Gospodarka

Dochód podstawowy – dla klimatu i dla prekariatu

Podatek od wykorzystania dóbr wspólnych – zarówno tych, które się wyczerpują, jak i odnawialnych – może zapewnić wszystkim bezpieczeństwo finansowe.

Siłą napędową każdego postępowego przełomu na przestrzeni dziejów były żądania jakiejś wielkiej wyłaniającej się klasy. Dziś motorem postępowej transformacji musi być zatem prekariat, a aby go do niej przekonać, potrzeba strategii, która przyciągnie większość różnorodnych jego odłamów.

Praca zamiast zatrudnienia to ekologiczna konieczność

W odróżnieniu od proletariatu, który pragnął przede wszystkim bezpiecznego zatrudnienia, postępowa część prekariatu domaga się przyszłości opartej na bezpieczeństwie egzystencjalnym, a przy tym kładzie silny nacisk na ekologię – ochronę środowiska, krajobrazu i dobra wspólnego. Te wartości traktuje priorytetowo. Dla proletariatu natomiast, związków zawodowych i ich politycznych przedstawicieli najwyższą wagę mają miejsca pracy – nawet za cenę degradacji środowiska.

Prekariat jako klasa ma transformacyjny potencjał między innymi dlatego, że, nienawykły do stabilnej pracy, jest również mniej podatny na fałszywą świadomość: wiarę, że odpowiedzią na brak stabilizacji finansowej jest tworzenie nowych miejsc pracy i pracowanie coraz dłużej. W XX wieku komentatorzy głównego nurtu uważali, że organizowanie coraz większej liczbie ludzi coraz większej ilości pracy jest postępową polityką, bo oferuje najlepszą drogę wyjścia z biedy. Wielu ludzi dało się złapać w tę pułapkę.

Koniec świata, jaki znamy, czyli cztery przyszłości po kapitalizmie

Tymczasem przez setki lat pomysł przykucia wszystkich do pracy przez większą część życia wydawał się rzeczą co najmniej osobliwą. Starożytni Grecy uważali pracę zarobkową za niegodną obywatela. Było to społeczeństwo hierarchiczne i seksistowskie, jednak charakterystyczne dla ówczesnych Greków rozróżnienia między pracą zarobkową a pracą jako taką oraz między czasem wolnym (schole) a rozrywką są kluczowe dla rozumienia, czym jest dobre życie.

Być pracownikiem najemnym oznacza znajdować się w sytuacji poddaństwa, podlegać jakiemuś szefowi. To nie jest naturalny stan człowieka i nie prowadzi do emancypacji. W XIX wieku z zatrudnieniem wiązało się piętno wstydu; często mówiono tak o kobietach sprowadzonych do roli służby domowej. W pierwszych latach istnienia Stanów Zjednoczonych pracownikom najemnym odmawiano prawa głosu, uzasadniając to faktem, że skoro nie posiadają majątku, nie są niezależni.

Szantaż pracy i banalność zła

czytaj także

Szantaż pracy i banalność zła

Félix Talego Vázquez, Angelina Kussy

Polityka zmierzająca do transformacji musi propagować takie rodzaje pracy, które nie wyczerpują zasobów planety i które sprzyjają rozwojowi w sensie greckiego pojęcia schole – dążenia do wiedzy i sensu zamiast nieustanie rosnącej konsumpcji. A to wymaga nowego spojrzenia na pracę, nowej polityki gospodarowania czasem, a także odtowarowienia edukacji tak, aby znów służyła swojemu pierwotnemu celowi, czyli przygotowaniu młodzieży do roli obywatelek i obywateli. Przede wszystkim jednak ta nowa polityka musi wprowadzić nowy system dystrybucji dochodów, bo tego wymaga nowe rozumienie pracy.

