Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Przekaż Przekaż

Jak rozmowa o otyłości zamienia się w clickbait

Można napisać uczciwy, oparty na faktach tekst, który krytycznie odnosi się do nienaukowych tez części środowisk promujących różnorodność cielesną. Artykuł Piotra Nowaka zamiast tego sięga po prymitywne, krzywdzące schematy, które podsycają uprzedzenia wobec osób grubych.

Blondynka z nadwagą czytająca książkę siedząc na kanapie, obok niej leży mały kudłaty pies, po lewej stronie doklejona jest dłoń trzymająca centymetr Polemika
Kontekst

🙅🏻‍♀️ Natalia Skoczylas, autorka książki Grubancypacja. O grubości bez przepraszania polemizuje z tekstem Piotra Nowaka pt. Otyłe dziecko – szczęśliwe dziecko. Gdzie kończy się ciałopozytywność, a zaczyna obłęd?, opublikowanym w Krytyce Politycznej 16 marca.

🎯 Tekst Piotra Nowaka spotkał się z w większości pozytywnym odbiorem, ale też wzbudził kontrowersje. Wiele osób domagało się od Krytyki Politycznej reakcji, w tym nawet usunięcia artykułu. Zamiast tego postawiliśmy na konstruktywną krytykę, jaką jest niniejsza polemika.

Celnie!

1

Przepis na klikalny artykuł. Temat: ciałopozytywność. Albo lepiej: body positive, będzie brzmiało obco. W akapity wrzuć sformułowania typu „otyłość to choroba”, „masa powikłań” i własną definicję ciałopozytywności. Dodaj grafikę prezentującą osobę z nadwagą lub jakiś fast food. A najlepiej jedno i drugie. Gotowe. Natychmiast podzielimy się na obozy. Ktoś powie, że to fatfobia, ktoś inny ucieszy się z dowalenia „grubasom”. Ewentualnie pojawi się trzecia opcja: to choroba, więc głos niech zabierają lekarze. Sporo emocji, odruchowe komentarze są szybkie, wygodne i społecznie nagradzane we własnych bańkach.

Czytaj także Otyłe dziecko – szczęśliwe dziecko. Gdzie kończy się ciałopozytywność, a zaczyna obłęd? Piotr Nowak

Tak właśnie odbieram opublikowany niedawno w Krytyce Politycznej tekst Piotra Nowaka Otyłe dziecko – szczęśliwe dziecko. Gdzie kończy się ciałopozytywność, a zaczyna obłęd? Autor deklaratywnie stara się wskazać głosy i tezy w obrębie ciałopozytywności, które „poszły o krok za daleko”. Twierdzi, że granicą między ciałopozytywnym aktywizmem a niebezpieczną szurią jest stosunek do nauki. Niby chodzi o to, że otyłość to choroba, czyli zagadnienie z zakresu medycyny, ale pod koniec można przeczytać, że jednak nałóg, który zwykle kojarzy się z osobistą porażką. W połączeniu z ostrą krytyką wybranych wypowiedzi osób związanych z aktywizmem dochodzi do pomieszania różnych porządków – medycznego i społecznego – bez wyjaśnienia ich wzajemnych relacji. Definicje się rozjeżdżają, a mimo to wnioski są serwowane bez cienia wątpliwości.

Otyłość to choroba” – po co drążyć temat?

„Kwestia rozpoznawania otyłości; kwestia pojęć choroba otyłościowa i otyłość; kwestia definicji otyłości; olbrzymia dyskusja, która toczy się aktualnie w związku z publikacją na łamach czasopisma «The Lancet» odnośnie próby dodefiniowania otyłości powikłanej i niepowikłanej; tych wątków jest bardzo wiele, ale ja może bym przedstawił, jak ja to rozumiem. Nie wiem, czy mi się uda, ale spróbuję” – tak uznany chirurg-bariatra prof. Mariusz Wyleżoł rozpoczął swoją odpowiedź na pytanie dziennikarki o charakterystykę choroby otyłościowej, zadane w trakcie debaty Dlaczego nie rozumiemy otyłości?, towarzyszącej premierze lutowego wydania magazynu „Pismo” w zeszłym roku. Przywołując tę nieco chaotyczną wypowiedź nie mam na celu zakpić z profesora, wręcz przeciwnie. Pokazuje ona, że definiowanie otyłości rodzi spory i kontrowersje w środowiskach medycznych.

