomylili pojęcie „kwoty zmniejszającej podatek” z „kwotą wolną od podatku”, co jest fundamentalną i oczywistą różnicą nawet dla osób średnio znających się na podatkach. Stali się pośmiewiskiem.

Gdy z kolei przedłożyli sprawozdanie finansowe własnej partii, zostało ono odrzucone, bo konfederaci w koszty kampanii wliczali alkohol, niedozwolone korzyści majątkowe i nie przelali nadwyżki na właściwe konto funduszu wyborczego. Po tylu przypadkach odrzucenia sprawozdań nadal nie zrozumieli wydatków kampanijnych, które rozumie już każdy dziennikarz polityczny w kraju. Gdy spytano Mentzena o jego 100 pomysłów, w tym dopuszczanie bicia dzieci kablem, nagle okazało się, że nic nie pamięta. Taki jest merytoryczny.

Gdy pyta się konfederatów o program mieszkaniowy, ci zarzekają się, że ceny mocno spadną, gdy tylko odejdzie biurokracja prawa budowlanego i administracyjnego. Nie rozumieją, że cenę na rynku mieszkań determinują w pierwszej kolejności koszty ziemi, materiałów, robocizny i marża dewelopera.

Gdy wreszcie spytano Bosaka, dlaczego popiera kryptowaluty, ten perorował, że kryptowaluta to jest to samo, co gotówka w PLN. Brzmi to tragikomicznie w kontekście tych wszystkich wyborców Konfederacji, którzy stracili na zondacrypto. Rzekoma wiedza merytoryczna konfederatów jest jednym wielkim mitem.

Dziecko nie potrzebuje pieniędzy?

Ostatnio jednak dostaliśmy wykwit konfederackich mądrości już nie tylko o makroekonomii, kryptowalutach i rzekomym prześladowaniu przez złowrogie państwo uczciwej zondacrypto (patrz wpis brata Mentzena).

Dostaliśmy także podsumowanie tego, jak blisko rzekomego ludu jest Konfederacja. Krzysztof Bosak oznajmił, że „normalne, zdrowe dziecko potrzebuje głównie czasu i troski, a nie pieniędzy”. Już samo przeciwstawienie sobie czasu i pieniędzy pokazuje, jak bardzo Bosak nie rozumie, że czas poświęcany dziecku jest pochodną pieniędzy właśnie. Nieprzypadkowo niemal od początku myśli lewicowej dbanie o urlopy macierzyńskie, wychowawcze, ośmiogodzinny dzień pracy i wolne niedziele (a później także soboty) było podyktowane m.in. troską o młode matki. Im dłużej musisz pracować, tym mniej czasu możesz poświęcić na pierwsze, drugie, trzecie i każde kolejne dziecko. Czas jest jednym z najdroższych zasobów w kapitalizmie i właśnie dlatego ma określoną cenę.

Bosak tego nie rozumie, ponieważ jest podręcznikowym przykładem bananowego dziecka, utrzymywanego przez całe lata przez rodziców i brata, by móc biegać z teczką za Giertychem. Jak złośliwie, a przy tym trafnie zauważają jego lewicowi przeciwnicy, sam Bosak założył rodzinę dopiero wtedy, gdy został posłem z pensją należącą do 10 proc. najwyższych w Polsce (żona też jest posłanką). I nawet wtedy narzekał na fotelik dziecięcy jako dodatkowy koszt w jego domowym budżecie.

Czytaj także Cyberpunk Warsaw 2030 i trumpowskie dopalacze antyprezydenta Mentzena Piotr Wójcik

Ale tyrada Bosaka dowodzi nie tylko niezrozumienia tego, jak mają się do siebie czas i zarobki. Ukryte jest w niej założenie, że skoro dawniej, gdy społeczeństwo było biedniejsze, rodziło się więcej dzieci, to teraz, gdy społeczeństwo jest bogatsze, a dzieci rodzi się mniej, pieniądze nie grają żadnej roli. Tymczasem jest zupełnie inaczej. Otóż pieniądze nadal w ogromnym stopniu determinują chęć posiadania zwłaszcza kolejnego dziecka. Tyle że dziś rozumie się koszty zupełnie inaczej.

Tak jak dawniej bardziej liczyła się ilość dzieci, tak dziś bardziej liczy się jakość życia tych dzieci. Rodzice inwestują ogromne zasoby w wychowanie, przyjemności i zapewnienie komfortu pierwszemu dziecku. A to oznacza, że decyzja o kolejnym jest podejmowana także w kontekście tego, ile dodatkowych zasobów można wygenerować na nowego potomka bez obniżania jakości życia pierworodnego.

Dla Bosaka – wbrew lamentom o fotelik dziecięcy – decyzja o kolejnym dziecku nie jest decyzją wiążącą się z pogorszeniem standardu życia dziecka poprzedniego. Od pokoju, przez koszty opiekunki, rezygnację z wakacji, finansowania zajęć dodatkowych, po przyszłe kwestie mieszkaniowe. Przy zarobkach zawodowego posła i jego żony (a w razie czego znowu z pomocą rodziców) dzieci Bosaków – ile by ich nie było – mają zapewnione. A to daje komfort i de facto oderwanie od rzeczywistości zwykłego polskiego małżeństwa.

Mimo to duża część młodych, zwłaszcza mężczyzn, wierzy, że konfederaci nie tylko mają wybitną wiedzę ekonomiczną, ale też ze posłowie ci rozumieją życie przeciętnego człowieka. Tymczasem są to osoby zamożne, często już w drugim pokoleniu, które wychowane w cieplarnianych warunkach – tak jak Bosak czy Mentzen – nie mają pojęcia o tym, jak się żyje przeciętniakom. Za to wszystkich przekonują, jak bardzo od życia oderwani są wszyscy, tylko nie oni sami.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x