Felieton

Walnij pieska kijem, zostań rolnikiem wyklętym

Już niedługo na tych łamach cała prawda o złotym interesie budowanym na cierpieniu najsłabszych, a tymczasem trochę żarcików.

Pod osłoną nocy napadają na bezbronne staruszki i odbierają im dorobek życia. Media milczą, sprawą nie chce się też zająć prokuratura. Skrzywdzone i bite kobiety, niepełnosprawne dzieci, biedne zwierzątka, ludzie doprowadzeni do samobójstwa – za ich krzywdę odpowiada pewna, wąska, powiązana z władzą, uprzywilejowana grupa. Nikt się przed nią nie uratuje. Już niedługo na tych łamach cała prawda o złotym interesie budowanym na cierpieniu najsłabszych, a tymczasem trochę żarcików.

W połowie marca Fundacja Wsparcia Rolnika Polska Ziemia wyprodukowała klip „Milczenie przerwane po latach”, na którym zamaskowany mężczyzna ze zmodulowanym głosem zdradza, że Fundacja Viva Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt współtworzyła nowelizację Ustawy o ochronie praw zwierząt. Do czego to doszło, żeby obrońcy praw zwierząt zajmowali się prawami zwierząt? To musi być co najmniej jakiś spisek opłacany przez wrogów Polski, którym zależy na depopulacji kraju, a na pierwszy ogień pójdą bezbronne staruszki. W roli tajemniczego mężczyzny ujawniającego rzeczy, które nie są żadną tajemnicą, wcielił się Marek Miśko, były członek Młodzieży Wszechpolskiej, a obecnie dyrektor Polskiego Przemysłu Futrzarskiego, znany również z klipu #respectus, na którym pomazany czerwoną farbą, domaga się, żeby większość narodów świata (w tym również Eskimosi) przeprosiła Polaków. Co rola, to lepsza. Szanujcie go.


Jak by tego było mało, występujący w tym samym klipie były esbek Piotr Wroński tłumaczy: „Widzę wspaniały sposób na zarabianie pieniędzy. To są po pierwsze skrzywdzone kobiety, niepełnosprawne dzieci i biedne zwierzątka.” Rzeczywiście, czy można wyobrazić sobie lepszy model biznesowy niż zarabianie na odbieraniu biednych zwierzątek, a może nawet niepełnosprawnych dzieci, starszym i skrzywdzonym kobietom? Czy ktoś mógłby się oprzeć wsparciu takiej inicjatywy? Jak tylko widzę jakąś staruszkę, to sam mam ochotę czym prędzej odebrać jej pieska. Na szczęście nie muszę, bo działają w naszym kraju liczne fundacje, który od lat zajmują się tym z powodzeniem. Czy już wkrótce uda im się wywalczyć, żeby nawet drzewa i owady miały w Polsce więcej praw niż ludzie?

Czy już wkrótce u nawet drzewa i owady będą miały w Polsce więcej praw niż ludzie?

No dobra, to teraz trochę bardziej na poważnie, ale nie do końca, bo trudno zachować powagę, patrząc na tę propagandę, której wstydziłby się nawet Jerzy Urban.

Pułkownik Piotr Wroński wie, kogo należy się bać, bo był oficerem wywiadu w wydziale zajmującym się „zwalczaniem dywersji ideologicznej”, czyli rozpracowywał ludzi Solidarności. Dziś, gdy Solidarność udało się skutecznie skłócić i rozpracować, najwyraźniej pojawiła się inna niebezpieczna grupa – obrońcy praw zwierząt. Co właściwie można przyjąć jako komplement. Wygląda na to, że aktywiści prozwierzęcy są tak dużym zagrożeniem, że przemysł futrzarski musi zatrudniać byłych esbeków, żeby z nimi walczyć.

