Kraj

Szczuka: Nasze #metoo to góra, która urodziła mysz

Wiadomości

Janusz Rudnicki jest jedynym wskazanym z nazwiska facetem w naszej edycji #metoo. Polski Weinstein. Amerykankom udało się pokonać jedną z najgrubszych ryb przemysłu filmowego. W Polsce na coś takiego nie ma jak na razie szans.

„Gdyby pani podała nazwisko pisarza to środowisko już by to omówiło i samo poradziło sobie z problemem”.
Alicja Długołęcka

Większość osób zaangażowanych w facebookową dyskusję wokół Janusza Rudnickiego nie czytała całości wywiadu Anny Śmigulec z Alicją Długołęcką w „Wysokich Obcasach”, który tę debatę rozpoczął. Dyskutujący znają jedynie cytowania i komentarze, w tym mój, najbardziej ponoć dla ludzi wstrząsający. Broniąc pisarza, który obraził dziennikarkę chamskim słowem w kawiarni, miałam zdradzić kobiecą solidarność i zdyskredytować swój feminizm. Rudnicki zaś miał być pasowany na polskiego Harveya Weinsteina.

Dziewczyny mają dość klepania po dupach. Ja też

Ponieważ jest już po niewątpliwie koniecznych, nawet dwukrotnych przeprosinach Rudnickiego i oficjalnym ich przyjęciu przez panią Annę Śmigulec – streszczę historię najbardziej skrótowo. Nie będę też szczegółowo zapewniać, że wulgarnych żartów Janusza Rudnickiego nie uznaję za zachowanie właściwe. Tym bardziej dotyczy to „nazywania kobiet kurwami” – do czego rzecz sprowadziły medialne nagłówki. Przypomnę tylko, że Rudnicki ma zwyczaj w sytuacjach towarzyskich atakować ludzi – bez względu na wiek, płeć i status społeczny – wyjątkowo ryzykownymi tekstami. Uważa się za „spontanicznego stand upera”. Dla jednych jest to zabawne, dla innych szokujące i obraźliwe, więc w ogóle nie powinno mieć miejsca poza ścisłym gronem osób, które autora Męki kartoflanej znają, lubią i traktują – jak Magda Żakowska, która wypowiedziała się na facebooku – jak jadącego po bandzie rozśmieszacza. Choć nie powinny, wyskoki jednak wciąż mają miejsce. I co z tym zrobić? Sczyścić – zadecydowała w wysokoobcasowej rozmowie Alicja Długołęcka. Przeciwko temu zaprotestowali nieliczni, kobiet głównie – w tym ja. Szybko przykryła nas lawina krytyki, oburzenia, potępienia i hejtu.

Pora więc na wyłożenie swoich racji. Nie zdradziłam feministycznych ideałów. Po prostu mam inną wizję feminizmu.

Sądzę, że dziś, w gronie faktycznie równych sobie ludzi z tego samego środowiska, kolegów i koleżanek po piórze, nie pozostających w żadnej zależności ekonomicznej, zawodowej, w żadnym uwikłaniu rodzinnym czy jakimkolwiek innym, kiedy dochodzi do obraźliwych dla kobiet żartów – musimy reagować. Słownie czy ręcznie, grzecznie czy ostro – naprawdę warto spróbować. Większość ludzi zna właściwe normy i bez zastanowienia wesprze taką kobiecą interwencję. Po kozacku („licz się ze słowami, dziadu, bo pożałujesz”), po sztywniacku („proszę tak do mnie nie mówić, to narusza moje granice”), w stylu kawiarnianym („kogo pan ma na myśli mówiąc «kurwy»?”) czy po rudnickiemu („uważaj, chuju, bo ci przypierdolę”) – naprawdę trzeba i można reagować.

Źle się dzieje, kiedy nie reagując na chamskie czy wręcz szokujące słowa, szukamy sobie takich oto usprawiedliwień, że mówiący, w tym wypadku pisarz, był naszym autorytetem – a takie wytłumaczenie podsuwa Annie Śmigulec Alicja Długołęcka. Uważam, że takie stawianie sprawy osłabia kobiety. Wręcz wspiera kobiecy konformizm. Jest to usprawiedliwienie zgoła nietrafione. Rudnicki jako autor i postać publiczna odgrywa rolę antyautorytetu; błazna, imprezowego włóczęgi, brata łaty i ordynusa. Uznając go za autorytet i „podziwiając od dawna” każda czytelniczka musi wiedzieć, że teksty Rudnickiego roją się od brzydkich słów. Powiecie: podziwiała pisarza a zszokowała się człowiekiem. Ależ jedno od drugiego niczym się nie różni. Dysonans poznawczy nie występuje. Mając taki antyautorytet za autorytet kobieta powinna być mistrzynią riposty a la Rudnicki.

