Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Przekaż Przekaż

Dziki Trener, lookmaxing i ubóstwienie ciała

Ci, którzy są w stanie podporządkować się żelaznym rygorom diety, ćwiczeń, koktajlowi peptydów, hormonów, sterydów i odzywek, w czasach ubóstwienia ciała są najbardziej godni naszego podziwu.

ObserwujObserwujesz
Bardzo umięśniony mężczyzna bez koszulki widoczny od tyłu, rozciągający nad głową żółtą taśmę
1
Celnie!
Cyrk

2

Jak zostawało się bogiem? Mechanizm zdaje się dość prosty. Idole łupieżczych wikingów – Odyn i Thor – to wojownicy. Jezus – bóg niewolników i sług – czyste miłosierdzie. Politeizmy miały dla każdego coś miłego, dla matek Herę, dla rolników Demeter, dla wojowników Marsa, dla kupców Merkurego. Chrześcijaństwo sprytnie połączyło monoteizm z politeizmem i dało wiernym, oprócz Jezusa, cały zastęp świętych: Adriana – patrona strażników więziennych, Celestyna – introligatorów, Kosmę – aptekarzy, czy Łazarza – rzeźników. Każdy znaleźć mógł sobie wzorzec, do którego powinien (choć raczej asymptotycznie) dążyć. Nikt nie zostawał na lodzie. Wszystkim wskazywali oni ich miejsce.

Cóż bowiem innego jest esencją boskości (czy świętości), jeśli nie wiara w istnienie idealnego reprezentanta pewnej cechy lub ich zespołu, który lokując się poza nami, w bycie perfekcyjnym, służy nam jako matryca tego, kim być powinniśmy? Kontakt z tak ustawionym bóstwem ma nas wzmacniać, kształtować i ulepszać. Przeglądał się w nich człowiek i starał naśladować, wzywał ich rady i opieki. Byli pomocą i wsparciem, korektą i otuchą, że da się, że można, choćby w połowie, ale jednak.

Czytaj także Ciałopozytywność u mężczyzn jest martwa Przemysław Witkowski

Patronowali więc kluczowym czynnościom. Modlitwy do nich czy ofiary miały zmienić nasz los na lepszy. Nadawali strukturę światu i ucieleśniali najważniejsze wartości. Dopóki w Skandynawii rządzili wojowniczy Thor i Odyn, wikingowie łupili większość Europy. Kiedy zastąpił ich nadstawiający drugi policzek Jezus, nordycy stali się synonimem pokojowo nastawionych ekologów. Bogowie byli lustrzanym odbiciem społeczeństw, w których powstawali. I zarazem utrzymywali je w pewnym kształcie, będąc świętą sztancą, wobec której mierzono dopasowanie, cele, kluczowe wartości.

W imię trica, bareczków i bicka świętego

Dziś przez Europę przechodzi kolejna fala laicyzacji. Do zsekularyzowanego Zachodu powoli dołącza również Wschód. W dużych polskich miastach (np. w Gdańsku czy Katowicach) tylko 21 proc. uczniów uczęszcza na lekcje religii. W ciągu ostatniej dekady liczba ślubów kościelnych spadła o połowę. Od lat dziewięćdziesiątych procent Polaków uczestniczących w mszach obniżył się z 50 do 30. I choćby przyszło tysiąc profetów i każdy zjadłby tysiąc kotletów, i każdy nie wiem, jak się wytężał, to nie przemogą, taki to ciężar. Przestępstwa seksualne w Kościele i ich systemowe ukrywanie, ingerowanie przez hierarchów w życie polityczne czy zwykła księża pazerność skutecznie zniechęcają ludzi do katolicyzmu.

Duchowość jednak nie znika na Zachodzie zupełnie. Zmienia raczej swój locus. Przesącza się jak woda i wybija w niespodziewanych miejscach. Bowiem w świecie odartym z sacrum, gdzie jedyną rzeczywiście namacalną przestrzenią, jaką mamy, jest ciało, to ono często staje się obiektem swoistego kultu. Kiedyś przecież śmierć skończy nasze istnienie, więc tylko ciało, jako jedyne prawdziwie i materialnie istniejące, jest godne uwagi, podziwu i pielęgnacji. Stąd rozrost sektora medycyny estetycznej, diet, operacji, magicznych suplementów, środków na erekcję, implantów piersi i pośladów, liftingów i waginoplastyk.