Taki system musi dostrzegać, że płace nie będą szybko rosnąć, a niwelowanie nierówności i zapewnienie bezpieczeństwa ekonomicznego prekariuszom wymaga zapewnienia innych źródeł dochodów. Musi brać pod uwagę granice wytrzymałości planety i propagować taki styl życia, który tych granic nie narusza. System dystrybucji dochodów musi również oferować prekariuszom perspektywę przyszłości, w której odżyją wartości oświeceniowe. „Dobre społeczeństwo” to takie, w którym każdy człowiek ma zapewnione podstawowe bezpieczeństwo – niezależnie od płci, wieku, pochodzenia etnicznego, religii, sprawności oraz od tego, czy i jaką wykonuje pracę. Podstawowe bezpieczeństwo jest nie tylko ludzką potrzebą, ale także naturalnym dobrem publicznym, ponieważ – w odróżnieniu od rynkowych towarów – zapewnienie go jednej osobie nie pozbawia tego bezpieczeństwa nikogo innego.

Szarfenberg: Dochód obywatelski to nie utopia

Skoro zaś nie można oczekiwać, że bezpieczeństwo prekariatu uda się oprzeć na wzroście płac, nowy system musi znaleźć inne mechanizmy, które to bezpieczeństwo zagwarantują. Takim mechanizmem jest przechwycenie dla społeczeństwa dochodu z renty. Powinniśmy wypatrywać tego, co przewidział Keynes, a co się jeszcze nie ziściło: „eutanazji rentierów”. Jednym z możliwych sposobów przechwycenia dochodu z renty jest przywrócenie dobru wspólnemu należnej roli w dyskursie politycznym. Dobra wspólne – naturalne, społeczne, obywatelskie, kulturalne i intelektualne – w erze neoliberalnej są rozkradane przez grodzenie, utowarowienie, prywatyzowanie i kolonizowanie.

Dochód z użytkowania wspólnych zasobów powinien być równo dzielony między wszystkich obywateli. Aby to było możliwe, należy przenieść punkt ciężkości systemu podatkowego: ograniczyć opodatkowanie dochodów i konsumpcji oraz znacznie rozszerzyć opodatkowanie komercyjnej eksploatacji dóbr wspólnych, co będzie zachęcać do oszczędnego nimi gospodarowania. Opłaty od wykorzystania dóbr wspólnych powinny stać się głównym źródłem dochodów publicznych: podatki od wartości ziemi i od transferów bogactwa, opłaty za emisję dwutlenku węgla i zużycie wody, podatki od przychodu z własności intelektualnej i użytkowania danych osobowych, opłata za szczególnie częste podróże lotnicze czy wreszcie podatki od każdego przychodu powstałego z eksploatacji zasobów naturalnych, które są wspólną własnością nas wszystkich.

Wszystkie te podatki i opłaty zasilałyby Fundusz Dobra Wspólnego – demokratyczny odpowiednik państwowych funduszy majątkowych, jakie istnieją w ponad sześćdziesięciu krajach. Wtedy można będzie postawić pytanie, jak wykorzystać te środki, by przybliżyć społeczną transformację. Fundusz powinien się rządzić prawidłami ekonomii, a inwestować go należy wyłącznie w takie przedsięwzięcia, które przynoszą społeczne korzyści, uwzględniając przy tym wpływ tych inwestycji na środowisko.

Opłaty od wykorzystania dóbr wspólnych powinny stać się głównym źródłem dochodów publicznych.

Fundusz powinien być zarządzany demokratycznie i całkowicie niezależnie od polityków i partii sprawujących władzę, tak aby stał się przedmiotem manipulacji w okresie wyborczym. Dochody z funduszu byłyby równo dzielone między wszystkich obywateli i wszystkie obywatelki, a udział w funduszu stanowiłby prawo ekonomiczne wszystkich ludzi – przysługujące im niezależnie od wkładu wniesionego do gospodarki. Na tym polega istotna różnica między postulowanym tu Funduszem Dobra Wspólnego a systemami państwa opiekuńczego tworzonymi przez laburystów, w których prawo do zasiłku jest uzależnione od świadczenia pracy. Równy udział w funduszu należny jest wszystkim, niezależnie od tego czy i jakie płacą podatki – z tego tylko tytułu, że są obywatelami i obywatelkami kraju.

