Kraj

Neoautorytaryzm, a nie populizm. Skąd się wzięła „dobra zmiana”

sejm1-11stycznia2017

Wnioski płynące z raportu mogą zaskoczyć zwolenników „populizmu” jako kategorii wyjaśniającej sukcesy polityczne PiS.

Zespół pod kierownictwem dr hab. Macieja Gduli przeprowadził wiosną i latem tego roku badania klasy ludowej i średniej mieszkającej w niewielkim mieście województwa mazowieckiego. Przytłaczające zwycięstwo wyborcze odniosło tam Prawo i Sprawiedliwość.

Badacze przeprowadzili i opracowali wywiady biograficzne oraz pogłębione (dotyczące stosunku do polityki poprzedniej i obecnej władzy oraz źródeł wiedzy o nich), które dały niezwykle interesujące wnioski – szczególnie z punktu widzenia istniejącej i potencjalnej opozycji wobec PiS.

PDobra zmiana w Miastkuublikujemy raport z badań t. Dobra zmiana w Miastku. Neoautorytaryzm w polskiej polityce z perspektywy małego miasta. Raport powstał w Instytucie Studiów Zaawansowanych prowadzonym przez Krytykę Polityczną.

Aspiracje rosną

Wnioski płynące z raportu mogą zaskoczyć zwolenników „populizmu” jako kategorii wyjaśniającej sukcesy polityczne PiS. Kategorią tą posługiwało się także środowisko Krytyki Politycznej – w tym główny autor raportu – w czasach pierwszych rządów Prawa i Sprawiedliwości z lat 2005-2007. Zwycięstwo prawicy tłumaczono wówczas, w duchu teorii Chantal Mouffe i Ernesto Laclaua, wyparciem kwestii społecznej – tematów takich, jak nierówności, wyzysk, ale przede wszystkim istnienie „ofiar neoliberalnej transformacji” – ze zdominowanej przez transformacyjny, rynkowo-europejski konsensus sfery publicznej, w której stempel prawomocności przyznawały tzw. środowiska opiniotwórcze kojarzone z redakcją „Gazety Wyborczej” czy środowiskiem Unii Wolności.

Dekada po wstąpieniu Polski do UE, inaczej niż lata tuż przed pierwszym zwycięstwem PiS, była jednakowoż okresem wzrostu gospodarczego. Wzrost ten jest dostrzegalny nie tylko na podstawie wskaźników makro (rosnące płace realne, spadek bezrobocia, a nawet spadające nierówności dochodowe), ale także – co bardzo istotne – na podstawie osobistych doświadczeń życiowych bardzo istotnej grupy zwolenników obecnego obozu władzy. Autorzy raportu tłumaczą poparcie tej grupy dla PiS między innymi generalnym wzrostem aspiracji połączonym z uznaniem aktywnego państwa za aktora niezbędnego do ich realizacji. Praktycznym tego przejawem była np. zrealizowana po wyborach obietnica hojniejszej polityki rodzinnej.

Przeprowadzenie badania właśnie w Miastku (fikcyjna nazwa realnie istniejącej miejscowości) było podyktowane nie tylko wynikiem wyborczym, pozwalającym zgromadzić odpowiednią próbę zwolenników obozu władzy, ale także kondycją gospodarczo-społeczną tego miejsca. Wyraźnie zyskało ono estetycznie i materialnie na integracji z Unią Europejską, a warunki pracy i płacy, choć poniżej średniej ogólnopolskiej, nie pozwalają określić go mianem „przegranej” czy „zaniedbanej” prowincji – stereotypowo wiązanej z poparciem dla PiS i to w narracjach niemal wszystkich stron politycznego sporu.

Nie ma jednego Dziennika Telewizyjnego

Obok materialnych interesów i rosnących aspiracji, kluczowe dla wyjaśnienia poparcia „dobrej zmiany” są, zdaniem autorów, nowe warunki sfery publicznej decydujące o mobilizacji i sposobach zaangażowania politycznego wyborców. Owa sfera publiczna ma być z jednej strony skoncentrowana raczej wokół wydarzeń i kluczowych tematów niż wielkich i spójnych narracji ideologicznych; z drugiej zaś wokół liderów politycznych kreujących „społeczny dramat” i mobilizujących emocje za pomocą narzucanych przez siebie tematów i kreowanych wydarzeń. Trzeci aspekt to hegemonia internetu jako nie tyle horyzontalnej, ile sfragmentaryzowanej przestrzeni komunikacyjnej. Radykalnie różni się ona od przestrzeni prasy i tradycyjnych mediów elektronicznych, w których obiegiem informacji i legitymacją dyskursów zarządzali niegdyś inteligenccy oraz profesjonalni gatekeeperzy („pośrednicy kulturowi”).

Jak liberałowie przegrali Polskę

W tej nowej sferze komunikacyjnej nie ma już „Dziennika Telewizyjnego ani festiwalu w Opolu”, a więc źródeł przekazu kierowanego do społeczeństwa jako całości. Ludzie sami dokonują wyboru źródeł wiarygodnych dla nich informacji. Co istotne, wśród badanych dominowały jednak praktyki korzystania z mediów (ludzie w różnych proporcjach, w zależności od wieku, korzystają głównie z telewizji oraz internetu) potwierdzających uznawany obraz świata (wyborcy PiS). W nielicznych wypadkach badani mówili, że są generalnie sceptyczni wobec mediów i traktują je wszystkie jako stronnicze i nieobiektywne.

Wśród kluczowych tematów i wydarzeń, wokół których organizuje się poparcie dla władzy i generalny stosunek wyborców do polityki, autorzy wybrali pięć, ich zdaniem kluczowych. Badani określali wobec nich swoje stanowisko, ujawniając istotne różnice w rozłożeniu akcentów dostrzegalne między klasą ludową a średnią. Dla porządku – jako klasę ludową badacze określają osoby wykonujące prace fizyczne i proste usługowe, zaś jako klasę średnią pracowników umysłowych w sektorze prywatnym i publicznym.

5 różnic klasowych

Po pierwsze, różnice między klasą ludową i średnią widać w ich stosunku do elit i rządów Platformy Obywatelskiej, ocenianych w grupie wyborców PiS bardzo krytycznie, acz z nie do końca tych samych powodów. O ile w klasie ludowej dominowało postrzeganie elit III RP, zwłaszcza rządowych, jako oderwanych od zwykłego człowieka i nie dotrzymujących obietnic, o tyle dla klasy średniej najważniejsze zarzuty ogniskowały się wokół praktyk korupcyjnych i niemoralnego podejścia do życia publicznego.

Polityka? Bez klasy, bez sensu [rozmowa z Maciejem Gdulą]

Po drugie, klasy różni poparcie dla solidarystycznych programów społecznych – uzasadniane regułami sprawiedliwości („zwykłym ludziom też się coś należy”), ale także standardu cywilizacyjnego. Co bardzo nieoczywiste, argumentacja na rzecz konieczności ściślejszej kontroli beneficjentów programu Rodzina 500+, a wręcz ograniczenia go do osób przestrzegających pewnych reguł (np. pracujących, nie nadużywających alkoholu, itp.) szczególnie często spotykana była w klasie ludowej. Autorzy raportu interpretują to albo jako efekt pragnienia odsunięcia od siebie odium „patologii”, ale także czerpania poczucia mocy z wyznaczania granic solidarności i definiowania reguł obowiązujących we wspólnocie.

Po trzecie, różnice widać w poparciu dla „reform” podporządkowujących Trybunał Konstytucyjny większości parlamentarnej. Motywowane jest to chęcią rozliczenia elit bądź też rozumieniem demokracji jako systemu, w którym suwerenna większość otrzymuje nieograniczony mandat na rządzenie – tu zresztą autorzy dostrzegają istotne pole konfliktu ze zwolennikami liberalno-konstytucyjnej koncepcji władzy ograniczonej prawami obywateli.

Po czwarte, badacze zauważyli przeważający sceptycyzm (!) wobec zaostrzenia prawa aborcyjnego, jakkolwiek i tu uzasadnienia różnią się nieco rozłożeniem akcentów. Klasa ludowa wskazuje przede wszystkim na trudy i cierpienia związane z rodzeniem i wychowaniem chorych dzieci przez kobiety; klasa średnia skupia się bardziej na kwestii wolności osobistych i prawie wyboru. Ten nieoczywisty rozkład opinii wśród wyborców postrzeganych jako bardzo konserwatywni autorzy raportu wiążą z faktem, że polityczny lider (Jarosław Kaczyński), z którym większość respondentów się politycznie identyfikuje, nie zdecydował się dotychczas na zaostrzenie prawa. Poza tym dochodzi czynnik pokoleniowy: na poziomie światopoglądowym zwłaszcza starsze kobiety wydają się być wyraźnie bardziej skłonne nawet do liberalizacji obowiązującego prawa.

Po piąte, badanych łączy niemal powszechny, głęboki sceptycyzm wobec przyjmowania do Polski uchodźców, jakkolwiek w klasie ludowej przeważały w tej sprawie argumenty praktyczne (koszty pomocy i zagrożenia związane np. z terroryzmem, przy jednoczesnym uznaniu ciężkiej sytuacji ofiar wojny, którym jednakowoż pomocy należy „udzielić na miejscu”). W przypadku klasy średniej wyraźnie dominuje argumentacja „starcia cywilizacji” i postawa demaskująca uchodźców jako wygodnickich imigrantów ekonomicznych, wspierana wyższościową pogardą wobec bliskowschodnich mężczyzn, którym przypisuje się tchórzostwo i porzucenie rodzin w potrzebie zamiast ich czynnej obrony i podjęcia walki zbrojnej na miejscu.

Elektorat PiS jest zróżnicowany klasowo

Autorzy raportu przywołują liczne dane wskazujące na zróżnicowanie klasowe elektoratu PiS – znów, w kontrze do stereotypu o Prawie i Sprawiedliwości jako wykluczonym ludzi.

„Obraz PiS-u jako partii opierającej się na ludowym elektoracie jest nieprawdziwy. Partia Kaczyńskiego rzeczywiście miała największe poparcie wśród rolników i robotników, odpowiednio 53,3% i 46,8%. Warto jednak pamiętać, że w tych grupach frekwencja wyborcza jest zazwyczaj niższa niż w pozostałych i pomimo swej znacznej liczebności są one w wyborach niedoreprezentowane. PiS nigdy nie osiągnąłby tak wysokiego wyniku, gdyby zabrakło mu poparcia klasy średniej, czyli pracowników administracji i usług. Tutaj jego zwycięstwo nie było przytłaczające, ale zdołał zebrać najwięcej głosów – 35,4%. Platforma Obywatelska wygrała tylko w jednej z wyróżnionych w sondażu grup zawodowych – wśród dyrektorów i kierowników. Jednak nawet w tej grupie PiS deptał jej po piętach i zdobył tylko 1,7% głosów mniej. PiS wygrał też wśród właścicieli firm z wynikiem 29,1% i osób z wyższym wykształceniem – 30,4%”.

Co bardzo istotne, również w ramach samej klasy ludowej nie można utożsamiać wyborców PiS z grupą „przegranych” czy „sfrustrowanych”. O jednym z typowych badanych autorzy piszą: „jego opowieść biograficzna nie ma cech trajektoryjnych. Nie jest opowieścią o cierpieniu, utracie kontroli nad własnym życiem, poszukiwaniu sposobów na odmianę swojego losu. Antoni jest raczej zadowolony ze swojego życia i uważa je za zwyczajne, ale spełnione”.

Co może jeszcze bardziej znaczące „[o]soby z klasy ludowej, albo znajdujące się gdzieś na granicy klasy ludowej i średniej, przedstawiające swoje życie w większym stopniu w kategoriach biografii, to znaczy procesu, w którym realizowali założony plan i zachowywali kontrolę nad własnym życiem, raczej głosowały na partie antysystemowe, to znaczy na stowarzyszenie Kukiz’15 lub KORWiNa. Dotyczyło to zwłaszcza młodych mężczyzn oddalających się od klasy swojego pochodzenia”.

Nie ma przełożenia między sytuacją życiową a światopoglądem

Poczucie kontroli nad własnym życiem i deklarowane zadowolenie z niego nie kłóci się bynajmniej z radykalnie krytycznym stosunkiem do III RP, jej elit, liberalnej opozycji (zwłaszcza KOD), ani z tym wszystkim, co stereotypowo wiążemy z postawami prawicowymi. Nie ma zatem prostego przełożenia między sytuacją życiową a światopoglądem. Autorzy wskazują, że „[p]rzegląd historii życia wyborców i sympatyków prawicy, których w badaniu była ponad połowa, nie pozwala obronić tezy o podobnej strukturze doświadczenia, która zbliża ich do siebie. Osoby głosujące na PiS posługują się odmiennymi sposobami opowiadania o swoim życiu”.

Penny: Nie piszę dla lewicy

To rozpoznanie prowadzi autorów raportu do bardziej ogólnego wniosku na temat charakteru projektu politycznego PiS i źródeł mobilizacji poparcia dla prawicy: „Ten rozdźwięk między osobistym doświadczeniem a postawą polityczną, będący elementem dzisiejszej dynamiki politycznej, pokazuje, że oddalamy się od populizmu w stronę innego typu relacji łączących wyborców i polityków. W populizmie mechanizm zdobywania poparcia polegał na znajdowaniu środków wyrazu dla doświadczeń, dla których nie było miejsca w sferze publicznej. Dziś mamy do czynienia z nową sytuacją. Prywatne doświadczenia są marginalizowane przez identyfikację polityczną. Wzmacniany jest sposób przeżywania świata, który selekcjonuje doświadczenia, tak aby pasowały do uczestnictwa w dramacie społecznym”.

Neoautorytaryzm

Projekt polityczny obozu władzy, tak jak definiują go autorzy omawianego badania, to neoautorytaryzm. „Neo”, gdyż odwołuje się do demokratycznego imaginarium (to głos ludu-suwerena daje mandat do rządzenia nieograniczonego konstytucją i prawem, nad którymi dominuje „sprawiedliwość” jako emanacja woli narodu) i przeprowadza się w nim konkurencyjne wybory. Jednocześnie – i stąd jednak „autorytaryzm” – esencją tego projektu jest dominacja nad słabszymi, mniejszościami i obcymi oraz zawężenie solidarności do granic własnej wspólnoty narodowej, które nie są przykrym efektem ubocznym rządów, lecz składową ich legitymizacji.

Specyficzne obietnice neoautorytaryzmu i złożona wyborcom oferta kierowane są do różnych segmentów i klas społeczeństwa, odwołują się do charakterystycznych dla nich dyspozycji i pozwalają łączyć ludzi i grupy o różnych doświadczeniach osobistych. Same doświadczenia, co ważne, nie są bezpośrednim źródłem identyfikacji politycznej i poparcia dla praktyk obozu władzy, gdyż nie polegają one dziś na podpisywaniu się pod spójną narracją artykułującą interesy lub wartości. Identyfikacja z projektem wiąże się raczej „z własną selekcją [wątków i tematów politycznych] dokonywaną ze względu na osobiste zaangażowanie i specyficzne potrzeby kształtowane w relacji z politycznym liderem”.

Gdula w „GW”: Kaczyński buduje neoautorytaryzm

Trzy filary neoautorytarnej oferty PiS to rozliczenie elit, przynależność do wspólnoty narodowej uwzględniającej inny zestaw aspiracji niż właściwy tylko klasie średniej, wreszcie dominacja nad słabszymi.

Rozliczenie skorumpowanych, niemoralnych i wyalienowanych elit – to wątek może najmocniej odpowiadający niektórym stereotypom o wyborcach PiS jako pragnących odegrać się za swoje osobiste (prawdziwe lub wyimaginowane) – krzywdy. U innych z kolei wiąże się ono z dążeniem do przywrócenia moralnego ładu i uzyskania poczucia moralnej wyższości wobec „możnych”, nielojalnych wobec wspólnoty czy po prostu niegodnych swego statusu. Drugi element to – na swój sposób inkluzywna – wizja wspólnoty narodowej, która zwłaszcza osobom z klasy ludowej pozwala uzyskać poczucie przynależności do grupy „normalnych ludzi”. Wewnątrz tej grupy obowiązują reguły solidarności (np. na rzecz rodziców ponoszących ciężar wychowania dzieci), przy czym jest ona wyraźnie odgrodzona od „elit, «patologii» i obcych”, którym solidarność zwyczajnie się nie należy. Wreszcie, trzeci element – być może najbardziej zauważalny wśród klas średnich – to wymiar dumy i mocy realizowanych wobec grup słabszych czy uznawanych za niższe moralnie – od uchodźców przez „patologię społeczną” i kobiety aż po „odsunięte od koryta” elity ancien regime’u III RP.

Oferta polityczna neoautorytaryzmu nie jest prostą odpowiedzią na uprzednio zdefiniowane interesy czy wyznawane przez ludzi wartości – jak była mowa powyżej, identyfikacje polityczne i zaangażowanie realizowane jest w ramach dramatu społecznego. Scenarzystą i reżyserem jest polityczny lider – Jarosław Kaczyński, a jego zwolennicy odgrywają role ofiar reżimu III RP (traktujących politykę jako okazję do wymierzenia sprawiedliwości), dumnych Polaków, względnie ludzi moralnie czystych , realizujących swe aspiracje do kontroli i panowania. Jak piszą autorzy raportu: „poparcie dla PiS-u bierze się z gratyfikacji, jaką zapewnia uczestnictwo w kierowanym przez lidera dramacie politycznym”, a to z kolei „sprawia, że budowanie dla niego alternatywy nie może polegać na lepszym zaspokojeniu interesów grup «przypadkowo» przyłączonych do PiS-u. Alternatywa wymaga raczej tworzenia konkurencyjnych form zaangażowania w zmianę świata”.

Najpierw badania, potem diagnozy

Raport Dobra zmiana w Miastku… ma charakter przede wszystkim diagnostyczny, krytyczny wobec diagnoz potocznych czy popularnych w bliskich autorom środowiskach – ich zdaniem wynikających z braku odpowiednio pogłębionych badań. Maciej Gdula i jego współpracownicy nie wskazują konkretnych aktorów owej zmiany tj. wehikułów politycznych dla tych „konkurencyjnych form zaangażowania w zmianę świata”.

Gdula: Młodzi zaproponowali nowy pomysł na demokrację

Kreśląc pejzaż nowej sfery publicznej wymieniają, co prawda, aktora spoza obozu władzy, któremu udaje się dobrze odnaleźć w warunkach nowej sfery publicznej – są nim nowe ruchy społeczne. Organizują się one oddolnie, przekraczając dawne podziały między środowiskami trzeciego sektora, grupami nieformalnymi i partiami politycznymi. Mobilizują się przede wszystkim w sprzeciwie wobec wydarzeń generowanych przez władzę (jak Czarny Protest, KOD czy manifestacje na rzecz prezydenckiego weta w sprawie sądów), a nie, jak kiedyś, wokół tematów pozostających na marginesie głównego nurtu debaty publicznej (w rodzaju pacyfizmu, czy postulatu legalizacji marihuany). Zdaniem autorów raportu owe ruchy mają swój wymiar polityczny i przyciągają bardzo wielu obywateli zniechęconych do tradycyjnej polityki partyjnej, nie będą jednak mogły zastąpić partii w roli politycznej opozycji.

[oprac. Michał Sutowski]

***

Gdula-Nowy-autorytaryzm (1)Raport Dobra zmiana w Miastku. Neoautorytaryzm w polskiej polityce z perspektywy małego miasta został opracowany przez Macieja Gdulę przy współpracy Katarzyny Dębskiej i Kamila Trepki. Sfinansowano ze środków Fundacji im. Friedricha Eberta.

Recepty polityczne dla lewicy, jakie wynikają z raportu, będą przedmiotem książki Macieja Gduli „Neoautorytaryzm” , która ukaże się na początku przyszłego roku nakładem Krytyki Politycznej.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.

Komentarze archiwalne

  1. Nie mieszczę się nijak w żadnej z opisanych grup. Urodzony za komuny, średnie wykształcenie, Warszawiak, umowa o pracę, zarobki w granicach mediany. PO wzbudzała moje obrzydzenie srrwilizmem względem KK, SLD – kłamstwem (raz, w 2001 zagłosowałem na te szuje, licząc na złagodzenie ustawy antyaborcyjnej). Głosowałem zgodnie z sumieniem na Razem, gdyby ordynacja przewidywała drugą turę, zacisnąłbym zęby i głosował na PO.

  2. Ciekawa publikacja. Wnioski płyną z niej optymistyczne, choć pewnie nie pomyśli sponsorów tych badań.
    Po pierwsze, TK, marsze kobiet, KOD itp. to zjawiska kompletnie oderwane od rzeczywistości małego miasta i występują tylko w TV lub Internecie.
    Po drugie, PO przegrała, bo przekroczyła wszystkie miary przyzwoitości i nic nie wskazuje na to, aby była w stanie odbudować zaufanie. Nowoczesna w małym mieście, to zjawisko na miarę UFO. Zostało trochę postkomunistów, ale zupełnie zniknął ze świadomości PSL. Wśród młodych za to cieszą się sympatią siły na prawo od PiS.
    Po trzecie, monopol TV został złamany, prasa już praktycznie nie istnieje, a w Internecie każdy znajdzie bez trudu różne punkty widzenia.
    Wniosek generalny: Wystarczy tyle nie kraść, nie popadać w przesadę na miarę PO, rozwijać programy w rodzaju +500 oraz pilnować liczenia głosów w kolejnych wyborach, a totalnej opozycji i wszystkim od niej na lewo pozostanie tylko zagranica i życie na łasce jej dotacji.

  3. Skoro o badaniach na mój temat. Kura długo nie pobiega bez głowy, a państwo nie pociągnie bez mądrych rządów. A Morawiecki mówi „mnie tylko Polska interesuje”.

    Balcerowiczowe likwidowanie wszystkiego bo samo się zrobi? No, thanks.

  4. Gdula pyta ankietowanych o czarny protest, TK, Platformę. Nic ma nic o katastrofie smoleńskiej, w każdym razie nic nie ma w raporcie. Czyżby to było nieistotne?
    Co do neoautorytaryzmu to hmm…
    „Nie mnóżcie bytów ponad potrzebę „Zwłaszcza na podstawie 30 ankiet.
    Ale ogólnie super. Badanie potwierdza to, co jakoś tam intuicyjnie wiedziałem /domyślałem się. Dobrze by było, jakby ktoś wyłożył kasę na pogłębione badania.
    Podziękowania dla Pana Gduli i zespołu.

