W książce opowiadasz swoją prywatną historię aktywizmu, nie w formie manifestu, a w formie narzędziownika do odzyskania zaangażowania i nadziei. Robisz dobry PR aktywizmowi?
Ostatnio dostałam komentarz, że jestem zbyt pozytywna, a książka jest zbyt cukierkowa. Że mówię o aktywizmie tak, jakby nie było w nim nic trudnego. To nie jest prawda. Borykam się z różnymi wyzwaniami, obrywa mi się w działaniu, aktywizm to nie jest kraina mlekiem i miodem płynąca. Ale zawsze będę go bronić, bo to nasza jedyna szansa na coś lepszego. Wiadomo, że Polski nie zmienimy w tydzień.. Część procesów klimatycznych jest już nieodwracalna. Ale jeśli będziemy siedzieć biernie i karmić się tragicznymi newsami, nic się nie wydarzy. A zawsze można próbować i przeżyć dzięki temu fajne rzeczy.
W ciągu ponad 5 lat twojego aktywizmu kolejne organizacje spadały z rowerka. Nie ma już Młodzieżowego Strajku Klimatycznego, kilka miesięcy temu działalność zakończyło Ostatnie Pokolenie. Nie masz poczucia pewnej porażki? Co udało się zmienić ruchom, z którymi byłaś związana w ostatnich latach?
To naturalna sprawa, że ruch raz wzbiera na sile, porywa ludzi na ulice, a raz słabnie, zmienia swój sposób działania – albo znika. Przez ostatnie lata widziałam wiele takich fal. Każda z nich wywarła, czy to na polityce, czy na nas, społeczeństwie, swój wpływ.
Gdyby nie Młodzieżowy Strajk Klimatyczny, klimat dalej byłby niszowym tematem, a tak wszedł do politycznego mainstreamu, czego dowodem było choćby to, że w trakcie wyborów prezydenckich w 2020 roku doszło do debaty z wszystkimi kandydatami właśnie o polityce klimatycznej.
Ostatnie Pokolenie z kolei przesunęło granice naszej zbiorowej wyobraźni, jeśli chodzi o rodzaje działania, które ludzie są gotowi podjąć w obliczu kryzysów. To, że nie odeszliśmy jeszcze w Polsce od węgla, nie świadczy o tym, że te ruchy poniosły porażkę. To były kolejne próby uporania się z tym niebezpiecznym systemem i wielkimi interesami, które za nim stoją. Bogu dziękuję, że mogłam być członkinią albo osobą wspierającą te ruchy, bo dzięki temu czuję, że jestem krok dalej w rozumieniu, jak możemy jeszcze skuteczniej walczyć.
Czy aktywizm to sposób na poprawę humoru, zamiast siedzenia i memowania?
Zamiast memów to nie. Memy to narzędzie, które przybliża nas do lepszego świata. Przez memy do rewolucji! Podczas zjazdów we Wschodzie mamy pewien rytuał. Dzielimy się na podgrupy i każda z nich ma za zadanie stworzyć dziesięć memów o aktualnej sytuacji w Polsce i na świecie. Potem robimy rankingi, które memy nam się najbardziej podobały i je publikujemy. Memy są niezbędnym składnikiem zmiany społecznej.
Początków aktywizmu upatrujesz m.in. w swoim kujoństwie. Myślisz, że ma jakiś związek z socjalizowaniem do bycia kobietą? Kiedy patrzymy na linię frontu kryzysu klimatycznego, często są tam właśnie kobiety.
W ruchu klimatycznym i w innych organizacjach społecznych faktycznie większość stanowią dziewczyny. Na pewno jest tak, że wtłacza im się myślenie, że powinny przejmować się drugą osobą, być uważne na cudzą krzywdę. Myślę, że przez to łatwiej przychodzi nam dołączanie do inicjatyw, które wyrażają troskę o ludzi czy przyrodę.
Fajnie, że silne babki prowadzą ruchy, ale nie możemy zapominać o chłopakach. Mam też wspaniałych kolegów aktywistów. Czasem się spinamy, ale potrzebujemy ich. Tysiąc razy bardziej wolałabym się z nimi sprzeczać i robić razem aktywizm, niż gdyby poszli do prawicowej młodzieżówki.