Ofiar nie było

Oficer Wroński swoją karierę po odejściu ze służb zawdzięcza niezłomnej postawie w kwestii walki z dyktaturą Mossadu w Polsce oraz ujawniania prawdy na temat katastrofy Smoleńskiej. W okładkowym wywiadze dla tygodnia wSieci zdradzał: „To było zaplanowane. […] Wniosek, że zrobiono wszystko, by do katastrofy smoleńskiej doszło, jest jak najbardziej słuszny”. Stary esbek wie, że najważniejsze nie jest złapać króliczka, ale go gonić. Pewnie dlatego klip kończy się stwierdzeniem: „już wkrótce… ujawnimy prawdziwy cel nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt”. Choć od tamtego czasu minęły ponad dwa miesiące, prawdziwy cel nie został ujawniony, pozostały tylko insynuacje. Prawdy o obrońcach praw zwierząt dowiemy się pewnie tuż po tym, jak uda się wyjaśnić tajemnicę katastrofy smoleńskiej.

Prawdy o obrońcach praw zwierząt dowiemy się pewnie tuż po tym, jak uda się wyjaśnić tajemnicę katastrofy smoleńskiej.

Tymczasem powinniśmy wiedzieć, że Antonina J., występująca w spocie w roli skrzywdzonej staruszki, którą obrońcy zwierząt rzekomo doprowadzili na skraj samobójstwa, została przez prokuraturę oskarżona o znęcanie się nad zwierzętami. Zostało udokumentowane, jak swoje ukochane pieski trzyma w syfie i brudzie oraz traktuje kijem, co możemy z kolej zobaczyć na spocie wyprodukowanym przez Fundację Viva. Z filmu Vivy możemy się też dowiedzieć, że wszystkie panie występujące w klipie Fundacji Wsparcia Rolnika Polska Ziemia zostały skazany za znęcanie się nad zwierzętami, a jedna z nich została wręcz uznana za osobę niepoczytalną. Czy w tej sytuacji lepszym wsparciem dla tych „rolniczek” nie byłoby udzielenie im pomocy psychologicznej, zamiast robienie z nich bohaterek kampanii? Najwyraźniej nie dla Fundacji Wsparcia Rolnika.


Fundacja Wsparcia Rolnika Polska Ziemia to organizacja założona przez hodowcę norek Szczepana Wójcika. W zeszłym roku na łamach „Gościa Niedzielnego” (swoją drogą zawsze myślałem, że niedzielnym gościem w Twoim domu powinien być Pan Jezus, a nie jakiś masowy morderca zwierząt) Wójcik wyjaśniał: „Hodowla zwierząt futerkowych jest chyba najbardziej opłacalna, jeśli chodzi o produkcję rolną, bo odbywa się bez pośredników”. A pani zajmująca się hodowlą lisów dopowiadała: „Norki uchodzą z kolei za najbardziej dochodowe wśród futerkowców”. To nawet zabawne, że hodowcy norek, którzy chwalą się jak bardzo jest to intratny interes, chcą nas jednocześnie przekonać, że prawdziwe pieniądze zarabiają prozwierzęcy aktywiści. Za skórę lisa srebrzystego na aukcji dostaje się 77 euro, za skórę samca norki 40 euro. Obrońcy praw zwierząt muszą chyba naprawdę sporo psów odbierać staruszkom, żeby osiągnąć podobny dochód. Nasz kraj wytwarza rocznie 10 milionów skór zwierząt. Zważywszy, że w Polsce jest tylko siedem milionów psów, a aktywistom niestety jeszcze nie udało się przejąć większości z nich, można podejrzewać, że ciągle jednak nie osiągają podobnych dochodów jak hodowcy zwierząt na futra. Tym bardziej, że zarabianie na pieskach jest trudniejsze niż na skórach, bo nie można ich sprzedawać na futra. Na szczęście z pomocą przychodzą liczne granty i dotacje.

Skaryszew to wciąż strach i cierpienie

Czy walka o prawa zwierząt jest rzeczywiście lepszym interesem niż ich hodowla na futra i mięso, łatwo można sobie sprawdzić w sprawozdaniach finansowych na stronach wymienionych w klipie organizacji. Tymczasem w 2016 wartość samego eksportu futer z Polski wyniosła półtora miliarda złotych, a przecież są jeszcze miliony zwierząt zabijanych na mięso. Oczywiście obrońcy praw zwierząt nie dysponują podobnymi kwotami, ale może warto powiedzieć, że według wyliczeń organizacji Animal Charity Evaluators każda złotówka przekazana na Otwarte Klatki może uratować nawet czternaście zwierząt.

Jak wyjaśnia były esbek w organizacjach prozwierzęcych często działają ludzie bardzo naiwni, którzy naprawdę chcą bronić zwierząt i drzewek, ale proponuje przyjrzeć się, czy tak naprawdę organizacje te „nie są wykorzystywane w celach neutralizacji gałęzi przemysłu”. Nie wiem jak bardzo naiwnym trzeba być, żeby uważać, że wspaniałe pieniądze zarabia się na pomaganiu krzywdzonym kobietom, czy zwierzętom. Aby przekonać się jakim „wspaniałym” interesem jest pomaganie jednym i drugim, wystarczy odwiedzić Feminotekę albo dowolne schronisko dla zwierząt. Złoto kapie tam ze stiuków, prawie jak w alpejskim pałacu dr. Jana Kulczyka. Oczywiście były oficer SB raczej nie jest takim naiwniakiem. Po prostu mówi to, co pozwala mu brylować, na salonach biznesmenów zarabiających na krzywdzie zwierząt oraz wspierającej ich prawicy.

Kulczyk, oddawaj moje 185 milionów (dolarów)

Oczywiście obrońcy praw zwierząt nie są naiwni. Wiemy, że przemysł zarabiający na krzywdzie zwierząt jest potężny i nie zawaha się przed żadną manipulacją, żeby móc kontynuować swój barbarzyński proceder. Nikt nie musi nas wykorzystywać w celu jego neutralizacji, bo chcemy to zrobić sami z siebie. Nie da się produkować mięsa, nie zadając jednocześnie cierpienia zwierzętom. Czy to zresztą jeszcze w ogóle jest mięso? Raczej produkt mięsopodobny. Brojlery, których rokrocznie zabijamy w Polsce miliard, zostały genetycznie stworzone, by cierpieć. Jeśli chcecie dowiedzieć się o tym więcej, polecam nową kampanię Otwartych Klatek Frankenkurczak. Brojlery żyją nie tylko w ogromnym cierpieniu, ale również wartość spożywcza ich mięsa jest niewielka, ich jedzenie może być wręcz szkodliwe dla zdrowia. Wielu ludzi spożywa mięso kurczaków, wierząc, że ma ono mało kalorii i jest lekkostrawne. Tymczasem badania wykazały, że aż 96% kurczaków może cierpieć na choroby mięśni, w efekcie czego ich mięso zawiera aż o 224% więcej tłuszczu niż powinno.

Za każdym razem, gdy wcinasz kiełbasę, gdzieś na świecie umiera mała panda

Z badań przeprowadzonych na Wyspach wynika, że 59% kurczaków jest zanieczyszczonych pałeczkami okrężnicy, czyli E. Coli (jakby tego było mało, w co czwartym brytyjskim kurczaku odkryto bakterie E. Coli antybiotykooporne). Jak obrzydliwie wygląda skażone mięso, można było się przekonać w pewnym sklepie w Łodzi. Zważywszy, że praktycznie sto procent brojlerów pochodzi w Polsce z ferm przemysłowych, Polacy spożywający dwadzieścia cztery kilogramy drobiu rocznie, mają sporą szansę, że ich jedzonko jest ubabrane odchodami i bakteriami oraz wyjątkowo tłuste. Smacznego.

Bio

Jaś Kapela

| Pisarz, poeta, felietonista
Pisarz, poeta, felietonista, aktywista. Autor trzech książek z wierszami („Reklama”, „Życie na gorąco”, „Modlitwy dla opornych”), powieści („Stosunek seksualny nie istnieje”, „Janusz Hrystus”, „Dobry troll”) i zbioru felietonów „Jak odebrałem dzieci Terlikowskiemu”. W 2018 roku ukazała się jego najnowsza książka, „Polskie mięso. Jak zostałem weganinem i przestałem się bać”. Należy do zespołu redakcji Wydawnictwa Krytyki Politycznej. Opiekun Serii Literackiej.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.