Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Przekaż Przekaż

Wahadło wychyla się w drugą stronę? 7 powodów, dla których prawica zaczyna przegrywać

Bolesna porażka Georgii Meloni w referendum w sprawie reformy sądownictwa, wyborcza klęska prawicy w Słowenii i Orbána na Węgrzech – dowodów stopniowego wytracania impetu przez prawicę jest sporo. Jakie są tego przyczyny?

ObserwujObserwujesz
Walka

Gdy po zwycięstwie Karola Nawrockiego napisałem tekst pt. Wahadło jeszcze wychyli się w lewą stronę, komentujący i reagujący na Facebooku prawicowcy pękali ze śmiechu. Zaledwie trzy kwartały później pojawiło się wiele dowodów, że prawicowa fala traci impet. Oczywiście trudno mówić o faktycznym przechyleniu w lewo po wyborach, w których cały parlament węgierski został obsadzony przez prawicę. Większość konstytucyjną zdobyła jednak partia najmniej prawicowa w kraju, odsuwając od władzy guru europejskiego alt-rightu, rządzącego przez bagatela 16 lat.

Orban próbował budować wokół siebie europejską prawicową międzynarodówkę, w skali globu starając się zostać główną oficjalną filią ruchu MAGA – organizując m.in. konferencję CPAC czy przyjmując J.D. Vance’a niemalże w przeddzień wyborów. Jego przeciwnik, zwycięski Peter Magyar, jest za to określany przez prawicowe media jako krypto lewak, a przynajmniej wstrętny liberał, nadbalatońska wersja Tuska. W Budapeszcie doszło więc do zmiany w kierunku centrum – i to głębokiej, gdyż zwycięstwo Tiszy było miażdżące.

Czytaj także Czy tylko prawica może zatrzymać prawicowy populizm? Jakub Majmurek

Dowodów stopniowego wytracania impetu przez prawicę jest jednak więcej. Bolesna porażka Georgii Meloni w ważnym referendum w sprawie reformy sądownictwa we Włoszech jest kolejnym, nawet jeśli nie odbiera jej szans na reelekcję. Bez większego echa przeszła inna klęska prawicy w UE, czyli wybory w Słowenii, gdzie partii Janesa Janży nie udało się wygrać pomimo poparcia Trumpa. Według szeregu sondaży w listopadzie amerykańscy republikanie prawdopodobnie z kretesem przegrają tak zwane wybory połówkowe do Kongresu.

W Polsce TV Republika czasy największej świetności zdaje się mieć za sobą. Oglądalność na poziomie 7-8 proc. to już jest pieśń przeszłości. W marcu stację Tomasza Sakiewicza oglądało 5,7 proc. widzów, co nadal daje jej pierwsze miejsce wśród kanałów informacyjnych, ale już tylko 0,2 pkt proc. nad TVN24. Stacja straciła ponad 13 tys. widzów rok do roku, a jej flagowy program informacyjny Dzisiaj, prowadzący przez Danutę Holecką, stracił ich ponad 10 proc. Ogląda go ledwie 850 tys. osób, przy 2,7 mln widzów Faktów TVN.

Można mieć całkiem uzasadnioną nadzieję, że kolejne bolesne porażki prawicy będą coraz częstsze. Oto siedem przyczyn tego, że prawica może pokonać siebie samą – bo zasługi jej przeciwników nadal trudno dostrzec.

1. Pazerność

Każda władza po jakimś czasie deprawuje, ale prawicę dotyka to szczególnie szybko i na dużą skalę. PiS przegrał w 2023 roku, gdyż bezczelnie i nawet się z tym nie kryjąc zaczął korzystać z pieniędzy podatników do prowadzenia kampanii wyborczej przed jej oficjalnym rozpoczęciem, co było zwyczajnie nieuczciwe wobec konkurentów. Pazerność właścicieli TV Republiki jest już legendarna – promowanie giełdy Zondacrypto, reklamy chińskich samochodów, puszczane na okrągło Mango Gdynia czy wreszcie jeden z ostatnich hitów, czyli sprzedawanie Yerba Mate jako innowacyjnego środka na odchudzanie i wydłużenie życia pod nazwą „yerbator”. To ostatnie początkowo było reklamowane w taki sposób, że widz mógł odnieść wrażenie, że ogląda program informacyjny TV Republiki. Ktoś musiał chyba zareagować, bo z tej akurat praktyki zrezygnowano.

