UE

Rodzina Kuciaka wyznaje: „Syna zabiły brudne pieniądze, nie wierzymy w sprawiedliwość”

Dwa lata temu płatni mordercy zabili słowackiego dziennikarza śledczego Jána Kuciaka i jego narzeczoną Martinę Kušnírovą. O zlecenie zbrodni oskarżony został wpływowy biznesmen Marián Kočner i troje innych osób. Morderstwo wstrząsnęło Słowacją i ujawniło korupcję sięgającą najwyższych szczebli władzy politycznej. Dziś odbywają się wybory do słowackiego parlamentu.

**
Od dwóch lat chodzą codziennie na grób syna w rodzinnym Štiavniku na północy Słowacji. Rodzice zamordowanych narzeczonych Jána Kuciaka i Martiny Kušnírovej, Jozef i Jana Kuciak oraz Zlatica Kušnírová, udzielili wywiadu portalowi Seznam Zprávy w drugą rocznicą morderstwa. Opowiadają w nim o wartościach, o jakie walczyły ich dzieci, o zmianach społecznych na Słowacji, a także o tym, czy wierzą w sprawiedliwy proces.

Filip Harzer: Dokładnie rok temu mówili państwo, że już w zasadzie nie wierzą w sprawiedliwość. Jak to wygląda dzisiaj, dwa lata po zabójstwie Jána i Martiny?

Josef Kuciak: Ogólnie nie, nie wierzymy już, że sprawiedliwości stanie się zadość. Pewnie, są osoby, którym ufamy, ale jest też wokół mnóstwo ludzi, którym ufać nie można. Świadczą o tym dane z Threemy [szyfrowane wiadomości oskarżonego o zlecenie morderstwa Mariana Kočnera – przyp. red.], które sąd uznał już za zdobyte zgodnie z prawem. Bardzo dobrze widać w nich, jak daleko zaszła korupcja w kraju. Sięga ona od prokuratorów okręgowych po tych najwyższych – właściwie nawet prokurator generalny i ludzie wokół niego byli skorumpowani. Sekretarz stanu w ministerstwie sprawiedliwości Monika Jankovská, a także wielu sędziów w sądach rejonowych i okręgowych również byli na usługach osób w typie Kočnera. Jak ufać takiemu wymiarowi sprawiedliwości?

Zlatica Kušnírová: Wierzymy tylko tym, którzy nie tyle pomogli nam, ile okazali się sprawiedliwi w naszej sprawie.

Jozef Kuciak: Wierzymy też tym, którzy uczciwie pracują. Trudno określić, kto jest, a kto nie jest uczciwy, dopóki nie wyjdzie to bezpośrednio w jakimś konkretnym przypadku.

Krajobraz po morderstwie. Słowacja w lutym wybierze nowy parlament

A wierzą państwo wymiarowi sprawiedliwości w procesie z czwórką oskarżonych: Marianem Kočnerem, Aleną Zsuzsovą, Miroslavem Marčekem i Tomášem Szabó?

Jozef Kuciak: Na razie ufamy panelowi sędziów, który zajmuje się tą sprawą. Wierzymy, że oskarżeni zostaną skazani. Ale na pewno pojawi się taki problem, że odwołają się oni do Sądu Najwyższego. A tam nie mamy już pewności, kto dostanie sprawę i kto będzie wydawał wyrok. Już wiele razy stało się tak, że Marek Para, obrońca Kočnera, wygrywał sprawy dopiero w Sądzie Najwyższym, widziałem nawet jakieś statystyki. Wygląda to trochę tak, że na tym etapie przestali się angażować w obronę i przygotowują się na sprawę w Sądzie Najwyższym. Wciąż mają jeszcze jakieś wpływy. Mają ludzi, o których myślą, że mogliby im pomóc uniknąć odpowiedzialności.

Zlatica Kušnírová: Nie stracili pewności siebie…

W sądzie w Pezinku wyglądało jednak na to, że niektórzy oskarżeni stopniowo tracili pewność siebie. Państwo siedzieli odważnie naprzeciwko nich – zauważyli państwo coś podobnego?