Widać to było doskonale w okresie pandemii, gdzie zauważalny w badaniach niższy poziom lęku miały osoby wierzące. Dla nich bowiem życie nie kończy się wraz ze śmiercią. Inni zaś, o wierze chłodniejszej lub żadnej, drżeli w lęku o jedyne, co zdawało im się mieć znaczenie, to jest życie tu i teraz, w materialnej powłoce, poza którą nie widzieli nic więcej.

Jestem Bogiem! Uświadom to sobie, sobie

Efektem ubocznym tego zjawiska okazuje się niezwykły wzrost publicznego znaczenia trenerów osobistych i fitness influencerów. Oficjalnie niezbyt ich szanujemy, ledwie 12 proc. badanych obdarza zaufaniem. Nie przeszkadza to jednak masowo śledzić produkowanego przez nich przekazu i wyrabiać im ogromnych zasięgów. Dziki Trener, Clavicular czy Andrew Tate to tylko czubek góry lodowej. Koleżkowie od fitnessu i looku rozlali się ze swoim kontentem na wszystkie możliwe dziedziny.

Czytaj także „Mokebe uwodziciel”, czyli dlaczego polscy mężczyźni nienawidzą migrantów Przemysław Witkowski

A wszystko dlatego, że ci, którzy są w stanie podporządkować się żelaznym rygorom diety, ćwiczeń, koktajlowi peptydów, hormonów, sterydów i odżywek, w czasach ubóstwienia ciała są najbardziej godni naszego podziwu. Stają się ucieleśnieniem doskonałości. Ciało w ich wypadku nie znaczy li tylko ciała. Nie chodzi o samą doskonałość formy, rozrost tkanki czy atrakcyjność fizyczną. Reprezentują coś więcej. Są ucieleśnieniem dyscypliny i poświęcenia, wysiłku i ryzykowania zdrowiem dla sukcesu, pracowitości i konsekwencji. Wstawania wcześniej i padania później. I nawet, jeśli to nie jest prawda, to przecież chcemy tak myśleć.

Zestaw tych cech nie jest przypadkowy. Są oni żywymi bóstwami aktualnej emanacji kapitalizmu. Wartości, które reprezentują, to nie tylko gwarancja ciała idealnego, ale i ideały, które społeczeństwo hołubi jako filar naszej wolnorynkowej rzeczywistości. Dlatego ich głos staje się wyraźnie słyszalny poza branżą fitness. Ciało jest tu jednocześnie celem i pretekstem. Ma dawać nam seksualną atrakcyjność i poczucie piękna. A zarazem być wyznacznikiem woli mocy – ciągłego wzrostu, zwiększania siły i ekspansji procesu stawania się silniejszym, lepszym i doskonalszym niż dotychczas, dominacji nad własnymi słabościami.

Objawia się tu klasyczny efekt rozlewania się. Będąc bytami idealnymi w kluczowej cielesnej (ale przecież i duchowej) kwestii, nie mogą mylić się i w innych departamentach. Pewni siebie, świetliści, przekonani o własnych racjach, choćby pletli trzy po trzy, to nadają ton, interpretują i prowadzą nas na zupełne manowce. Szczególnie mężczyźni, te zagubione dzieci, szukające celu i sensu, w świecie zmieniających się wzorców, norm i relacji podatni są na tego typu kulty. Idole ci bowiem dają im wiarę, że i dla nich jest droga przez tę mękę, jaką jest życie, z podniesioną głową, dumą w kształtowaniu piękna ciała i ducha. I że to droga godna Kopciuszka, gdzie nie pieniądze czy pochodzenie, ale ciężka praca i determinacja decydują o osiągnięciu statusu boskości.

Mamy więc w ich postaci jakby „anty-gnozę”, gdzie ciało i materia nie są, jak w wersji dawnej, naczyniem grzechu i przyczyną upadku, ale „drabiną Jakubową” – mostem łączący niebo z ziemią, oznaczającym obecność boskości w świecie, pośredniczącym między sacrum a profanum oraz drogą wznoszenia się jako byty. Przecież tak wielu z nas poci się na siłowniach i biegając kilometry o poranku. A jeszcze więcej fantazjuje, że już jutro się za to weźmie. Oni tymczasem już tam są, zaludniają Olimp i Parnas, bytują na co dzień w dziedzinach sacrum. I nie mogą się przecież mylić – jak to święci. Nawet jeśli rozpuszczają bez przerwy mizoginiczne bzdury i rosyjską propagandę. Do nich należy bowiem naszych czasów świętość.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
1 Komentarz
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie
1
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x