Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Przekaż Przekaż

7 argumentów za zniesieniem weta w UE

Zniesienie jednomyślności w Radzie Europejskiej w kwestiach polityki zagranicznej jest w Polsce wyjątkowo niepopularne. Rolą polityków nie jest jednak ślepo podążać za ludem, lecz mu przewodzić.

ObserwujObserwujesz
Oszklony budynek Parlamentu Europejskiego, z lewej flaga UE, z prawej dłoń pokazująca znak "stop"
1
Serce

1

Przygniatające zwycięstwo partii Tisza nad Balatonem skłoniło Brukselę do przypomnienia dyskusji na temat zniesienia jednomyślności w kwestiach unijnej polityki zagranicznej. Szefowa Komisji Europejskiej zaproponowała, by wykorzystać sprzyjającą atmosferę, wytworzoną przez triumf Petera Magyara, do przemyślenia tej sprawy.

„Węgry wracają na europejską ścieżkę. Myślę jednak, że powinniśmy również przyjrzeć się wnioskom wyciągniętym w Unii Europejskiej. Uważam na przykład, że przejście na głosowanie większością kwalifikowaną w polityce zagranicznej to ważny sposób na uniknięcie blokad systemowych, które widzieliśmy w przeszłości. Naprawdę powinniśmy wykorzystać ten impet, żeby ruszyć naprzód w tym temacie” – stwierdziła Ursula von der Leyen.

Tradycyjnie znad Wisły powiało (euro)sceptycyzmem. Deklaratywny entuzjasta integracji europejskiej Donald Tusk po raz kolejny udowodnił, że koniunkturalizm stawia znacznie wyżej, niż własne przekonania.

Czytaj także Polska: dziś lider gamedevu w UE, jutro kraj podwykonawców? Mateusz Witczak

„Będę zawsze bardzo ostrożny, jeśli chodzi o zniesienie zasady jednomyślności, bo czasami to prawo wetowania było bardzo przydatne, w szczególności dla państw średniej wielkości i państw mniejszych” – powiedział szef polskiego rządu, nie chcąc zapewne podpaść skręcającemu w prawo elektoratowi.

Zniesienie jednomyślności w Radzie Europejskiej w kwestiach polityki zagranicznej jest w Polsce wyjątkowo niepopularne. Rolą polityków nie jest jednak ślepo podążać za ludem, lecz mu przewodzić – kształtować percepcję społeczną, odważnie i merytorycznie przekazywać własne argumenty, przekonywać społeczeństwo do swoich racji. Jako zdecydowany zwolennik tego podejścia, podpowiadam rządowi siedem argumentów za zniesieniem prawa weta w kwestiach unijnej polityki zagranicznej. Byłoby to korzystne nie tylko dla UE, ale też, a może przede wszystkim, dla Polski.

1. Usprawnienie podejmowania decyzji

Prawica często zarzuca UE, że jest ociężała i niesterowna, postulując powrót do tak zwanej Europy ojczyzn jako receptę na tę niewydolność organów unijnych. Problem w tym, że „Europa ojczyzn” istnieje właśnie teraz, a brak sterowności UE wynika ze zbyt dużych uprawnień państw członkowskich, które mogą blokować kluczowe postanowienia walcząc o własne, często drobne, partykularne interesy. W ten sposób strategiczne decyzje, które zdecydują o przyszłości całej Unii Europejskiej na dekady, mogą być opóźniane w nieskończoność z powodu spraw zupełnie niepowiązanych z głosowaną kwestią.

Zwiększenie uprawnień państw członkowskich jeszcze spowolniłoby proces podejmowania decyzji przez UE jako całość. W dyskusji na temat zniesienia prawa weta w Radzie Europejskiej eurosceptycy wpadają więc w logiczną sprzeczność – jako argument w obronie swoich postulatów przywołują dysfunkcjonalność organów UE, która jest efektem… realizacji ich postulatów w praktyce.

2. Weto jest sprzeczne z zasadami demokracji

Kolejnym argumentem eurosceptyków przeciw pogłębieniu integracji UE jest brak przejrzystości w podejmowaniu decyzji i brak procedur demokratycznych w organach unijnych. Gdyby ktoś ich jednak spytał, czy w takim razie należy zwiększyć rolę Parlamentu Europejskiego jako jedynego organu UE wybieranego bezpośrednio przez obywateli, to zakrzyknęliby: „absolutnie nie!”. „Niedemokratyczność Unii Europejskiej” służy im jedynie do rytualnego podważania legitymizacji wspólnoty. W rzeczywistości popierają oni wszystkie te rozwiązania, które ograniczają rolę procedur demokratycznych w unijnym procesie podejmowania decyzji. Takie jak na przykład prawo weta.

Weto jest w oczywisty sposób niedemokratyczne. Polityk, na którego partię głosowało kilka milionów obywateli, może blokować decyzje popierane przez decydentów, za którymi stoją dziesiątki milionów, a czasem nawet setki milionów wyborców. W ten sposób głosy wyborców z Węgier, Słowacji czy Belgii, które blokowały w ostatnim czasie ważne decyzje UE, miały realnie większą wagę, niż głosy oddawane nad Wisłą, Szprewą czy Sekwaną.

3. Weto ułatwia powstawanie oligarchii

Prawo weta to idealne narzędzie w rękach polityków, którzy mają zapędy dyktatorskie i chętnie wprowadziliby w swoich państwach oligarchiczne rządy twardej ręki. Dzięki zasadzie jednomyślności w Radzie mogą szantażować całą UE, by zniechęcić organy unijne i liderów krajów członkowskich do wyciągania wobec nich konsekwencji za sprzeniewierzanie środków unijnych czy łamanie wspólnych zasad.

Czytaj także Całe Węgry są czymś w rodzaju specjalnej strefy ekonomicznej Michał Sutowski rozmawia z Ignacym Morawskim

Gdy tak silny instrument znajdzie się w rękach osoby o skłonnościach autorytarnych, która rządzi niewielkim państwem na obrzeżach UE, to pozostali wolą tolerować jej wybryki w zamian za to, że nie będzie wszczynała awantur na forum europejskim. Niech sobie robi drugą Białoruś, której z Berlina czy Paryża i tak nie widać, byle dało się z nią dogadać w kluczowych dla całej Europy kwestiach. Zniesienie jednomyślności odebrałoby możliwość szantażu różnej maści krypto-dyktatorom, dzięki czemu nie mogliby tak swobodnie żerować na własnych obywatelach.

4. Tylko UE jako całość może rywalizować z mocarstwami

W ostatnich latach największe wyzwania w obszarze polityki zagranicznej przekraczały możliwości reakcji pojedynczych państw członkowskich. Polska nie byłaby w stanie samodzielnie utrzymywać walczącej z Rosją Ukrainy. Owszem, w proporcji do potencjału gospodarczego Warszawa była przez długi czas w czołówce pod względem wsparcia dla Kijowa, ale to UE zapewniła Ukrainie kroplówkę finansową, pozwalającą jej utrzymywać państwo pomimo wojny. Po dojściu Donalda Trumpa do władzy to Europa wzięła na siebie ciężar finansowy pomocy wojskowej wysyłanej nad Dniepr. Sankcje na Rosję również musiały zostać uruchomione przez całą UE, gdyż restrykcji wprowadzonych przez poszczególne kraje Moskwa nawet by nie zauważyła, a nawet jeśli, to mogłaby je swobodnie omijać.

Zatrzymanie napływu chińskich samochodów elektrycznych (EV) musiało zostać ograniczone przez cła nałożone na szczeblu unijnym, gdyż w realiach wspólnego europejskiego rynku, którego istnienia nie podważają nawet eurosceptycy, działania poszczególnych państw na niewiele by się zdały. Dlatego też kompetencje w obszarze polityki celnej przekazały Brukseli, tymczasem trwająca właśnie globalna rywalizacja przybiera jak na razie postać przede wszystkim wojny handlowej, więc rola organów UE w polityce zagranicznej automatycznie rośnie. Tylko na szczeblu unijnym będzie można zablokować również napływ chińskiej stali i aluminium. Można mieć pretensje do Brukseli, że cła na chińskie EV są za niskie, a prace nad taryfami na stal i aluminium się przeciągają, ale… patrz punkt pierwszy i drugi.

5. Weto zniechęca do współpracy regionalnej

Unia Europejska obejmuje państwa leżące na połowie bardzo zróżnicowanego kontynentu, więc nic dziwnego, że czasem pojawiają się między nimi sprzeczne interesy. Dlatego kluczowe jest tworzenie bloków regionalnych, dzięki którym państwa połączone podobnymi problemami i wyzwaniami mogą wspólnie występować na forum UE, tworzyć mniejszość blokującą lub przeforsowywać własne postulaty. Nawet jeśli nie uda się przekonać innych do swoich argumentów lub zablokować jakiegoś niewygodnego rozwiązania, to taka współpraca w przyszłości i tak zaprocentuje. Państwa budują w ten sposób zaufanie do siebie, a decydenci mogą się lepiej poznać, w wyniku czego łatwiej będzie im się skrzyknąć podczas kolejnego procesu decyzyjnego. Prawo weta zniechęca jednak do szukania wokoło sojuszników. Po pierwsze, nawet jeśli uda się zbudować poważny blok regionalny, to wszystko może się rozbić o sprzeciw jednego państwa członkowskiego. Po drugie, po co się męczyć, szukając sojuszy, skoro zawsze można postraszyć wetem?

6. Polska ma potencjał ludnościowy i geograficzny

Regularnie powracający argument eurosceptyków głosi, że zniesienie weta pozwoli największym państwom członkowskim na swobodne forsowanie własnych postulatów. Nawet premier Tusk w cytowanej powyżej wypowiedzi powołał się na interesy „państw średniej wielkości”. Tylko że Polska należy właśnie do największych państw UE, a nie średnich lub małych. Pod względem ludnościowym zdecydowanie bliżej nam do Hiszpanii czy Włoch niż do Słowacji czy Węgier, o Słowenii albo Łotwie nie wspominając. Poza tym większość kwalifikowana wymaga uzyskania poparcia 55 proc. państw członkowskich reprezentujących aż 65 proc. ludności UE, więc nawet Francja wspólnie z Niemcami nie są w stanie przeforsować czegokolwiek przy sprzeciwie pozostałych.

Czytaj także ETS się zmieni, ale pozostanie ważnym narzędziem polityki klimatycznej Unii Europejskiej Jan Ochnio rozmawia z Jakubem Wiechem

Przyjęty sposób głosowania większością kwalifikowaną jest korzystny właśnie dla takich krajów jak Polska, którym łatwiej jest zorganizować wokół siebie większość kwalifikowaną lub mniejszość blokującą. Owszem, Polska dysponuje wyraźnie mniejszym potencjałem ludnościowym niż Niemcy czy Francja, ale jest za to otoczona niemal ze wszystkich stron krajami o niewielkiej liczbie mieszkańców. Na północy są państwa nordyckie, na północnym wschodzie bałtyckie, a na południu Czechy i Słowacja. W obszarze polityki zagranicznej wszystkim tym państwom bliżej do Warszawy niż Berlina czy Paryża. Nie orientują się na Warszawę tylko dlatego, że Polska zdezerterowała z roli regionalnego rozgrywającego, prowadząc wsobną, zaściankową i defensywną politykę, zamiast stać się koordynatorem i reprezentantem interesów całego regionu.

Tymczasem Warszawa ma w rękach instrumenty, by przekonywać innych do orientowania się na Polskę i przyjęcia podobnej perspektywy. Państwom bałtyckim można zaoferować stacjonowanie kontyngentów wojskowych poważniejszych niż obecne już tam siły natowskie, a Pradze i Bratysławie realny dostęp do morza, rozbudowując z nimi wspólnie niezbędną infrastrukturę. W ten sposób tworzy się wpływy w regionie – nie ciągłym biadoleniem, straszeniem i rzucaniem się Rejtanem.

7. Weto blokuje kluczowe dla Polski sprawy

Według eurosceptyków, gdy tylko zniesie się jednomyślność, to Europa momentalnie przyjmie niekorzystny dla Polski kierunek strategiczny. Tak się jednak dziwnie składa, że w ostatnich latach weto było stosowane głównie do blokowania ważnych dla Polski rozwiązań. Węgry blokują przekazanie Polsce około dwóch miliardów złotych z Europejskiego Funduszu Pokojowego za pomoc Ukrainie. Budapeszt blokował też pożyczkę dla Ukrainy wysokości 90 mld euro oraz wybijał zęby kolejnym pakietom sankcji nakładanych na Rosję, strasząc wetem – tym samym też wydłużając proces ich przyjmowania. Belgia nie zgadza się natomiast na przejęcie zamrożonych rosyjskich aktywów.

Nie ma żadnego powodu, by sądzić, że zniesienie jednomyślności otworzy Berlinowi autostradę do „IV Rzeszy”. Niemcy regularnie przegrywają na forum UE. Berlin chciał zablokować cła na chińskie elektryki – nie udało mu się. Chciał też wyłączyć energetykę jądrową ze źródeł niskoemisyjnych, ale przeciw niemu powstała skuteczna koalicja, między innymi Francji i Polski. Niemcy najgłośniej sprzeciwiały się zaciągnięciu wspólnego europejskiego długu, tymczasem UE w ostatnich latach zrobiła to już dwa razy – przyjmując pandemiczny Funduszu Odbudowy i zbrojeniowy SAFE. Polska ma ogromne możliwości, by wykorzystywać głosowanie większością kwalifikowaną do zwiększenia swojej pozycji w Europie, a strachliwe trzymanie się weta jest klasycznym przejawem mikromanii, o którą prawica nieustannie oskarża liberałów.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
1 Komentarz
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie
1
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x