  5. Bardzo dobry artykuł, co rzadko się zdarza na KP. Ja jestem bardzo gorącym zwolennikiem analizy polskiej sytuacji w stylu Bourdieu. Książka „Style życia a porządek klasowy w Polsce” to jedna z ważniejszych książek w moim życiu. Są głosy, że takie podejście to roztrząsanie różnic między kolejnymi fazami neo-weganizmu ale to bzdura. Dzięki takim badaniom, zrozumiałem że tak naprawdę bliżej mi do klasy ludowej niż do klasy średniej. Mimo, że pochodzę z tzw. rodziny inteligenckiej z wielkiego miasta i jestem dość dobrze wykształcony. Kiedy czytam o pozycjach ludzi z klasy ludowej prawie zawsze sobie myślę „… wreszcie, ktoś rozsądny. Jako aktywista polityczny , mógłbym się z nimi dogadać, czegoś się nauczyć” Z kolei z moim środowiskiem, tzw. klasą średnią i ludźmi na „wejściu do średniej”i wyjściu do klasy wyższej” w ogóle nie mogę się porozumieć. Przynajmniej na tematy polityczne. Chyb, że mowa o ekonomii. Pozytywny wpływ takich prac to nie tylko „przypomnienie” dla chamów z awansu skąd pochodzą (moja interpretacja dlaczego tak jest). To także sygnał, że są jest spora grupa z którą możemy budować projekt polityczny. To wskazówka, które dyskusje polityczne mają sens w moim otoczeniu a które nie. To też wskazówka jak podejść i przekonać kogoś zamiast wymieniać oklepane hasła. Nic tylko zapisać się do Partii Razem:)

    1. „Z kolei z moim środowiskiem, tzw. klasą średnią i ludźmi na „wejściu do średniej”i wyjściu do klasy wyższej” w ogóle nie mogę się porozumieć.”W sumie to nic dziwnego. Ci ludzie jeśli krytykują PIS to za „rozdawnictwo” a w kwestiach obyczajowych jest często podobnie, a nawet gorzej niż u true katolików, tylko z innych względów.

      1. Tego rozdawnictwa to też nie rozumiem. Nie wiem czemu ludzie myślą, że jak obniży się podatki to im zwiększy się pensja. Nadwyżka na rynku zaraz to skoryguje. A transfery od kapitału do „pracy” zawsze są korzystne. Szczególnie przy naszych wygórowanych nierównościach w dochodach. Lepiej by było opodatkować kapitał bezpośrednio zamiast obciążać pensje, ale tutaj cała UE musiałaby się zgodzić na likwidacje rajów podatkowych. A wszyscy wiemy jakie są szanse.

  6. Całkiem mądre.
    Problemem demokratów jest to, że mądrzy ludzie, którzy mają pomysł co jest źle i co poprawić nie mówią, a jak mówią to krótko i nikt ich nie słucha. Nie ma raportów, analiz.
    Za to dużo pohukiwania Wolny Rynek, HuHuHU

  7. Mamy szukanie nie wiem jakich wniosków, z prozaicznej sytuacji PiS – wygrało, bo było jedyną normalnie funkcjonującą partią w Polsce z jakimś społecznym zakorzenieniem, prasą pisowską, środowiskami wokół i na to trzeba nałożyć wyjątkowo słaby, idiotyczny poziom PO, gdzie mój znajomy z PR-u tylko rozkładał ręce oglądając bezradnie kampanie Komorowskiego, a potem kolejną do parlamentu Kopacz, a jeśli weźmiemy stan innych środowisk w tym lewicy to dopiero mamy dramat.
    Kampania PiS to obietnica socjalna 500 plus, plus krytyka PO i to starczyło, ale z tego nie wyciągajmy nie wiem jakich wniosków, mogłoby się okazać, że minimum pracy da opozycji sukces, ale tego minimum pracy nie ma, jest praca ujemna w wykonaniu Schetyny, czy Petru, a na lewicy mamy samych samobójców, którzy nie rozumieją potrzeby zjednoczenia podzielonych środowisk i że lewica nie musi być w Polsce do któregoś miejsca po przecinku, że w ramach szerszej formacji jest miejsce, także dla gospodarczych pragmatyków, ludzi o nieco mniej dogmatycznych poglądach itd.
    Politycy PiS i Kaczyński nie posiedli nie wiadomo jakiej tajemnej wiedzy, a uczyli się kampanii rodem z USA, gdzie nawet spoty były zerżnięte ze starych kampanii Reagana, nawet za rządów PO to PiS dominował w debacie publicznej, narzucał tematy, zdominował swoimi głupotami przestrzeń publiczną do tego stopnia, że pancerna brzoza, czy seryjny samobójca – stały się częścią potocznego języka młodzieży.
    Czy tak trudno zebrać kilku specjalistów od PR-u, mediów społecznościowych i przygotować sobie pewien plan wyjścia z dołka, nowoczesnej kampanii politycznej – nie lepiej puszczać po kraju puste Bronkobusy i wierzyć, że będą na nas głosować wyborcy PiS.

    1. @ Adi
      ‚PiS – wygrało, bo było jedyną normalnie funkcjonującą partią w Polsce’

      Po zastanowieniu się, to jedyne dwie ‚normalne’ partie w Polsce to było PSL i PiS… Partie bez misji zbawiania świata, partie mające swój target i zdające sobie sprawę że trzeba mu robić dobrze. Co ma powiedzieć jakiś małomiasteczkowy inteligenciak który sobie przypomni artykuły w GWyborczej pomstujące na kułaków, pardon, nauczycieli i spojrzy na zadowoloną, rumianą twarz miejscowego Edka z warzywniaka którego JEGO partia głaszcze po główce?

      Czytając Krytykę wydaje mi się że lewica już sobie odpuściła, przestała udawać że wierzy w zdobycie władzy, a ponieważ już nie musi udawać, to zajmuje się tym co naprawdę lubi, czyli roztrząsaniem różnic między feminizmem czwartej fali, neofeminizmem reformowanym i czarnym alterfeminizmem.

      1. Sam Kaczyński i jego plan polityczny, religia Smoleńska i cała ta ideologia to nie są rzeczy normalne, więc jeśli na kogoś można liczyć, to na jego fobie, obłęd, że w końcu społeczeństwo dojrzy, że rządzi nami nienormalny facet. Natomiast opozycja nie daje sobie specjalnie szansy, żeby dać się polubić, wybrać i na prawdę po drugiej stronie mamy samych politycznych analfabetów, co jeden to gorszy.
        Krytyka Polityczna przyczyniła się do bardzo złych rzeczy na lewicy i nie przypadkiem 15 lat funkcjonowania pisma, to systematyczne zanikanie lewicy na scenie politycznej, aż do jej totalnej marginalizacji i wypadnięcia nawet z grona ugrupowań parlamentarnych.

        1. Niestety, religia smoleńska jest obecna od dawna w naszym życiu politycznym. I każdy kto głosuje na PiS wie o jej istnieniu. Widocznie albo mu się ona podoba, albo nie przeszkadza. Tak więc nie liczyłbym że ‚społeczeństwo dojrzy’. Natomiast faktem jest że PiS może rozłożyć sam siebie. Ale nie wiem czy to dobrze. W obecnej sytuacji społecznej oznacza to wzrost poparcia raczej dla narodowców nie dla liberałów czy lewicy.

          Krytyka Polityczna to odpowiednik prawicowych dziennikarzy piszących o nadprzyrodzonym wymiarze władzy od boga się wywodzącej, czy z płomieniem w oczach dyskutujących czy Pakt Lanckoroński mógł powstrzymać tow. Ziuka. Ot, nisza, jeśli chodzi o wpływ na Masy nie mająca porównania z Gangiem Świeżaków. Tyle że prawica ma też skutecznych ludzi od codziennej ‚roboty’, od urabiania mas. A dla Prawdziwej Lewicy masy są w gruncie rzeczy obce, niezrozumiałe i się ich nie lubi. Zamiast pracy u podstaw mamy ostentacyjną pogardę dla jakiegokolwiek kompromisu i dzielenie się na Coraz Bardziej Lewicowe Lewice. I w efekcie mamy sytuację jak w kapitalnym filmie Monty Pythona: ‚Gdzie jest Narodowy Front Wyzwolenia Palestyny?’ ‚O, tam siedzi!’.

          1. To, że pewne rzeczy funkcjonują i to przez lata narosło to wynik lenistwa i głupoty PO, bo osobiście dziwiłem się, że po pierwszym wyskoku Kaczyńskiego nie ma ma w TV orędzia prezydenta, a po kolejnym Macierewicz i Kaczyński nie siedzą w wiezieniu, bo to nie jest normalne, że pomawiać premiera o zdradę, zamach stanu, mord polityczny i wszyscy przeszliśmy przez te lata do tego jak do czegoś normalnego, od polska odchyłka od normy.
            Myślę, że nawet dziś zrobienie dużego i dobrego dokumentu o religii Smoleńskiej i pokazanie w jednym filmie pewnych rzeczy byłoby porażające, to oczywiście nie jest tak, że jeden dokument, artykuł wszystko zmieni, ale przynajmniej rozpocznie pewien proces.

        2. Lewicy w Sejmie w zasadzie od 1939 roku nie było, bo L w SLD lewicą ich nie czyniło a paria Palikota to była taka incydentalna wydmuszka.
          Lewicę trzeba dopiero w Polsce zbudować, dotrzeć do ludzi – pierwsza jaskółka to dla mnie Razem. Niestety, obawiam się, że jeszcze przedn nami długa droga.

  8. Kuźwa ludzie przestańcie kasować te komentarze. W ogóle nie wiadomo za co można usunąć czyjąś opinię. Jest tu po prostu widzimisie moderatora.

  9. Akurat to oczywiste dla każdego kto nie był typowym publicystą z wyborczej czy polityki. Swoją drogą to wybitnie świadczy o nędzy polskich mediów, których przedstawiciele są oderwani nawet od klasy średniej i uważają, że na wszystki znają się najlepiej.

  10. W mojej rodzinnej gminie PiS w 2015 roku zdobył 58% (zgadliście, byli poddani kajzera Franca Jozefa).

    Kilka uwag do interpretacji wyników:
    – to że ‚argumentacja na rzecz konieczności ściślejszej kontroli beneficjentów programu Rodzina 500+ (…) szczególnie często spotykana była w klasie ludowej’ nie wynika z ‚poczucia mocy’ tylko ‚ludowego’ poczucia sprawiedliwości. Taka ciekawostka- na blogu WO ktoś wygadał się kiedyś że walczy w sądzie o to aby nie musiał płacić alimentów na matkę, bo ta wszystko przepija. Wzbudził oburzenie bo matce pieniądze się należą z mocy prawa i może z nimi robić co chce. Tu jest podobnie – sytuacja że ‚ja muszę robić a ten siedzi, nic nie robi i mu płacą’ powoduje dysonans: ‚tak być nie powinno!’;

    – to że konserwatywne owieczki uważają że ‚jak trzeba wyskrobać to trzeba’ to też nie jest dla mnie nic dziwnego. ‚Kościół Kościołem a żyć trzeba’ – znam tę postawę aż za dobrze. Tu tkwi i słabość KK, i siła (bo wszelkie ‚ograniczanie’ wolności przez KK nie spowoduje że owieczki się odwrócą – owieczki zrobią co uważają za słuszne nie słuchając KK, a potem pójdą w niedzielę na msze);

    – ‚esencją tego projektu jest dominacja nad słabszymi, mniejszościami i obcymi oraz zawężenie solidarności do granic własnej wspólnoty narodowej’ – dla mnie najważniejszą składową jest to ostatnie. Wyrażenie ‚narodowy socjalizm’ kojarzy się jednoznacznie, ale po prostu nie ma lepszego określenia na ‚projekt’ zaproponowany przez PiS. I to stawia lewicę w prawie beznadziejnej sytuacji. Jej oferta ‚socjalizmu’ jest zaszachowana przez taką samą ofertę PiSu, a podczas gdy lewica mówi potencjalnemu wyborcy ‚to źle że jesteś szowinistycznym, polskim katolikiem’, druga strona uśmiecha się ‚to dobrze że jesteś szowinistycznym, polskim katolikiem’.

    1. że też chciało ci się siedzieć u Orlińskiego. Dla mnie to banda zgredów robiąca sobie dobrze w swoim bąbelku i bawiąca się w onetowe pyskówy. Sam gospodarz to bufon, który obraża się jak panienka gdy ktoś ma czelność mieć inne zdanie.

      1. Ależ ja tam czytałem (i czytuję dalej) tylko niektórych komentujących. Nie powiem których bo to może być dla nich pocałunek śmierci 🙂 A co do samego gospodarza, to jest to właśnie kwintesencja polskiej Lewicy – gdzie dwóch lewicowców tam trzy partie lewicowe 🙂

    2. Bardzo trafna diagnoza. Tak właśnie myśli małopolska pipidówa. Konserwatywna, zacofana, relatywistyczna. To poczucie sprawiedliwości też jest b. względne. Wrażliwość tylko dla siebie. Dla innych pełna bezwzględność. Złodzieje to ci na górze, elity, ale jak sami robili fuchy w godzinach pracy – to „obrotni”. Wcale im się to nie kłóciło z VII Przykazaniem, choć nie opuszczą żadnego nabożeństwa. Komuny też nienawidzą choć cały awans społeczny, miejsce pracy, wykształcenie, wczasy nad morzem, darmową edukację, darmowego lekarza, wcześniejsze emeryturki, ryntki, mieszkanie w bloku dostali i żyło się im znacznie lepiej niż ich rodzicom i dziadkom choć nie pracowali ciężej. Taki kołtun. Z tym „wyższym” wykształceniem to też żadne kryterium. Cóż to za wybitne wykształcenie po jakiejś tam wieczorówce. Książkę 1 na rok czytają, żadnego przygotowania humanistycznego.

  11. Bardzo naciągnięte wnioski. Dużo by o tym pisać ale że jestem w pracy to tak na szybko tylko jeden przykład: traktowanie „elit ancien regime” jako grupy słabszej (!) – tylko po to, by wykazać, że to nie populizm a „neoautorytaryzm”. Gdula zrobił badania pod głoszoną przez siebie od dawna tezę, że lewica powinna opierać się na klasie średniej a nie ludowej.

    1. A ma inne wyjście? Przynajmniej w Polsce? Przecież nie usunie ze swojej agendy „uchodźców”, genderów, wegetarianizmu i multikulti. A lud reaguje na te tematy tak jak reaguje…