Porażka Orbána to również efekt pazerności środowiska Fideszu, które zbudowało wokół siebie całe uniwersum oligarchów pasących się na funduszach unijnych. Zresztą właśnie przez to środki te zostały Budapesztowi odebrane. Główną osią krytyki Fideszu przez Tiszę nie była przecież walka z osobami LGBT, konszachty z Rosją czy podkładanie nogi Ukrainie, lecz korupcja i utrata środków unijnych.

O tym, jak łasy na pieniądze jest Donald Trump, można by napisać całe tomy. Przypomnę tylko, jak otrzymał w darze od Kataru samolot pasażerki wart kilkaset milionów dolarów – i jeszcze się tą łapówką pochwalił. Za oceanem pojawiła się też grupa osób, która stawia ogromne sumy u „politycznych bukmacherów” chwilę przed tym, jak Trump podejmie decyzję prowadzącą do obstawionego wyniku. Trudno uznać to za przypadek.

2. Tępienie wewnętrznej krytyki

„Niczego się nie nauczyli” – to hasło kierowane zwykle w stronę liberałów, ale prawicę problem ten dotyka przynajmniej w tym samym stopniu. USA uwikłały się w wojnę w Iranie, gdyż nikt nie miał odwagi odwieść Trumpa od tej decyzji, chociaż służby jasno wskazywały, że na żadną zmianę reżimu nie ma co liczyć. Już w czasie wojny pojawiły się nieoficjalne informacje, że dowódcy i służby zaczynają ze strachu przesyłać do Białego Domu tylko takie informacje, jakich Trump oczekuje – podobnie jak na Kremlu. W środowisku Orbána również nie pojawił się cień refleksji, że można byłoby coś zmienić w swojej polityce, raczej oferowano coraz więcej tego samego.

Czytaj także Włochy: Przegrane referendum konstytucyjne to cios dla rządzącej prawicy. Meloni po raz pierwszy łapie zadyszkę Artur Troost

W środowisku PiS nigdy nie panowała swoboda wypowiedzi, ale obecnie partia zaczyna przypominać pod tym względem barak wojskowy. Krzysztof Szczucki został zawieszony, bo nie zagłosował przeciw odrzuceniu weta prezydenta do ustawy ograniczającej stosowanie aresztu. Michał Dworczyk został wykreślony z konferencji zbrojeniowej w Stalowej Woli, gdyż nie skrytykował frontalnie programu SAFE i dotacji dla „Polskiej Amunicji”. Programy w TV Republika stały się już tak nieznośnym kółkiem wzajemnej adoracji, że prześcignęły w tym nawet Lożę prasową TVN24.

3. Polityka Trumpa

Europejska prawica uwiązała się u szyi aktualnego prezydenta USA, co początkowo przynosiło korzyści, jednak tylko do momentu, gdy Trump zaczął po raz drugi rządzić na pełną skalę. Shakehand z Trumpem mógł pomóc Nawrockiemu wygrać wybory, ale już wizyta J.D. Vance’a u Orbána była raczej przeciwskuteczna. Trump poczynił tyle dziecinnych wręcz błędów, że aktualnie pokazywanie się z nim i jego ludźmi jest traktowane raczej jako coś wstydliwego. W obrażaniu partnerów i sojuszników przeszedł wszelkie granice, co pomogło wygrać wybory liberałom w Kanadzie i socjaldemokracji w Danii.

