Miasto

Widmo modernizmu krąży po Krakowie

Krakowski Szkieletor to kościotrup późnego modernizmu, zakopany po '89. Za to hotel Forum jest czymś w rodzaju zombie.

Byłem w krakowskim hotelu Forum raz wcześniej. Była połowa lat 90., letnie wakacje od wczesnej podstawówki. Nie żebym tam spał: w hotelu zatrzymali się Znajomi-zza-Granicy, których odwiedziłem tam razem z matką. Miałem wrażenie, że jestem w jakimś innym świecie, który jest drogi, elegancki oraz „zachodni”.

Późnomodernistyczna architektura na wielką skalę w wielu wypadkach zestarzała się, zanim została oddana do użytku. Nowoczesne wyposażenie ukończonych budowli kontrastowało z zestarzałymi formami. Hotel Forum (1978–1989), którego projekt tchnął duchem „późnego Gierka”, nie nadawał się zupełnie na symbol luksusu czasów neoliberalizmu, zwłaszcza w Krakowie – mieście JPII, Wawelu oraz gołębi (narracje turystyki prawicowej, szkolnej oraz „nowej klasy średniej”). W ciągu zaledwie trzynastu lat z „jednego z najnowocześniejszych budynków w Krakowie” stał się miejscem upadłym, opuszczoną quasi-ruiną, materialnym symbolem klęski gierkowskich prób modernizacji.

W Krakowie podobnych miejsc, w których straszą widma późnego modernizmu, jest kilka. Najbardziej efektownym obok hotelu jest tzw. Szkieletor – niedoszły wieżowiec Naczelnej Organizacji Technicznej (NOT). Jego budowa, rozpoczęta w 1975, porzucona w 1979, niewznowiona do dziś mimo szeregu rozmaitych projektów, stanowi materiał na całą książkę. Obok hotelu stanowi dzisiaj największą powierzchnię reklamową miasta.

A jednak między tymi cmentarzyskami modernizmu jest jedna zasadnicza różnica: Forum jednak funkcjonowało, jest przestrzenią, której wnętrza można dzisiaj uprzątnąć, by zorganizować w nich paintball, skatepark, plan zdjęciowy filmu fabularnego lub festiwal współczesnej muzyki (Unsound). O ile Szkieletor pełni w miejskiej tkance Krakowa rolę kościotrupa późnego modernizmu, którego zakopano wraz z przemianami roku 1989, o tyle hotel Forum jest czymś w rodzaju zombie.

Walka o Hotel Widmo

Zombie trzeba zabić, prawda? Wiemy doskonale, że jak jest jeden, to zaraz przyjdą następne – wylezą zewsząd, otoczą nas i pożrą. Zgodnie z tą logiką planowano wyburzenie Forum i zbudowanie tam grupy apartamentowców. Nowoczesny kompleks przestał być funkcjonalny z punktu widzenia logiki generowania przychodów – a przed tym wszak trzeba się bronić! Tymczasem jednak zmienił się język mówienia o reliktach socmodernizmu. Chociaż cały czas zdarzają się przypadki takie, jak „remont” dworca w Katowicach, to jednak społeczny klimat zmienił się na tyle, że Forum udało się obronić.

Zanim to nastąpiło, architekta hotelu, Janusza Ingardena, oskarżono o wadliwe zaprojektowanie konstrukcji budynku. Potrzebny był pretekst do jego wyburzenia, szukano więc rozmaitych powodów. Spółka powoływała się na skutki powodzi, które miały być szczególnie groźne dla konstrukcji ze względu na anegdotyczna socjalistyczną fuszerkę panującą na każdym etapie budowy hotelu – od projektu do wykonania. Spór w tej sprawie ciągnął się parę lat. Ostatecznie Ingarden został oczyszczony z zarzutów, sam jednak tej chwili nie dożył.

Architekta hotelu, Janusza Ingardena, oskarżono o wadliwe zaprojektowanie konstrukcji budynku. Ostatecznie został oczyszczony z zarzutów, sam jednak tej chwili nie dożył

Tymczasowa adaptacja piwnic Forum do gry w paintballa była w tym kontekście pomysłem, który celnie puentował towarzyszącą hotelowi atmosferę. Nie udało się zombie zniszczyć, ale można było sobie przynajmniej do niego postrzelać. Wykorzystanie ruiny Niegdyś w hotelu mieściły się (między innymi): basen, sauna, solarium, studio odnowy biologicznej, korty tenisowe, minigolf, sklepy, butiki, fryzjer, biuro podróży, pralnia, kwiaciarnia, kantor, kiosk, perfumeria oraz kasyno. Dzisiaj jest przede wszystkim miejscem tymczasowych akcji, nastawionych na eksplorację. Jego główną atrakcją stała się widmowość: przyciąga dopóty, dopóki pozostaje nieoswojony. Regularnie użytkowany jest tylko jako monstrualny, największy w Polsce, bilboard.

W Krakowie, jak w każdym szanującym się współczesnym mieście, przestrzenie będące porażkami modernistycznego planowania stają się najlepszymi skatespotami. Zjawisko to jest na tyle powszechne, że powstała cała spójna teoria (Iain Borden) analizująca wtórne przekształcanie przestrzeni przez skateboardzistów w akcie jazdy. Najlepsze przestrzenie do jazdy to dzikie miejsca wewnątrz miast, na rozmaity sposób opuszczone, pozostawione na uboczu. Mogą to być tereny postindustrialne lub wytyczone przez miejskich planistów; miejsca tymczasowe lub wielkie betonowe place. Można wręcz powiedzieć, że jeśli dane miejsce staje się skatespotem, to znaczy to, że stało się w takim lub innym sensie współczesną ruiną.

Weźmy aktualny krakowski przykład: jednym z najpopularniejszych skatespotów stała się ostatnio wielopasmowa ulica Lema, która prowadzi donikąd. Wybudowana niemal w całości, nie została dociągnięta do planowanego końca, ponieważ miasto postanowiło wykurzyć właścicieli brakujących posesji nie dając im de facto nic w zamian. W efekcie powstała wielopasmowa droga, która obecnie może pełnić jedynie rolę drogi dojazdówki do rozkopanej budowy hali widowiskowej. Wejście na taki obszar deskarzy przywraca go ludności miasta.

Przekształcenie hotelowego basenu w rampę było więc pomysłem w równej mierze genialnym, co logicznym. Taki sposób wykorzystania budynku nie mógł jednak generować trwałych przychodów – atutem hotelu były wszak otaczająca go aura tajemniczości oraz jego tymczasowość. Nieprzypadkowo owa „przestrzeń, w której zatrzymał się czas” jest z sukcesem wykorzystywana do przedsięwzięć efemerycznych. Uznany za ciało obce w miejskiej tkance, stał się przestrzenią działań bazujących na wykorzystywaniu napięcia pomiędzy nim a resztą miasta. Jest miejscem równocześnie egzotycznym oraz bliskim, obszarem wyłączonym spod obowiązujących praw kapitalizmu początku Xxi wieku. Stanowiąc tajemniczą przestrzeń zamkniętej przeszłości hotel stał się czymś pomiędzy muzeum a grobowcem.

Zombie pozostaje między nami. Nie został przekształcony w woskową figurę – z zewnątrz zakonserwowaną, wewnątrz wypchaną tym, co aktualnie modne (krakowski przykład – kino Kijów). Forum wegetuje w formie przetrwalnikowej: przyczajony, schowany za bannerami reklamującymi telewizyjne programy, zimne piwo, lub prezerwatywy. Znamienne, że jego najważniejszy filmowy występ miał miejsce w Mistyfikacji Jacka Koprowskiego – filmie, który oparty jest na pomyśle upozorowanej śmierci głównego bohatera. Można to uznać za trafną metaforę gierkowskich prób modernizacji – widmowe przedsięwzięcie prowadzone na kredyt. Ale może to śmierć Forum jest mistyfikacją? Może za wielkim bannerem dalej sypiają dziani biznesmeni oraz pierwsi celebryci doby transformacji?

Działanie przestrzeni

Monika Wiechowska jako bodaj pierwsza wykorzystała hotel Forum jako materię artystycznej akcji (Hotel Forum 1988–2006). Stworzyła fascynujący cykl fotografii dokumentujących opuszczone miejsce, które wydawało się być skazanym na wyburzenie. Patrzę na jedno z jej zdjęć – chyba przedstawia salę konferencyjną Cecylia, w której na ostatnim Unsoundzie grali m.in. Nguzunguzu. Zrobione jest z perspektywy wykładziny, rozmycie kadru sprawia, że można niemal zobaczyć jej miękkość. Wykładzina miała na koncert bardzo duży wpływ, znajomy bardziej obeznany z Nguzunguzu tłumaczył mi, że wytłumiała część dźwięków, sprawiając, że brzmieli inaczej niż w standardowych klubowych przestrzeniach. Przestrzeń koncertu działała bezpośrednio na dźwięki, zmieniając sposób ich odbioru.

Zmieniała również praktyki słuchania – udostępnione części hotelu tworzyły minilabirynt zachęcając do częstego przemieszczania pomiędzy poszczególnymi salami-scenami i doznawania sporej części muzyki jako dźwięków przytłumionych i odrealnionych. W tym konkretnym przypadku, te wydawać by się mogło banalne sprawy nabierały znaczenia – mam wrażenie, że nie tylko dla mnie. Różnica pomiędzy tym doświadczeniem, a sposobem doznawania muzyki w dużym klubie z kilkoma parkietami polegała na odwróceniu skali dostępności elementów zdarzenia – łatwiej jest dzisiaj wybrać się na koncert Kuedo (przypominam, świetny występ na OFFie) niż pójść na koncert do Forum. W efekcie specyfika dźwięku potęgowała poczucie przebywania w „autonomicznej strefie” zawieszonej gdzieś poza czasem, kryzysem i „apokaliptycznymi nastrojami roku 2012”.

Okazało się, iż na szczątkach modernistycznego projektu można dzisiaj budować nostalgiczny retrofuturyzm 

Podczas koncertu przez hotel przetaczały się tłumy nie widziane tam przynajmniej od dziesięciu lat. Stylowe korytarze tworzyły aurę (minionego) bogactwa oraz (niegdysiejszej) nowoczesności. Zapewne wiele osób uległo złudzeniu, że znajdujemy się „gdzie indziej”, chociaż miejsce to tak mocno uwikłane jest w kształt dzisiejszego kapitalizmu. Było to jednak swoiste Halloween – noc przebywania z modernistycznymi zjawami, które przez resztę roku odsuwane są na dalszy plan. Okazało się, iż na szczątkach modernistycznego projektu można dzisiaj budować nostalgiczny retrofuturyzm. Bo przecież właśnie to łączyło nas w ową mglistą sobotnią noc – wspólna iluzja pełnej niegdysiejszego blichtru podróży w czas sprzed końca, kiedy to muzyka wciąż była młoda, a wizje przyszłości prawdziwie wizjonerskie.

PS. Oczywiście jeżeli Szkieletor to kostucha, Hotel Forum – zombie, a kino Kijów – eksponat rodem z muzeum figur woskowych; to głównym duchem socmodernizmu jaki straszy w Krakowie jest oczywiście duch zdekapitowanego w roku 1991 marszałka Koniewa, po którym do dziś pozostał postument.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.