Nasze prababcie walczyły o to, abyśmy mogły same chodzić do kawiarni i siedzieć przy stolikach z mężczyznami. Przeciwnicy równości twierdzili, że w kawiarniach bywają jedynie kobiety upadłe, a te niewinne i czyste nie powinny mieć wstępu do miejsc, gdzie przebywają wulgarni mężczyźni. Dziś grono młodych kobiet z literackiego światka lubi się spotykać w oldskulowych spelunkach na Nowym Świecie. Bywa w nich także Janusz Rudnicki. Odgrywa on rolę reliktu dawnej epoki i animuje upadające kawiarniane życie. Maniery ma zgoła odmienne niż Adam Zagajewski, to fakt. Bliższe Michałowi Witkowskiemu – Michaśce, tyle, że Rudnicki nie jest gejem, przegina jak heteryk. Mnie to nudzi, ale rozumiem, że dziewczyny mają z nim do omawiania swoje sprawy i chyba ćwiczą na nim asertywność, bo jako babcia przebrana za wilka jest wyjątkowo łatwy do opanowania. Nie dla każdego, nie dla każdej, naprawdę to rozumiem, przeprosić należało i nie robić tego więcej. A dalej już nie rozumiem.

Sutowski: Gender, głupcy!

Rozmowa Anny Śmigulec z Alicją Długołęcką jest tak skonstruowana, że to dopiero na końcu, pod presją rozmówczyni, dziennikarka ujawnia nazwisko pisarza, tak, jakby wciąż nie wiedziała, co sama ma o tym wszystkim myśleć. Nie podoba mi się to. Uważam, że skoro pod wpływem akcji #metoo przemyślała na nowo incydent z Rudnickim, powinna była – zyskawszy teraz pełnię podmiotowości – powrócić do rozmowy z nim właśnie. Opublikować – choćby w wysokoobcasowej „Męskiej końcówce” nowy wywiad, drugi po tym grzecznym, który ukazał się wkrótce po wypadkach w kawiarni. Dziś mogłaby zacząć od pytania, czy pisarz przypomina sobie tamto zajście. W takiej rozmowie, jak równa z równym, mogłaby autorka z właściwym sobie talentem pokazać czytelniczkom „Wysokich Obcasów”, jak się załatwia takie sprawy – bez strachu przed mężczyznami i bez idealizowania ich. Mogłaby nawet rozklapciać Rudnickiego na miazgę. Pierwsza bym jej przyklasnęła. Mogłaby sama wystąpić z tym na #metoo. Tymczasem wyszło tak, jakby to mama wyciągnęła od dziewczynki nazwisko kolegi, który ją brzydko przezywał. Albo gorzej jeszcze. Długołęcka: „Znów wrócę: gdyby pani podała nazwisko tego pisarza, to środowisko już by to omówiło i samo poradziło sobie z problemem”. Nic więcej nie trzeba, tylko nazwisko. Po prostu wydaj go, ludzie będą wiedzieli, co z nim zrobić. Przepraszam Alicję Długołęcką, którą zawsze podziwiałam, ale jest w tym coś paskudnego. I pod koniec: „Więc kobiety, które mogą , czyli te świadome, dojrzałe i niezależne, powinny pokazywać wzorce i ujawniać zachowania, które wiązały się z jawnym przekroczeniem granic. Bo jeśli nie my, to kto? Więc może ujawni pani nazwisko pisarza, żeby inne kobiety poczuły, że można?”.

Na razie jakoś inne kobiety nie poczuły, że można. Rudnicki jest jedynym wskazanym z nazwiska facetem w szeroko rozumianej polskiej edycji #metoo. Ten, co powiedział: „kurwy już są”. Polski Weinstein.

Otóż drogie siostry, ja tak nie chcę. Sorry. To jakiś nie mój feminizm.

Po przeczytaniu tego wywiadu i rzuceniu okiem na facebooka stwierdziłam, że tym razem wolę siedzieć wśród internetowych pomyj z moją koleżanką Żakowską aniżeli wraz z moralnie słuszną większością dojeżdżać Rudnickiego. Organicznie brzydzi mnie organizowanie nagonek, wymuszanie zeznań i piętnowanie dla zachęty i przykładu. „Środowisko” – cokolwiek to znaczy – stanęło wszakże na wysokości zadania. Codziennie ktoś dzwoni do Magdy Żakowskiej, żeby jej powiedzieć „ty kurwo”. Bo napisała na facebooku, jakie brzydkie teksty Rudnickiego ją śmieszą.

W akcji #metoo i dyskusji wokół chodzi nam o stworzenie i wpojenie feministycznego standardu zachowań społecznych. Chcemy pełni wolności i bezpieczeństwa dla kobiet. Jesteśmy za słabe, aby się samodzielnie bronić w patriarchacie, ale połączone siecią mediów elektronicznych i wzajemną solidarnością zyskujemy świadomość i siłę do rzeczywistego ujawnienia i ukarania sprawców seksistowskiego nękania, molestowania, przemocy i gwałtów.

Promocja czytelnictwa z miseczką B

Amerykankom udało się pokonać w ten sposób nie tylko Harveya Weinsteina, jedną z najgrubszych ryb przemysłu filmowego. W Polsce na coś takiego nie ma jak na razie szans. Nie jesteśmy organizacyjnie, finansowo i kulturowo na to gotowe. Szefowie, profesorowie, reżyserzy i producenci filmowi, naczelni redaktorzy i kierownicy działów znanych gazet, o których wiemy, że molestują kobiety, wykorzystując pozycję władzy – mogą spać spokojnie. Wiemy za to, że od zawsze ludzka kultura stosowała mechanizm kozła ofiarnego; aby wpoić normę trzeba było kogoś dla przykładu ukarać i nigdy nie był to rzeczywisty winowajca czy winowajczyni. Przeciwnie – karano osoby przypadkowe, często słabe sztuki ludzkiego stada, dla postrachu i wzoru. Taka czarna pedagogika społeczna. Nie sądzę, że feministki dobrze robią, idąc w tym kierunku. Uczmy się praktyki asertywnych zachowań, odwagi, pilnowania granic, budowania własnej pozycji w świecie, a nie organizowania archaicznych rytuałów znanych z współczesności jako tzw. pokazówki. Koleżanki, spójrzmy prawdzie w oczy. Nasze #metoo to góra, która urodziła mysz. Źle dla wyjątkowo poważnej sprawy.

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

Klasyczne victim blaming. Obrażona dziennikarka (w dodatku podpuszczona przez Długołęcką - no bo takie głupie cipy nie potrafią przecież samodzielnie myśleć) nie dość, że źle sobie wybiera autorytety, to jeszcze nie umie zareagować na to, gdy ją obrażają. W dodatku wyciągając tę sprawę, przeszkodziła wykryciu polskiego Weinsteina.

Wiele osób to już powiedziało w tej dyskusji, powtórzę raz jeszcze, za każdym obłapiającym wujkiem, molestującym szefem stoi wianuszek ciotek i koleżanek z pracy twierdzących, że "takie ma ciągoty, znaczy zdrowy chłop, przecież tak naprawdę nic się nie stało". I właśnie dlatego długo jeszcze nie będziemy mieli polskiego Weinsteina.

Zgadzam się. Szczuce peron odjechał w obronie chamstwa swojego kolegi.

Od Kazimiery Szczuki, Krystyny Kofty, czy Elizy Michalik oczekiwalibyśmy jednak czegoś innego niż od wianuszka ciotek i koleżanek z pracy twierdzących, że "takie ma ciągoty, znaczy zdrowy chłop, przecież tak naprawdę nic się nie stało". Tak sobie myślę, że ten Rudnicki musi boki zrywać ze śmiechu patrząc jak koleżanki feministki z sympatii czule przez niego nazywane kurwami prześcigają się w obronie jego „stylu bycia”.

stoicki obserwator

Naprawdę chcesz mieć w Polsce tak żałośnie tanie ustawki?

Po prostu nie jest pani feministką. Victim blaming na krytyce politycznej, moich przelewów już nie zobaczycie 🙁

stoicki obserwator

Może dlatego że ta akcja to była kompletna ściema? Ale w sumie co ja wam będę tłumaczył, w końcu publikujecie Szczukę 😀

Uff, czyli Rudnicki to chujek, ale to nasz chujek?

Krzysztof Mazur

Sam jesteś 'chujek'.

"Szefowie, profesorowie, reżyserzy i producenci filmowi, naczelni redaktorzy i kierownicy działów znanych gazet, o których wiemy, że molestują kobiety, wykorzystując pozycję władzy – mogą spać spokojnie. "

Wiemy, ale nie powiemy. Skoro milczenie jest złotem to nie dziwi, że o pisarzu szowiniście lepiej też milczeć.

A czy pisarz nagabywany przez krytyczne też powinien dopisać się do #metoo?

Zamęcza nas pani Szczuka rozważaniami na temat kto w jej środowisku ma prawo mówić kurwa, a kto nie. Jest to mało ciekawe. Lewicowe podejście do sprawy chyba nie na tym polega.

"Nazywanie obcej kobiety kurwą w niektórych sytuacjach jest dopuszczalne i nie ma co z tego robić afery" odc. 248. Serio Krytyko, naprawdę chcesz ciągnąc ten niesmaczny spektakl?

kulturalny gwałciciel

Jeśli się chce poważnego feminizmu, to też trzeba być konsekwentnym. Tłukąc w kółko o raportach, wg których w Polsce 80 proc. kobiet jest molestowanych, właśnie werbalnie, np. przez kawał o blondynce (sic!), bo o atakach fizycznych w PL za wiele nie mozna powiedzieć, poza tym, że jest ich najmniej w Europie. A teraz lekkim piórem bagatelizuje się totalnie uwłaczające wstawki jakiegoś literata, znajomego salonu. I to, że kobieta powinna wiedzieć z kim rozmawia, zanim się na gościa obrazi.... To prawie, jak "byłaś sama winna gwałtu, bo nie poznałaś że to gwałciciel". Ogólnie uważam całe zamieszanie za niepotrzebne, ale tak samo jak uparte wymieniania naiwnych sposobów na molestowanie kobiet. Gdybyście sami tego nie zaczęli, nikt nie oczekiwałby konsekwencji. Wpadliście w pułapkę, którą sami zastawiliście i teraz nie wiecie jak z niej wyjść z twarzą. Ciekawy przykład na odpowiednią reakcję na taką wtopę, choć ale z drugiej strony, mieliśmy po wystąpieniu idioty z Młodzieży W. Chyba tego samego dnia, wszyscy się od gościa odwrócili i nie było niedomówień na szeroko pojętej prawicy. Nie jest więc tak, że nie ma się od kogo uczyć...