Wiele pokoleń przed nami pielęgnowało wspólne bogactwo, a prawo do niego mają przyszłe pokolenia. Jak pisał Edmund Burke, jesteśmy jedynie „tymczasowymi opiekunami bogactwa wspólnego” i spoczywa na nas odpowiedzialność za przekazanie go następnemu pokoleniu w stanie co najmniej tak dobrym, w jakim powierzono je naszej opiece. Choćby z tego względu opłaty od eksploatacji nieodnawialnych zasobów wspólnych powinny służyć nie tylko nam, dzisiaj, ale ich część odkładać musimy dla przyszłych pokoleń.

III wojna światowa czy przewrót ekologiczny? Wybór należy do państwa

Poszanowanie tej zasady wymaga, aby obywatelkom i obywatelom – tobie i mnie – wypłacano tylko dochody generowane z inwestowania funduszu. Taką właśnie regułą kieruje się najznakomitszy na świecie fundusz tego rodzaju, Norweski Państwowy Fundusz Emerytalny, który czerpie zyski z wydobycia ropy naftowej spod dna Morza Północnego i generuje rocznie zwrot w wysokości czterech procent, który trafia do mieszkańców kraju.

System, który tu proponuję, jest jeszcze bardziej przyszłościowy. Opłaty zostałyby nałożone na eksploatację wszystkich form dóbr wspólnych, w tym także zasobów odnawialnych. Ziemia, woda, powietrze, wiatr i idee – to zasoby niewyczerpane, część wspólnego bogactwa wszystkich ludzi. Niektóre zasoby wspólne, na przykład lasy, są odnawialne. Objęcie takim systemem odnawialnych zasobów wspólnych jest sednem transformacyjnego potencjału tej koncepcji. Jednym sprawiedliwym sposobem dysponowania przychodami z Funduszu Dobra Wspólnego jest dzielenie ich równo pomiędzy wszystkie obywatelki i wszystkich obywateli. Najprościej tego dokonać w formie „dywidend społecznych” lub „dywidend od dobra wspólnego”.

Jak socjalizm skazany na porażkę zamienić w sukces?

Sprawiedliwy podział wspólnego bogactwa jest jednym z etycznych uzasadnień systemów dochodu podstawowego. Można wymienić także inne etyczne względy, które przemawiają za tworzeniem takich rozwiązań  – choćby sprawiedliwość ekologiczną, wolność i potrzebę zapewnienia wszystkim ludziom podstawowego bezpieczeństwa bytowego. Dochód podstawowy nie jest zapewne cudownym lekarstwem na wszystkie społeczne bolączki. Należałoby go uzupełnić programami kierowanymi do osób o szczególnych potrzebach oraz tych, których koszty utrzymania są wyjątkowo wysokie, a państwo nadal musiałoby zapewniać szeroki wachlarz usług publicznych i socjalnych. Konieczne jest ponadto wypracowanie nowych form zbiorowej sprawczości i możliwości uczestniczenia w zbiorowym podejmowaniu decyzji.

Bendyk: Klimat, środowisko i kapitalizm, czyli tania natura się kończy

Tym niemniej dochód podstawowy znacznie rozszerzyłby zakres wolności osobistej i „republikańskiej” (a zatem wolności od dominacji małżonków, przełożonych, biurokratów…), zapewniłby prekariuszom podstawowe bezpieczeństwo i wzmocniłby solidarność społeczną. Teoria i dotychczasowa praktyka wskazują, że zwiększyłby (a nie zmniejszył!) motywację do pracy, jednocześnie prowadząc do zmiany proporcji tak, że więcej czasu poświęcalibyśmy na pracę reprodukcyjną i takie jej rodzaje, które sprzyjają konserwowaniu zasobów, a mniej czasu na te, które eksploatują i wyjaławiają środowisko. Dochód podstawowy jest więc kluczowym elementem wielkiej społeczno-ekonomicznej transformacji i przyszłości, która po niej nastąpi. Jak tam dotrzemy, zależy tylko od nas.

 

**
Guy Standing – brytyjski socjolog i ekonomista, teoretyk dochodu podstawowego, jeden ze współzałożycieli sieci Basic Income Earth Network, autor książek Prekariat. Nowa niebezpieczna klasa (2014), Karta prekariatu (2015).

Tekst opublikowany na stronie internetowej Open Democracy na licencji CC-BY. Z angielskiego przełożył Marek Jedliński.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.