Nie chodzi mi o to, by doprowadzić do zupełnej relatywizacji rozmowy na temat grubości. Korelacje dużej masy ciała z ryzykiem wystąpienia różnego typu zaburzeń zdrowia istnieją. Zastanawiam się jednak, czy przekroczyłam granicę „niebezpiecznej szurii”, jeśli w moim podejściu do nauki i medycyny jest miejsce na wątpliwości.

Czytaj także Tak, jesteśmy grube, i co z tego? [rozmowa] Paulina Januszewska

W środowiskach lewicowych chętnie krytykujemy negatywny wpływ dużych korporacji na naszą codzienność, jednak firmom farmaceutycznym z automatu dajemy dyspensę. Może właśnie dlatego, że chodzi o zdrowie? Czy nasze wątpliwości usypia autorytet „białego kitla” lub lęk bycia posądzonym o antynaukowość? Nawet będąc na bieżąco z dowodami naukowymi i lecząc się u świetnych specjalistów, zdrowie i leczenie bywają skomplikowane. Wymagają najwyższej staranności i uwagi. A przecież chociażby w przypadku Ozempicu obserwujemy nie tylko jego kliniczne zastosowanie, ale też szybkie wejście do obiegu społeczno-kulturowego. Wokół leczenia powstaje presja rynkowa i wizerunkowa.

Warto zauważyć, że równolegle do nasilania się dyskursu o „pladze otyłości” niezwykle dynamicznie rozwija się rynek farmakologicznego leczenia dużej masy ciała, w tym analogów GLP-1. Prognozuje się, że ta tendencja będzie się nasilać. Można zadać w tym miejscu pytanie: co jest podejrzanego w tym, że skoro został zdiagnozowany problem, to rośnie rynek produktów zapewniających rozwiązanie? Pamiętajmy, że celem jakiejkolwiek firmy jest przede wszystkim przynoszenie zysku. Dlatego nawet, a może zwłaszcza, tym podmiotom, które mają istotny wpływ na ludzkie życie, należy uważnie przyglądać się pod kątem kwestii etycznych i brać pod uwagę szeroki kontekst społeczny.

W systemach takich jak w Stanach Zjednoczonych, gdzie możliwe jest reklamowanie leków na receptę, widać sprzężenie między komunikatami o konkretnych farmaceutykach a zwiększeniem zainteresowania nimi wśród pacjentów i pacjentek. Europejskie ograniczenia częściowo temperują ten mechanizm, ale go nie eliminują. Można też zaobserwować rosnącą popularność kampanii społecznych, podcastów i artykułów o otyłości i lekach, które przypominają substytuty reklamy. Biorąc pod uwagę, że 30 proc. osób wykonujących zawody medyczne w Polsce uważa, że otyłość to powód do wstydu, zastanawiam się, jak marketing firm sprzedających analogi GLP-1 może wpłynąć na dostępność adekwatnych, kompleksowych świadczeń medycznych bez stygmatyzacji. Jako że wspomniane leki są drogie i według najnowszych badań po ich odstawieniu nierzadko tyje się z powrotem, powstają warunki, w których ciężko podjąć najlepsze dla siebie decyzje zdrowotne.

Czym jest ciałopozytywność?

