Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Tysiąc funtów kary za słuchanie muzyki bez słuchawek, czyli jak naprawić transport zbiorowy

Wydawałoby się, że założenie słuchawek przy oglądaniu filmików w pociągu to tylko kwestia dobrych manier, a nie coś, czym powinien zajmować się rząd. Hałas w komunikacji publicznej stał się jednak na tyle powszechny i nieznośny, że wysokie grzywny to konieczność – a przynajmniej do takich wniosków doszły brytyjskie władze.

ObserwujObserwujesz
Roześmiana młoda kobieta z telefonem w dłoniach w autobusie
Walka

Chyba każdy, kto regularnie korzysta z komunikacji zbiorowej, doskonale zna ten problem – czasem od pasażera obok docierają zmieniające się co pięć sekund odgłosy przeglądanych na smartfonie tiktoków, kiedy indziej usłyszymy całą konwersację telefoniczną przeprowadzoną w trybie głośnomówiącym, a przy kolejnej okazji ktoś urządzi nam w wagonie prywatną dyskotekę, puszczając muzykę z telefonu na cały regulator. Jest bardzo wiele sposobów na uprzykrzenie komuś podróży do pracy, szkoły lub jakiegokolwiek innego miejsca.

Takie zachowania stały się na tyle uciążliwe, że brytyjski rząd postanowił rozpocząć ogólnokrajową kampanię przeciwko unikaniu słuchawek, gdy zwykła grzeczność nakazywałaby ich zastosowanie. Przewidziane są wysokie grzywny oraz usuwanie z komunikacji zbiorowej uciążliwych pasażerów. Co sprawiło, że konieczne stało się sięgnięcie po tego typu metody?

Czytaj także Jak politycy bawią się koleją [rozmowa] Kaja Puto

Bombardowanie hałasem w transporcie zbiorowym

Chociaż przy każdych wyborach na prezydenta Warszawy kandydaci próbują przekonać wyborców o swoim zamiłowaniu do pogrążania się w lekturze w środkach transportu publicznego, to nie ulega wątpliwości, że w prawdziwym świecie zaczytywanie się w Diunie czy nawet drukowanym czasopiśmie podczas przejażdżki tramwajem jest zachowaniem jeśli nie na wymarciu, to na pewno rzadkim. Zamiast tego większość pasażerów sięga po telefony, przegląda media społecznościowe, czyta najnowsze artykuły w Krytyce Politycznej lub po prostu słucha muzyki na słuchawkach. Ale czy na pewno na słuchawkach?

Od kilku lat coraz dokładniej badane jest zjawisko loudcastingu, czyli odtwarzania muzyki, filmów i innych treści z głośnika telefonu w przestrzeni publicznej, zamiast korzystania ze słuchawek. Termin obejmuje także prowadzenie rozmów telefonicznych w trybie głośnomówiącym. Z badań wynika, że takie zachowania stają się coraz powszechniejsze, mimo że przeszkadzają aż siedmiu na dziesięciu respondentów. Znacznie bardziej tolerowane są one wśród nastolatków – zdecydowana większość z nich uważa za akceptowalne słuchanie muzyki lub oglądanie filmików bez słuchawek.

Podczas własnych mniej naukowych obserwacji zauważyłem, że często za normalizację loudcastingu u najmłodszych współodpowiedzialni są rodzice lub dziadkowie – widuję w autobusach dzieci grające w gry mobilne z włączonym dźwiękiem lub po prostu oglądające bajki na telefonie, podczas gdy siedzącemu obok opiekunowi nie przejdzie przez myśl, że współpasażerowie niekoniecznie są zainteresowani losami świnki Peppy. Błędne byłoby jednak stwierdzenie, że problem dotyczy wyłącznie niewychowanej młodzieży.

Rozpowszechnieniu loudcastingu sprzyja rozwój technologii. Niemal każdy posiada smartfona, a szybki internet umożliwia transmisję multimediów niemal wszędzie, również podczas krótkiej podróży autobusem. Z badań wynika, że prawie połowie ankietowanych zdarzyło się oglądać filmy w miejscach publicznych bez słuchawek, indywidualnie lub grupowo. Zjawisko zyskało na popularności po pandemii, co tłumaczy się odzwyczajeniem od niektórych norm społecznych podczas miesięcy zamknięcia w domach i rzadkiego korzystania z przestrzeni publicznej.

Tysiąc funtów kary za niekorzystanie ze słuchawek

Wielka Brytania nie była wolna od tego typu problemów i laburzystowski rząd stał się jednym z pierwszych, które zapowiedziały zdecydowaną walkę z headphone dodgers, czyli osobami unikającymi zakładania słuchawek, na poziomie państwowym. Premier Andy Burnham wytknął, że tacy współpasażerowie potrafią szybko zepsuć podróż i ogłosił kampanię pod hasłem „share the carriage, not the noise” – dziel z innymi wagon, nie hałas. W praktyce oznacza to surowsze egzekwowanie kar za zakłócanie spokoju, zwłaszcza w pociągach.

Operatorzy kolejowi już wcześniej mogli nakładać grzywny sięgające tysiąca funtów za zachowania antyspołeczne. Nowa kampania jasno wskazuje, że głośne odtwarzanie filmów lub muzyki kwalifikuje się pod tę przewinę. Pasażer, który mimo upomnienia nie przestanie odtwarzać dźwięku z telefonu, może dodatkowo zostać usunięty z pociągu na najbliższej stacji. Według nowych rządowych wytycznych podobnie będzie interpretowane unikanie słuchawek w autobusach, chociaż w tym przypadku mandaty będą niższe, sięgając maksymalnie stu funtów.

Wielka Brytania nie jest pierwszym krajem, który postanowił walczyć z tym problemem. We Francji przepisy kodeksu transportowego zakazują używania urządzeń dźwiękowych bez zezwolenia oraz zakłócania spokoju innych pasażerów. Sam miałem okazję przekonać się, że przynajmniej w pociągach dalekobieżnych nie toleruje się głośnych rozmów telefonicznych, nie wspominając o przeglądaniu tiktoków. W wielu krajach kampanie edukacyjne prowadzili lokalni przewoźnicy miejscy, również w Warszawie. Nowością nie jest więc sama walka z loudcastingiem, lecz skala ogólnokrajowej kampanii i zaangażowanie w nią najwyższych szczebli brytyjskiego rządu. Pytanie, czy taka interwencja wystarczy, by zmienić nawyki podróżnych.

Czytaj także Sprawny transport publiczny z myślą o pasażerach już działa. Zgadnijcie, kto sprawia problemy Jan Ochnio

Czy samymi mandatami stworzy się lepszą przestrzeń publiczną?

Niektórzy sceptycznie podchodzą do skuteczności tego typu kampanii. W końcu trudno oczekiwać, żeby w każdym autobusie policjant pilnował egzekwowania nowych przepisów i wypisywał mandaty pasażerom unikającym słuchawek. Zwolennicy wprowadzenia kar argumentują jednak, że skoro stosunkowo niewielka liczba kontrolerów biletów potrafi zniechęcić większość podróżujących do jeżdżenia na gapę, to podobnie będzie w kwestii hałasowania. Świadomość penalizacji loudcastingu powinna również zmotywować pasażerów do większego pilnowania siebie nawzajem – o ile ktoś może czuć opory przed zwróceniem osobie obok uwagi, że narusza niepisaną normę społeczną, o tyle wytknięcie łamania prawa powinno przychodzić z większą łatwością.

Czy oznacza to, że jedynym rozwiązaniem jest surowsze karanie? Nie, można równocześnie edukować w łagodniejszy sposób, ale w każdym razie niektórym przyda się przypomnienie o istniejących zasadach współżycia społecznego. Korzystanie ze słuchawek przy konsumpcji treści multimedialnych w autobusie powinno być równie oczywiste jak to, że nie zaczepia się współpasażerów, gdy sobie oni tego nie życzą. W obu przypadkach chodzi o poszanowanie cudzej przestrzeni osobistej.

Spór o słuchawki tylko pozornie dotyczy dobrych manier. Autobus i pociąg to jedne z nielicznych miejsc, w których na co dzień spotykają się ludzie z najróżniejszych środowisk. Jeśli podróż stanie się nieznośna, to jedni przesiądą się do aut, a w hałasie zostaną ci, którzy nie mają wyboru. Brytyjczycy pokazują, że spokój w zbiorkomie nie musi zależeć od szczęścia w doborze współpasażerów, tylko może być elementem dobrej polityki transportowej.

Może więc przy następnych wyborach zamiast zdjęć kandydatów z książką w tramwaju zobaczymy obietnicę, że da się ją tam faktycznie przeczytać.

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x