Nieuchronnie wchodzimy w drugą połowę drugiej połowy wakacji. Letni vibe w tym roku zakłócają, oprócz newsów ze świata, naprzemienne fale upałów i chłodu z deszczem. Z tego miksu, przynajmniej na razie, wyrysował się całkiem niezły sezon grzybowy, a z czego jak czego, ale z upodobania do grzybobrania słynie nasza część Europy. O skali tego fenomenu niech świadczy inne zjawisko, które mu niezmiennie towarzyszy, czyli grzybiarze, którzy zgubili się w lesie.
Militarne aspekty grzybobrania
Białoruś żyła na początku sierpnia sprawą zaginięcia 79-letniego mężczyzny, który poszedł na grzyby w okolicy wsi Czernucha na Grodzieńszczyźnie i nie wrócił do domu. Po tygodniu poszukiwań znaleziono ciało 79-latka, które znajdowało się zaledwie dwa kilometry od jego samochodu.
W połowie lipca szef białoruskich służb poszukiwawczo-ratowniczych prosił o ostrożność i szybkie reakcje, bo nie minął jeszcze pierwszy miesiąc wakacji, a w lesie już zgubiło się 68 osób, w tym dzieci. Większość udaje się dość szybko namierzyć, ale szóstka z tych 68 ośmiu nie odnalazła się w pierwszych dobach, a poszukiwania wciąż trwały.
Nawet jeśli trwają długo, to zawsze jest nadzieja. W połowie lipca w okolicach Pińska zaginęła w lesie na grzybach 67-letnia Nina Kunickaja. Szukała jej przez dwa tygodnie ponad setka osób. I znalazła! Kobieta przez dwa tygodnie błądziła samotnie po lesie, piła deszczówkę i jadła jagody.
Na Łotwie na początku sierpnia licznik zbłądzonych w lesie miłośników grzybobrania wynosił 28. „Kiedy patrzysz pod nogi w poszukiwaniu kolejnego grzyba, możesz łatwo się zagapić i nie zauważyć, jak głęboko w lesie już jesteś. Jeszcze jedna ścieżka, jeszcze jeden zakręt i nagle znanej drogi już nie ma” – pisze łotewski portal Delfi z przestrogą dla osób, które wybierają się do lasu.
Łotewskie służby w poszukiwaniach grzybiarzy posiłkują się dronami. A dronowe technologie udoskonala wojna. Zresztą pisałam już o tym, że w krajach bałtyckich grzybiarze czy też zwykli spacerowicze mogą trafić na ukraińskie drony, które spadają po tym, jak ich nawigację zakłócają rosyjskie systemy radioelektroniczne.
Pięć lat od Usnarza
Kiedy przeglądając strony mediów z regionu, trafiam na informacje o zagubionych grzybiarzach, przypomina mi się książką Urwany ślad o zaginięciach w amerykańskich parkach narodowych. Reportaż Jona Billmana, wydany w Polsce przez Wydawnictwo Czarne, ma w sobie ten lynchowski nastrój, wytwarzany na styku ludzkiej zachłanności i tajemniczych sił natury. Jak to bowiem możliwe, że na planecie, która została już zjeżdżona wzdłuż i wszerz, której każdy najmniejszy fragment został zmierzony i opisany, tak łatwo przepaść w lesie, niedaleko od domu, nie zostawiając po sobie żadnych śladów?
Lasy Europy Środkowej i Wschodniej kryją wiele tajemnic. Można w nich trafić nie tylko na zagubionych miłośników grzybów i jagód, ale też na masowe groby, w których leżą ofiary różnych epok i ich reżimów, nacjonalistycznych i komunistycznych, ale i zwykłej ludzkiej nienawiści, najczęściej połączonej z chciwością. W lasach na pograniczu polsko-białoruskim można trafić na zwłoki ludzi, którzy od 2021 roku próbowali tędy dostać się do Europy. Właśnie mija pięć lat, odkąd grupa Afgańczyków pojawiła się w Usnarzu Górnym, co symbolicznie zapoczątkowało humanitarny kryzys na granicy z Białorusią.
Ogień i fajerwerki
W lesie wciąż znajdujemy artefakty z drugiej wojny światowej, choć od jej zakończenia minęło już 80 lat. W 2001 roku las, na skraju którego mieszkam, zapalił się od iskry spod kół pociągu. Tory kolejową leżą ok. kilometrów od wsi, ogień szybko się rozprzestrzeniał, ale spaliło się tylko parę budynków gospodarczych, domy ocalały. Do dzisiaj mieszkańcy uważają, że to prawdziwy cud.
Parę lat temu przyszedł do nas sąsiad, człowiek, który już nie żyje i powiedział: „To dla was to dobrze, że ten pożar był”. Uniosłam brwi w wyrazie zdziwienia i zaciekawienia, a sąsiad tłumaczył: „Bo jak był ten pożar to tutaj wszystko, co w tym lesie leżało, to wystrzelało. Tu fajerwerki były”. W czasie drugiej wojny światowej Armia Czerwona w lesie za wsią trzymała odwody, wgłębienia w terenie wciąż zdradzają ślady ziemianek. Wszystkie naboje i pociski, które po nich zostały w ziemi, wybuchały, kiedy ogień trawił okolicę.
Pod koniec lipca w obwodzie lwowskim grzybiarz znalazł cały arsenał – 18 pocisków artyleryjskich z czasów drugiej wojny. Z kolei na Zakarpaciu turyści na początku sierpnia trafili na minę moździerzową z tego samego okresu. Ale już na wschodzie kraju grzybiarze mogą wejść na nowe miny, pozostałe po okupacji i działaniach zbrojnych. Swobodne chodzenie po lesie jest tam właściwie wykluczone, bo Ukraina to dzisiaj najbardziej zaminowany kraj na świecie. Na Charkowszczyźnie jeszcze w 2022 roku w ten sposób zginęło dwóch mężczyzn.
Taki u nas sezon grzybowy.










Komentarze
Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!