Piotr Nowak pisze też o uwikłaniu ciałopozytywności w logikę kapitalizmu. Owszem, wolny rynek ma dryg do przechwytywania języków emancypacyjnych i zamieniania ich w marketing. Wystarczy spojrzeć, co w tym kontekście dzieje się z feminizmem – hasła o samostanowieniu czy niezależności zostają sprowadzone np. do „konieczności” kupienia sobie nowych ubrań czy zapisania się na zabieg kosmetyczny. Podobnie jest z ciałopozytywnością, która w swoich założeniach miała być praktyką samoakceptacji, budowania odporności psychicznej oraz wspólnoty. Teraz możemy kupić ciałopozytywne balsamy lub majtki i mamy poczucie, że uczestniczymy w czymś naprawdę istotnym.

W tym miejscu warto nadmienić, że ciałopozytywność niekoniecznie można uznać za ruch emancypacyjny. Nie chodzi w niej o tożsamość ani o formułowanie postulatów politycznych. Posługując się terminem „body positive” Piotr Nowak myli zjawiska. Osoby wymienione w artykule, takie jak Tigress Osborn, Cat Pausé czy Virgie Tovar, są bardziej kojarzone z fat liberation (w Polsce mamy termin „grubancypacja”), czyli ruchem, który faktycznie zajmuje się krytyką polityk publicznych i walczy o wyrównywanie szans dla osób w dużych rozmiarach (np. przeciwdziałanie dyskryminacji w miejscu pracy). Z kolei Lindo Bacon (mylnie przywoływany przez Nowaka pod swoim starym imieniem – Linda) to badacz związany z nurtem HAES.

Czytaj także Grubi ludzie nie potrzebują zbawienia, tylko szacunku [rozmowa z grubancypantem] Marta Glanc

HAES (ang. Health at Every Size, czyli zdrowie w każdym rozmiarze), to też nie ciałopozytywność, ale podejście w leczeniu różnych dolegliwości, które w tekście Nowaka zostało przedstawione w sposób redukcjonistyczny i nierzetelny. Autor nie podejmuje próby zrekonstruowania jego rzeczywistych założeń, a raczej wyzłośliwia się nad wymyśloną przez siebie karykaturalną wersją. Oficjalne zasady HAES (rozwijane przez ASDAH) nie sprowadzają się do twierdzenia, że „otyłość jest zdrowa”, ale wskazują na wieloaspektowość zdrowia oraz promowanie zachowań wspierających dobrostan niezależnie od masy ciała. W literaturze HAES funkcjonuje jako podejście wagoneutralne, które przesuwa ciężar z redukcji wagi na prozdrowotne nawyki i higienę życia.

Grubancypacja a kapitalistyczna tożsamość ciała

Grubancypacja rzadziej daje się wpisywać w trybiki kapitalizmu. Z prostego względu. Mimo haseł o „promocji otyłości” to nie jest tak, że ludzie chcą być grubi. Wręcz przeciwnie – zewsząd słyszymy, że tkanka tłuszczowa to zło. Dlaczego zatem pojawiają się hasła o grubej tożsamości? Istnieje szereg dowodów na to, że osoby w większych rozmiarach ciała są statystycznie gorzej traktowane na wielu płaszczyznach: edukacji, pracy, zdrowia. A także w życiu codziennym: na randkach, w relacjach, w przestrzeni publicznej.

Zdehumanizowane grube ciała występują w reklamach i kampaniach, służąc jako komunikat, który rozumiemy bez słów: taki masz nie być, to jest fuj. Takie doświadczenia potrafią zbudować w człowieku pewien rodzaj czujności, wpłynąć na zachowania i nastawienie do siebie i innych. Samo słowo „gruby” często używane jest wobec nas pejoratywnie, wstydzimy się go, chociaż to zwykły przymiotnik, który w przypadku opisu rzeczy brzmi neutralnie. Grube osoby często tkwią w pułapce, próbując dziesiątek diet, odkładając życie na później i czekając na to, gdy naprawdę będą sobą. A więc: gdy schudną. Co więcej, emocjonalne konsekwencje wykluczenia społecznego towarzyszą wielu osobom jeszcze długo po tym, jak stracą na wadze. W tym kontekście przyjęcie grubości jako części swojego doświadczenia, a czasem nazywanie tożsamością, potrafi być wyzwalające.

