Świat

Nadzieja oparta na dowodach

krowy

Rozwijanie krytycznego myślenia w świecie, w którym nie ma dnia bez manipulacji i celowej dezinformacji, to podstawowy akt oporu.

Tesco przechodzi na weganizm! Niesamowita wiadomość! No dobra, może jeszcze niezupełnie przechodzi na weganizm, ale… rezygnuje ze sprzedaży mięsa! Co? Nie każdego? Oj tam, może nie każdego, ale… likwiduje wszystkie stoiska z niepaczkowanym mięsem. Mają kilka tysięcy sklepów, więc nawet jeśli tylko w połowie było takie stoisko, to i tak skala tego działania robi wrażenie! Zaraz… jak to, tylko w Wielkiej Brytanii? Nie w całej? Szkoda… a w ilu sklepach? Sześciu? No, może i w sześciu na początek, ale sami oficjalnie przyznali, że testują takie rozwiązanie, zanim je na dobre upowszechnią. No i co z tego, że ciężko znaleźć oryginał tego oświadczenia, może było ustne?

I tak dalej, i tak dalej.

Uporządkujmy tę opowieść i spójrzmy na mechanizm tworzenia, obiegu i odbioru informacji. Ta historia, powielana ostatnio w różnych – mniej lub bardziej fantastycznych – wersjach, jest dobrym pretekstem, żeby pomyśleć nad tym, jak się odnajdujemy w naszym środowisku życia – w gąszczu komunikatów oraz ich rykoszetów. Dokładniej: co się stało z naszą zdolnością do czytania ze zrozumieniem, sprawdzania źródeł informacji, odnajdywania związków przyczynowo-skutkowych i unikania pułapki myślenia życzeniowego. Obawiam się, że bardzo potrzebujemy kampanii takich jak „A dowodzik jest?”.

Przede wszystkim, informacja, że Tesco zamyka stoisko z mięsem, pojawiła się w internecie już rok temu. Ktoś zrobił zdjęcie stojakowi z ogłoszeniem w jednym ze sklepów. Oprócz informacji, że stoisko zostanie zamknięte z powodu małego zainteresowania klientów, umieszczony był na nim uspokajający dodatek o tym, że klienci nie muszą się obawiać o brak mięsa w sklepie. Dokładniej: że wciąż ma być bez problemu dostępne, tyle że paczkowane. Zdjęcie pojawiło się na Twitterze, ktoś się ucieszył, ktoś nie, ktoś skomentował i podał dalej. Całość nie przebiła się do szerszego obiegu.

Wiele wskazuje na to, że po roku internet dokonał ponownego odkrycia i recyklingu, a przy okazji również liftingu informacji. Podobne zdjęcie znalazło się na Instagramie. Tym razem zareagowała spora liczba osób, a następnie na jednym z zagranicznych wegańskich portali pojawił się krótki artykuł, w którym mowa była już o sześciu sklepach. Nie podano żadnych źródeł tej informacji. W tekście jest wzmianka, że przedstawiciele Tesco nie potwierdzili, że zmiana ma związek z rosnącym zainteresowaniem produktami roślinnymi. Mój mail do autorki artykułu, w którym pytam o źródła, na podstawie których powstał, i proszę o ustosunkowanie się do faktu, że podobna informacja pojawiła się już rok temu, pozostał bez odpowiedzi.

Tajemniczy artykuł uznano za wiarygodne źródło informacji i cytowano później wielokrotnie w mediach społecznościowych i na różnych prozwierzęcych portalach. Co ciekawe, w kilka dni po jego publikacji na stronie „Meat Trades Journal” opublikowano krótką notkę o tym, że w Tesco w Liverpoolu zlikwidowano jedno stoisko z niepaczkowanym mięsem. Artykuł cytuje przedstawicieli firmy, którzy potwierdzają, że redukcja etatów objęła jedną osobę. Tesco zatrudnia kilkaset tysięcy pracowników. W tekście brak odnośników do jakichkolwiek rzetelnych źródeł.

W Polsce mogliśmy przeczytać na przykład, że Tesco zamyka działy z mięsem na wagę – jednak bez informacji, czy dotyczy to jednego sklepu, sześciu czy może kilku tysięcy, za to z sugestią, że ruch może spowodować podobne decyzje reszty supermarketów. W innym miejscu podano informację, że powodem stopniowej rezygnacji z działów mięsnych i rybnych jest spadające zainteresowanie mięsem.