Wojna w Iranie tylko pogłębiła ten proces, a do Trumpa przestała się przyznawać nawet Georgia Meloni, która początkowo chciała stanowić pośredniczkę między Białym Domem a Europą. W Polsce tej refleksji wciąż brakuje prawicy pisowskiej, która broni każdej jego decyzji, niezależnie od skutków dla naszego kraju i samych USA. W rezultacie nastąpił odpływ wyborców w stronę nieznoszącego USA Grzegorza Brauna. Wnioski wyciągnęła część Konfederacji, co wyraził Krzysztof Bosak, ostro krytykując wojnę w Iranie.

4. Sprzeczne interesy

Prawicowa międzynarodówka wydawała się skazana na sukces, ale rozbiła się jednak o swoją niespójność. „Nacjonalistyczna międzynarodówka” to zresztą oksymoron, a wielu komentatorów od dawna wskazywało, że idea współpracy partii skrajnie prawicowych zawiera w sobie sprzeczność, której nie da się obejść. Niemiecka AfD to dla Polski skrajne zagrożenie i z jej powodu niewielka reprezentacja Konfederacji w Parlamencie Europejskim rozeszła się do dwóch różnych frakcji. Nieprzypadkowo prawicowych frakcji w PE jest aż trzy – Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy (PiS i Meloni), Patrioci za Europą (francuskie Zjednoczenie Narodowe i Fidesz) czy wreszcie Europa Suwerennych Narodów (AfD i część Konfederacji).

Ten brak spójności widać także na krajowych scenach politycznych. Szczególnie w Polsce, gdzie według sondaży w 2027 roku prawica powinna przejąć władzę, jednak stworzenie koalicji PiS-Konfederacja-Korona będzie niezwykle trudne. PiS posiada elektorat nastawiony prosocjalnie i trzyma się blisko ze związkami zawodowymi, tymczasem Konfederacja jest radykalnie wolnorynkowa. Partia Kaczyńskiego jest też bardzo proamerykańska, tymczasem Korona wręcz przeciwnie. Na dodatek guru PiS, czyli Donald Trump, nie zaakceptuje koalicji z antysemitami z Korony Brauna, którzy odwiedzili niedawno ambasadę Iranu.

5. Hipokryzja

Zdaję sobie sprawę, że wytykanie politykom hipokryzji jest nisko wiszącym owocem. Polityka zawiera w sobie element hipokryzji, gdyż często trzeba chodzić na trudne kompromisy, które zaprzeczają głoszonym tezom. Prawicowa hipokryzja przekracza jednak zwyczajowo dopuszczalne granice. Donald Trump opowiadał o sobie jako „prezydencie przynoszącym pokój”, tymczasem wplątał swój kraj w największą wojnę od czasu Iraku. Opowiadał, że chce odzyskać godność dla amerykańskiej klasy pracującej, a zlikwidował wprowadzoną przez Bidena płacę minimalną w wysokości 17,75 dol. dla wykonawców zamówień publicznych oraz rozpoczął pacyfikację związków zawodowych w agendach rządowych.

Czytaj także Dlaczego PiS ciągle popiera Orbána? Jakub Majmurek

PiS w swojej hipokryzji całkowicie się już zaplątał i nawet drugi ślub kościelny Jacka Kurskiego to małe piwo. Wspieranie Viktora Orbána słowem i czynem, chociaż wyszło na jaw, że jego szef MSZ zdradzał Kremlowi niejawne informacje ze szczytów unijnych, a sam premier Węgier zapewniał Rosjan, że jest do ich dyspozycji, słabo koresponduje ze zdecydowanie antyrosyjską narracją PiS. Podobnie nieprzekonująco wygląda nagły zwrot polityków tej partii w stosunku do Ukrainy – z entuzjazmu w kierunku coraz głębszego sceptycyzmu. Także w sprawie unijnego programu SAFE partia dokonała błyskawicznej wolty – od popierania do zwalczania.