Silniejszych związków z kapitalizmem upatrywałabym gdzie indziej. Z jednej strony wspaniale zarabia się na konsumpcji i wysoko przetworzonych produktach, a z drugiej – na przemyśle diet, zawstydzaniu i niekończącej się obietnicy samonaprawy. Wcześniej wspomniany Ozempic wyszedł daleko poza gabinet lekarski i stał się fenomenem kulturowym. Bombka w kształcie strzykawki z lekiem Novo Nordisk biła rekordy sprzedaży w czasie ostatnich świąt Bożego Narodzenia w Wielkiej Brytanii. Ba, porozmawiajmy o tym, jaką częścią tożsamości staje się schudnięcie, ten triumfalny moment, kiedy publikujesz zdjęcie „przed” i „po”, usprawiedliwiając się na wszelki wypadek, że tak naprawdę chodziło o zdrowie (wierzę, że chodzi właśnie o zdrowie, ale to nie za tę informację zbierasz oklaski).

Mam poczucie, że najbliżej wpisywania się w kapitalistyczną logikę w tekście Piotra Nowaka jest on sam. Działa zgodnie z ekonomią uwagi: selekcjonuje najbardziej niszowe, kontrowersyjne przykłady, nie podając kontekstu, używa silnie wartościującego języka (np. pogardliwa metafora „patologicznego brata” czy próba ośmieszenia HAES jako „niebezpiecznego bajania”) oraz uproszczonych tez o wysokim potencjale wywoływania emocji (chociażby „realne zagrożenie dla zdrowia dzieci” bez żadnych źródeł wskazujących na związek przyczynowo-skutkowy). Deklaratywne uznanie, że „założenia ruchu są w większości dobre”, pełni w tekście funkcję asekuracyjną, nie przekładając się na sposób prowadzenia argumentacji. Wspomnienie w tytule o dzieciach, które w tekście pojawiają się jako jeden z wielu przykładów, ma zapewne obudzić fałszywą troskę i wywołać moralną panikę. W efekcie zamiast analizy otrzymujemy przekaz, który skutecznie angażuje osobę czytającą (co widać w ilości reakcji na artykuł w mediach społecznościowych), jednak nie służy ani pogłębieniu refleksji, ani dostarczeniu rzetelnej wiedzy.

Nie chodzi o „imperatyw dobrego samopoczucia”

Niecałe dwa lata temu przeprowadziłam dla Krytyki Politycznej wywiad z Magdaleną Gajdą, byłą Społeczną Rzeczniczką Praw Osób Chorych na Otyłość. Chociaż mamy inną perspektywę na grubość/otyłość, to w jednym obszarze się bezsprzecznie zgadzamy, a mianowicie w kwestii dyskryminacji. Nierówne traktowanie można zaobserwować na kilku płaszczyznach: jako zachowania między ludźmi, ale także jako pomijanie specyficznych problemów w politykach publicznych oraz brak potrzebnej infrastruktury. Działaczka powiedziała mi wtedy, że „w Polsce nie ma ani jednego ośrodka, który zajmowałby się całodobową opieką długoterminową nad pacjentami leżącymi, którzy ważą powyżej 150 kg i nie są mobilni”, a obie dobrze wiemy, że problem jest jeszcze głębszy.