Co w tym wszystkim jest wątpliwe? To, co naprawdę się zdarzyło, kiedy i gdzie, jakie były tego przyczyny i jakie będą konsekwencje. Panuje informacyjny mętlik co do daty i ilości zamkniętych stoisk. Mamy tylko jedno i to umiarkowanie rzetelnie potwierdzone miejsce zdarzenia. Nie wiemy nic o tym, czy Tesco uważa swoje działanie za część jakiegoś procesu rezygnacji z takich stoisk w pozostałych sklepach. Nie wiemy więc, jaki to może mieć wpływ na podobne decyzje innych firm. Nie znamy związku całej sprawy z rosnącym zainteresowaniem produktami roślinnymi. Być może stoisko zamknięto, ponieważ okoliczni klienci wolą paczkowane mięso – z powodów ekonomicznych, z wygody, a może dlatego, że stoisko miało wyjątkowo złą renomę.

Wegańska krew

czytaj także

Nie chcę kpić z entuzjazmu i nadziei, jakie wzbudziła informacja o zamknięciu stoisk z mięsem. Przeciwnie, pomimo wszystkich zastrzeżeń są jak dawka odtrutki na coraz bardziej oswojoną przemoc dookoła. Nie tylko na banalność rzeźni, ale i na klimat rosnącego przyzwolenia na przemoc wobec innych ludzi – na cały ten publiczny trening na symulatorach szubienic, który za tej władzy do obrzydliwości powszednieje i normalnieje. Mało mnie obchodzi ewentualny zarzut o nadmierny patos tego stwierdzenia. Kiedy widzę, że ludzie cieszą się z takich wiadomości, robi się odrobinę jaśniej. Przez chwilę łagodnieje groza tego, co się dzieje dookoła.

Problem w tym, że nadzieja budowana na mizernych podstawach zwykle okazuje się płonna, a nieuzasadniony entuzjazm, jakkolwiek pomaga funkcjonować w przytłaczającym świecie, jest po prostu formą oderwania od rzeczywistości. Warto zawsze pamiętać, że może nie być aż tak dobrze, jak się wydaje. Jeśli przedmiotem troski ma być rzeczywistość, potrzebne są prawdziwie dobre wiadomości.

Jeśli przedmiotem troski ma być rzeczywistość, potrzebne są prawdziwie dobre wiadomości.

W medycynie stosuje się pojęcie evidence-based hope, np. w kontekście terapii nowotworów, chronicznego bólu lub chorób psychicznych. Nadzieja oparta na dowodach to po prostu realistyczne, rozsądne oczekiwania – na coś, co, choć niekonieczne, to prawdopodobne. A rozwijanie krytycznego myślenia w świecie, w którym nie ma dnia bez manipulacji i celowej dezinformacji, to podstawowy akt oporu.

Rozsądnie jest oczekiwać, że Tesco będzie poszerzać ofertę produktów dla weganek i wegan, ponieważ śledzenie trendów żywieniowych i reakcja na nie jest normalną częścią tego biznesu. Robią to również polskie firmy, w tym te, które dotychczas w ogóle nie kojarzyły się z wegańskimi produktami. Prawdopodobne jest, że roślinne zamienniki będą zdobywać rynek, a nawet wypierać produkty pochodzenia zwierzęcego, szczególnie jeśli będą po nie sięgać nie tylko weganie – i to się dzieje. Realistycznie jest zakładać, że Pizza Hut wprowadzi do menu swoich restauracji w Polsce pizze z wegańskim serem, ponieważ właśnie to zrobili w ponad 250 restauracjach w Wielkiej Brytanii. Podobne przykłady można mnożyć.

Sami wyprodukowaliśmy miliony medialnych analfabetów

Zainteresowanie wegańskim jedzeniem, szczególnie w dużych miastach w Polsce, rośnie jak nigdy wcześniej i jest to prawdziwy powód do radości. W tym roku autorzy największego na świecie przewodnika po wegańskich i wegetariańskich jadłodajniach umieścili Warszawę na trzecim miejscu światowego rankingu po Berlinie i Los Angeles. Nie mogli wyjść z podziwu nad ilością i jakością roślinnego jedzenia w stolicy. Dobrze udokumentowanych zmian, które dają nadzieję, jest naprawdę sporo.

A jedyną nadzieją, która nie jest matką głupich, jest nadzieja oparta na dowodach.

Czy potrzebujemy zabijać więcej zwierząt?

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Darek Gzyra
Darek Gzyra
Działacz społeczny, publicysta, weganin
Działacz społeczny, publicysta, weganin, doktorant w Instytucie Filozofii i Socjologii Uniwersytetu Pedagogicznego im. KEN w Krakowie. Członek Polskiego Towarzystwa Etycznego oraz Laboratorium Animal Studies – Trzecia Kultura, jeden z redaktorów czasopisma „Zoophilologica. Polish Journal of Animal Studies”.
Zamknij

Zapisz się na newsletter Krytyki Politycznej
i bądź na bieżąco