Felieton

Brzydki rachunek obrońców demokracji

davos-dzien-z-zycia-uchodzcy-2016

Po przemyśleniu argumentów z ostatniego tekstu Sławka Sierakowskiego widzę przed sobą tylko jedną drogę: powinnam się zapisać do PiS-u.

Przeczytałam 5 lekcji z populizmu, których Sławek Sierakowski postanowił udzielić Amerykanom, Francuzom, Holendrom i Włochom, oraz tak w ogóle opozycji w krajach zagrożonych lub już dotkniętych populizmem, np. tym pisowskim. Postanowiłam je przemyśleć oraz wziąć do siebie, czując się mikrocząsteczką tej opozycji. (Tu trochę patosu i wieszcz: Nie jesteś jednak tak bezwolny/Bo choćbyś był jak kamień polny/ Historia bieg od tego zmienia/Po jakich toczy się kamieniach.)

Zacznijmy od końca, czyli od lekcji ostatniej: „Nacjonalizm is not dead. To jedyna ideologia, której udało się przetrwać w czasach postideologicznych. To jedyna idea, którą ludzie odbierają jak niekwestionowaną prawdę. Oraz od ostatniego akapitu: Opozycja, jeśli ma pokonać populizm, skazana jest na odważną zmianę swojej retoryki w kwestii uchodźców. W przeciwnym razie i tak zwycięży retoryka antyuchodźcza i nie będzie ani uchodźców, ani demokracji liberalnej, bo państwem rządzić będą populiści. Rachunek wydaje się więc brzydki, ale prosty (wyróżnienie – kd.)”.

Postaram się – tak, jak rozumiem – rozpisać to teraz na proste tezy i logiczne zależności:

1. Nacjonalizm jest jedyną żywą ideologią.

2. Dziś jego najważniejszym przejawem jest lęk przed obcymi.

3. Skuteczną strategią w polityce jest retoryka antyuchodźcza.

4. Kto jej nie stosuje – przegrywa.

5. Przegrany i tak nie pomoże uchodźcom.

6. Żeby wygrać trzeba zmienić retorykę na taką, która będzie skuteczna.

Skuteczną, czyli jaką? Pozornie umiarkowany przekaz pt. „współczujemy, ale pomożemy poza naszymi granicami” już jest zajęty. Może Sławek zna jakąś inną retorykę, która jest jednocześnie nie pro- i nie antyuchodźcza? Zasada wyłączonego środka raczej wskazuje na to, że nic takiego nie istnieje. Czyli opozycja powinna po prostu dołączyć do antyimigranckiej nagonki?

Co dostanie w zamian? Może wywalczy demokrację liberalną. Nie będzie uchodźców, ale będzie demokracja.

No to przeczytajmy cały tekst i zobaczmy, co jeszcze z niego wynika.

5 lekcji z populizmu

Retoryka relatywistyczna, wspierająca różnorodność, mniejszości – niestety! – jest chyba także nieskuteczna. A skuteczne jest mówienie o porządku, jednej prawdzie i demokracji jako rządach większości, która ma swoje prawa. Zamiast więc ględzić o zaletach liberalnej, otwartej na różnorodność polityki, okażmy wreszcie siłę i ich prawdzie (i postprawdzie) przeciwstawmy swoją? Ale chyba nie tę liberalną? Bo ta – patrz wyżej – nie sprawdza się. Sprawdza się natomiast nacjonalizm – patrz jeszcze wyżej.

I na koniec – najważniejsze! – sprawy socjalne. Opozycja też powinna coś ludowi dać, a przynajmniej udawać, że daje. Kłopot w tym, ze zrobili to już populiści.

Po przemyśleniu wszystkich tych argumentów, widzę przed sobą jedną drogę: powinnam się zapisać do PiS-u. Może udałoby mi się spotkać z Antkiem Macierewiczem, moim dawnym kolegą, i przekonać go, że nareszcie nawróciłam się i przejrzałam na oczy, wtedy zarekomendowałby mnie swojej partii? Nie wolelibyście mnie na miejscu Błaszczaka, Kuchcińskiego, Radziwiłła, Szyszki czy kogokolwiek z całej tej ferajny?

