Teatr

Ministerstwo po stronie przemocy

Czy jeśli protestujący przeciw „Klątwie” ONR-owscy bojówkarze zrobią komuś krzywdę, ministerstwo ciągle winić będzie Frjlicia i prezydent Warszawy?

W lutym spór o Klątwę z Teatru Powszechnego w Warszawie przetoczył się przez media, od działów kultury prasy codziennej, przez strony publicystyki tygodników opinii, po wieczorne dyskusje w radio i telewizjach informacyjnych. W kwietniu, dwa miesiące po premierze, spór o Klątwę wraca. Tym razem na ulicach. W zeszły piątek grupa aktywistów ONR, krzycząc „narodowy radykalizm”, próbowała zablokować wejście do teatru i uniemożliwić widzom obejrzenie przedstawienia.

Policja? Proszę przyjechać do teatru!

Wcześniej na twitterze rzecznik ONR Tomasz Kalinowski napisał, że od dwóch miesięcy Ministerstwo Kultury nic nie zrobiło w sprawie Klątwy, dlatego teraz „katolicy biorą sprawy w swoje ręce”. Faktycznie, do tej pory ministerstwo w sprawie spektaklu Frjlicia zachowywało się raczej cicho. Co, biorąc pod uwagę inne jego działania, było w zasadzie dobrą wiadomością. W idealnym świecie minister kultury powinien przyjść na głośny spektakl, stanąć w obronie wolności twórców atakowanych przez polityków i aktywistów, wyrazić solidarność z reżyserem, aktorami i pracownikami teatru. Nie żyjemy jednak w idealnym świecie, ale w Polsce rządzonej przez PiS.

W idealnym świecie minister kultury powinien przyjść na głośny spektakl, stanąć w obronie wolności twórców atakowanych przez polityków i aktywistów, wyrazić solidarność z reżyserem, aktorami i pracownikami teatru.

Niestety, w środę ministerstwo w sprawie Klątwy w końcu się odezwało, wydając oświadczenie. „Wyrażając ubolewanie” co do zajść z piątku, jednocześnie wezwało władze miasta do zajęcia stanowiska w kwestii „prawnych kontrowersji”, mających rzekomo być ich podstawą. W oświadczeniu możemy przeczytać:

Olivera Frljicia cechuje instrumentalne wykorzystanie teatru do działań o charakterze ideologicznym i politycznym. Czy tego rodzaju performans, łączący działania artystyczne ze znieważaniem religii i naruszeniem najwyższych wartości Kościoła katolickiego, pozostaje w zgodzie z art. 73 Konstytucji RP (wolność twórczości artystycznej), czy nie narusza on innych konstytucyjnych wartości, zawartych w art. art. 30 (zasada przyrodzonej godności), art. 32 (zasada równości, zakaz dyskryminacji), art. 37 (korzystanie z wolności i praw konstytucyjnych), art. 53 (wolność sumienia i wyznania), a wreszcie art. 2 (zasada demokratycznego państwa prawa)? Zbadać i ocenić to powinna trzecia władza, niezawisła i stojąca na straży poszanowania prawa wywiedzionego z ducha i litery Konstytucji. Warto też przy lekturze ustawy zasadniczej zwrócić uwagę na jej preambułę, w której stanowiący ją Naród podkreśla potrzebę zachowania przyrodzonej godności człowieka, a z poszanowania prawa do indywidualnej wolności i obowiązku solidarności z innymi czyni „niewzruszoną podstawę Rzeczypospolitej”.

Dlatego Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego apeluje do Prezydent Warszawy – jako organizatora Teatru Powszechnego w Warszawie – do rzetelnego potraktowania swojej odpowiedzialności za podległą instytucję.

Kierowany przez premiera Glińskiego resort przyzwyczaił nas do ekstrawaganckich wypowiedzi i działań. Ale nawet jak na jego standardy to oświadczenie jest kuriozalne i niebezpieczne z kilku powodów.

Kuriozum jest nie tylko osobliwa gramatyka i styl, w jakim oświadczenie zostało napisane, ale także zawarta w nim wewnętrzna sprzeczność. Z jednej bowiem strony oświadczenie głosi, że sprawę Klątwy zbadać powinna „niezależna trzecia władza”. Z drugiej, wzywa prezydent Warszawy, by zanim jeszcze sprawę rozstrzygnie sąd, sama wydała wyrok i najpewniej ocenzurowała spektakl, uniemożliwiając jego granie. Bo choć ministerstwo, jak zaznacza, spektakl zna jedynie z „doniesień prasowych”, zakłada chyba, iż cenzura powinna być wobec niego właściwą reakcją.

Kuriozalne i niebezpieczne jest też zawarte w tekście pytanie, czy „naruszanie najwyższych wartości Kościoła katolickiego” nie pozostaje w sprzeczności z szeregiem zapisów konstytucji. Od kiedy to „najwyższe wartości Kościoła katolickiego” są konstytucyjnymi wartościami? Albo wartości jakiegokolwiek innego Kościoła: zielonoświątkowego, szatana, ewangelicko-augburskiego czy Jedi?

Minister Gliński po prostu nie lubi Frljića

Owszem, prawo polskie (choć kodeks karny, a nie konstytucja) chroni tzw. uczucia religijne oraz zabrania znieważania osób ze względu na ich przynależność religijną (oba przepisy są swoją drogą niepotrzebne i nadmiernie ograniczają wolność debaty publicznej). Ale to nie to samo, co konstytucyjny wymiar „najwyższych wartości” Kościoła katolickiego! Oświadczenie ministerstwa wprowadza logikę katolickiego państwa wyznaniowego do oficjalnego dokumentu rządowej instytucji, na co jako obywatele nie powinniśmy godzić.

„Najwyższe wartości Kościoła katolickiego” (cokolwiek ministerstwo rozumie pod tym nieprecyzyjnym pojęciem) stanowią często przedmiot dyskusji i kontrowersji wśród samych jego wiernych. Tym bardziej kontrowersyjne będą w niemonolitycznie przecież katolickim polskim społeczeństwie. W dobrze urządzonej demokracji liberalnej „najwyższe wartości” każdego Kościoła mogą i powinny być przedmiotem dyskusji, także tej przybierającej gwałtowną, pełną emocji postać. Dyskusja taka toczyć się też może w teatrze, za pomocą niekoniecznie dyskursywnych, a również performatywnych środków, właściwych scenie. Zadaniem ministra kultury w demokracji liberalnej – niezależnie od tego, co sam o „najwyższych wartościach” różnych Kościołów prywatnie sobie myśli – jest praca na rzecz tego, by artyści mieli jak najlepsze warunki do takiej dyskusji. Minister Gliński żadną taką pracą nie zasłynął, trudno. Ale niech przynajmniej nie występuje w roli jej cenzora.

Czyj jest teatr narodowy? [rozmowa z Oliverem Frljiciem]

Wreszcie, naprawdę niebezpieczne dla naszej demokracji jest to, że wydając oświadczenie w takiej, a nie innej formie, ministerstwo stanęło po stronie przemocy. Przemocą była bowiem próba zablokowania spektaklu przez skrajnie prawicową bojówkę. Rozumiem, że spektakl Frjlicia budzi kontrowersję. Nie bronię nikomu manifestowania swojego niezadowolenia ze spektaklu. Ale próba fizycznego uniemożliwienia kontaktu ze sztuką chętnym do tego widzom jest przekroczeniem granicy, którego tolerować nie można. Takie działanie zastępuje demokrację przemocą. Prawo do swobodnej argumentacji – w tym za pomocą działań happenersko-ulicznych – zastąpione zostaje prawem siły.

Próba fizycznego uniemożliwienia kontaktu ze sztuką chętnym do tego widzom jest przekroczeniem granicy, którego tolerować nie można.

Teatr jest ofiarą tej przemocy. Ministerstwo Kultury, zamiast stanąć bezwarunkowo po stronie ofiar, obwinia je o wywołanie „kontrowersji”. Zamiast pomóc artyst(k)om, którym próbuje się uniemożliwić wykonywanie ich pracy, staje po stronie skrajnie prawicowej bojówki, odwołującej się do jednych z najbardziej odrażających tradycji politycznych, do jakich w ogóle można się odwoływać w historii Polski. PiS nie po raz pierwszy niebezpiecznie normalizuję skrajną prawicę, jej antydemokratyczny język i praktyki. Do tej pory przodowały w tym takie postacie, jak minister Błaszczak. Jest coś głęboko przykrego w tym, że teraz w procesy te włącza się MKiDN.

ONR zapowiada kolejną manifestację pod teatrem w niedzielę. Czy jeśli tym razem ONR-owscy bojówkarze zrobią komuś krzywdę, ministerstwo ciągle winić będzie Frjlicia i prezydent Warszawy? Czy MKiDN naprawdę chce sfery publicznej, w której o tym, co będzie, a czego nie będzie można grać w teatrze, decydować będą podburzone hordy ekstremalnych organizacji, znanych z hajlowania i języka nienawiści? Oczywiście nikt rozsądny, nawet w PiS, nie chciałby żyć w takim kraju. Niestety swoją polityką, łącznie z nieszczęsnym oświadczeniem resortu kultury z środy, obóz rządzący przeciera drogi takiej właśnie, coraz bardziej brunatniejącej przyszłości.