Zlatica Kušnírová: Wyglądało to tak, jakby liczyli, że na końcu nadejdzie jakaś pomoc. Jakby byli pewni siebie. Pewni, że zostaną uniewinnieni. Pewni, że nie udowodni się im czynu.

Jozef Kuciak: Obserwowałem oskarżonych dość uważnie. Już na początku zaskoczyło mnie na przykład, że Tomáš Szabó [oskarżony o udział w zabójstwie, miał zawieźć na miejsce zbrodni mordercę, swojego kuzyna Miroslava Marčeka – przyp. red.], który na razie do niczego się nie przyznał i ciągle coś zmyśla, nie radził się swoich adwokatów, za to zwracał się do adwokatów Aleny Zsuszovej [oskarżonej o pośrednictwo w zleceniu zabójstwa – przyp. red.], którzy siedzieli za nim po ukosie.

Zauważyłem też – choć może to teoria konspiracyjna, ale nie mogę się powstrzymać – że kiedy wyłączono jawność rozprawy i zeznawali technicy i spece od kryminalistyki z Europolu, pytania zadawał zawsze Kočner, a nie jego obrońca. Miałem wrażenie, że zadaje pytania tak, żeby zasugerować, że w jego zhakowanych wiadomościach na Threemie zostały jeszcze pewne informacje, których nie udało się rozszyfrować. Miałem wrażenie, że chce przed tym ostrzec, jakby mówił: „Uważajcie…”.

Zlatica Kušnírová: „…bo jeśli mi nie pomożecie, pożałujecie!”

Jozef Kuciak: Przynajmniej ja miałem takie wrażenie.

Pamiątki w kuchni w domu państwa Kuciaków w Štiavniku na Słowacji. Fot: Filip Harzer, Seznam Zprávy.

Czy wciąż spotykają się państwo z tak dużym wsparciem opinii publicznej jak to, które odczuwalne było w 2018 roku?

Zlatica Kušnírová: Troszkę się zmniejszyło, ludzie nie są już tak oburzeni, po prostu jest tego za dużo. Nie przeżywają tego wszystkiego tak intensywnie jak my. Ale sądzę, że teraz, w drugą rocznicę morderstwa, ludzie znów wyjdą na ulice, a wy, dziennikarze, przyjdziecie do sądu. Widzimy, że nie jesteśmy sami, ciągle wspierają nas jeszcze ludzie, i to pomaga nam przeżyć…

Jana Kuciaková: Pomaga, kiedy widzimy, że ludzie nam pomagają.

Zlatica Kušnírová: Choć niektórzy są też przeciwko nam, ale więcej jest dobrych ludzi.

Korupcja, oligarchia, strzelanina i mafijny parlament, czyli końcówka roku u waszych „południowych sąsiadów”

Spotykają się państwo też z negatywnymi reakcjami?

Jana Kuciaková: Tak.

Zlatica Kušnírová: Ja najczęściej. Ja się najbardziej buntuję, więc ja najczęściej.

Jana Kuciaková: Mówią: „Dlaczego nie zostawicie już tego w spokoju?”.

A od kogo pochodzą takie reakcje?

Jana Kuciaková: Od ludzi i od sąsiadów, na przykład jak idę do sklepu. Pytają: „Dlaczego już tego nie olejecie?”.

Jozef Kuciak: My w przeciwieństwie do Zlaty mamy przynajmniej to szczęście, że nie ma nas na Facebooku. Ja sam nie lubię takiego nieosobistego sposobu komunikacji. Gdybyśmy mieli na to wszystko reagować… Nie da się. Zlatka tam wchodzi, a do tego nie orientuje się w tym zbyt dobrze, więc czasami klika tam, gdzie nie powinna.

Zlatica Kušnírová: To prawda. [śmiech]

Jana Kuciaková: Kliknie gdzieś i jest już za późno.

Ale zakładam, że pozytywne reakcje są częstsze.

Jana Kuciaková: Tak, pozytywnych jest więcej.

„Może Słowacy wcale nie są aż tak konserwatywni i katoliccy?”

Zainteresowanie mediów jest ogromne już od dwóch lat. Nauczyli się państwo z tym żyć? Jak radzą sobie państwo z tą całą sytuacją?

Zlatica Kušnírová: W pewnym sensie już się do tego przyzwyczailiśmy.

Jana Kuciaková: To strasznie trudne. Zawsze będzie nam brakować dzieci. Mnie wciąż się wydaje, że to nie może być prawdą, że jeszcze do nas wrócą. Nie da się z czymś takim pogodzić.

Jozef Kuciak: Była to strasznie duża zmiana. Żyliśmy tu jak na końcu świata, tutaj kończy się droga, dalej są już tylko wzgórza… A nagle media i to wszystko. Była to duża zmiana. Na początku unikaliśmy mediów, nie chcieliśmy w ogóle rozmawiać albo bardzo rzadko. Ale potem się to zmieniło. Kiedy widzieliśmy, co się dzieje, po prostu postanowiliśmy, że…

Jana Kuciaková: Że nie możemy tego tak zostawić.

Jozef Kuciak, Jana Kuciaková i Zaltica Kušnírová. Fot: Filip Harzer, Seznam Zprávy.

Jozef Kuciak: Naciskamy przede wszystkim na to, żeby wszystko zostało dokładnie zbadane. Na razie potwierdziło się wszystko, o czym pisał Ján. Nie znaleźli żadnej sprawy, o której mogliby powiedzieć, że została wymyślona albo że brakuje dowodów.

Zlatica Kušnírová: Właśnie to ich zabiło.

Jana Kuciaková: Te brudne pieniądze.

Jozef Kuciak: Najważniejsze, żeby cała prawda została ujawniona. Potem ludzie mogą wyrobić sobie własne zdanie. Najważniejsze, żeby prawda wyszła na jaw. Kiedy widzę, jak w trakcie rozpraw wszystko zostaje zaplątane w różne kruczki prawne… Ale teraz chyba się to rozplącze i prawda wyjdzie na jaw.

Dlaczego zginął słowacki dziennikarz?

czytaj także

To spuścizna, którą zostawili po sobie Ján i Martina, a którą państwo pielęgnują?

Zlatica Kušnírová: Janek to wszystko odkrył i właśnie dlatego ich zabili. Doszedł bardzo daleko, robił to, co powinna robić policja, prokuratorzy. Teraz nie może już walczyć dalej, więc musimy to w ich imieniu robić my, rodzice. Janek pisał, Martinka go w pełni wspierała, więc kontynuujemy to, co zaczęli.

Jana Kuciaková: „Mamuś, ja chcę sprawiedliwej, uczciwej Słowacji”. Tak Janek zawsze mówił.

Rozmawiamy przed wyborami parlamentarnymi na Słowacji. Uważają państwo, że rocznica i uroczystości upamiętniające wpłyną na wyniki? Czy to, co w styczniu i w lutym zabrzmiało w sądzie w Pezinku, może zmobilizować część społeczeństwa?

Jozef Kuciak: Pewną część to na pewno zmobilizuje, ale wciąż zostaje spora część, która już z zasady nie chodzi na wybory, nikomu i niczemu nie wierzy. Niektórych z nich przekonują ludzie typu Marian Kotleba [przewodniczący ultraprawicowej Partii Ludowej Nasza Słowacja LSNS – przyp. red.]. To, że podstawą ich polityki jest mocna ręka. Ich hasła przypominają czasami wypowiedzi Hitlera o ostatecznym rozwiązaniu. Kotleba w ten sposób atakuje u nas Romów, mówi, że wreszcie rozwiąże ten problem.

Biały sen Mariana Kotleby

czytaj także

Biały sen Mariana Kotleby

Karolína Poláčková

Porozmawiajmy o czymś pozytywniejszym. Gdyby mieli państwo podkreślić coś, co udało się w społeczeństwie osiągnąć w ciągu ostatnich dwóch lat, co by to było? Czy społeczeństwo słowackie zmieniło się na lepsze?

Jozef Kuciak: Podkreśliłbym zaangażowanie obywatelskie. Ludzie wyszli na ulice, znaleźli się ludzie, którzy to organizowali. Od wieczora do rana. Bez żadnych środków finansowych. Dopiero później założyli konto, na które można wpłacać pieniądze, ale na początku było to kilkoro młodych ludzi, którzy potrafili połączyć ludzi w całym kraju. Od czasów aksamitnej rewolucji nie było tu takiego zaangażowania. Zazwyczaj odbywało się to chaotyczne i nie miało zasięgu na całą Słowację. To dobry znak na przyszłość. Okazało się, że dzięki takim naciskom można coś zmienić.

Jednym z efektów jest chyba również to, że aktywistka obywatelska została prezydentką.

Zlatica Kušnírová: Tak, to zmiana na lepsze. Pani prezydentka [Zuzana Čaputová] już wiele razy dowiodła, że jest po stronie dobra i sprawiedliwości, nie chodzi jej tylko o mandat, ale o stanowisko prezydentki, i wiele razy okazała ludzkie uczucia. Też ma rodzinę, ma córki, więc często widać jej ludzkie podejście. Uważam, że właśnie tego potrzebujemy.

Čaputová nas nie zbawi, ale przynajmniej wkurzy Zemana, Kaczyńskiego i Orbána

W sobotę wybory parlamentarne. Czego życzyliby sobie w nich państwo?

Jozef Kuciak: Chciałbym przede wszystkim, aby przyszło na nie jak najwięcej ludzi. I żeby się zastanowili, myśleli sercem i głową, jak to się mówi, i żeby nie pozwolili, aby na ich decyzję wpłynął jakiś marketing. Użyłbym słów, które Janek napisał w wieku siedemnastu lat: każdy polityk wysokiego szczebla dostał się do parlamentu z jakiegoś miejsca, z jakiejś wsi czy miasteczka. I tam ludzie ich znają. Wiedzą, czy dopuścili się jakichś uchybień. Taki polityk w wielkiej polityce na pewno się nie zmieni… Dlatego niech ludzie dobrze się przyglądają tym, których wybierają.

Zlatica Kušnírová: Miejmy nadzieję, że będą to przełomowe wybory. W kampanii nagle wszyscy są dobrzy, ładni, wszyscy chcą tylko tego, co najlepsze. Kiedy pytałam o radę Martinkę albo Janka, bo, na miłość boską, nie wiedziałam, na kogo głosować, Martinka mówiła: „Przecież chyba oglądasz telewizję”. A ja odpowiadałam: „No oglądam, ale wszyscy są prawie tacy sami”. A ona na to: „Nie, nie!”. Tak samo Janek: „Popatrz, jacy byli pięć, dziesięć lat temu, kiedy nie wiedzieli, że będą robić kampanię wyborczą”. Wszyscy powinni tak do tego podchodzić.

Štiavnik. Rodzinna wioska Jána Kuciaka na Słowacji. Fot: Filip Harzer, Seznam Zprávy.

W piątek będziecie w Veľkiej Mačy, gdzie mieszkali Ján i Martina. Co dzieje się teraz z ich domem?

Jozef Kuciak: Zlatka jest już po postępowaniu spadkowym, my na nie jeszcze czekamy, ciągle się to przeciąga. Ja chcę, żeby ten dom został zburzony. Chcielibyśmy zachować tylko taką kwadratową chatkę, jakieś 3×3 metry. Byłaby przeszklona, dalibyśmy do niej rzeczy, które lubili. Zbierali antyki: stare biurko, stare żelazka i jeszcze węgiel, który się do nich sypało, stare telefony. Przechowywalibyśmy w niej takie rzeczy.

Byłby tam też mały park z drzewkami, przynajmniej mam taki pomysł. Mówiłem niektórym dziennikarzom, że każdy dziennikarz, który się przyłączy, mógłby zasadzić swoje drzewo. Mógłby powstać Park Wolności Słowa.

**
Rozmowa ukazała się na portalu Seznam Zpravy, przedruk za zgodą redakcji. Przeł. Olga Słowik.

Słowacja po zabójstwie Kuciaka: Nacjonaliści i neofaszyści u bram

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać