Muzyka

Jak powinna wyglądać raperka?

Quay Dash, 24-letnia trans raperka z Bronxu rzuca wyzwanie rapowym stereotypom.

Latem już po raz drugi, tym razem oficjalnie, ukazała się EP-ka Transphobic 24-letniej Quay Dash. Płyta dowodzi, że nowojorska raperka i aktywistka na rzecz osób trans jest już gotowa stać się „królową Nowego Jorku”, po amerykańskich klubach zdobyć również europejskie i obalić głęboko zakorzenione stereotypy dotyczące rapu. Uzbrojona w kilka beatów od progresywnych producentów potrafi łączyć oldskulowy boom bap z brzmieniem legendarnego automatu perkusyjnego Rolanda TR-808 i bardziej eksperymentalnymi dźwiękami. Przykładem niech będzie klip Decline Him, który pokazuje Quay Dash w najlepszej formie.

 Nowy rap z Nowego Jorku

Przy pierwszym spotkaniu z twórczością Quay Dash w głowach wielu niezorientowanych słuchaczy automatycznie pojawi się skojarzenie z Cardi B, autorką letniego hitu Bodak Yellow. Obie wychowały się na nowojorskim Bronksie – dzielnicy, którą Cardi B – była striptizerka, a obecnie instagramowa celebrytka – reprezentuje z taką samą pasją jak Quay Dash. Z perspektywy białego europejskiego nerda twórczość Quay Dash przypomina też agresywny drag rap z brooklyńskiego undergroundu w stylu House of Ladosha.

Z kolei połączenie haseł „nowy rap z Nowego Jorku” oraz „LGBTQ+” może naprowadzić nas na kolejną youtube’ową gwiazdę z ulicy – młodą brooklyńską twardzielkę Young M.A. Z tą wyautowaną lesbijką i ciętą komentatorką łączą Quay Dash zarówno uprzedzenia, z którymi obie spotykają się na rapowej scenie, jak i podobnie bezkompromisowy flow. Young M.A. nie boi się otwarcie mówić o stosunku seksualnym z użyciem przypinanego penisa, o pieszczotach i przyjemności seksualnej, jaką może dać kobiecie jedynie druga kobieta. Z kolei Quay Dash nie tylko z wyciągniętym środkowym palcem pokazuje maczystowskiej scenie, jak może wyglądać raperka, ale ostro krytykuje też uprzedzenia istniejące w ramach społeczności LGBTQ+ i wyśmiewa się z „miękkich jak wagina” wyważonych tęczowych aktywistów.

Nie oznacza to jednak, że Quay i Young M.A. zgadzają się we wszystkim. Niedawno w wywiadzie radiowym ta ostatnia odcięła się do etykietki „queer rap”. Nie odczuwa bowiem potrzeby zamykania się w tego rodzaju szufladce. Quay Dash z rezerwą zareagowała na tę wypowiedź, twierdząc, że również nie zamierza sprowadzać swojej twórczości do słówka „queer”, ale zdecydowanie odczuwa potrzebę reprezentowania swojej tożsamości oraz „swoich ludzi”. Stopniowo zwiększająca się obecność (przede wszystkim „kolorowych”) osób trans w przestrzeni publicznej w USA oznacza bowiem również coraz większe prześladowania. Potwierdzają to dane statystyczne z 2016 roku, który był najbardziej krwawy dla tej społeczności. Na wzrastającą liczbę ataków ze skutkiem śmiertelnym reagowały kampanie broniące praw człowieka, a także inicjatywy oddolne, jak na przykład Stop killing black trans women.

Prawdziwe kobiety zamiast awatarów

Quay Dash postanowiła zamieszać nie tylko na scenie rapowej, ale weszła też na teren eksperymentalnej muzyki elektronicznej. Występowała z nowojorskim neogrime’owym producentem Celestial Trax, a producentem jej ostatniego singla Bossed Up był SOPHIE, którego utwory wpadły parę lat temu w ucho kilku mainstreamowym graczom na rynku – od Madonny po McDonald’sa. SOPHIE stał się  najbardziej rozpoznawalną postacią ekipy PC Music, ironicznie kopiującej strategie mainstreamowego korporacyjnego popu.

Cukierkowe dźwięki PC Music już niemal nie rezonują na współczesnej scenie postklubowej, która dziś tonie w industrialnym mroku. Jednak dzięki beatowi dla Quay Dash SOPHIE wyraźnie poprawił intelektualną wiarygodność wytwórni. Wystarczy przypomnieć aferę sprzed dwóch lat, kiedy to rasistowskie uwagi pod adresem malijskich muzyków przyniosły reprezentującej PC Music producentce GFOTY krytykę nawet ze strony jej własnej ekipy, a berliński producent Lotic na podstawie tych wypowiedzi nazwał całe PC Music „banalnym i nudnym projektem artystycznym garstki bogatych dzieciaków (…) posługujących kobiecymi awatarami”.

Przez całe lato Quay Dash podróżowała po Europie w ramach „Transphobic tour”, 7 września zatrzymała się w berlińskim klubie Berghain, gdzie wystąpiła w niedawno otwartej sali Säule, promującej bardziej eksperymentalną muzykę elektroniczną oraz kolektywy działające na rzecz emancypacji kobiet jak np. Creamcake.

W ostatnim roku Quay Dash promowała wydanie mikstejpu Satan’s Angel miksem dla kultowego DIS Magazine. Drugie wydanie EP Transphobic doszło do skutku dzięki początkującej wytwórni Perth Records, znanej na razie przede wszystkim w globalnie powiązanej sieci elektronicznej dekonstrukcji i eksperymentu (aktualnie w Perth Records wychodzi też debiutancka EP-ka obiecującego rosyjskiego producenta WULFFLUW XCIV).

Widać, że w takich kontekstach Quay Dash czuje się bezpieczniej niż w spętanym stereotypami środowisku męskiego rapu i często nie mniej restrykcyjnych queerowych ballroomów czy disco-house’owych gejowskich dyskotek, w których przyjęte zasady przyczyniają się jedynie do utrzymywania konserwatywnych wzorów zachowania, występowania i rapowania.

**
Autor jest DJ-em w kolektywie BLAZING BULLETS.
Tekst ukazał się pierwotnie w magazynie A2larm. Z czeskiego przełożyła Olga Słowik

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.
Dorota ze squota

Czekamy na kolejne odkrycia lewicowej sceny muzycznej, np. śniady bojsbend gender-fluidowych wegan zoofilów, śpiewający nu metalowe ballady o miłości do krowy uratowanej od przerobienia na burgery. To może być hit tej jesieni. Pozdrawiam, dzieło Marksa-Lenina wiecznie żywe!

Jeżeli robiłaby dobrą muzykę to nikt nawet by nie wiedział że ma takie problemy zdrowotne.

Wniosek wysnujcie sobie sami.

jakie problemy zdrowotne?

Komentujemy bez czytania? Masz napisane wyraźnie trans-raperka.

to niech Konrad teraz wykaże, że to choroba

1. Bycie trans nie wiąże się z zaburzeniami fizjologicznymi.

2. Twierdzenie że płeć w której się urodziło jet nieodpowiednia nie jest chorobą psychiczną.

3. Aha spoko.

Najprawdopodobniej chodzi o to że jest transwestytą i prawdopodobnie cierpi na depresje.

Po pierwsze, nie transwestytką tylko transgender. Po drugie, nie ma żadnych dowodów, że cierpi na depresję. Po trzecie, nawet jeśli, to depresja nie jest jakoś inherentnie powiązana z byciem trans.

Napisałem prawdopodobnie. Badania wskazują ze niech ci będzie osoby transgender maja większe skłonności do depresji.Przypominam że Chester Bennington tez się wydawał na całkiem szczęśliwego.

no tak, jak ktoś jest np. prześladowany w szkole to też ma z reguły większą skłonność do depresji. Natomiast powodem depresji nie jest on sam, ale otoczenie zewnętrzne (prześladowcy).

Zdajesz sobie sprawę, anon, że twoja obserwacja nie zaprzecza w żaden sposób stwierdzeniu:
>Badania wskazują ze niech ci będzie osoby transgender maja większe skłonności do depresji

???

i co w związku z tym? Jak to się ma do stwierdzenia, że bycie trans jest chorobą?

Bycie trans jest chorobą. Zaburzenia hormonalne to choroba, nikt nawet nie próbuje twierdzić że jest inaczej. Skąd więc takie zaskoczenie?

Bycie trans nie wiąże się z "zaburzeniami hormonalnymi". Konrad niestety nie ma żadnego pojęcia o transpłciowości.

Czyli to wybór, dziękuję bardzo.

Nie wiem dlaczego ale mój post zniknął a były jakieś przerwy techniczne więc zamieszczam na nowo.

Są tylko 3 opcje i fakty wygrywają z waszymi urojeniami we wszystkich trzech.
1. On naprawdę jest chory i ma zaburzone funkcje fizjologiczne - choroba.
2. Jest chora psychicznie i naprawdę wydaje się jemu/jej że płeć w której się urodziło jest nieodpowiednia, mimo obiektywnych faktów - urojenia.
3. Nie jest chora ani nie jest psychiczna, pozuje na inną płeć z powodu swojego widzimisię i rzeczywiście mamy racje że robi to dla szumu nic więcej sobą nie reprezentując. Tyle że teraz się okazuje że to jednak wybór i już nie można w imieniu transwestytów walczyć o przywileje nadawane przez państwo. Nie można ich już stawiać na pozycji poszkodowanych przez los i system który nie przewidział trzeciej, czwartej czy dziesiątej płci która nie istnieje.
Dla was to warcaby, od samego początku rozgrywam partię szachów.

Jak powinna wyglądać raperka? Tak jak chce. Generalnie raperów oceniam ze względu na umiejętności rapowe, jakieś takie mam dziwactwo w sobie. Kompletnie mnie nie obchodzi co ma obcy mi człowiek między nogami, czy je mięso, do kogo się modli itp. Niestety, różne portale i pisemka lewicowe próbują mi wmówić, że jak najbardziej mnie to obchodzi, bo jestem białym, heteroseksualnym Katolikiem.
Szkoda, że ta konkretna raperka próbuje się wybić na tym, że ma nietypowe ciało. Być może dlatego, że jej umiejętności są co najwyżej przeciętne. No ale cóż, nie robiłaby tego, gdyby nie znalazły się jelenie uważający transpłciowość za atut.

Nie wystarczy wiedzieć - trzeba rozumieć.Wspieraj nas!