Może potrzeba nam popkulturowego wzorca. Myślisz, że gdyby powstał taki serial, jak geje-hokeje, ale o aktywistach, oczywiście na rynek polski, więc w wersji hetero, to bycie działaczem aktywistycznym byłoby bardziej hot? Dosłownie zakochani i odważni aktywiści mogliby się prażyć w miłości i na patelni w Warszawie. A przede wszystkim – przeżywać przygody. Bo w twojej książce tego dużo – aktywizm to fun.
Totalnie. Ludzie sobie myślą, że aktywizm to niesienie krzyża, a my chcemy cierpieć za wszystkie krzywdy dookoła nas. Prawda jest taka, że ludzie dołączają, bo chcą poznać przyjaciół, z kimś pogadać. To jedna z najfajniejszych rzeczy w ruchach społecznych i nasza misja. Bo właśnie tym wygrywała dotychczas prawica – oferowała ludziom wspólnotę w konserwatywnym sosie. Nawet jeśli ich polityka jest brutalna, na koniec dnia ludzie lgną do miejsc, w których nie będą sami. My mamy dużo wspólnotowej roboty do odrobienia.
Czyli chcesz powiedzieć, że jesteście trochę jak wyjście na piwo z Mentzenem, ale przy okazji robicie dobre rzeczy dla świata?
Zdecydowanie. Tylko nie gwarantujemy żadnej matchy. Ważne jest, by nie zamykać się w swoich przeintelektualizowanych bańkach – nie każdy musi rozumieć, czym jest kapitalizm i jakiej transformacji gospodarczej potrzebujemy, jak walczyć o sprawiedliwość społeczną. Budujmy progresywną siłę, ale tak, by ludzie czuli się z nami po prostu okej. Poza tym – jedne z najlepszych imprez, na których byłam w życiu, to były imprezy organizowane przez aktywistów.
A może jednak aktywistyczny PR poprawi komedia? O zmianach klimatu często mówi się w narracji katastroficznej lub denialistycznej. To oczywiście bardzo poważny temat, który ma wpływ na nasze życie, ale czy w zmianie klimatu jest coś zabawnego?
Oj tak, jest cała masa absurdów, wystaczy odpalić sobie dowolny wywiad z miliarderem i materiału o kabaretowym potencjale mamy mnóstwo. Wiem, że miliarderzy są odklejeni, ale jak się tak naprawdę wsłucha w to, co oni mówią, w ich stuprocentowe przekonanie o słuszności swoich wizji, to jest kopalnia komedii.
Ostatnio bardzo bawi mnie Oli Frost. Oglądałam filmik, w którym podchodził do przechodniów i udawał, że robi greenwashingową kampanię, próbując wyciągnąć od ludzi opinie na ten temat. Coś w stylu: „Cześć, jestem z firmy, powiedzmy, Shell. Zaczynamy kampanię, w ramach której za każdą nowo otwartą rafinerię ropy posadzimy dwadzieścia drzew i wtedy ekologicznie się to zepnie”. Wspaniale się to ogląda. Powinniśmy mieć coś takiego w Polsce.
Moment, w którym żyjemy, jest trudny i straszny, ale potrzebujemy opowiadać o nim na różne sposoby. Bardzo inspiruje mnie Gramsci, włoski antyfaszysta, który pod koniec lat dwudziestych pisał, że rozpada się stary porządek świata, a nowy rodzi się w bólach. Jeszcze go nie widać, więc mamy do czynienia ze światem potworów. Chodziło o to, że w momencie rozpadu systemu wychodzą na wierzch najgorsze jego oblicza: ludobójstwa, wojny, skrajne nierówności. To czas przejścia między systemami. Ważne jest, jak będziemy sobie o tym opowiadać. Popkultura może być dla nas potencjalnie ogromnym wsparciem. Dobrze, że mamy już super memiarzy i memiarki, które są w tej armii, ale marzy mi się, żeby częścią działań byli też artyści. Gdyby muzycy czy filmowcy zostali aktywistami i razem z memiarkami kpili z absurdów rzeczywistości, to zmiana nastąpiłaby szybciej.
Tylko że gdy Kasia Sienkiewicz z Kwiatu Jabłoni publikuje przepis na łososia z arbuza, fani są wściekli. Wegański aktywizm w platformach społecznościowych może prowadzić do wielodniowych nalotów hejterów.
Ja nauczyłam się, żeby tych komentarzy w ogóle nie czytać. Ludzie piszą je pod wpływem impulsu i to nie zawsze odzwierciedla ich prawdziwe emocje, a nawet jeśli – nie warto przypisywać im aż takiej wagi. Cieszy mnie to, że Kasia Sienkiewicz jest społecznie zaangażowana, że wypowiada się na temat Palestyny. To jest czas, by się określić. Jeśli uważamy, że świat wygląda nie tak, jak tego chcemy, musimy o tym mówić i działać. To zawsze będzie wywoływało reakcje, czasem ekstremalne. Koleżanka z Greenpeace powiedziała mi kiedyś: hejt to sygnał, że wstrząsamy obecną rzeczywistością.
Ostatnio z Bartkiem Skrobiszem zaplanowaliśmy, że on będzie opowiadał lewicowe żarty na stand-upie, ty zorganizujesz protest, Bartek przyprowadzi swoją widownię, ja o tym napiszę. Tak zakończymy kapitalizm. Spoko?
Tylko podaj mi danę i miejsce.
Tego właśnie brakuje w naszych progresywnych, lewicowych środowiskach. Jeżeli będziemy ciągle mega poważni i formalni, to nie wypali. Ludzie chcą czuć, że gadają z normalnym człowiekiem, więc trzeba zejść z tej pompy, dotknąć trawy i pogadać z kimś po ludzku, choćby tak, jak gadamy z babcią czy wujkiem przy sobotniej kawusi.
Dla mnie zawsze najważniejszym testem na sensowność działań jest opowiadanie czegoś różnym członkom rodziny. Jeżeli dla nich ma to sens i znajdują w tym coś dla siebie, to znaczy, że mamy dobry trop. Jeśli nie kumają, to coś się ewidentnie nie zgadza.
To jest w sumie bardzo fajny pomysł, no bo z jednej strony wyjmujesz domitablicę i testujesz postulaty, a z drugiej strony trochę siejesz lewactwo. Pogadasz z mamą, ona pogada z koleżanką, a ta – z mężem.
Moja mama jest już aktywistką. Nie z wyboru, a dlatego, że ma dziecko, jakie ma.
Z przymusu?
Trochę tak. Jak uczestniczę w jakiejś akcji, to jej koleżanki z pracy przychodzą i wypytują: „A co ta twoja córka znowu wyrabia?”. I mama mnie broni, tłumaczy. A potem te koleżanki same dochodzą do wniosku, że to, co robimy, jest ważne.
Załóżmy, że Krytyka Polityczna płaci mi mega dużo i mam miliard dolarów. Właśnie przeglądam różne antyatomowe schrony i zastanawiam się, w który zainwestować. Na dziesiątej stronie mówiłaś, że doradzisz, co lepszego można zrobić z takimi pieniędzmi. Słucham. Zaplanuj Polskę idealną.
Jeśli jesteś miliarderką, to zachęcam do poparcia postulatu o opodatkowaniu najbogatszych. W Niemczech jest taka inicjatywa Tax Me Now. To milionerzy, którzy żądają zwiększenia opodatkowania, bo wiedzą, że ich bogactwo wynika z systemu, w którym gdy masz już trochę kapitału, to on się sam automatycznie powiększa i to jest niesprawiedliwe.
A jeśli ktoś chce przekazać kasę na sprawy klimatyczne, to super, mamy w Polsce potrzebę inwestowania w lokalną infrastrukturę energetyczną OZE – wiatraki, panele, magazyny energii, cały obszar odbetonowywania miast, zazieleniania ich na nowo, żeby poradzić sobie z falami upałów.
Jaka jest twoja ulubiona akcja aktywistyczna, o której słyszałaś?
Jest taka super historia szkockich pracowników rafinerii naftowych, którzy zawiązali sojusz ze szkockimi ekologami i wywalczyli razem pakt transformacji dla pracowników sektora paliwowego. Albo ta o grupie klimatycznych seniorek ze Szwajcarii, które pozwały rząd, twierdząc, że proponowana przez władze polityka klimatyczna jest niewystarczająca i nie na miarę kryzysu. Wygrały i Szwajcaria musi przez to zmienić tę swoją politykę i przyspieszyć transformowanie swojej energetyki.
Najbardziej inspirują przykłady sojuszy nieoczywistych ekip. My też jesteśmy w kontakcie z górnikami i hutnikami, widzimy tu chęć do dialogu.
My, czyli kto? Opowiedz więcej o twojej codziennej pracy ze WSCHODEM, początkach organizacji i miejscu, w którym się znajdujecie dziś.