Na stronach rządowych można zapoznać się z wykazami sprzętów w placówkach leczniczych dla każdego województwa. W wielu rubrykach zobaczymy informację: „brak”. Problem z niewystarczającą infrastrukturą zaczyna się od tak codziennej kwestii, jak odpowiedni rękaw do ciśnieniomierza, a kończy na szpitalnych łóżkach i maszynach do rezonansu magnetycznego czy tomografii komputerowej. Może to skutkować niewyłapaniem problemów zdrowotnych w odpowiednim momencie. Z kolei konsekwencje zaniedbań łatwiej przypisać pacjentowi, a nie niewidocznej dyskryminacji, która pośrednio wpływa na pogorszenie zdrowia. Dochodzi też do sytuacji urągających prawom człowieka. Uczestniczę w spotkaniach na temat grubości w całej Polsce i parę razy zdarzyło mi się usłyszeć historie o ludziach badanych w sprzęcie przeznaczonym dla dużych zwierząt.

Czytaj także „Dieta z Oświęcimia” zamiast leczenia. Fatfobia i ot*łość w polskich gabinetach Paulina Januszewska

W tekście Nowaka pojawia się również zagadnienie przywilejów społecznych. Przywilej to sytuacja, w której ze względu na daną cechę czy doświadczenie twoja sytuacja życiowa może ulec polepszeniu, a przynajmniej nie ulega pogorszeniu. Jest to przydatny wskaźnik w badaniu i nazywaniu strukturalnych nierówności i w analizach społeczno-kulturowych. Faktycznie, w środowiskach aktywistycznych spotykam się czasem z nadużywaniem tego terminu i traktowaniem jako broni wobec konkretnych osób, z których opiniami się nie zgadzamy. Jednak w swoim założeniu wiedza o przywilejach ma pobudzić refleksję nad strukturą społeczną, barierami, rozwijać kompetencje interpersonalne. Nie chodzi o poczucie winy, ale o empatię. Autor wyśmiewa listę przywilejów związanych ze szczupłością, jednak mnie one nie śmieszą. To naprawdę ulga trafić do sklepu, w którym bez problemu kupisz ubranie w swoim rozmiarze. Albo do kina czy teatru, w którym nie siedzisz wciśnięty w fotel, o ile w ogóle się mieścisz. Poznać nowe osoby bez słuchania o najnowszych dietach redukcyjnych. To uczucie „normalności”, gdy ludzie chcą usiąść obok ciebie w miejscach publicznych.

Gruba aktywistka umarła na własne życzenie

Czemu właściwie służył wywód Piotra Nowaka? Na początku zapowiada się jako krytyka skrajnych, problematycznych odłamów ciałopozytywności, które normalizują szkodliwe zachowania. Ale im dalej, tym bardziej okazuje się, że „szurią” staje się w zasadzie wszystko, co nie mieści się w bardzo wąskiej i chwiejnej definicji tego, jak wolno mówić o otyłości. Pod krytyką kapitalizmu autor odmawia opisywania doświadczenia osobom, których działalność to znacznie więcej niż jedna cytowana wypowiedź. W swoim rozpędzeniu szydzi ze śmierci akademiczki z Uniwersytetu Masseya w Nowej Zelandii, Cat Pausé: „Ćpanie self-love zakończyło się złotym strzałem. Zmarła w 2022 roku we śnie. Miała 42 lata. «Była żywiołem natury» – czytamy w jej epitafium na stronie NAAFA”. Pausé przestaje być człowiekiem, staje się ilustracją gorszącego upadku.

Da się napisać rzetelny artykuł punktujący antynaukowość niektórych osób działających na rzecz różnorodności cielesnej. Ale tekst Nowaka to powielenie najbardziej prymitywnych narracji wzmacniających niechęć do grubych osób. Ciężko mi uwierzyć, że chodziło w nim o troskę o fakty, naukę i zdrowie.

**

Natalia Skoczylas – koordynatorka projektów społecznych, prawniczka, certyfikowana specjalistka z zakresu przeciwdziałania przemocy, działaczka antydyskryminacyjna. Współautorka raportu Nie myślała Pani o schudnięciu? Doświadczenia grubych osób w kontakcie z ochroną zdrowia oraz książki Grubancypacja. O grubości bez przepraszania (Wydawnictwo W.A.B., 2025).

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie