Kraj

Eduhoroskop, czyli 7 wróżb na 2018

Co czeka polską edukację? Przepowiednie i wróżby przygotowała Justyna Drath, nauczycielka i polityczka.

W świetle tego, co przeszła polska edukacja w 2017 roku, przewidywania dotyczące jej przyszłości wydają się łatwą pożywką dla Kasandry, ale trudnym materiałem do stawiania horoskopów, które we współczesnym świecie powinny nas raczej pocieszać. Chcąc zachować tę konwencję i jednocześnie realizm, udało mi się ostatecznie wywróżyć z kredy cztery niepomyślne horoskopy i wynaleźć trzy dobre wróżby.

Złe wróżby:

1. Reformowanie to nadal będzie tylko deformowanie

Nazywanie reformą przeprowadzanych przez Annę Zalewską zmian jest oczywiście nadużyciem. Ale nazwa tych zmian jeszcze silniej utrwala już wcześniej istniejącą złą praktykę poczucia, że na tym polega reformowanie szkoły. Wystarczy kilka fantazyjnych decyzji bez liczenia się z kosztami, ludźmi i odpowiedzialnością. „Reformować” oświatę to znaczy: poprzesuwać budynki z jednej gminy do drugiej, zwolnić, zatrudnić, dorzucić do programu i zamieszać. Po raz kolejny to mieszanie w edukacyjnym kotle zastąpiło uruchomienie debaty, na którą już od dawana jest za późno: jak uczyć i czego, czym ma być szkoła w dzisiejszym świecie. Likwidacja gimnazjów zwolennikom reformy przyniosła zapewne złudne poczucie sentymentalnego powrotu do ładu i jakości. Przeciwnikom – poczucie jałowej, zmarnowanej i zlekceważonej pracy. Jest też  wyzwaniem dla kolejnych rządów. Czy skuszą się na zamieszanie w tym kotle raz jeszcze? Czy będą przeprowadzać zmiany w podobny sposób? Wszelkie ruchy planet sprawiają wrażenie, że jest to możliwe.

Ta reforma ma stworzyć człowieka na modłę PiS: posłusznego, biernego nacjonalistę

2. Zapomnimy, że edukacja to wspólnota

Regularne demonstracje związkowców, oddolne ruchy rodziców i uczniów, ogólnopolski strajk, protesty ekspertek i uczonych, wreszcie – milion podpisów za referendum w kwestii reformy gimnazjalnej zostały zlekceważone. To kolejny krok w stronę budowania systemu, w którym oświata nie jest postrzegana jako żywa tkanka delikatnych powiązań, tylko system oparty na centralnym zarządzaniu. Wspólnotowość i demokracja, tak często w deklaracjach partii rządzącej nazywane wartościami istotnymi, stały się tylko pustymi hasłami. Jest to zaprzepaszczona szansa, której skutki mogą stać się fatalne: bez współpracy rodziców, nauczycieli i uczniów nad kształtem polskiej szkoły z nowoczesną edukacją możemy się pożegnać. Będziemy coraz bardziej wyalienowani ze swoimi potrzebami – jako uczniowie, nauczyciele i rodzice. Będziemy obwiniać samorządy, na które już spadły bolesne konsekwencje reformy minister Zalewskiej.

3. Profesor Bladaczka kontratakuje

Trudno sobie poradzić z myślą, że oświata, dziedzina decydująca o społecznej przyszłości, jest w gruncie rzeczy zarządzana przez sumę partykularyzmów, chaos i fuszerkę. Bywało tak i wcześniej, ale chyba nigdy na taką skalę. Z perspektywy siedzenia za biurkiem szkoła wygląda inaczej niż z perspektywy przeładowanego dziećmi korytarza. Skutki pośpiesznych i niedbałych zmian spadają na przepracowanych i niedoinwestowanych uczących, zagubionych rodziców i coraz bardziej pozbawione wsparcia dzieci. Dorzucenie dwóch działów i siedmiu lektur na papierze wygląda może nawet imponująco, ale nie wtedy, kiedy w trakcie lekcji, na której przemęczeni zadaniami domowymi uczniowie próbują odreagować stres, a nauczyciel nie ma czasu na innowacyjne metody nauczania, tylko goni z „materiałem”. Coraz bardziej przeładowany i skostniały, nienadążający za zmieniającym się światem i niedbale przygotowanym programem, jeszcze bardziej oddala nas od wizji szkoły, która pozwala nam się mierzyć z rzeczywistością, a przybliża nas do funkcjonowania w obrębie sztucznie skonstruowanej bańki – gombrowiczowskiej gry pozorów – my wyrecytujemy swoją lekcję, a uczniowie wyrecytują swoją. W dokumentach wszystko będzie się zgadzać. Lekcje przyszłości będą przypominać te z profesorem Bladaczką.

4. Pogłębi się proces selekcji

Proces segregacji uczniów będzie postępował. Do tej pory był hamowany na prowincji dzięki gimnazjom, teraz uczniowie w wielkich molochach uczeni przez objazdowych ledwo żywych ze zmęczenia belfrów będą szybciej odpadać z edukacyjnego procesu. Zmiany w programie będą również podważać zaufanie do jakości publicznego systemu nauczania. Świadomi i zamożni rodzice, będą umieszczać swoje pociechy w szkołach prywatnych, mając nadzieję, że zapewnią one lepszą jakość albo przynajmniej większą swobodę i indywidualne podejście do ucznia. To samo będzie działo się z nauczycielami, których w dodatku wkrótce dopadną zmiany w Karcie Nauczyciela. Selekcja negatywna w zawodzie będzie miała teraz kilka poziomów, nie tylko czynnik finansowy. Reforma skróciła także rok obowiązkowej nauki. To wszystko nie jest nas w stanie zaprowadzić do świata, w którym dbamy o jakość usług publicznych i wyrównujemy szanse.

Dobre wróżby:

1. Kobiety przejmą ster

To był rok kobiet – także w szkole. Od uczennicy Zofii Kaczmarek, młodej astronomki, przez wspaniałe uczące, takie jak Marta Florkiewicz-Borkowska, germanistka, która otrzymała tytuł Nauczycielki Roku 2017 czy protestujące nauczycielki z Zabrza aż do Doroty Łobody – liderki edukacyjnego ruchu oporu przed reformą, mądrze łączącego rożne środowiska – kobiety w edukacji w ubiegłym roku były coraz bardziej wyraźnym i słyszalnym głosem. Wszystkie znaki na niebie wskazują, że to będzie postępowało nadal – w końcu sfeminizowana specyfika oświatowego środowiska daje taki potencjał. Wyobrażam sobie oświatę, która nie będzie aż tak bardzo naznaczona rywalizacją i biurokracją, tylko będzie oparta na wymianie międzypokoleniowych doświadczeń, współpracy i empatii. Jest prawdopodobne, że stanie się do dzięki sile kobiet.

2. Młodzi zabiorą głos

Strajk rezydentów – wyznaczył nową oś politycznych starć – pokoleniową. Bardzo powoli, ale jednak budzi się świadomość interesów młodych nauczycieli, dla którego skutki reformy Zalewskiej i zmian w Karcie będą przecież najbardziej namacalne. Czy młodzi zawalczą nie tylko o podwyżki, ale także o przyszłość oświaty? Dyskusja już się toczy, na nowo zostają formułowane jej postulaty – liczebność klas, autorytet nauczycieli i zwiększenie nakładów na oświatę to niektóre z nich.

Dla tej sprawy wszyscy powinniśmy głodować!

Zawód nauczyciela, tak samo jak lekarza, jest obarczony koniecznością poczucia misji, której uczący staje się zakładnikiem; wymusza się na nim poświęcenie, pracę ponad siły – w końcu w grę wchodzi dobro uczniów. Lekarze podkreślali: nie da się skutecznie i „z powołaniem” leczyć i godnie, spokojnie żyć; musimy wybierać – praca z zaangażowaniem albo życie. Jeśli młodzi nauczyciele nie poczują potrzeby walki o brak wyborów, nikt za nich tego nie zrobi.

3. Zastanowimy się nad tym: czego chcemy od szkoły

Im gorzej tym gorzej – nie wydaje się dobrą wróżbą, ale może dzięki temu, że zmiany, które przejdą przez polską szkołę, nie pozostawią raczej nikogo obojętnym – zawalczymy w końcu o priorytety i przyszłość. Obecność lekcji katechezy nie będzie już tak przezroczysta jak do tej pory, zastanowimy się nad tym, jakiej chcemy uczyć historii i jakie wartości są dla nas ważne – a które z nich przekazywać następnemu pokoleniu. Skoro siła zawsze tkwi w kamieniach, po których przetacza się lawina, mam przynajmniej nadzieję, że będziemy kamieniami myślącymi.

Bio

Justyna Drath

| Nauczycielka, członkini partii Razem
Absolwentka polonistyki i filmoznawstwa na UJ. Nauczycielka, działaczka społeczna, członkini ZNP i uczestniczka Kongresu Ruchów Miejskich. Członkini partii Razem. Broniła Krakowa przed likwidacją szkół i Młodzieżowych Domów Kultury. Współtworzyła kampanię referendalną komitetu Kraków Przeciw Igrzyskom. Organizowała działania na rzecz demokracji lokalnej, kierowała klubem Krytyki Politycznej, pomagała w organizacji Manify.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.

Komentarze archiwalne

  1. To prawda awans zawodowy będzie dłuższy i nieopłacalny. Już dziś początkujący nauczyciel zarabia mniej niż można zarobić w Biedronce, Lidlu czy innym takim sklepie. To dobrze, że w handlu są lepsze zarobki. Byłoby miło gdyby w edukacji też było lepiej. W końcu chcemy dobrze wykształconych ludzi. Chociaż może nie chcemy.
    Co do uczniów to czasami trochę mi ich szkoda. Na prawdę oczekuje się od nich wiele, czasem chyba za dużo. Np. w drugiej klasie technikum informatycznym jest 18 przedmiotów. Ok dwa z nich to wf i religia. Zostaje jeszcze 16. Semestr ma 18 tygodni. Jak Państwo myślicie ile mogą mieć sprawdzianów w ciągu tych 18 tygodni? I ile jest ich średnio w tygodniu?

  2. W leadzie powinno być „polityczka” zamiast „polityczna”. Proszę usunąć komentarz po korekcie 🙂