Miasto

Cieszyn, czyli teleportacja

Na konsultacjach społecznych dotyczących rewitalizacji zostałam nagle przeniesiona w czasie z roku 2016 do 2009.

Ostatnio Diana Lelonek przeniosła rośliny z byłego dworca PKS w Cieszynie do donic w centrum miasta. Roślinność, w tym poziomki (!),wyglądają na ulicy Głębokiej trochę jak w zapuszczonym sanatorium, trochę jak na wystawie w CSW.

Ich obecność kojarzy mi się ze spostrzeżeniami Juliana Przybosia, który spacerując po tym mieście w 1938 roku pisał z niepokojem: „Nabity niedawnym ruchem maszyn i słów uczułem, że spokój i łagodność perspektyw są chwilowe i złudne, że jedno słowo wymówione spowoduje tu jak w poemacie wybuch. Nie dowierzałem milkliwemu rynkowi, podejrzewałem zabawne, miłe domki z podcieniami (Linia i gwar, Julian Przyboś, „Zaranie Śląskie”, nr XIV 1938, s. 138.).

W celu przeniesienia Diana musiała uzyskać zgodę od Miejskiego Zarządu Dróg, który jest – bez ironii – moim ulubionym urzędem, przystającym na większość obywatelskich propozycji. Teraz też przystał, na dodatek z troskliwym pouczeniem, że „przesadzając byliny i mchy należy upewnić się, czy nie ma wśród nich gatunków chronionych”. Jest w tym coś wzruszającego, że MZD dba o rośliny, który zarosły miejsce wstydu i za nic mają sobie przepychanki – w pewnym sensie już zakończone – z inwestorem, który chce w tym miejscu postawić galerie handlową.

Rośliny przypominają mi o nieuchronnym krachu drobnego handlu w śródmieściu. Oczywiście, jeśli na terenie byłego PKS-u faktycznie powstanie sklep wielkopowierzchniowy. A przecież wcale nie musi!

Wiosną być może przesadzimy byliny na łąkę, gdzie znajdował się kiedyś amfiteatr. Obecnie służy on za parking, a ktoś zgłosił do budżetu obywatelskiego pomysł, aby przestać czekać na cud i zasiać na terenie amfiteatru kwiatki, bratki i stokrotki.

Niewątpliwie Cieszyn to miasto teleportacji – nie mylić z deportacją, choć jest w tym miejscu na pewno prostsza ze względu na Czeski Cieszyn. Teleportacje Cieszyńskie są nie tylko fizyczne, jak w przypadku przenoszenia kwiatków, ale i mentalne.

Raz na jakiś czas zdarzają się tutaj takie reminiscencje. Przykładowo, w zeszłym tygodniu byłyśmy z ekipą Świetlicy Krytyki Politycznej na konsultacjach społecznych, dotyczących rewitalizacji. I nagle zostałam przeniesiona w czasie z 2016 do 2009.

Podczas konsultacji wyjaśnione zostało, co to jest za proces, ta cała rewitalizacja. Uczyniło to trzech mężczyzn, ekspertów. Dwóch z nich nawet było miłych. Trzeci był developerem. Na początek rzucił żart o tym, że żałuje, iż w jego mieście (Arnhem) kościół katolicki przejęli ewangelicy. Nikt go chyba nie poinformował, że w Cieszynie mieszka sporo ewangelików, więc żart się nie udał. Później było już tylko gorzej.

Nie piszę o tych konsultacjach, aby pochwalić się, że w Cieszynie dostrzeżono potrzebę rewitalizacji poprzez zaproszenie tutaj trzech mężczyzn. To całkiem normalny odruch, zwłaszcza, kiedy zobowiązuje do rewitalizacji odpowiednia ustawa (plus, kiedy nie zwraca się uwagi na to, że ekspertkami są też kobiety).

Tutaj jednak pojawił się pewien paradoks. Otóż, rewitalizacja ma miejsce od dawna. Co więcej, opowiada się o niej poza Cieszynem i podaje jako przykład unikalnych działań oddolnych. Ba! Przyjeżdżają ją „oglądać” ludzie z całej Polski i zagranicy. Słyszeliście o Fundacji i Stowarzyszeniu Być Razem? Organizacja pracuje z bezdomnymi, samotnymi matkami, dziećmi, a nawet utworzyła markę Well Done. Robi to od 1996 roku. Powstała „w odpowiedzi na bierność i instytucjonalizację systemu pomocy społecznej”. A o Zamku Cieszyn? Nie tylko przeprowadził szereg konferencji i spotkań o rewitalizacji, ale sam prowadzi takie działania np. w ramach projektu Human Cities. Powołał też do życia obiekt, zajmujący się „ożywianiem” śródmieścia. I rewitalizował ten obszar przez siedem lat. Nikt nie zauważył?

Nic dziwnego. Pewnych procesów nie widać. Czasem nie widać ich od razu, a czasem trzeba uznać, że nie są mierzalne i zakończone konkretnym policzalnym efektem.

Niestety, wydaje mi się, że w przypadku Cieszyna nie tyle ich nie widać, co raczej regularnie się je unieważnia. A rewitalizacja (jak wiosna) „przychodzi pieszo”. To proces, który zaczyna się od mieszkańców i nie da się nim sterować, można go raczej koordynować, być uważnym, słuchać.

Tak czy inaczej. Wszystko się zmienia i zakładam, że działania społeczne będą od „czasu rewitalizacji” odbierana jako ważne i mądre. Bo w końcu teraz oficjalnie „trzeba” je robić!

**Dziennik Opinii nr 342/2016 (1542)

Bio

Anna Cieplak

| Animatorka kultury, pisarka
Animatorka kultury, aktywistka miejska, autorka książek "Zaufanie" (2015), "Ma być czysto" (2016). Na co dzień pracuje z dziećmi i młodzieżą (od 2009 w Świetlicy Krytyki Politycznej "Na Granicy" w Cieszynie), nagrodzona za działalność w zakresie kultury przez MKiDN (2014), stypendystka programu "Aktywność obywatelska" (2015).

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.