6. Przesada

Utrata władzy przez PiS w 2023 roku wynikała między innymi z niezwykle brutalnej kampanii wyborczej, która zamiast zmobilizować elektorat przeciw Tuskowi, raczej skłoniła część mniej zacietrzewionych wyborców do pozostania w domach. TVP Info stała się tak agresywna, że pod koniec rządów Morawieckiego była bardziej obciążeniem niż atutem.

Aktualna narracja PiS skręca coraz bardziej w odmęty szaleństwa. Wybór Przemysława Czarnka jest jednym z licznych dowodów na to, że partia Kaczyńskiego zamierza być jeszcze bardziej krzykliwa. Ciągłe oskarżenie Tuska o wykonywanie rozkazów z Berlina jest nie tylko nudne, ale już na pierwszy rzut oka nieprawdziwe. Podobnie jak tezy, według których rząd chce zerwać sojusz z USA, chociaż jest odwrotnie – Warszawa jest wobec wyczynów Białego Domu zdecydowanie zbyt tolerancyjna, co wytyka jej nawet Krzysztof Bosak. Do znudzenia przypominany jest również tak zwany reset z Rosją, co dodatkowo jest niespójne z brataniem się z ekstremalnie prorosyjskim Fideszem.

Czytaj także Włochy: Przegrane referendum konstytucyjne to cios dla rządzącej prawicy. Meloni po raz pierwszy łapie zadyszkę Artur Troost

Przesada zaszkodziła również Orbánowi. Podczas kampanii wyborczej Fidesz niemal wyłącznie straszył Węgrów, z taką różnicą, że w miejscu czołowego „złola” Brukselę zastąpił Kijów. Nazywanie Ukrainy „państwem terrorystycznym” i głównym zagrożeniem dla Węgier kłuło w oczy nawet część wyborców Fideszu. Na plakatach wyborczych widniał Magyar ze stojącą za nim wykrzywioną grymasem twarzą Zełenskiego, co przypominało najgorsze momenty XX wieku. Naturalna reakcją stała się więc postawa przeciwna, a popularność zyskało hasło „Ruszkik, haza!” – czyli „Ruscy do domu”.

7. Śmieszność

Bycie prawicowcem ostatnimi czasy staje się coraz mniej sexy, gdyż ci regularnie się ośmieszają. Infantylność Donalda Trumpa i sekretarza wojny Pete’a Hegsetha w kwestii wojny w Iranie przypomina zachowania chłopców wkręconych w grę komputerową. Na ich tle nawet decydenci Iranu wypadają całkiem rozsądnie. Gdy stajesz się mniej poważny od swojego odsądzanego od czci i wiary głównego wroga, to niechybny znak, że znalazłeś się na równi pochyłej.

Powagę traci również pisowska prawica. Szczególnie jej dziennikarze i komentatorzy, którzy po prostu wykonują zlecenia partyjne. Tematy podejmowane przez TV Republikę idealnie zgadzają się z aktualną narracją PiS, jakby były uzgadniane na bieżąco – i najpewniej są. Ale wszelkie granice przekroczyło grzanie ponad miarę „afery pedofilsko-zoofilskiej” w Koalicji Obywatelskiej, gdzie skazana za pomoc w pedofilii trzeciorzędna polityczka KO z Dolnego Śląska była uporczywie wyświetlana na ekranach podczas programów w towarzystwie znanych polityków partii Tuska, z czarnym paskiem na oczach, a obok paska „informacyjnego” widniał baner „afera pedofilsko-zoofilska”, okraszony twarzą premiera. Nie ma przy tym żadnych dowodów na to, że KO próbowała sprawę tuszować – wręcz przeciwnie, zostały wydane surowe wyroki.

Trzeba trzymać kciuki, żeby prawica brnęła w obranym kierunku. Oby wcześniej doprowadziło to do upadku ją, niż świat, jaki znamy.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie