🏠 Do Sejmu trafił projekt Konfederacji zmieniający ustawę o ochronie praw lokatorów, przedstawiany jako odpowiedź na problem tzw. „dzikich lokatorów” i wzmocnienie prawa własności. Propozycje obejmują m.in. rozszerzenie fikcji doręczeń, ułatwienie wypowiadania umów najmu oraz przyspieszenie procedur eksmisyjnych.
⚖️ Zwolennicy zmian argumentują, że obecne przepisy zbyt słabo chronią właścicieli i utrudniają odzyskanie mieszkań od nierzetelnych najemców. Krytyczki i krytycy wskazują jednak, że projekt uderza w znacznie szerszą grupę lokatorów, osłabiając zabezpieczenia przed bezdomnością i ograniczając realną możliwość obrony w sporach mieszkaniowych.
📊 Spór wpisuje się w szerszą debatę o tym, czym jest mieszkanie: czy przede wszystkim przedmiotem własności, czy dobrem podstawowym, którego dostępność powinna być gwarantowana przez państwo. Toczy się on w warunkach rosnących kosztów najmu, deficytu mieszkań dostępnych cenowo i wysokiego poziomu przeludnienia.
Konfederacja znów opowiada o mieszkaniach tak, jakby głównym problemem polskiej mieszkaniówki był „dziki lokator”, a nie drogi najem, słaby zasób komunalny, przeludnienie i chroniczny brak dostępnych mieszkań. Do Sejmu trafił jej poselski projekt zmian w ustawie o ochronie praw lokatorów. Według sejmowego opisu ma on„poprawić ochronę prawa własności do lokalu mieszkalnego, ograniczyć nadużywanie praw przez lokatorów oraz ułatwić wypowiedzenie umowy”. Już ten język pokazuje kierunek: nie chodzi o naprawę rynku mieszkaniowego, tylko o dalsze przesunięcie środka ciężkości na rzecz właścicieli.
Projekt jest przedstawiany jako odpowiedź na plagę cwaniaków żyjących na cudzy koszt. W praktyce dotyka jednak dużo szerszej grupy: zwykłych najemców, którzy spóźnią się z opłatami, przegapią korespondencję, stracą pracę albo po prostu nie będą mieli dokąd pójść po rozwiązaniu umowy.
W polskim prawie istnieje zasada, zgodnie z którą pismo uznaje się za doręczone, nawet jeśli adresat faktycznie go nie odebrał. Skutek jest poważny, bo od tej chwili mogą zacząć biec terminy na odpowiedź, odwołanie albo podjęcie innych działań procesowych. Zgodnie z opisami projektu Konfederacja chce rozszerzyć tę fikcję doręczenia także po wygaśnięciu najmu i objąć nią również pisma z sądu oraz od komornika.
Konfederacja chce także umożliwić właścicielowi wypowiedzenie najmu z sześciomiesięcznym terminem, gdy chce sam zamieszkać w lokalu albo wprowadzić tam bliskich; ułatwić kierowanie eksmitowanego do noclegowni lub lokalu socjalnego na terenie całego województwa; zdjąć z właściciela ciężar opłacania mediów po ustaniu umowy; a także skrócić termin wypowiedzenia przy zaległościach czynszowych nawet do jednego pełnego okresu płatności.
Mocno akcentowany jest pomysł dotyczący doręczeń. Brzmi niewinnie: lokator ma nie uciekać przed listonoszem. Problem w tym, że fikcja doręczenia nie odróżnia cwanego kombinatora od człowieka pracującego zmianowo, starszej osoby, migranta, osoby w kryzysie psychicznym czy kogoś, kto po prostu musiał się wyprowadzić, bo nie było go już stać na dotychczasowy adres. W takim modelu państwo mówi: nie odebrałeś pisma, ale uznajemy, że je odebrałeś.
Konfederacja przedstawia to jako porządkowanie procedury, ale w praktyce chodzi o jedno: skrócić drogę do eksmisji przez ograniczenie realnej możliwości obrony. To rozwiązanie wygodne dla właściciela i dla aparatu państwa, lecz ryzykowne dla lokatora, który w sporze o mieszkanie może przegrać nie dlatego, że nie miał racji, ale dlatego, że nie zdążył się obronić. Co znamienne, od 1 stycznia 2026 roku z systemu ePUAP dla obywateli zniknęła fikcja doręczenia, więc w państwie cyfrowym uznano ją za narzędzie zbyt ryzykowne. W sporze mieszkaniowym ma się ona nagle stać wzorem sprawności.
Drugi ważny element to wypowiedzenie najmu mieszkania z powodu zamiaru zamieszkania w nim właściciela albo jego bliskich. Dziś takie uprawnienie już istnieje, ale ustawa wiąże je z warunkami ochronnymi: gdy właściciel nie zapewnia lokalu zamiennego, a najemca nie ma dokąd pójść, termin wypowiedzenia wynosi co do zasady trzy lata; krótszy, półroczny termin działa wtedy, gdy lokator ma tytuł do innego lokalu albo właściciel dostarcza lokal zamienny. Konfederacja chce z tego mechanizmu wyciąć obowiązek zapewnienia lokalu zamiennego i wymóg wykazania, że najemca ma gdzie mieszkać. Innymi słowy: z przepisu, który miał godzić własność z ochroną przed bezdomnością, ma zostać sama własność.
Warto tu zatrzymać się przy zasadniczej sprawie: polskie prawo już dziś nie jest jakąś rajską konstytucją lokatora. Od lat istnieją instrumenty takie jak najem okazjonalny i najem instytucjonalny, stworzone właśnie po to, by ułatwić właścicielowi odzyskanie mieszkania. W obu przypadkach najemca składa notarialne oświadczenie o poddaniu się egzekucji; najem okazjonalny jest przeznaczony dla prywatnego właściciela nieprowadzącego działalności w zakresie najmu, a instytucjonalny dla podmiotów prowadzących taką działalność. Ministerstwo Rozwoju kilka lat temu pisało wprost, że to narzędzie ma pozbawiać parasola ochronnego niesumiennych najemców i umożliwiać uproszczoną drogę eksmisji. Opowieść, że właściciel w Polsce jest całkowicie bezbronny, jest więc bardziej politycznym produktem niż opisem stanu prawnego.
To zresztą typowe dla tej skrajnej prawicy: wyjątek przedstawia się jako regułę, a potem pod ten wyjątek projektuje prawo dla wszystkich. Oczywiście, spory z niepłacącym najemcą bywają dla właścicieli kosztowne i długie. Tyle że państwo nie powinno odpowiadać na ten problem przez osłabianie zabezpieczeń przed bezdomnością, tylko przez sprawniejszy wymiar sprawiedliwości, rozwój mediacji, publiczny zasób mieszkań i interwencję socjalną. Konfederacja wybiera odwrotną drogę. Bierze realny kłopot części właścicieli i używa go jako taranu przeciw całej idei ochrony lokatora.
Szczególnie groźny jest wątek noclegowni i skali terytorialnej eksmisji. W opisach projektu powtarza się, że komornik ma móc skierować osobę eksmitowaną do noclegowni lub lokalu socjalnego na terenie całego województwa, a nie tylko jednej gminy. Na papierze wygląda to jak techniczne usprawnienie. W praktyce chodzi o coś innego: ma być łatwiej wyrwać człowieka z miejsca, w którym żył. Po eksmisji ma być bardziej mobilny niż jego praca, szkoła dziecka, lekarz czy ludzie, na których dotąd się opierał. To nie jest polityka mieszkaniowa, tylko logistyka biedy. Noclegownia nie jest mieszkaniem, a wywózka problemu dalej od oczu nie jest żadnym rozwiązaniem.
Do tego dochodzi prosty fakt społeczny: Polska nie cierpi na nadmiar ochrony lokatorskiej, tylko na chroniczny deficyt bezpiecznego i dostępnego mieszkania. Według danych GUS w NSP 2021 było w Polsce ponad 15,2 mln mieszkań, a około 1,79 mln pozostawało niezamieszkanych. Jednocześnie według wskaźników raportowanych przez statystykę publiczną około 34 proc. mieszkańców Polski żyje w przeludnionych lokalach. To nie jest obraz kraju, w którym najpilniejszym zadaniem państwa powinno być dalsze przyspieszanie eksmisji. To obraz kraju, w którym mieszkanie stało się dobrem inwestycyjnym, a część klasy politycznej chce jeszcze mocniej potraktować je jako zwykły towar.
Co ważne, nie tylko Konfederacja próbuje dziś przesunąć prawo w stronę większej kontroli nad lokatorami. Równolegle rząd w osobie wiceministra Lewandowskiego z Nowej Lewicy proceduje własny projekt zmian dotyczących lokali komunalnych. Zakłada on między innymi wygaszanie umowy po śmierci najemcy lokalu z publicznego zasobu, pozostawienie bliskim tylko roszczenia o zawarcie nowej umowy po spełnieniu dodatkowych warunków, szerszą weryfikację dochodów i majątku, możliwość przeglądania ksiąg wieczystych przez gminy oraz sankcje za podnajmowanie lokali komunalnych.
Związek Powiatów Polskich poparł część tych propozycji, ale ostrzegł też, że projekt opiera wiele skutków prawnych na upływie terminów i sankcjach, choć nie precyzuje jasno zasad zawiadamiania lokatorów. Dodał przy tym, że proponowane trzykrotne odszkodowanie za bezumowne zajmowanie lokalu może nie rozwiązać problemu, tylko szybciej powiększać długi ludzi już zadłużonych. To ważny kontekst: władza i opozycja różnią się językiem, ale obie coraz częściej myślą o mieszkalnictwie jak o systemie selekcji i dyscypliny.
Dlatego spór o projekt Konfederacji nie dotyczy tylko tego, czy właścicielom ma być łatwiej. Dotyczy odpowiedzi na pytanie, czym w ogóle jest mieszkanie: czy wyłącznie przedmiotem własności, z którym można zrobić wszystko szybciej i taniej, czy jednak dobrem podstawowym, od którego zależy szkoła dziecka, leczenie, praca, bezpieczeństwo i możliwość normalnego życia? Polska konstytucja nie gwarantuje rentierowi świętego spokoju, tylko nakłada na władze publiczne obowiązek prowadzenia polityki sprzyjającej zaspokojeniu potrzeb mieszkaniowych obywateli.
Problem w tym, że łatwiej napisać ustawę o tym, jak sprawniej usuwać ludzi, niż zbudować system, w którym nie trzeba ich usuwać do noclegowni.


![Utracony kompas [o europejskiej lewicy]](https://krytykapolityczna.pl/wp-content/uploads/2026/03/plomienie_utracony_kompas-171x267.jpg)






Komentarze
Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.
Wydaje się, że system ubezpieczeń lokatorskich byłby dobrym rozwiązaniem?
kolejna składka, płacona przez lokatorów?
Ja uważam, że najlepszym rozwiązaniem jest zakaz wynajmu mieszkań. Jak napisaliście, mieszkanie stało się dobrem inwestycyjnym, więc zakaz wynajmu rozwiąże ten problem. Można też uregulować ilość posiadanych mieszkań dla jednego człowieka, rodziny itp.
Wcale nie żartuję.
Natomiast nie ma mojej zgody na przenoszenie konsekwencji braku możliwości płacenia za wynajem na właścicieli. Musicie zrozumieć, że cześć z tych osób, to nie bogole z tuzinem mieszkań, ale para na dorobku, z dwoma kawalerkami po babciach, która postanowiła zamieszkać razem i jedną wynająć. I teraz oni maja płacić rachunki, robić remonty, często przebudować swoje życie, bo ktoś wali w klocki, a prawo go chroni. Tymczasem pojawiło się dziecko, a kasa z wynajmu miała być drugą pensją, żeby mama mogła zostać dłużej z dzieckiem.
Wieloletnie apele KP o mieszkania socjalne poszły jak krew w piach i dalej tak bedzie, bo to za dużo kosztuje. Nie tylko mieszkanie, ale także utrzymanie w nim niepłacącego lokatora. A przecież trzeba klatki czasem odnowić, prawda? Co by KP nie pisała: „Żyją jak wyrzutki ” w nagłówku.
Jedyne, sensowne rozwiązanie, to wymienione przeze mnie powyżej i jednocześnie najbardziej akceptowalne społecznie.
Usunięcie możliwości notarialnego omijania tych restrykcji przez właścicieli, spowoduje wynajem tylko na czarno. Bo nikt rozsądny nie zaryzykuję. Chyba, że jest bardzo bogaty.
nie ma obowiązku posiadania mieszkań na wynajem. To nie jest prawo człowieka aby człowiek zarabiający w taki sposób był pozbawiony ryzyka inwestycyjnego kosztem społeczeństwa.
Nie jestem Konfederatą, zresztą ta nazwa mi się z jedną z największych zdrad w historii Polski kojarzy. Nie jestem też lewakiem, prawda leży gdzieś pośrodku. Część z tych postulatów jest przesadzona, możliwe, że pod negocjacje/poprawki – jak chcesz osiągnąć swoje, to wołaj o więcej i idź na kompromis.
Jednak sposób w jaki autor odnosi się do meritum to jest tak naprawdę odwrócenie polaryzacji.
Problem jest realny i prawie wszystkie podnoszone postulaty mają sens i nie wzięły się z powietrza.
Nie mówimy tutaj o czyszczeniu kamienic, ale o eliminacji cwaniactwa. Państwo nie ma prawa zmuszać nikogo do utrzymywania obcej osoby, choćby tamtemu się świat na głowę zawalił, to jest problem państwa.
Jeśli umowa wygasa, to wygasa, jeśli okres wypowiedzenia wynosi miesiąc, to po miesiącu to już nie jest problem właściciela, że ktoś nie ma gdzie mieszkać, chyba że łaskawie się nad tym problemem pochyli i z WŁASNEJ WOLI pomoże.
Już szczytem jest konieczność opłacania rachunków za kogoś, jeśli on sam nie płaci.