WSCHÓD to organizacja, którą budujemy od 2022 roku, zrzeszając młode osoby z całej Polski chcące popchnąć rzeczywistością ku lepszemu. Zaczęło się od tego, że walczyłyśmy o odcięcie się od biznesów paliwowych z Rosją, ale po latach wyrosłyśmy na (podobno) poważną inicjatywę, która nie daje spokoju politykom. Ja jestem odpowiedzialna za strategię i administrację, czyli buduję z ekipą nasze długofalowe plany i upewniam się, że przetrwamy, by wszystkie te rewolucyjne rzeczy zrobić.
Jakie małe rzeczy można robić, żeby jakkolwiek pomóc?
Przede wszystkim – walczyć ze swoim wewnętrznym cynikiem i pesymistą. To jedna z ważniejszych walk. Mnóstwo ludzi widząc, jak bardzo już klimat został zniszczony, jak bardzo przedłuża się rosyjska agresja w Ukrainie i te wszystkie straszności dziejące się w innych częściach świata, popada w poczucie beznadziei. Wątpią, zaczynają kpić z ludzi, którzy podejmują działania.
Gdy zwalczymy cynika, trzeba znaleźć łatwy pierwszy krok. Można podać dalej post jakiejś organizacji czy ruchów aktywistycznych. Albo pogadać ze znajomymi na imprezie i pokazać im mem, a przy okazji zagaić, że ten Jeff Bezos to nie jest cool, tylko to toksyczny typ.
A jaki jest twój prywatny sposób, żeby jakoś powstrzymać ten fatalizm, doomerską rezygnację?
Spędzanie czasu z przyjaciółmi i rodziną sprawia, że nie zapadam się w sobie. Poza tym – jestem rośliniarą. Jeśli nie wyjdzie z powstrzymaniem katastrofy klimatycznej, to przynajmniej będę mogła się nacieszyć tym, że jedna z moich sadzonek zaczęła się ukorzeniać. Chcę się nauczyć więcej o roślinach odpornych na ekstremalne fale upałów. Ratuję się przez tego typu domowe i lokalne aktywności.
Czy twoja książka specjalnie jest taka lekka, żeby można było się nią wachlować w gorące dni?
Nie wiedziałam, że ona może mieć też takie zastosowanie. Zależało mi, by była niebieska, mała i lekka, akurat do kieszeni albo do plecaka na protest. To jednocześnie ADHD-friendly książka, ma krótkie rozdziały, można przeczytać trzy strony i to akurat jeden podrozdział.
Wachlarzowość to nie jedyny wkład, jaki wnosisz w upały. WSCHÓD stworzył petycję o tarczy antyupałowej, postulujecie m.in. natychmiastowe wprowadzenie rozporządzenia ograniczającego pracę w ekstremalnych temperaturach.
Dzieje się ekstremalna sytuacja, ale ona nie spada na nas znikąd, jest wynikiem lat politycznych decyzji wbrew ludziom i planecie. Odpowiedź na ten kryzys musi być wobec tego również polityczna. Nie potrzebujemy dodatkowej kurtyny wodnej na betonowym placu, potrzebujemy przygotować się na tego typu ekstremalne warunki pogodowe, między innymi poprzez limit temperatur w pracy. Nie może być tak, że pracodawcy zmuszają do pracy w czterdziestostopniowych temperaturach. Ostatnio podczas fali upałów widziałam, że pracownikom na budowie odchodziły z ramion płaty skóry, byli poparzeni.
Propozycja nowelizacji już jest i została zaproponowana przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej w 2024 roku, ale została zamrożona w Rządowym Centrum Legislacyjnym. Od roku nic się nie zmieniło, nie poszło do przodu. Podobno rząd chce ją przyjąć w styczniu, więc rozwiązania na ekstremalne fale upałów otrzymamy zimą. Absurd. Staramy się przyspieszyć ten proces. Póki co pod petycją podpisało się około dwóch i pół tysiąca ludzi.
A czy aktywistka może mieć klimatyzację?
Tak, może nawet korzystać z samochodu albo z samolotu. Nie możemy się ciągle biczować. Wolę, żeby ktoś się chłodził klimatyzacją, niż trafił na SOR z udarem.
Niekoniecznie trzeba wyrzekać się absolutnie wszystkiego. Mamy spieprzony system transportu komunikacji publicznej – do wielu miast i wsi nie dojeżdżają autobusy, więc ludzie muszą mieć auto, żeby dojeżdżać do pracy. Nie śmiem mówić im: „Wy teraz nie jeździjcie samochodami, bo niszczycie nam świat”. Świat niszczą nam firmy i politycy – ludzie, którzy mogliby nam wszystkim niczym za machnięciem różdżki zafundować transport do końca świata i jeden dzień dłużej, ale tego nie robią, bo korzystają z systemu, żeby się bogacić.
Jeśli ktoś zdecyduje się na jakieś wyrzeczenie – super. To mikrokrok w dobrą stronę. Ale jeżeli nie – nie będę za taką osobą biegać z wodą święconą i wypędzać z niej diabła, bo prawdziwe złole klimatyczne są gdzieś indziej.
Nikt nie lubi być ganiony.
Tak, widzimy to na przykładzie Francji i ruchu żółtych kamizelek. W ramach polityki klimatycznej postanowiono, że trzeba podnieść ceny paliwa, bo to zniechęci ludzi do jeżdżenia autami. To niesprawiedliwe podejście do sprawy, podwyższenie cen uderzyło przede wszystkim w ludzi o najniższych dochodach – tych, którzy potrzebują samochodów na co dzień, by dotrzeć do pracy. Nie tędy droga. Trzeba się zabrać za największych graczy.
Jakie książki czytasz, gdy akurat nie walczysz? Co polecasz?
Zawsze polecam książki Naomi Klein, która od dekad opowiada, jak kapitalizm i biznesowo-polityczna elita rozwala nam świat. Mamy też bardzo fajnych polskich autorów – Tomasz Markiewka pisze dużo o klimacie i o tym, jak przekonywać nieprzekonanych. A jak ktoś lubi poczytać o silnych kobietach i o tym, jak zmieniały Polskę, to polecam Kobiety Solidarności Marty Dzido. To jest historia rzadko opowiadana, mało znana, przykryta przez wielkich liderów, których znamy z podręczników.
Jak ktoś lubi fikcję, to bardzo aktualna, paradoksalnie, jest Cudza krew Simone de Beauvoir. To opowieść o latach trzydziestych i o tym, jak ludzie wtedy myśleli, że ruchy skrajnie prawicowe, nacjonalistyczne ich nie dotyczą, a one potem nagle w nich uderzyły. Musieli radzić sobie z wojną, okupacją, faszyzmem. Wydaje mi się, że możemy dużo się nauczyć z lat trzydziestych zeszłego wieku.
A jak sobie wyobrażasz siebie w latach trzydziestych obecnego wieku? Jakie cele stawiasz sobie jako aktywistka i czy dopuszczasz myśl, że mogłabyś zajmować się czymś zupełnie innym?
Zdecydowanie wyobrażam sobie, że będę zajmować się czymś innym, bo żyjemy w na tyle nieprzewidywalnej rzeczywistości, że tworzenie stuprocentowo pewnych planów nie jest racjonalne. Nie wiem, czy WSCHÓD będzie miał na tyle zasobów finansowych, żeby oferował komukolwiek, w tym mi, pracę zarobkową. Mam jednak pewne nadzieje co do nadchodzącej dekady. Chciałabym, żeby udało nam się zawrócić ten toksyczny mainstream polityczny w stronę troski o ludzi i planetę, a nie o interesy wielkich, biznesowych graczy. Marzy mi się, żebyśmy urosły jako organizacja, żebyśmy mogły oferować szansę pracy większej ilości osób, no i oczywiście byśmy skutecznie wprowadzały rozwiązania, które przybliżają nas do tej wyśnionej Polski. Zdaję sobie sprawę, że przed nami być może bardzo brutalne i niebezpieczne lata, dlatego nawet jeśli uda się choć trochę te marzenia spełnić, to już będzie coś. Trzymam za to kciuki.
**
Tekst powstał dzięki wsparciu European Climate Foundation. Odpowiedzialność za informacje i opinie w niej przedstawione spoczywa na autorach. European Climate Foundation nie ponosi odpowiedzialności za wykorzystanie zawartych lub wyrażonych w nim treści.



!["Odwagi! [o zaangażowaniu młodych]" Dominika Lasota](https://krytykapolityczna.pl/wp-content/uploads/2026/04/odwagi-plomienie-okladka-662x1024.jpg)






!["Odwagi! [o zaangażowaniu młodych]" Dominika Lasota](https://krytykapolityczna.pl/wp-content/uploads/2026/04/odwagi-plomienie-okladka-173x267.jpg)

Komentarze
Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!