Lepiej dyskutować w teatrze niż na ulicy [KOMENTARZE]

Bio

Jakub Majmurek

| Publicysta, krytyk filmowy
Filmoznawca, eseista, publicysta. Aktywny jako krytyk filmowy, pisuje także o literaturze i sztukach wizualnych. Absolwent krakowskiego filmoznawstwa, Instytutu Studiów Politycznych i Międzynarodowych UJ, studiował też w Szkole Nauk Społecznych przy IFiS PAN w Warszawie. Publikuje m. in. w „Tygodniku Powszechnym”, „Gazecie Wyborczej”, Oko.press, „Aspen Review”. Współautor i redaktor wielu książek filmowych, ostatnio (wspólnie z Łukaszem Rondudą) "Kino-sztuka. Zwrot kinematograficzny w polskiej sztuce współczesnej".

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

Skrót waszym zdaniem ochrona wyznań religijnych przed znieważeniem jest niepotrzebna to jeśli zrobię sobie spacer po jakimś meczecie że świnią na smyczy to będę artysta a nie islamofobem i rasistą? Albo gdy zrobię przedstawienie pokazujące Tore użyta jako papier toaletowy. Prawda jest taka że bawi was tylko uderzanie w chrześcijaństwo a inne religie są nietyklane. Ot tak logika lewaków

Krytpol nie ma mandatu moralnego do takich ocen. Oni sami pierwsi toczyliby pianę np na koncert Konkwisty 88 albo niedajboże wykład Ordo na Uniwersytecie. Ale szyderstwo z Katolicyzmu to oczywiście dopuszczona forma wypowiedzi.

Krzysztof Mazur

Nie wiem, co sądzą lewacy, bo jestem neoliberałem, ale tworzenie przedstawień wyszydzających dowolną religię powinno być dozwolone, a osoby urażane powinny kierować sprawy do sądów cywilnych, a nie korzystać z prawa karnego i oskarżeń publicznych. Odnośnie świni w meczecie, są na ten temat inne paragrafy (naruszenie miru domowego).

Nie widzisz różnicy miedzy tatarem a świątynią? Teatr, kino, literatura to przestrzenie, gdzie można, a nawet trzeba mówić więcej, pokazywać to co nie wszystkim się spodoba. Świątynie są do odprawiania rytuałów, starsze można też podziwiać jako przestrzeń architektoniczną. Pragniesz sztuki, która będzie odważnie mówiła o islamie lub judaizmie, ale kogo taka sztuka poruszy w Polsce? Nie mamy licznej społeczności muzułmańskiej ani żydowskiej. Taka sztuka będzie tylko schlebiać rasistowskim lub ksenofobicznym oczekiwaniom, bo tylko tacy widzowie czekają na to. A katolicyzm jest w Polsce dominujący, taka sztuka nie jest uderzaniem, to raczej pstrykanie z procy do molocha.

Tak tak, oczywiście.
Widziałeś gdzieś muzułmanów atakujących ludzi w teatrach w Polsce? Idiota. 😀

propagowanie komunizmu jest tu konstytucyjnie zakazane. A dyrdymały o "wolności sztuki", w istocie, antydemokratycznego ciamajdanu antyrządowego, strawne tylko wsród wypranych mózgów KP.
Hej, kodziawerka, spóźniliście się z ugryzieniem, Hegel by pierwszy

Autor pisze kompletne bzdury, zabarwione lewacko-roszczeniowo, pasujace do jego, jedynie slusznej ideologii. Najwieksza bzdura jest okreslanie roli MKiDN jako oredownika wolnosci artystycznej, tak jakby Minister nie byl namiestnikiem rzadu, z zalozenia odpowiedzialnym za utrzymaniem takiej idelogii w kuturze, jaka dala mandat rzadowi przy urnach wyborczych. Prawda jest taka, ze Ministerstwo Kultury jest w ogole niepotrzebne, a kultura powinna byc w rekach mecenatu prywatnego. Do tego jednak jest nam w Polsce daleko, zarowno myslowo i finansowo, a przede wszystkim "wolnosciowo." Slowom AA: Wrocisz i nigdy juz nie bedziesz niewolnikiem, ani ty, ani twoje dzieci, odpowiada chrapanie XX.

...prawo do swobodnej argumentacji-w tym za pomocą działań happenersko-ulicznych-zastąpione zostaje prawem siły...Ale jak lewackie bojówki chcą siłą blokować np. marsz ONR lub Marsz Niepodległości itd to jest wszystko w porządku !
Ot lewacka logika !