Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Probiznesowy socjalista przeciw prawicowej fali. Król Północy wyruszył na Westminster

Władze Wielkiego Manchesteru określają swoją politykę jako „przyjazny biznesowi socjalizm”. Czy manchesteryzm zatrzyma Farage’a i Reform UK?

ObserwujObserwujesz
Andy Burnham na tle Manchester Town Hall
Kontekst

🇬🇧 W Wielkiej Brytanii rośnie napięcie wokół przywództwa w Partii Pracy. Coraz więcej działaczy uważa, że obecny premier Keir Starmer nie potrafi zatrzymać wzrostu poparcia dla prawicowej Reform UK Nigela Farage’a.

🗳️ Wybory uzupełniające w okręgu Makerfield mogą stać się początkiem walki o władzę w Partii Pracy. Andy Burnham – popularny burmistrz Wielkiego Manchesteru – jest wymieniany jako potencjalny następca Starmera i przyszły premier.

🏙️ Wielki Manchester od kilku lat przedstawiany jest jako model skutecznej polityki regionalnej po brexicie. Władze metropolii łączą interwencję publiczną z aktywnym przyciąganiem inwestycji i kapitału prywatnego.

📈 Burnham zdobył ogólnokrajową rozpoznawalność podczas pandemii COVID-19, gdy publicznie konfliktował się z rządem Borisa Johnsona o wsparcie dla północy Anglii. Od tego czasu brytyjskie media regularnie określają go mianem „Króla Północy”.

Walka

1

Rzadko się zdarza, by wybory uzupełniające w jednym okręgu mogły zdefiniować polityczną przyszłość dużego europejskiego kraju. To może być jednak przypadek zaplanowanych na 4 lipca wyborów uzupełniających do Izby Gmin w okręgu Makerfield, położonym w metropolii Manchesteru. O mandat ubiega się jej burmistrz, Andy Burnham. Jeśli wygra, najpewniej zbierze poparcie wystarczającej liczby laburzystowskich deputowanych, by uruchomić proces wyboru nowego lidera Partii Pracy, a w konsekwencji nowego premiera Zjednoczonego Królestwa – i będzie faworytem. Jak na portalu X podał Dan Bloom, dziennikarz Politico, drużyna Burnhama już ma pracować nad planami pierwszych 100 dni jego ewentualnego rządu.

Czytaj także Brytyjski duopol się chwieje Jakub Majmurek

Burnham jest dziś najpopularniejszym politykiem Partii Pracy. Zwolennicy przedstawiają go jako jedyną osobę zdolną powstrzymać marsz Nigela Farage’a na Downing Street, ocalić jedność stojącej za laburzystami koalicji, pogodzić jej wielkomiejski, młodszy, progresywny elektorat – odpływający dziś do Zielonych – z tym starszym, bardziej konserwatywnym i ludowym, coraz częściej głosującym na Reform. Jakie są źródła popularności Burnhama?

„Król Północy”

Burnham od dawna obecny jest w brytyjskiej polityce. Do Izby Gmin po raz pierwszy trafił ćwierć wieku temu, gdy Partia Pracy po raz drugi z rzędu wygrała wybory pod kierownictwem Tony’ego Blaira. Do końca dekady pracowicie piął się po kolejnych szczeblach kariery, w rządzie Gordona Browna (2007-2010) objął najpierw tekę ministra sportu, a potem zdrowia. Dotąd dwukrotnie – w 2010 i 2015 roku – walczył o przywództwo w Partii Pracy, przegrywając najpierw z Ed Milibandem, następnie z Jeremym Corbynem.

Źródłem dzisiejszej politycznej siły Burnhama nie jest jednak jego działalność w rządach New Labour czy w Izbie Gmin, ale jego rządy w Wielkim Manchesterze – metropolii obejmującej Manchester i satelickie miasta, liczącej ponad 3 miliony mieszkańców. Burnham wygrał pierwsze w historii bezpośrednie wybory na burmistrza w 2017 roku, a w 2021 i 2024 roku zapewnił sobie reelekcje. Jako burmistrz utrzymywał istotną ogólnokrajową widoczność. W trakcie pandemii razem z innymi burmistrzami z północy Anglii wdał się w spór z rządem Borisa Johnsona, skutecznie domagając się większego wsparcia dla swojego regionu. Wtedy zyskał przydomek „Króla Północy”.

Nie da się też ukryć, że rządy Burnhama w metropolii to historia sukcesu gospodarczego. Polityk przy każdej okazji podkreśla, że Wielki Manchester rozwija się dwukrotnie szybciej niż Wielka Brytania. Statystyki faktycznie są imponujące. Jak na swoim Substacku wylicza analityk firmy Focaldata, James Breckwoldt: wartość dodana brutto metropolii rosła w ostatniej dekadzie w tempie 2,8 proc. rocznie, zaś Zjednoczonego Królestwa o 1,3 proc. Od 2015 roku metropolia notuje też najwyższy wzrost produktywności ze wszystkich regionów statystycznych w kraju. Wielki Manchester zajmuje drugie miejsce – po Londynie – w przyciąganiu bezpośrednich inwestycji zagranicznych, a średnia wieku wynosi tam 31 lat, czyli o dziesięć mniej, niż w całym kraju.

Manchesteryzm…

Dla Burnhama i jego stronników Manchester to nie tylko przykład sukcesu, ale także nowy program dla kraju: manchesteryzm. Jak w swoim pierwszym klipie wyborczym mówi Burnham: „Manchesteryzm to koniec neoliberalizmu, koniec ekonomii skapywania, która pozostawiła z tyłu takie miejsce jak Makerfield. […] To nowa ścieżka dla Wielkiej Brytanii”.

Co ma w takim razie zastąpić neoliberalizm? W swoim eseju opublikowanym na łamach tygodnika „New Statesman” Mathew Lawrence, założyciel i prezes think tanku Common Wealth, utożsamia manchesteryzm z koncepcją „produktywnego państwa”. A więc takiego, które nie zadowala się redystrybucją i regulacją, ale bierze odpowiedzialność za wytwarzanie kluczowych dóbr stanowiących podstawę godnego życia, takich jak transport, energia, mieszkalnictwo, edukacja, zdrowie, bezpieczeństwo. Bo państwo jest w stanie działać w tych obszarach bardziej efektywnie, niż prywatny kapitał.

Produkcja i dystrybucja wielu tych dóbr została sprywatyzowana w Wielkiej Brytanii w czasach Thatcher i jej następców. Co prowadzi do sytuacji, gdy faktyczne naturalne monopole znajdują się pod kontrolą biznesu zainteresowanego jak największym zyskiem udziałowców, na czym cierpią inwestycje i portfele klientów – oraz budżet państwa, zmuszony dopłacać najuboższym do rachunków za wodę czy energię, które byłyby niższe, gdyby dostarczające je przedsiębiorstwa pozostawały publiczną własnością. Burnham twierdzi, że od 40 lat Wielką Brytanię pustoszą „czterej jeźdźcy apokalipsy”: dezindustralizacja, prywatyzacja, polityka zaciskania pasa i brexit. Koncepcja „produktywnego państwa” ma powstrzymać przynajmniej trzech pierwszych. W Wielkim Manchesterze jako przykład takiej polityki najczęściej wymienia się ponowne objęcie połączeń autobusowych kontrolą metropolii, co pozwoliło na lepszą koordynację transportu i ograniczenie cen dla mieszkańców.

Czytaj także Slopaganda w Zjednoczonym Królestwie, czyli AI w walce o Anglię dla Anglików Wojtek Żubr Boliński

Jednocześnie, jak w swoim eseju podkreśla Lawrence, na fundamencie zdekomodyfikowanych usług publicznych wznosić się powinny dwa kolejne piętra społeczno-gospodarczego ustroju: silne, konkurencyjne rynki oraz przedsięwzięcia graniczne, szukające gospodarczych innowacji, zdolnych zapewnić wielkie zyski z otwarcia nowych rynków. Manchesteryzm nie jest bowiem wrogi przedsiębiorczości. Wręcz przeciwnie, władze Wielkiego Manchesteru określają swoją politykę jako „przyjazny biznesowi socjalizm”. Rozwój tej wizji dokonywał się w bliskiej współpracy z biznesem i deweloperami. Metropolia bardzo świadomie pracowała na rzecz tego, by stać się atrakcyjnym miejscem dla kapitału i zamożnych specjalistów z całego świata.

…i jego ograniczenia

Czy sukces z Wielkiego Manchesteru da się przełożyć na ogólnobrytyjską politykę? Nie jest to takie proste. Jak zauważył James Brekcwoldt, obejmując urząd w Manchesterze w 2017 roku Burnham odziedziczył dobrze działającą politykę miejską. Fundamenty pod rozwój metropolii położyła bowiem polityka Richarda Leese, przewodniczącego rady miejskiej Manchesteru od 1996 do 2021 roku, oraz urzędnika manchesterskiego ratusza Howarda Bernsteina. Jeśli Burnham wprowadzi się na Downing Street, to nie odziedziczy dobrze zaplanowanej polityki, będzie ją musiał dopiero wymyślić i wdrożyć.

Państwo działa też inaczej niż metropolia. Burnham szybko stanie przed dylematami, w których rozwiązaniu niewiele pomoże doświadczenie z Manchesteru. Np. czy można bardziej zapożyczyć państwo, by zainwestować w obronność, czy konieczne będzie albo obcięcie innych wydatków, albo podniesienie podatków?

Kwestia długu i dyscypliny fiskalnej może okazać się kluczowa i zabójcza dla programu gospodarczego Burnhama. Jak pokazał upadek rządu Liz Truss po niecałych dwóch miesiącach, Wielka Brytania jest bardzo wrażliwa na reakcje rynków obligacji. Z różnych miejsc już płyną ostrzeżenia, że jeśli Burnham zwiększy deficyt i podniesie podatki, by sfinansować swój program inwestycji, to rynki uznają taką strategię za niezrównoważoną, co znajdzie swoje odbicie w odpowiedniej wycenie brytyjskich obligacji. Ekonomiczny publicysta Wolfgang Münchau zarzuca wręcz Burnhamowi, że jest najgorzej przygotowanym ekonomicznie kandydatem do roli szefa rządu od czasu Truss i radzi mu, by – jeśli chce uniknąć powtórki z 2022 roku – nie zmieniał obecnej kanclerz skarbu Rachel Reeves i ram jej polityki gospodarczej.

Czy Partia Pracy ma jeszcze miejsce na bezpieczną grę?

Najpierw Burnham będzie musiał jednak przekonać wyborców w Makerfield. Reform już stara się przedstawić go jako karierowicza, traktującego okręg jako trampolinę do swoich premierowskich ambicji. Problem z tą linią ataku polega na tym, że Makerfield jest częścią Wielkiego Manchesteru, gdzie Burnham jest popularnym burmistrzem – dorastał w tym okręgu, a jego dzieci uczęszczają do położonej w nim szkoły.

W 2024 roku Reform zdobyło w okręgu 31,8 proc. głosów, o 13 punktów procentowych mniej niż Partia Pracy. Okręg już wcześniej wymieniany był jako jeden z celów Reform w następnych wyborach. Partia wystawiła na lokalnego działacza, hydraulika Roberta Kenyona. W swoim pierwszym klipie Kenyon mówi: „Dla Burnhama Makerfield to stopień w karierze, dla mnie jedyne miejsce, jakie kiedykolwiek chciałem reprezentować”. Jednocześnie, jak podał na X antyfaszystowski magazyn Searchlight, Kenyon wśród znajomych na Facebooku ma lidera New British Union, organizacji będącej współczesnym wcieleniem Brytyjskiej Unii Faszystów Oswalda Mosleya. Pojawiają się też głosy o radykalnych postach w mediach społecznościowych, które Kenyon miał usunąć.

Czytaj także Prawica i mit „upadłego Londynu” Jakub Majmurek

Reform będzie też grać kartą brexitu. Jeszcze we wrześniu Burnham deklarował, że chciałby ponownie zobaczyć Wielką Brytanię w Unii Europejskiej. W poniedziałek zapowiedział jednak, że nie będzie podnosił tego tematu w kampanii, bo brytyjska polityka za bardzo kręci się wokół podziału spowodowanego przez brexit. Szpagat „chciałbym kiedyś wrócić do Unii, ale to nie jest teraz moja polityka, nie mówmy o tym” może okazać się dość trudny do obrony.

Każdy inny kandydat Partii Pracy miałby dziś spory problem, by wygrać w takim okręgu jak Makerfield. Burnham jest na razie faworytem wyścigu, choć skala jego zwycięstwa może być mniejsza niż w 2024 roku. Zwycięstwo w okręgu z silną pozycją Reform wzmocni argumenty zwolenników Burnhama: to jest człowiek, który wie, jak powstrzymać partię Farage’a.

Czy przekona to członków Partii Pracy, by powierzyć mu stery partii i państwa? Nie odbędzie się to bez walki. Z jednej strony partia obawia się zmiany premiera w trakcie kadencji, pamiętając, jak podobne manewry kończyły się dla torysów. Z drugiej strony coraz więcej jej działaczy ma przekonanie, że partia nie ma już przestrzeni dla bezpiecznej gry, że starmeryzm nie działa wyborczo i że jeśli nie nastąpi teraz ryzykowna zmiana, to partię czeka pewna porażka w następnych wyborach – te emocje mogą zaprowadzić Burnhama na Downing Street.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x