Unia Europejska

Klapek, szorty, szalik na wodzie prowadziły nas do tych, którzy utonęli

W ubiegłym roku na Morzu Śródziemnym co tydzień ginęło dziesięcioro migrantów. Tymczasem Włochy zablokowały działalność organizacji pozarządowych zajmujących się ratownictwem morskim, oskarżając je o przemyt ludzi.

1 marca 2021 roku w miejscowości Trapani na Sycylii włoski prokurator zakończył długie śledztwo dotyczące pracy cywilnych ratowników na Morzu Śródziemnym. Dwadzieścioro jeden członków organizacji charytatywnych Jugend Rettet, Save the Children i Lekarz bez Granic czeka proces sądowy za „pomocnictwo przy nielegalnej imigracji do Włoch”. Wśród oskarżonych jest załoga cywilnego statku ratowniczego Iuventa, który przyczynił się do uratowania ponad 14 tysięcy osób. Śledztwo w sprawie tej załogi, znanej jako Iuventa10, trwało od sierpnia 2017 roku, kiedy to ich statek został zarekwirowany w porcie na Lampedusie. Jeśli zostaną uznani za winnych, może im grozić długa kara więzienia.

Zarzuty przeciwko ratownikom opierają się częściowo na materiale dowodowym zebranym za pomocą podsłuchów telefonicznych i ukrytego urządzenia nagrywającego umieszczonego na Iuvencie, a także na zeznaniach pracowników prywatnej firmy ochroniarskiej, zatrudnionych do ochrony innego statku, Vos Hestia, wyczarterowanego przez organizację Save the Children. Co ciekawe, Pietro Gallo, jeden z ochroniarzy, który przekazał informacje włoskiemu wywiadowi AISE oraz Matteo Salviniemu, przywódcy włoskiej skrajnie prawicowej partii La Lega, później pożałował swojego zaangażowania w tę sprawę. Sugerował, że oskarżenia przeciwko ratownikom są jednak bez pokrycia. Włoski prokurator opiera się także na zeznaniach policjanta, który przeniknął do środowiska ratowników, zatrudniwszy się pod przykrywką w firmie chroniącej Vos Hestię.

Kiedy solidarność jest przestępstwem

czytaj także

Dziesiątka z Iuventy, która za swoją działalność zyskała międzynarodowe uznanie, a nawet otrzymała nagrody od instytucji zajmujących się ochroną praw człowieka, zaprzecza, jakoby kiedykolwiek współpracowała z przemytnikami ludzi. Ich zdaniem włoskie śledztwo to bitwa w „wojnie prawnej” polegającej na nadużywaniu przepisów prawa, aby wspierać europejską politykę antymigracyjną oraz kryminalizować ratownictwo i zastraszać pracowników organizacji humanitarnych. Aktywiści wydali oświadczenie, w którym stwierdzili, że zarzuty przeciwko nim są „polityczną deklaracją zamiaru kryminalizowania solidarności”. Jeden z prawników dziesiątki z Iuventy powiedział mi: „Zamiast stawiać ratowników w stan oskarżenia za to, że ratują życie, należałoby oskarżyć włoskich i europejskich polityków za zbrodnie przeciwko ludzkości. Świat stanął na głowie, ale my to naprawimy”.

Niemal czteroletnie włoskie śledztwo skupiło się wokół dwóch dat: 10 września 2016 roku oraz 18 czerwca 2016 roku. Zdaniem oskarżycieli wtedy właśnie Iuventa10 miała zostać zamieszana w „pomocnictwo w nielegalnej imigracji”. Po zrekonstruowaniu wydarzeń z tych dni zespół biegłych oceanografów Forensic Oceanography z Goldmiths University of London stwierdził jednak, że wszystkie oskarżenia przeciwko ratownikom są bezpodstawne.

Na własne oczy: relacja ratowniczki

Laura Martin, dziś 27-letnia mieszkanka Manchesteru, przebywała na pokładzie Iuventy w czerwcu 2017 roku. Jak sama mówi, nie chcąc należeć do „nieczułej Europy, która traktuje migrantów jako ludzi gorszej kategorii”, dołączyła do akcji ratowniczej Iuventy u wybrzeży Libii. Uważa, że działalność ta to „praktyczny środkowy palec pokazany państwu, które nie oferuje wsparcia dla wędrujących”. Opowiada mi: „To są prawdziwi ludzie, oni naprawdę umierają. Więc jeśli wy nie dacie im wsparcia, którego potrzeba, to my spróbujemy. I będziemy to nagłaśniać”.

Jej zdaniem oskarżenia wysunięte przez włoskiego prokuratora – nie przeciwko niej osobiście – są sfabrykowane. „Chce mi się powiedzieć im: halo, ja tam byłam i widziałam dokładnie, co się wydarzyło! Wiecie, co tam się dzieje? Wiecie, ilu w tych dniach zginęło ludzi? Jak śmiecie szerzyć taką dezinformację?”

Laura, wówczas szefowa zespołu ratowniczego Iuventy, wspomina kilka spokojnych dni w czerwcu 2017 roku, a potem okres nieustannych akcji, wiele dni bez snu i pomoc niesioną łodziom, na pokładzie których podróżowało łącznie 3800 osób. „Zawsze gdy widzę ludzi w wodzie, bez kapoków, serce podchodzi mi do gardła i spodziewam się najgorszego” – mówi.

Spornego dnia, 18 czerwca, nikt nie zginął, ale kolejne dni stawały się coraz bardziej tragiczne. „Płynęliśmy szlakiem unoszących się na wodzie szczątków i ubrań. Klapek, para szortów, butelka po wodzie, szalik. Te rzeczy prowadziły nas do tych, którzy utonęli. Ciał dzieci, mężczyzn, ciężarnych kobiet”.

Uciekają do nas, bo są biedni. Są biedni, bo my jesteśmy bogaci

Przebudowana z rybackiego trawlera Iuventa została skonfiskowana przez władze w 2017 roku i nie wróciła na śmiertelnie niebezpieczne wody u wybrzeży Libii. Od tamtego czasu wskaźnik śmiertelności podczas migracji centralnym szlakiem Morza Śródziemnego stale wzrasta. Laura uważa, że rosnąca liczba zmarłych oraz gnębienie i kryminalizacja ratowników są ze sobą bezpośrednio związane: „Nadużywa się procedur prawnych po to, by unieruchomić aktywistów-ratowników. To jest wojna prawna! Póki ten proces trwa, Iuventa jest jego zakładnikiem. A włoskie władze mają krew na rękach”.

Ksenofobia jako zasłona dymna

Laura przeniosła swoją działalność ratowniczą na ląd. Obecnie studiuje medycynę. Do ratownictwa na Morzu Śródziemnym wróciłaby bez wahania, ale najpierw chce zostać lekarką, by lepiej przygotować się do pomocy. Pracuje jako asystentka medyczna w Walii i obawia się, że pandemia COVID-19 jeszcze podwyższyła ryzyko traktowania migracji w kategoriach „oni albo my”.

Uchodźcy na skażonej ziemi. Jak wygląda rasizm ekologiczny

„Zawsze jest powód i wymówka, by w działaniu nie kierować się człowieczeństwem, ale wrogością. Jak nie covid, to mało pracy, jak nie mało pracy, to za niskie płace albo niewydolność ochrony zdrowia, albo bezdomność” – mówi. „Jeśli się przyjrzysz wszystkim tym wymówkom, zobaczysz, że łączy je jedno: ich autorzy, czyli nasi rządzący. Znacznie łatwiej odwrócić czyjąś uwagę, obwiniając migranta na łodzi o tysiące kilometrów stąd, który nie może się poskarżyć, nie może odpowiedzieć, niż wziąć na siebie odpowiedzialność. Ludzie patrzą na uchodźców i migrantów, a nie widzą polityków, którzy przyznają 30-miliardowe pandemiczne kontrakty swoim kolegom z baru. Nie widzą tego, że Wielka Brytania ma drugi najwyższy wskaźnik zgonów na koronawirusa względem populacji! Migracja wciąż jest kozłem ofiarnym, na którego zrzuca się polityczną nieudolność. A kryminalizacja solidarności ma tę nieudolność maskować”.

**
Maurice Stierl jest pracownikiem naukowym na Uniwersytecie Warwick. W swoich interdyscyplinarnych badaniach zajmuje się migracją i walką wokół granic współczesnej Europy. W 2019 roku wydawnictwo Routledge opublikowało jego książkę Migrant Resistance in Contemporary Europe.

Artykuł opublikowany w magazynie openDemocracy na licencji Creative Commons. Z angielskiego przełożyła Aleksandra Paszkowska.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Zamknij