Konserwatyści kochają lewicową dekadencję i jej nam zazdroszczą
Lewaki od dawna wiedzą, że życie bywa skomplikowane, a emocje i sprzeczności są jego częścią. Konserwatyści z kolei potępiają „dekadencję”. Przynajmniej teoretycznie.
Na przekór Margaret Thatcher uważamy, że społeczeństwo istnieje. Przyglądamy się temu, jak się zmienia i co je kształtuje – dziś i w przeszłości. Publikujemy też reportaże.
Lewaki od dawna wiedzą, że życie bywa skomplikowane, a emocje i sprzeczności są jego częścią. Konserwatyści z kolei potępiają „dekadencję”. Przynajmniej teoretycznie.
Amerykańską kulturę i politykę od zarania kształtowała nieufność do intelektu, wiedzy eksperckiej i ludzi (za) dobrze wykształconych.
W Laosie, Birmie i Kambodży powstają ufortyfikowane „miasta oszustw”. Reporterzy opisują, jak działa cyberniewolnictwo i kto na nim zarabia miliardy.
Elon Musk próbuje nas przekonać, że porządek oparty na bezwzględnej konkurencji jest naturalny, a współpraca i wzajemna pomoc to wynaturzenia przeczące „zdrowemu rozsądkowi”. Co będzie, gdy damy się przekonać?
Gdy sześć lat temu ukazała się moja książka „Czy psychodeliki uratują świat?”, temat psychodelików był praktycznie nieobecny w polskiej nauce i przestrzeni medialnej. Dziś to się zmieniło.
Im więcej zadań powierzamy sztucznej inteligencji, tym szybciej tracimy własne kompetencje i zdolność do decydowania o sobie.
Jeśli jesteś Ukraińcem i poproszono cię o komentarz do mediów, nie ma nic głupszego niż próba bycia oryginalnym.
Polski mężczyzna klei wizję siebie jako niezłomnego obrońcy kobiet, podczas gdy w rzeczywistości jest po szyję zanurzony w lęku.
W gorącym, politycznie naładowanym lecie 2025 roku flaga św. Jerzego stała się orężem ekstremistów z prawicy, „dumnych ze swojej historii, wolności i osiągnięć”.
Autorka książki „Idzie wojna? Spodziewaj się najlepszego, przygotuj się na najgorsze” przedstawia strategie psychologiczne i społeczne, które pomogą nam sprostać wojnie, dezinformacji i klęskom.