Nie zgadzam się z postulatem o skróceniu czasu najmu od strony wynajmującego, na to powinna być zgoda obu stron, ewentualnie rekompensata/pomoc w znalezieniu innego lokum. Prawo własności nie może stać ponad umową.
Przypominam, że problem dotyczy dziwnym trafem dużych miast i atrakcyjnych lokalizacji.
To takie polskie ocupados, z którego nawet Hiszpanie się w końcu wycofali. Tutaj różnica jest taka, że coś trzeba zapłacić z góry.
tyle że to raczej wydumany problem. Tzn takie przypadki są opisywane ale czy są prawdziwe? A jeżeli tak to na jaką skalę?
Ja dokładnie mam taki przypadek. Nie życzę nikomu, bo to dotkliwa i wycieńczająca sytuacja. Proszę sobie wyobrazić, że trzeba walczyć o własne mieszkanie i jeszcze utrzymywać obcych ludzi.
„wyjątek przedstawia się jako regułę”
Skoro to wyjątek, to istnieje niedrogie rozwiązanie najbardziej dokuczliwego problemu. Ludzie dobrej woli, z sercem po lewej stronie, przekazują 1% podatku na Fundację opłacającą rachunki osoby, która nie chce płacić, ani się wyprowadzić.
jak zwykle na temat, stary, tylko czekałem na twój wkład w dyskusje 😉
Wielokrotnie uczestniczyłem w dyskusjach, które obracały się wokół kwestii rzekomej bezkarności najemców żyjących na koszt wynajmującego i rzekomej powszechności tego zjawiska. Oraz tego, iż obawa właścicieli przed takimi sytuacjami, ma być jakoby główną przyczyną powstrzymywania się przez nich przed wynajęciem mieszkania. Jakoś w tych dyskusjach nigdy nikt nie przedstawił mi danych, z których wynikałoby, że – po pierwsze – niewywiązywanie się przez najemców mieszkań prywatnych z zobowiązań wynikających z umów najmów jest rzeczywiście jakimś statystycznie istotnym problemem, a po drugie, że rzeczywiście jest to przyczyna tak dużej liczby niewynajętych mieszkań. Było dużo przykładów anegdotycznych oraz przywoływania danych dotyczących zaległości w mieszkaniach komunalnych. Oczywiście nie twierdzę, że problemu zupełnie nie ma, ale – zanim zabierzemy się za tak daleko idące ograniczenie uprawnień najemców – powinniśmy jednak dowiedzieć się, czy jest to problem występujący powszechnie (czy choćby często), czy jednak jednostkowo. Zawsze też polemizowałem z – będącą uzasadnieniem dla zwolenników takich rozwiązań – tezą, że odblokują one istotną część obecnych pustostanów, która opiera się na założeniu, że – skoro właściciele nie wynajmują swoich mieszkań – to na pewno powstrzymuje ich przed tym strach przed nierzetelnymi najemcami. Bo na to też nie ma danych, a zatem teza ta jest czystą tezą „na chłopski rozum”.
Jednak jak już komuś się przytrafi, to jest naprawdę w rozpaczliwej sytuacji. Łatwo komentować, kiedy samemu się tego nie doświadczyło.
Widzę, że Pan redaktor oraz osoby komentujące nie spotkały się z takim problemem jak nieuczciwy najemca, który wykorzystuje ustawę do wyłudzenia mieszkania na wiele lat. Ja aktualnie przeżywam ten dramat. Wprowadziła się rodzina z dziećmi i po miesiącu oświadczyła, że nie będzie płacić, a wyprowadza się dopiero po eksmisji komorniczej. Muszę płacić za świadomie działających pasożytów, a postępowanie sądowe będzie trwać wielki. Sama możliwość złożenia pozwu to konieczności odczekania 5 miesięcy. Może gdyby byli Państwo w takiej sytuacji, to nie krytykowali byście pomyslu Konfederacji, bo ludzi w takiej sytuacji jak ja tylko się teraz modlą, żeby coś się zmieniło i mogli odzyskać swoje mieszkanie.
Może gdyby odróżnić lokatorów świadomych naciągaczy, które kosztem kogoś chcą wyłudzić mieszkanie socjalne, a ludzi faktycznie usuwanych bez powodów siłą. Nie życzę nikomu takiego stresu i nierównych szans, bo to lokator ma większe prawa, a właściciel może nawet nie odzyskać po latach pieniędzy, za które musiał utrzymywać oszustow.
Lepsze zabezpieczenie interesów właścicieli mieszkań wobec niesolidnych najemców + odpowiedni podatek katastralny (np. od drugiego mieszkania symboliczny ale od trzeciego już odczuwalny i progresywny) – i może trochę więcej mieszkań na wynajem się pojawi a ceny spadną.