Świat

Powielanie narracji jednej strony jest szkodliwe, bo zaciemnia rzeczywistość i przeczy faktom

Partyzantka PKK, Kurdystan. Fot. Kurdishstruggle, Flickr.com

Nie sposób zaprzeczyć, że Kurdowie nie podzielają entuzjazmu dżihadystów w kwestii masowych mordów, więc stawianie między nimi znaku równości – co robi prezydent Turcji Recep Tayyip Erdoğan – jest absurdem. Nie ma jednak powodu, aby udawać, że działania Rożawy są etycznie nienaganne.

W 2014 roku Zachód w napięciu przyglądał się obronie syryjskiego miasta Kobane, na które szturm przepuszczało Państwo Islamskie. Świat obiegły zdjęcia pięknych kurdyjskich bojowniczek z karabinami, które odpierały ataki dżihadystów (swoją drogą, to przykład zachodniego orientalizmu w najgorszym wydaniu). Kurdowie szybko zostali wyniesieni do rangi bohaterów, a obrona Kobane porównywana do obrony Stalingradu.

Erdoğan atakuje Rożawę. Europa jest bezradna

Autonomiczny region Rożawy, syryjskiego Kurdystanu, ściągał na siebie wzrok światowej lewicy już od swojego ustanowienia w 2013 roku. W mediach Rożawa prezentowana jest praktycznie jako raj na ziemi, a na pewno w piekle, jakim jest dzisiaj tak zwany Bliski Wschód. Romantyczna anarchistyczna utopia, kierowana ideałami równouprawnienia, świeckości, radykalnej demokracji i ekologii…

Rożawa z pewnością jest projektem politycznie innowacyjnym, szczególnie w tej części świata. Tak, kurdyjskie siły zasłużyły się w walce z Państwem Islamskim i miały duży udział w zlikwidowaniu kalifatu na terytorium Syrii – choć absurdem jest stwierdzenie, że Kurdowie odegrali w tym zwycięstwie główną rolę. Gdyby nie wsparcie lotnicze USA i międzynarodowej koalicji, YPG (Powszechne Jednostki Ochrony, zbrojne skrzydło Partii Unii Demokratycznej, bezpośrednio powiązane z Partią Pracujących Kurdystanu) – nie odniosłyby zwycięstwa nad ISIS.

Trzeba jednak powiedzieć otwarcie: walcząc z dżihadystami u boku USA, kurdyjscy bojownicy dopuszczali się zbrodni wojennych, a na kontrolowanych przez nich terenach regularnie dochodziło do łamania praw człowieka. Tymczasem Stany Zjednoczone i międzynarodowa koalicja pomimo wezwań licznych organizacji pozarządowych zajmujących się ochroną praw człowieka milczą jak zaklęte w kwestii zbrodni, jakich dokonuje przywództwo Rożawy.

USA wbiły Kurdom nóż w plecy

Władze eliminują swoich krytyków

W 2014 roku Human Rights Watch opublikował raport na temat Rożawy. Mowa w nim o niewyjaśnionych zaginięciach i morderstwach, nadużyciach siły wobec zatrzymanych, niesprawiedliwych procesach. W opublikowanym rok później raporcie badacze z Amnesty International cytują rozmowy z dziesięcioma więźniami odsiadującymi wyrok w dwóch więzieniach w Rożawie. Jeden z nich był przetrzymywany przez prawie miesiąc, bo nazywał się podobnie do poszukiwanego mężczyzny, drugi – z powodu krytycznych wobec PYD postów na Facebooku. Raport AI zawierał konkluzję, że władze kurdyjskie „stosowały prawo antyterrorystyczne do zatrzymywania i ścigania kurdyjskich grup opozycyjnych krytykujących PYD”.

Nie żal nam uchodźców. Niech wracają, skąd przyszli

Raport AI ujawnił też falę przymusowych wysiedleń arabskich mieszkańców północnej części Syrii, których dopuszczali się żołnierze YPG. W zamieszkałym przez Arabów miasteczku al-Husseinija zniszczyli prawie wszystkie domy, żeby wysiedleńcy nie mogli do nich wrócić. Jeden z cytowanych w raporcie mieszkańców al-Husseiniji mówił: „Wyciągnęli nas z domów i zaczęli je podpalać. Sprowadzili buldożery. Burzyli budynek po budynku, aż cała wieś była zniszczona”. Członkowie YPG mieli oskarżać mieszkańców o wspieranie ISIS i grozić, że zabiją ich, jeśli nie opuszczą swoich domów. W wyniku przymusowych przesiedleń przeprowadzanych przez YPG swoje domy musiały opuścić dziesiątki tysięcy żyjących w północnej Syrii Arabów.

Według Syrian Network for Human Rights pierwsze rzezie na ludności arabskiej zostały dokonane przez YPG już w 2013 roku. W listopadzie 2013 w miasteczku al-Aghybish zginęło sześcioro cywilów. W lutym 2014 w Tal Brak – 42, a we wrześniu al-Hajia i Tal Khalil – 43.

Pieniążek: Syria nie ma wpływu na to, co dzieje się na jej terytorium

W 2017 roku Human Rights Watch ujawnił, że YPG ogranicza swobodę przemieszczania się przesiedleńców w prowincjach Rakka i Dajr az-Zaur, zamykając ich w kontrolowanych przez siebie obozach dla uchodźców wewnętrznych i uniemożliwiając powrót do rodzinnych wsi i miasteczek – o ile w ogóle mieli jeszcze do czego wracać. Zgodnie z prawem międzynarodowym przesiedlenia ludności cywilnej, jeśli nie istnieje bezpośrednie zagrożenie wybuchu konfliktu zbrojnego na tych terytoriach, są zbrodnią wojenną; mogą być także uznane za zbrodnię przeciwko ludzkości.

W innych częściach Rożawy YPG aresztowało, torturowało i mordowało Kurdów powiązanych z innymi partiami politycznymi oraz Arabów sprzeciwiających się reżimowi Asada. Jak powiedział brytyjskiemu dziennikowi The National” aktywista z prowincji Hasaka, „wciąż aresztują członków opozycji, raz po raz, aż sami zdecydują się wyjechać”. Co najmniej 200 tys. syryjskich Kurdów uciekło przed obowiązkowym poborem wojskowym. Wiele źródeł podaje, jakoby wysoki rangą urzędnik administracji Baracka Obamy określił tereny pod władaniem YPG jako „minipaństwo totalitarne”.

Dwadzieścia dwa odłamki w ciele Omara Amira [fragment książki]

Niektórzy obrońcy Rożawy wprost zaprzeczali tym zarzutom; inni wskazywali, że ze względu na okoliczności, a więc walkę z Państwem Islamskim, nie czas koncentrować się na zbrodniach popełnianych przez Kurdów. Wreszcie praktycznie wszyscy zgodzili się co do tego, że mimo wszystko inni aktorzy w regionie – jak reżim Asada czy Państwo Islamskie – i tak mają na sumieniu więcej niż Kurdowie. Nawet HRW podkreśla, że zbrodnie, które ma na sumieniu YPG, są „znacznie mniej rażące i powszechne”.

Dzieci na froncie

Nie sposób zaprzeczyć, że Kurdowie nie podzielają entuzjazmu dżihadystów w kwestii masowych mordów, więc stawianie między nimi znaku równości – co robi prezydent Turcji Recep Tayyip Erdoğan – jest absurdem. Nie ma jednak powodu, aby udawać, że działania Rożawy są etycznie nienaganne – chociażby przez wzgląd na ich ofiary. W konfliktach zbrojnych w różnych częściach świata wciąż uczestniczą tysiące dzieci. Na Bliskim Wschodzie rekrutują je między innymi Hezbollah, An-Nusra, Wolna Armia Syrii – ale także YPG i YPJ.

Artykuł 38. przyjętej przez Zgromadzenie Ogólne ONZ w 1989 roku Konwencji o prawach dziecka stanowi, że „Państwa-Strony będą powstrzymywały się przed rekrutowaniem do swoich sił zbrojnych jakiejkolwiek osoby, która nie osiągnęła wieku piętnastu lat”. Zgodnie z prawem międzynarodowym, w tym Rzymskim Statutem Międzynarodowego Trybunału Karnego, werbowanie dzieci poniżej 15. roku życia lub wykorzystywanie ich do aktywnego udziału w działaniach zbrojnych przez armie bądź niepaństwowe grupy zbrojne jest zbrodnią wojenną. A raport HRW Syria: Kurdish Forces Violating Child Soldier Ban ujawnia listę nazwisk 59 dzieci, w tym dziesięcioro poniżej 15. roku życia, które służyły w szeregach YPG.

5 czerwca 2014 r. podpisała „Akt zobowiązania” z organizacją pozarządową Geneva Call, zobowiązując się do całkowitej demobilizacji bojowników poniżej 18. roku życia w ciągu jednego miesiąca. Mimo to HRW udokumentowało kolejne przypadki przyłączania dzieci do oddziałów YPG i YPJ. Niektóre z nich miały zginąć w walkach w 2015 roku.

Mit Rożawy

Obserwując debatę publiczną na temat tureckiej agresji na Rożawę, można odnieść wrażenie, że polskim dziennikarzom nikt nie powiedział, że Kurdów także można krytykować, a część publicystów i komentatorów mogłaby zacząć występować w mediach w mundurach YPG lub przynajmniej z kurdyjską flagą wpiętą w klapę marynarki.

Odbudować kraj i nie wdepnąć na minę

czytaj także

Odbudować kraj i nie wdepnąć na minę

Giorgio Chiovelli, Stelios Michalopoulos, Elias Papaioannou

Alarmujące, zakrawające na zbiorową histerię głosy, że Polska także zostanie porzucona na pastwę losu, świadczą o niewielkim kontakcie z rzeczywistością. Fakty bowiem przedstawiają się następująco: Stany Zjednoczone od początku i wprost mówiły, że ich sojusz z SDF jest tymczasowy i ogranicza się do pola bitwy. Waszyngton nigdy nie wspierał pomysłu utworzenia niezależnego państwa kurdyjskiego w granicach Syrii. Trump nigdy nie krył się też z tym, że zamierza zabrać amerykańskich chłopców z Syrii najszybciej, jak będzie to możliwe.

Jak słusznie zauważa Karol Wasilewski, turkolog i analityk Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, w świetle tych informacji mówienie o „zdradzie” jest tylko powielaniem kurdyjskiej narracji. To Turcja (podobnie jak Polska) jest traktatowym sojusznikiem USA, nie YGP czy SDF, co wpływa na zupełnie inny charakter relacji i wzajemnych zobowiązań. Ankara w rosnącej w siłę kurdyjskiej autonomii tuż przy swojej granicy widzi natomiast zagrożenie egzystencjonalne.

Wycofanie amerykańskich wojsk z Syrii to szansa na pokój

Trzeba jednak pamiętać, że ruch kurdyjski, który dziś obserwujemy, jest znacznie łagodniejszy niż u swojego zarania. Jak zauważa Aliza Marcus w doskonałej książce Blood and Belief, choć PKK nigdy nie była tak krwiożercza jak Państwo Islamskie, były czasy, że miała mordercze zapędy. Systemowa przemoc była jednym z fundamentów PKK, który pomógł grupie zdobyć pozycję pośród innych, konkurujących między sobą o prymat ruchów kurdyjskich na początku lat 80.

Do działań PKK należało między innymi zabijanie wieśniaków, którzy popierali państwo tureckie, rekrutowanie w swoje szeregi młodych bojowników oskarżanych o zbrodnie na tle ideologicznym czy mordowanie tureckich nauczycieli, którzy pracowali w południowo-wschodniej części kraju.

Tak czy inaczej, powielanie kurdyjskiej narracji jest szkodliwe z jednego prostego powodu: zaciemnia rzeczywistość i przeczy faktom. Szczególnie osoby o lewicowej wrażliwości powinny wykazywać większą powściągliwość oraz pewną dozę krytycyzmu wobec Rożawy. Jeśli chcemy walczyć o prawa człowieka, musimy pozostawać konsekwentni i upominać się o nie dla wszystkich.

Wycofanie się Amerykanów z Syrii nie zakończy konfliktu [polemika z Jeffreyem Sachsem]

Owszem, Donald Trump popełnił błąd, wycofując wojska z Rożawy, działania Turcji w północnej Syrii są karygodne i zasługują na potępienie. Należy sprzeciwiać się szkodliwej inżynierii demograficznej i próbom dokonywania czystek etnicznych, zwłaszcza gdy dopuszcza się ich ważny członek NATO. Istnieje tutaj pole do popisu dla społeczności międzynarodowej, w tym Unii Europejskiej, która może wywierać nacisk na Turcję za pomocą chociażby sankcji ekonomicznych.

Jeśli chcemy jednak zachować podstawową wiarygodność i uczciwość, nie możemy otaczać syryjskich Kurdów nimbem moralnej doskonałości. Istnieją niezliczone dowody na akty przemocy i morderstwa. Przymykanie oka na zbrodnie reżimu tureckiego jest tak samo złe, jak nabieranie wody w usta w kwestii zbrodni popełnianych przez Kurdów na samych Kurdach czy Arabach. Większa doza krytycyzmu i trzeźwego osądu mogłaby doprowadzić do głębszych i trwalszych sojuszy. Zamykanie oczu na fakty nie służy natomiast nikomu.

Bio

Jagoda Grondecka

| Iranistka, publicystka i komentatorka ds. bliskowschodnich
Iranistka, publicystka i komentatorka ds. bliskowschodnich, współpracuje z „Kulturą Liberalną”. Absolwentka Instytutu Stosunków Międzynarodowych UW. Doświadczenie zdobywała m.in. w ambasadach RP w Teheranie i Islamabadzie. Współautorka publikacji „Muzułmanin, czyli kto? Materiały dydaktyczne dla nauczycieli i organizacji pozarządowych”.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.