"), bo o atakach fizycznych w PL za wiele nie mozna powiedzieć, poza tym, że jest ich najmniej w Europie"

A niby skąd to wiadomo pajacu?

stoicki obserwator

97%, artykuł chyba dalej wisi na tym portalu 🙂

Szanowna Autorko, przyznaję, że mnie również oburzyły Pani i pani Żakowskiej próby obrony pana Rudnickiego. Nie sądzę też, żebyście mu się specjalnie przysłużyły, cytując kilka soczystych żartów, które mu się, jak rozumiem, bez przerwy przydarzają. Taki styl komunikacji powinien był pozostać Państwa prywatną sprawą, bo upubliczniony jest kompromitujący.

Jednocześnie zgadzam się, że mają Państwo prawo w swoim własnym gronie rozmawiać ze sobą i żartować, jak Wam się podoba. Kłopot z panem Rudnickim jest tylko taki, że chyba nie rozumie, że powinien z tym się ograniczać do własnego grona przyjaciół. Bo kiedy się nie ogranicza, to wchodzi w rolę predatora, nawet jeśli, jak Pani twierdzi, jest "owcą w wilczej skórze".

Ja też żałuję, że twarzą akcji #metoo w Polsce został akurat pan Rudnicki. Jest wielu, którzy na to zdecydowanie bardziej zasługują. Ale nie mamy odwagi wymieniać nazwisk, więc jest jak jest. Przyznaję - ja też nie mam.

Na koniec - żałuję, że nie włączyła się Pani do dyskusji od razu w takim tonie, jak teraz. "Jakie k***a #metoo" to nie jest tekst, który chciałabym przeczytać podpisany Pani nazwiskiem. Jest mi bardzo przykro,że to przeczytałam.

PS. "Po przeczytaniu tego wywiadu i rzuceniu okiem na facebooka stwierdziłam, że tym razem wolę siedzieć wśród internetowych pomyj z moją koleżanką Żakowską aniżeli wraz z moralnie słuszną większością dojeżdżać Rudnickiego".

Pomiędzy żarliwą i niezbyt przemyślaną obroną a dojeżdżaniem jest jeszcze całe spektrum możliwości. Łącznie z rezygnacją z publicznego wypowiadania się na Facebooku i spokojną prywatną rozmową z przyjacielem, który najwyraźniej nie od razu zrozumiał, co w tym złego, że wulgarnie odnosi się od obcych ludzi, i przydałaby mu się życzliwa konsultacja doświadczonej feministki.

Kuba Szymkowiak

Problem w tym, że salonowe feministki wiedziały o wszystkim od dawna i nigdy im to nie przeszkadzało, czy raczej z początku pewnie czuły respekt przed wielkim pisarzem (no taki to już mamy patriarchalizm), a potem już im spowszedniało. I teraz głupio jednoznacznie skrytykować, potępić w czambuł, skoro przez lata nie tyle siedziało się cicho, co śmiało się w głos i poklepywało po włochatych plecach po każdym z włochatych żartów. Lepiej więc iść w zaparte i tłumaczyć, że "Janusz to już taki jest, a głupia kurwa nie zrozumiała żartu", niż zmienić zdanie na jakiś temat, przyznać się do błędu i publicznie przeprosić.

Akcja #metoo od początku jest zaproszeniem do załatwiania spraw za pomocą pomówień. Od tak poważnych, że zasługujących na interwencję prokuratury i więzienie dla sprawcy a nie “hashtagi” po takie, w których pod definicję molestowania podciągane są sytuacje, które żadną miarą nim nie są. Jak ta z Rudnickim, w której niewątpliwie mamy do czynienia z chamstwem i brakiem szacunku. Ale z pewnością nie z seksualną przemocą, nawet w jej najszerzej pojętej definicji.
Jest oczywiste, że podchodząc do sprawy molestowania w tak infantylny sposób doprowadza się do szeregu mechanizmów, o których pisze tu Szczuka. Po pierwsze prędzej czy później dojdzie do pomówienia o molestowanie osoby, która może jest chamskim, impertynenckim bucem, ale jednak nie seksualnym agresorem. Po drugie zestawiając takich właśnie buców z facetami, którzy dopuścili się realnych przestępstw, dewaluuje się te przestępstwa. Po trzecie, udając, że dorosła kobieta skonfrontowana z prymitywną, wulgarną uwagą w czasie spotkania w restauracji znajduje się w sytuacji takiej samej bezradności, jak ofiara molestowania odmawia się kobietom podmiotowości, czyniąc z nich permanentne ofiary, rozwalające się mentalnie na kawałki za każdym razem, gdy się zetkną z czyimś prymitywizmem i grubiaństwem.
To wszystko dość wyraźne problemy, których ogarnięte twitterową podnietą feministki nie są w stanie dostrzec. Tylko, że Szczuka w analogicznych sytuacjach, których już parę było, również nie była zdolna ich widzieć. Durnotę koncepcji “siostrzaństwa” ujrzała dopiero wtedy, gdy jej się ona zderzyła z inną formą solidarności.
Dobrze, że przynajmniej, jak zawsze w takich sprawach, mamy fascynującą intelektualną debatę na wysokim poziomie. Z jednej strony panie uznające, że każda głupia uwaga wobec kobiety powinna być sklasyfikowana już nie jako seksizm, już nawet nie jako mizoginia, tylko niemal jako gwałt. Z jednej strony panie, domagające się “siostrzaństwa” w postaci nie pytającego o nic linczu. Uznające, że każda próba wprowadzenia niuansów do obrazu sprawy, jest zdradą płci. Po drugiej stronie te, które niuanse dostrzegły. Ale tylko dlatego, że chodziło o Wielkiego Pisarza, w którego fallicznym blasku najwidoczniej lubią przebywać aż tak, że z akademicką precyzją są skłonne wyłożyć światu kontekst, w jakim ten posługuje się wobec kobiet określeniem “kurwa”.

Grubą kreską myślisz. Gwałcicielem się człowiek nie rodzi i kobietom bardziej chodzi o zauważenie tego, że to proces, do którego mogą, ale nie muszą, poprowadzić pewne słowa, zachowania, zależności. Te niuanse są tylko po co brniesz w udowadnianie, że tak nie jest, że ich nie wyłożyły albo źle to zrobiły? Rebecca Solnit Mężczyźni objaśniają mi świat - do przeczytania. Możecie minusować 🙂

Rzeczywiście. W kwestii medialnych linczów myślę dość grubą kreską. I co więcej, jestem pewien, że myślałbyś taką samą, gdyby chodziło o jakąkolwiek inną kategorię przestępstw. Nie tylko gwałt miewa swój początek we wcześniejszych zachowaniach. Oszustwa, morderstwa, kradzieże tym bardziej. I nie jeden oszust, morderca czy złodziej zdradza wcześniej objawy tego, co może zrobić później. Ale podejrzewam, że nie byłbyś zachwycony, gdyby np. znany aktor ujawnił drobną nieuczciwość innego celebryty hashtagowym pomówieniem, dodatkowo w ramach szerszej akcji ujawniania olbrzymich przekrętów. Albo gdyby ktoś, komu się zdarzyło kogoś w nerwach popchnąć, zestawiony został z brutalnymi mordercami. I to, mimo że związek agresji z morderstwami, wydaje się jednak jeszcze bardziej oczywisty, niż chamstwa z gwałtem.
Tyle tylko, że gwałt staje się w feministycznej narracji nad-przestępstwem, wobec którego najlepiej byłoby zawiesić wszelkie prawa i cywilizowane normy obowiązujące w kwestii innych przestępstw. Domniemanie niewinności sprawcy i zadawanie pytań ofierze zdarzenia - a więc podstawowe standardy i procedury prawne - interpretowane są w niej od dawna, jako część "kultury gwałtu". Akcja #metoo jest już natomiast zwykłym linczem. I trzeba być naprawdę mocno oderwanym od rzeczywistości fanem Solnit, żeby wierzyć, że prędzej, czy później ktoś z niej nie skorzysta do zniszczenia kariery i życia kogoś całkowicie niewinnego. Pójść do sądu to większe ryzyko. Ale wrzucić na temat kogoś, z kim się ma porachunki twitta, trwa chwilę a niszczy skutecznie.

Sorry, ale nie chce mi się powtarzać znowu tych samych argumentów. Medialny lincz i porachunki, które niszczą skutecznie to promil wobec gwałtów i molestowania, które też niszczą skutecznie, tylko nie są tak spektakularne. Czujesz się zagrożony to staraj się nie prowokować sytuacji, a jak już to zawsze może iść do sądu z argumentem pomówienia. Wiele rzeczy się zdarza tylko nie rysuj rzeczywistości poprzez grube kreski "skrajnych sytuacji".

Tak się składa, że jestem gejem i wkroczenie na pole minowe, w jakie środowisko feministyczne zamieniło w państwach anglosaskich relacje damsko-męskie, zupełnie mi nie grozi. Tak więc daruj sobie, proszę, argumenty ad personam.

Żadne pole minowe. Wystarczy po prostu być kulturalnym, nie klepac po pupie, nie nazywać koleżankę "kurwą" lub "dupą", nie łapać za cyca, w ogóle odnieść się do kobiety z szacunkiem i juz szansa na oskarżenia spadają o jakieś 90% 🙂

Ma Pani jakieś oczekiwanie, że viral pod tytułem #metoo usypie górę, przewróci pewne systemowe konwencje, tak się nie stanie, co nie znaczy, że trzeba go dyskredytować nazywając "małym znaczeniem" - wręcz przeciwnie - jest jakimś kamyczkiem, który poruszy to, o co Pani postuluję, tylko takich kamyczków trzeba nasypać, a nie zaklinać, że ten kamyczek miał przewrócić coś, nie zrobił tego więc (u nas) jest nie istotny.

