Rysunkowa historia kolektywnej traumy [o komiksie Joe Sacco]
„Dziennikarstwo komiksowe” albo „reportaż komiksowy” nie są zjawiskami nowymi, a Sacco jest najlepszą osobą, która może w te gatunki wprowadzić.
Historia, która nie jest pisana z perspektywy zwycięzców.
„Dziennikarstwo komiksowe” albo „reportaż komiksowy” nie są zjawiskami nowymi, a Sacco jest najlepszą osobą, która może w te gatunki wprowadzić.
Świetlica, kościół i szkoła były dla wiejskich kobiet tymi miejscami, gdzie mogły działać publicznie. I tworzyć to coś, co w skrócie nazywamy Polską.
To jest historia partii, a nie demokratycznych administracji. Dlatego ważniejsi niż prezydenci są tu niekiedy partyjni działacze, finansiści czy związkowcy odpowiadający za kluczowe sojusze.
Wszyscy jesteśmy uwikłani w narodowe mity. Tyle że mity rosyjskie są nieco na bakier z tym, co uważamy za racjonalne.
Podobno jedna z kwiaciarek przepytywana na początku XX wieku na tę okoliczność odpowiedziała, że „ojcowie nie mają takiego samego sentymentalnego potencjału co matki”.
Przykładów, jak działać na rzecz kraju i nie umierać, jest w podręczniku historii znacznie mniej niż przykładów śmierci. Rozmowa z Agnieszką Jankowiak-Maik, „Babką od histy”, autorką książki „Historia, której nie było”.
Doświadczenie braku kontroli nad wielkimi zmianami dziejowymi przerodziło się w swoistą filozofię życiową: wiejski stoicyzm. Fragment książki Tomasza S. Markiewki „Nic się nie działo”.
Zamiast martwić się o interesy Rosji czy Chin, lewica musi myśleć o tym, jak chronić małe kraje przed dominacją wszystkich państw imperialistycznych.
Nie wiem. Nie będę wam mówić, co macie robić. Powiem tylko, że to pytanie o bardzo długiej historii.
Dyskurs ludowego buntu nie może wrócić „na wieś”. Musi pójść do przodu. Poza małorolną parcelę – poza myślenie w kategoriach resentymentalnego partykularyzmu. Ruch „ludowy” nie może być ekskluzywnie „chłopski”. Ani tępo antymieszczański i antyinteligencki. Drewniane piły? Na złom!