Jestem pesymistką, a może realistką, sądzę więc, że Sławek może mieć sporo racji, jednak nie sądzę, że ten „brzydki rachunek” jest aż taki prosty. Może trzeba jeszcze coś w nim uwzględnić? Rację przecież mieli również ci, którzy w czasach PRL-u twierdzili, że nie da się nic zmienić, bo taki jest układ sił na świecie. I mieli rację – dopóki nie rozpadł się Związek Radziecki, działania rozmaitych Michników i Macierewiczów, a nawet dziesięciomilionowej Solidarności nie mogły nic zmienić. Ale nadal uważam, że było warto.

Ciekawe, co by dzisiaj zrobił Jacek Kuroń? Przeprowadziłby rachunek prosty, chociaż brzydki? W polityce potrzebny jest pragmatyzm, jednak są też pewne zasady. Można je naginać, dostosowywać do sytuacji, decydować się na kompromisy, ale nie powinno się z nich całkiem rezygnować – o ile naprawdę się w nie wierzy. A to oznacza, że także je trzeba uwzględniać w rachunku. I może nawet warto.

Bio

Kinga Dunin

| Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka
Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka. Od 1977 roku współpracowniczka KOR oraz Niezależnej Oficyny Wydawniczej. Po roku 1989 współpracowała z ruchem feministycznym. Współzałożycielka partii Zielonych. Autorka licznych publikacji (m.in. „Tao gospodyni domowej”, „Karoca z dyni” – finalistka Nagrody Literackiej Nike w 2001) i opracowań naukowych (m.in. współautorka i współredaktorka pracy socjologicznej "Cudze problemy. O ważności tego, co nieważne”). Autorka książek "Czytając Polskę. Literatura polska po roku 1989 wobec dylematów nowoczesności", "Zadyma", "Kochaj i rób".

Komentarze

Uzupełnij wszystkie pola w formularzu.

"Rację przecież mieli również ci, którzy w czasach PRL-u twierdzili, że nie da się nic zmienić, bo taki jest układ sił na świecie". Z pewnością. Ale oni też ryzykowali życiem albo więzieniem wiadomo przecież, że PRL miał służby. Obecnemu populizmowi można przeciwstawić hart ducha i niezłomność, problem w tym, że takie cechy są swoistym "przywilejem" nielicznych. Na ile jest to kwestia silnej woli a na ile predyspozycji biologicznych? to już pytanie do specjalistów.

Szanowny Panie,

Dziękujemy za aktywność w sekcji komentarzy naszej strony - doceniamy to! Często zostawia Pan jednak dublujące się komentarze i utrudnia tym lekturę całości. Bardzo prosimy o klikanie "wyślij" tylko raz i poczekanie, aż komentarz się opublikuje. Jeśli Pańskie komentarze będą regularnie powielane, może Pan zostać zablokowany przez system antyspamowy.

Z pozdrowieniami,
Zespół Krytyki Politycznej

A co sie stalo z tym nalogowcem,ktory w fb okienku mial rysunek machajacego prawa reka?

W sprawie retoryki wobec uchodźców, problem polega na jej polaryzacji. Albo twierdzisz, że wszyscy uchodźcy to złodzieje zasiłków lub żołnierze walki z zachodnią cywilizacją, udając, że wojna przed którą uciekają nie istnieje. Albo, że wszyscy razem i każdy z osobna ubogacą nas swą wiedzą i kulturą a wszelkie obawy są równoznaczne z "rasizmem". Poglądy pośrednie stały się egzotyczne. Mam z tym problem, ponieważ wierzę, że wielu ludzi faktycznie ucieka przed wojną, ale jednocześnie wierzę też niemieckiej telewizji publicznej i jej programowi dokumentalnemu, w którym pokazuje, jak ISIS próbuje wykorzystać kryzys uchodźczy do swych celów. Nie mówiąc o wielu pomniejszych problemach, jakie spowodował w wielu miejscach masowy napływ ludności.
Możliwe, że pani Dunin ma w tej sprawie inne poglądy, ale tak czy inaczej, uważam, że polemika z Sierakowskim jest świetna!
Myślę, że jest ona znacznie bliżej prawdy o kryzysie lewicy, niż "prawdziwa lewica", wpadająca w panikę za każdym razem, gdy ktoś ośmieli się podjąć inny temat, niż kapitał. Znacznie bliżej, niż Jakub Dymek z jego obsesyjnym zainteresowaniem fenomenem "fake news" (przy całym moim szacunku dla niego, bo to ciekawy publicysta). A przede wszystkim znacznie bliżej, niż redaktor naczelna, której jedyna bliskość jaką dostrzegam jest bliskością do mentalnego gimnazjum.
Dramat lewicy polega na tym, że chcąc na serio wygrać z populistami, musiałaby stać się bardziej populistyczna, niż oni. A wtedy przestałaby być lewicą. W tej sytuacji być może jedyne, co jej pozostaje to być "nieskuteczną" ostoją pewnych konkretnych wartości, zamiast "skutecznie" zdradzać swoje ideały. Tu w Polsce mamy pewne doświadczenie z lewicą, która "skuteczność" postawiła ponad wszelką ideowość. Mam na myśli SLD, które zatopiło tym nie tylko siebie, ale też "skutecznie" pociągnęło na dno każdą inną - już nawet nie tylko lewicę, ale "nieprawicę" w szerszym sensie.

Obecnie "prący do przodu" populizm jest wyzwaniem nie tylko dla lewicy ale wręcz dla demokracji. Podważa on bowiem sensowność demokratycznych wyborów, skoro oferta gorsza jest wybierana zamiast lepszej, bardziej wartościowej. Co gorsza tak wybierający jest w zasadzie bezkarny, bo na jakiej podstawie miałby ponieść odpowiedzialność? Politycy populistyczni są z kolei dość wiernym obrazem swoich wyborców tak jak oni nietolerancyjnych,obciachowych itd. Prawie z niczym się nie liczą bo "ich" wyborca i tak to łyknie. I właśnie z takim problem muszą się zmierzyć i lewica i demokratyczna opozycja.

Pani Kongo może tędy droga? Zostać kato-, nazi- feministką? Głosić to co Pani głosi ale podlane narodowo- religijnym sosem? Pani w puerwszym szeregu z różańcem...,,Przejrzałam wreszcie na oczy i dostrzegłam geniusz humanistycznej Największego Polaka W Dziejach dlatego podziwiam Imponujące Dzieło Naczelnika i Ojca Dyrektora".
Niezłego burdlu by im Pani narobiła. Polecamam pochylić się nad twórczością Laibacha - NADINTERPRETACJA kluczem...może być

Nic by to nie dało. Co niby z tego "burdelu' miałoby wynikać? Kościół w Polsce przetrzymał nawet tygodnik "NIE" J Urbana. Nie na darmo fanatyzuje wyznawców.

KINGO!!!!!!Przepraszam za edycję

Zacytuję fragment wypowiedzi Pascala Brucknera, która tyczy Francji ale świetnie opisuje stan lewicy w większości krajów Europy:
"Lewicowcy stracili wszystko. Stracili klasę pracującą, która albo stała się burżuazją, albo przyłączyła się do Frontu Narodowego, stracili Związek Radziecki, przegrali kraje trzeciego świata, gdzie obecnie największym marzeniem jest wprowadzenia kapitalizmu i konsumpcjonizmu, no to co im zostało? Radykalne masy fundamentalistycznego islamu. I widzimy, że część środowisk feministycznych, lewicowych, a nawet część Partii Socjalistycznej broni do ostatka islamistów w imię antyrasizmu, co jest w moim odczuciu zupełnie nielogiczne. Zresztą wydaje się, że antyrasizm jest dzisiaj przeszkodą. Spójrzmy na przykład na zajścia w Kolonii. Kamel Daoud, algierski intelektualista, na którego nałożono fatwę, odważył się napisać, że w kulturze arabskiej istnieje problem w podejściu do kobiet. Od razu został zaatakowany, między innymi przez francuskie uniwersytety, oraz zarzucono mu wzmacnianie stereotypów i rasizm, pomimo że odważył się tylko powiedzieć jak wygląda sytuacja. Lewica obecnie depcze swoje wartości w imię antyrasizmu."

Stracili klasę pracującą, która albo stała się burżuazją, albo przyłączyła się do Frontu Narodowego... Z tą burżuazją to przesada lecz problem przejmowania klasy pracującej przez środowiska typu Frontu narodowego jest poważny. Wyborca coraz bardziej "uwolniony" od liczenia się z racjami i faktami głosuje de facto jak mu się podoba. A akt "podobania się" jest mocno związany z materialną interesownością. Zazwyczaj to się na podoba co koreluje ze stanem psychiki?, mentalnością?, świadomością?