Tak jak Pani nie straciła szacunku do Janusza Rudnickiego, tak mnie nie przeszkadza to, że w tej sprawie stoi Pani, gdzie stoi (także też nie tracę sympatii), mimo że uważam, że się Pani zagalopowała , ale powiem szerzej - to jest jakaś zmiana pokoleniowa. Miałem kiedyś przyjemność pracować w środowisku +60 (mieszanym), czyli w wieku moich rodziców i tam — w pracy zwykłej, monotonnej — takie grubo ciosane żarciki, konwencje, cudzysłowy były normalne. Ja jako "młody" dostawałem łatę „sztywnego, dziwaka”, ale też mi głupio było uderzać w "moralne dzwony", że mnie nie bawi taki nadmiar aluzji i grubo ciosanych żarcików, bo po prostu zderzałem się z innym pokoleniem. Spokojnie sobie to tolerowałem, wiedząc, że moje "oburzenie" nic nie zmieni (że nie wejdą w nowe kody, operując całe życie swoimi innymi) i że realnie nikomu się nie dzieje krzywda, choć pewne konwencje były konserwujące dla choćby takiego podskórnego seksizmu. Bardzo zgrana była to załoga i pracowało mi się tam dobrze, co nie zmieniało faktu, że czasami czułem się jak na "obcej planecie". To są zmiany pokoleniowe, co też dobitnie m. in, pokazywały żarciki dysydentów podczas protestów - młodsze pokolenie - przy całym poszanowaniu zasług - mentalnie odbierało je zupełnie inaczej. Mówiąc alegorycznie - pan Rudnicki jakby trafił w młodsze pokolenie też zaczął by odczuwać taki dysonans mentalny i tak też było teraz - trafił na kobietę z inną mentalnością, a że miała ona dostęp do szerokiej tuby informacyjnej i co ważne - trafił w czas, kiedy ten sposób postrzegania wyszedł na wierzch (choćby przez tą akcję metoo) - to się metaforycznie potknął. I przechodząc do meritum - tu się spotyka krytyka Pani zachowania, które kazało po matczynemu (koleżeńskiemu, kastowemu, tu sobie można dowolnie dopasować kontekst) wejść w obronę na zasadzie twierdzenia, że (przepraszam za kolokwializmy) mały Januszek potknął się o coś, ale to coś na pewno nie jest jakaś poważna systemową konwencją (która od lat usilnie Pani próbuje niwelować swoją społeczno-medialną działalnością) a wręcz przeciwnie - prawdziwe przeszkody są po drugiej stronie. Chyba nie tędy droga i za te „przekrzywienie perspektywy” otrzymuje Pani od części ludzi (także po swojej stronie – choć nie powinno się tak myśleć) krytykę. Pan Janusz Rudnicki (vel Janek) bez problemu się otrzepie z kurzu po upadku, tylko proszę zrozumieć, że nie każdy będzie pochwalać tłumaczenie, że „nic nie było i nic się nie stało”, kiedy ta przeszkoda tam jest i działa na niekorzyść wszystkich, choć nie wszyscy chcą ją widzieć.

Uczcijmy minutą ciszy martyrologię pani Żakowskiej, która nie ma nic przeciwko nazywaniu innych kobiet kurwami przez jej kumpla, ale strasznie się oburza, kiedy inni nazywają tak ją .

U was tam w (pół)światku artystycznym to normalne zwracać się do koleżanek per "kurwo"? Taka konwencja?

ale.sobie.konto.wymyslilem

Czyli znaleźli polskiego Weinsteina, tyle że niestety nie z tych kręgów towarzysko-politycznych co trzeba...

"Amerykankom udało się pokonać jedną z najgrubszych ryb przemysłu filmowego. W Polsce na coś takiego nie ma jak na razie szans".

"Szefowie, profesorowie, reżyserzy i producenci filmowi, naczelni redaktorzy i kierownicy działów znanych gazet, o których wiemy, że molestują kobiety, wykorzystując pozycję władzy – mogą spać spokojnie".

Pani Redaktor, jeszcze nic straconego. Jeśli wie Pani o osobach na świeczniku, które molestują kobiety, wykorzystując pozycję władzy, proszę wymienić ich nazwiska. Jeśli Pani była kiedyś molestowana przez taką osobę, proszę o tym napisać. Jeśli zna Pani ofiary molestowania przez ludzi znanych i wpływowych, proszę je zachęcić do wskazania sprawców z nazwiska.

Takie historie nie mogą pochodzić od zwykłych kobiet, takich jak ja, bo my rzadko bywamy molestowane przez znanych i wpływowych. Odpowiedzialność za wywołanie efektu Weinsteina w Polsce ponosicie Wy - kobiety ze świata mediów, sztuki, rozrywki, władzy i prestiżu.

„Gdyby pani podała nazwisko pisarza to środowisko już by to omówiło i samo poradziło sobie z problemem”

ktoś tu nie rozumie różnicy między oczyszczającą presją środowiska a publicznym linczem
ktoś tu nie rozumie że w akcji #metoo nie chodzi o to by skazać polskiego weinsteina, lecz o to by wyplenić seksualne molestowanie i seksistowskie chamstwo z dnia powszedniego kobiet i mężczyzn
ktoś tu nie rozumie że prawdziwe oburzenie publiki skierowane jest nie na chama literata, a na obłudę stosującego victim blaming kółka wzajemnej adoracji którego autorka powyższego tekstu stała się samozwańczym rzecznikiem

,, Amerykankom udało się pokonać jedną z najgrubszych ryb przemysłu filmowego. ''

dziękujemy za tę szczerość.
chodzi więc o walkę z mężczyznami i niszczenie ich pozycji, nie o rzekome ofiary.

ty, ale serio uważasz, że wszyscy mężczyźni są przestępcami? zapewniam cię, ze się mylisz.

Najpierw pisze, że ofiara ujawniając publicznie zachowuje się paskudnie -czyli klasyczne victim blaming, a potem nawołuje do solidarności ? Czyjej solidarności ? Chyba koleżeńskiej pomiędzy Żakowską, nią i paroma innymi które własna piersią zasłaniają chama.
Wychodzi na to ze należy najpierw skonsultować czy wolno mówić, a jeśli tak to jak, kiedy, gdzie z konsylium wpływowych i uznanych feministek.
#niemójfeminizm

Michalik przynajmniej przeprosiła i przyznała do błędu. Szczuka dalej brnie i deprecjonuje panią Smigulec tylko dlatego, że pan Rudnicki to kolega z kawiarni i "on już taki jest". Tymczasem powinna bić w niego jak bije w Ziemkiewicza lub Cejrowskiego gdy wyskakują ze swą prehistoryczną moralnością.

Z dużego miasta

A ja to czytam, i czytam, i czytam... I mam wielką ochotę zapytać: co te Panie naprawdę wiedzą o dyskryminacji, realnej dyskryminacji? Co one wiedzą o grupach naprawdę wykluczonych? Co wiedzą o ludziach, których spotkało realne nadużycie i realna nietolerancja? Obawiam się, że one same są wykluczone - z rzeczywistości. I dyskryminowane, przez Boga, naturę, co kto chce i w co kto wierzy - dyskryminowane z używania mózgu. Pozdrawiam serdecznie, mieszkanka dużego miasta, osoba niepełnosprawna i homoseksualna.

Florentyna Kowalska

Dlaczego w Polsce tak łatwo prawie wszystko, w tym #metoo, przekształca się w farsę. Niestety, często w tragifarsę? Co to jest?

Tak się to w Polsce nazywa, proszę Pani.

"Szefowie, profesorowie, reżyserzy i producenci filmowi, naczelni redaktorzy i kierownicy działów znanych gazet, o których wiemy, że molestują kobiety, wykorzystując pozycję władzy – mogą spać spokojnie. "

Ja dodałabym do tej listy - polityków, zwłaszcza tych starszych, z mentalnością PRL. W gronie tych leciwych "ikon walczących o wolność" roi się od seksistów i z pewnością niejeden ma coś na sumieniu. Ale póki co - ciiiicho szsza.
Może za parę lat, prawdziwie obleśne knury wypłyną na powierzchnię a nie jakiś facet z niewyparzoną gębą i wątpliwym, czy cynicznym poczuciem humoru, na dodatek (jak wynika z tekstu) operujący takim słownictwem w stosunku do wszystkich w środowisku. a nie tylko do kobiet, i nie z intencją obrażania kobiet. Moim zdaniem rykoszetem dostał pozer i cynik a nie żadna prawdziwa męska świnia traktująca kobiety jak zwierzynę a w patriarchalnej Wolsce są takich z pewnością zyliony. Może jeszcze nie czas na prawdziwe #metoo. Może jesteśmy jeszcze za słabe, poddawane ciągle ostracyzmowi, macki kościelne za gardło ściskają a kołtun i legendarna "matka Polka" za silne? Może .... za parę lat.

Przecież to jasne, że Janusza Rudnickiego nikt bierze za "predatora" i zrównuje z najgorszymi. Cała sprawa by się szybko zakończyła, gdyby nie fakt pewnych argumentów, takich jak powyższe (w tekście), które przytaczają osoby po których trudno było się spodziewać tego typu postępowania. Rozumie zażyłość towarzyską, sympatię, uwielbienie, przychylność dla swoich znajomych, mam zrozumienie dla sporadycznych faux pas. Ja, nawet jak osoba bardzo lewicowa, tłumaczę je sobie emocjonalną zażyłość, która przysłoniła tym osobom pewne procesy, przeciw którym oponowały. Nie oburzam się moralnie, wiem, że też kwestia wielu czynników, również tych pokoleniowych. Rudnickiego i część z tych osób nie skreślam tylko trochę mi szkoda, bo to będzie wypominane i o ile z "prawakami" można sobie szybko poradzić retorycznie, o tyle w środowisku ta rzecz będzie jeszcze wracać jako "straszak i usztywniacz". Swoją drogą, jakby nie patrzeć środowisko liczne nie jest i sama pani Anna, przynajmniej przez jakiś czas, swobodniej czuć się nie będzie.

"Większość osób zaangażowanych w facebookową dyskusję wokół Janusza Rudnickiego nie czytała całości wywiadu Anny Śmigulec z Alicją Długołęcką w „Wysokich Obcasach”, który tę debatę rozpoczął. Dyskutujący znają jedynie cytowania i komentarze, w tym mój, najbardziej ponoć dla ludzi wstrząsający"

- po tym początku już nie mam ochoty czytać dalej, to już nie tylko Pani Śmigulec nie rozumie konwencji ale też komentujący nie czytają artykułów. Otóż czytają.

hej, jestem jadącym po bandzie rozśmieszaczem a la Rudnicki: "jak się baby nie bije to w niej wątroba gnije" i jeszcze "kobieta bez bolca dostaje pierdolca" - cały Janusz, takie ciacho, taki zarost i taki......

Nie jesteś "znanym pisarzem" więc się, niestety, nie liczy.

och, taki uroczy z ciebie spontaniczny stand-uper!
keep going! w swoim otoczeniu też mam kilku takich jak ty 🙂

Bardzo mnie Pani rozczarowała swoją postawą i tym tekstem! Osłabiła Pani rolę polskiego feminizmu i akcji #metoo, podzieliła Pani kobiety i naraziła nas na śmieszność. PANI!!!!?

Nie wierzę w to co przeczytałam. Powinna się pani wstydzić pani Szczuko za ten okropny victim blaming, za ten perfidny ton w stosunku do kogoś kto po prostu się boi, przecież powinna Pani wiedzieć jak bardzo NIE ułatwia się rozbicia kultury gwałtu. A co do niefortunnej metafory zlęknionego dziecka, od którego rodzic wyciąga informację na temat tego, czy zostało skrzywdzone... No cóż, właśnie tak to czasem wygląda, bo trauma pozbawia nas możliwości wypowiedzenia się na jej temat. W szczególności, gdy potem "pierwsza polska nowoczesna feministka" może nas za tę posttraumatyczną niemoc skrytykować.

Pani Kazimiero, bardzo Panią szanuję, może dlatego ten tekst jest dla mnie takim rozczarowaniem. Klasyczne obwinianie ofiary i to przez osobę po Której najmniej można by się było tego spodziewać. Wg. powyższego tekstu Pani Alicja to donosicielka, która nie umiała prawidłowo zareagować na tę sytuację bardzo nie empatyczne i aroganckie jest pouczenie jej co mogła i powinna była uczynić. To, że góra rodzi mysz to w tej sytuacji jest Pani współodpowiedzialność. Okazaniem klasy byłoby przyznanie się do błędu, który jest świetną ilustracją mechanizmów, które sama Pani próbuje zwalczać. Słowa o solidarności kobiecej brzmią w tym tekście bardzo słabo skoro tak łatwo przegrywa ona ze znajomością z (choćby tylko czasami) wulgarnym kumplem.

Czy nikomu nie przyszło do głowy, że słowa obwinionego były skierowane do innych gości kawiarni?

Jeśli K. Sz. tak bardzo nie chciała atakować swojego kawiarnianego kolegi-pisarza, OK, nikt nie zmuszał. Ale po co od razu w sposób tak klasistowko-żenujący go bronić? Kazimiera Szczuka potrafi zareagować ostro na chamską męską i w mordę nawet dać, ale wtedy gdy przeciwnikiem jest młody chłopaczyna znikąd, w tym wypadku z Pyta.pl, który tojuż jakis czas temu zaliczył od Kazi raz z pięści w szczękę. Wtedy to nie było w konwencji, bo facet nie był z jej środowiska, nie był pisarzem, więc i chamskie słowa (choć zdecydowanie lżejsze od tych Rudnickiego) zabrzmiały dla niej inaczej. Czyli Agnieszka Graff miała w 100% rację w swoim komentarzu dostępnym na jej fejsbuku, (do którego, dziwnym trafem jej przyjaciółka K. się już nie odnosi). Kwestia jest nie feministyczna, a klasowa właśnie, czy wręcz kastowa. Feminizm można odłożyć na bok jeśli "żartuje" koleś od nas, z naszego kawiarnianego stolika. Stolika, do którego ani Margulec, ani tym bardziej typek z Pyty nie mają dostępu. Za to Kazia i Magda Żakowska mają. Pod warunkiem, że załapią literacką "konwencję" i w odpowiednim momencie się roześmieją. To zdecydowanie nie jest mój feminizm, na szczęście, jak widać wielu innych feministek też. Sorry.

skoro Rudnicki ma odwagę odgrywać cytując K.Szczukę "rolę antyautorytetu; błazna, imprezowego włóczęgi, brata łaty i ordynusa" to i powinien dzielnie unieść konsekwencje tej roli, objawiające się tym, co się właśnie dzieje a jak na razie widzę grono kobiet , które w coraz bardziej desperacki i żałosny sposób go broni oraz widzę feministyczny najazd na kobietę , która wcale nie chcąc odgrywać roli błazna czyta , ze to ona powinna unieść jego błazeństwo .