Mainstream opozycji znów powie, że to „wina lewicy”
Wszystko wskazuje na to, że czeka nas powtórka z nieśmiesznej rozrywki.
Wszystko wskazuje na to, że czeka nas powtórka z nieśmiesznej rozrywki.
Historyjki o „głupich-cwanych frankowiczach” i „bankach, które muszą zarabiać” długo działały i nadal działają – również dlatego, że PR branży bankowej poświęcił temu mnóstwo roboczogodzin.
PiS nie musi straszyć ludzi wymyślonymi liberałami, bo ci prawdziwi sami się pchają, żeby fantazjować o neoliberalnej terapii po wyborach.
Liberałowie i liberałki z opozycji są w sobie z wzajemnością zakochani, a w tym uczuciu tracą kontakt z rzeczywistością.
„Polka ateistka” i „Polak katolik” to duet narcyzów klejących się do siebie i lepiących rzekomo lepszą Polskę. Patrzą sobie w oczka jak w lusterka, spijają z dzióbków uprzejmości – i bez żenady planują życie innym, niepodzielającym ich wiary w liberalno-katolicki ekumenizm.
Scena polityczna w Czechach dzieli się dziś na trzy części, na trzy dominujące na niej tendencje polityczne.
Zagłębiając się w treści oferowane przez innych prelegentów, poczułem się jak bohater którejś z powieści Philipa Dicka. Odkryłem, że w naszym kraju istnieje równoległa rzeczywistość, o której nie miałem pojęcia.
Kolejne starcie między „populizmem” i „antypopulizmem” zakończyło się zdecydowanym zwycięstwem tego drugiego.
„Wolnoć, Tomku, w swoim domku” to typowo polskie przyzwolenie na dyskryminację, przebrane za święte prawo własności.
Sklejanie dzieci z brudem i destrukcją, a ich matek z niezaradnością i unikaniem płacenia czynszu jest doskonałym przykładem na to, co neoliberalizm zrobił z naszym myśleniem o trosce i wspólnocie.