Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Przekaż Przekaż

„I dobrze”? Nie byłbym tego taki pewien

Postulaty Ostatniego Pokolenia nie mogły trafić na podatny grunt w społeczeństwie lat 20., co nie znaczy, że nie były wyrażone wystarczająco dobitnie.

ObserwujObserwujesz
Polemika
Kontekst

🏅 W ubiegłym tygodniu Ostatnie Pokolenie ogłosiło zakończenie swojej działalności, przekonując, że działalność ruchu była sukcesem.

👥 W ramach dwugłosu jednocześnie publikujemy teksty Jakuba Wiecha i Łukasza Łacheckiego, którzy spierają się o ocenę działalności Ostatniego Pokolenia.

1
Celnie!

1

Cieszę się, że co do meritum z Jakubem Wiechem się zgadzamy – zarzutem wobec Ostatniego Pokolenia „nie jest zbyt daleko idąca forma protestów”, bo „problem jest na tyle poważny, że trudno tu o przesadę”. W obliczu związanych z katastrofą klimatyczną zagrożeń wydaje się, że dozwolone chwyty wykraczają nawet poza „terroryzm” siedzenia kilkorga dwudziestolatków na przejściu dla pieszych. Tym jednak, co przeszkadza Wiechowi, jest brak rozpoznawalnej, zapadającej w pamięć treści – a to wydaje mi się nie do końca sprawiedliwym postawieniem sprawy.

Czytaj także Ostatnie Pokolenie kończy swoją działalność. I dobrze Jakub Wiech

To się da zinterpretować bez doktoratu

Od kiedy cała Polska dowiedziała się o Ostatnim Pokoleniu, czyli od przerwania koncertu w Filharmonii Narodowej, postulaty grupy były dwa: przekierowanie środków z planowanych autostrad na kolej oraz tani, ogólnopolski i ogólnodostępny bilet na komunikację zbiorową. To nie zmieniło się aż do zakończenia działalności ruchu w ubiegłym tygodniu.

Niemal równocześnie z ostatnim ogłoszeniem Ostatniego Pokolenia pojawiły się zresztą wiadomości, które pozwoliły wyraźniej dostrzec celność tych postulatów. „Gazeta Wyborcza” ujawniła szczegóły Warszawskiego Badania Ruchu 2025, z którego wynika, że liczba podróży komunikacją miejską spada, za to granice miasta przekracza dziennie 1,7 mln samochodów. Polityka transportowa Rafała Trzaskowskiego poniosła klęskę, a prezydent Warszawy biega po Chmielnej i krzyczy „o co tu chodzi?”, widząc, że straż miejska nie radzi sobie z mandatami dla kierowców.

Jednocześnie ekonomiści przekonują, że – co za ulga! – być może po raz kolejny uda się odłożyć na później widmo globalnej recesji, choć na przykład w nienawidzącej socjalizmu i rozdawnictwa Polsce egzorcyzmuje się je dopłatami do paliwa kosztującymi nas 1,3 mld zł miesięcznie. Spadamy, ale na razie jest dobrze.

Czy w takim razie przyklejenie się do ulicy w sprzeciwie wobec rosnących emisji z transportu indywidualnego jest komunikatem, do którego interpretacji trzeba mieć doktorat z historii sztuki? Czy oblanie baby-ryby skrobią spożywczą przez aktywistki to dość wyraźny atak na politykę transportową miasta stołecznego, czy też dziewczyny z Ostatniego Pokolenia powinny były iść w większy radykalizm – podobnie jak w przypadku Taylor Swift, której jakoby nie dokopały dość mocno?

Czytaj także Pierwszy rok Ostatniego Pokolenia: gdy elity prą do rzezi, nasz opór będzie wzrastać Tytus Kiszka

Cieplej nie będzie (w odbiorze społecznym)

Problem z chłodnym przyjęciem Ostatniego Pokolenia nie polegał na braku jasnych postulatów, tylko na tym, że uderzały w komfort i przyzwyczajenia znacznej części społeczeństwa – jak to zwykle w przypadku klimatycznego aktywizmu bywa. Nie łudźmy się, że rewolucja, o której chętnie mówią osoby działające w Ostatnim Pokoleniu, nastąpi w momencie, gdy poparcie dla ruchów klimatycznych osiągnie masę krytyczną i wszyscy złapiemy się za ręce w korowodzie przebudzonych. Tak jak nie z każdym zagadniętym na ulicy pogadamy ekspercko o Pollocku.

Przeciwnie – ostatnim, na co ma ochotę straumatyzowane pandemią, wojnami i politycznym harmidrem społeczeństwo, jest informacja, że nie da się dalej korzystać z tanich lotów, taniej benzyny i taniego Ubera tak, jakby jutra miało nie być. Opór przeciwko zmianom zawsze będzie gigantyczny, obrona starego porządku zawsze będzie desperacka – i tym silniejsza, im więcej pieniędzy w zbijanie termometru ładują negacjoniści z koncernów paliwowych czy amerykańskiej administracji.

Fot. Ostatnie Pokolenie

Ta ostatnia zresztą oficjalnie odcina się od działań na rzecz klimatu. Ba, konserwatyści nazwali to nawet „religią klimatyczną” – jakby ich własne chrześcijańskie gusła miały coś wspólnego ze stwierdzeniem stanu, w jakim znalazła się planeta. Po zwycięstwie Trumpa obcięto miliardy na walkę z łagodzeniem skutków globalnego ocieplenia, a demokraci, miliarderzy i aktywiści pokornie zamilkli, co odnotowały zarówno media progresywne, jak i konserwatywne. Koncerny, nie tylko te od ropy i gazu, niemal co do jednego z ulgą zrzuciły zielone listki figowe.

Ostatnie Pokolenie na poziomie lokalnym działało w nieco odmiennych warunkach. Postawiło na opór po tym, jak do władzy w Polsce doszła pseudopostępowa koalicja pod wodzą Wielkiego Anestezjologa – zresztą zbyt już wiekowego, by móc zobaczyć na własne oczy prawdziwie dotkliwe skutki swojej kojącej, populistycznej polityki. Organizacje walczące o prawa migrantów, mniejszości, o małżeństwa par jednopłciowych czy wolne media po 2023 roku straciły impet – przecież Tusk odblokował KPO na gębę, rządzą „demokraci”, widmo dyktatury skrajnej prawicy zostało tymczasowo oddalone – a mimo to przez wiele miesięcy Ostatnie Pokolenie nie odpuszczało, jednocześnie nie dając się wykorzystać w gierkach politycznej opozycji.

Akcja protestacyjna Ostatniego Pokolenia. Fot. Ostatnie Pokolenie

Z tego względu aktywiści nie mogli liczyć na „ciepłe przyjęcie” w mediach. Mimo to w niechętnych im programach radzili sobie nie gorzej niż prezydent Nawrocki, któremu te same media jedzą z ręki (albo na odwrót). A na ciepłe przyjęcie nie mogą liczyć przecież także bardziej wyważone, proponujące ewolucyjne podejście do zmian głosy – o czym wie sam Jakub Wiech, któremu prawicowi donosiciele zablokowali wjazd do USA.

Bezprzemocowi sygnaliści

Rolnicy i górnicy otworzyli okno Overtona dla protestów już wcześniej – twierdzi Wiech. Istotnie, obie grupy od co najmniej 40 lat budzą podziw i kompleksy inteligentów, nauczycieli czy naukowców, bo rozrzucaniem gnojowicy i rżnięciem kilofami w bruk ulicy potrafią sobie wywalczyć pieniądze na sprawy dawno przegrane; zastraszyć opinię publiczną, polityków i media do tego stopnia, że topimy miliardy w dopłatach na węgiel, w którym zresztą coraz więcej osób, niczym Marek Jakubiak, widzi szanse dla Polski na kolejne 900 lat. Innymi słowy – to grupy, które inaczej niż Ostatnie Pokolenie pokazały, że łatwiej przełknąć protest w obronie status quo niż taki, który żąda zmian.

Czytaj także „Metod Ostatniego Pokolenia nie popieram, ale…” Trzy porady dla osób publicznych Andrzej Jurowski

Rozumiem, że nie wszystkie metody OP musiały się podobać konserwatyście – ale mnie również nie wszystkie się podobały. Późne akcje, takie jak bojkot Pizza Hut czy Zary w listopadzie ubiegłego roku za wspieranie Izraela, wydawały mi się odejściem od klarownego przekazu, którego brak zarzuca im Wiech. Z kolei gdy z Pauliną Januszewską rozmawialiśmy z Andrzejem Jurowskim o działalności organizacji, próbowałem prowokować aktywistę: czy nie myśleli o czymś bardziej spektakularnym niż siedzenie na ulicy? Wszak stawka, którą artykułują – z poparciem wszystkich nieprzekupionych naukowców – domaga się protestu o adekwatnej skali.

Pogodziłem się jednak ze strategią non-violence, widząc estetów odkrywających w sobie miłość do sztuki i schowanego za szybą malarstwa flamandzkiego czy redakcje grożące dwudziestolatkom śmiercią i dziennikarzy odpalających po kolei wszystkie paternalistyczne, seksistowskie, agresywne i głupie skrypty, jakie w tej dekadzie widzieliśmy m.in. przy okazji Ogólnopolskiego Strajku Kobiet, ataków na Gizelę Jagielską czy Piotra Czabana. Podobnie jak oni, Ostatnie Pokolenie wzięło na siebie rolę sygnalistów, obnażających bezmyślność represji państwa (33 tys. zł to niezbyt wyrafinowana wersja SLAPP-u) i bezradność ganiających za klikami dziennikarzy, wolących wstrzelić się w społeczne oczekiwania niż pisać rzeczy zagrożone „ryzykiem” niepopularności.

Ekspresjonizm aktywistyczny na pustyni

Czy skoro działalność odpowiednika Ostatniego Pokolenia w Niemczech doprowadziła do spadku poparcia dla działalności aktywistów i aktywistek, to prawem odwróconej analogii zakończenie działalności OP w Polsce doprowadzi za jakiś czas do wzrostu poparcia dla aktywizmu klimatycznego?

Tylko… jakiego właściwie aktywizmu? W wielkim 2026 roku? Do tego, że o politycznej reprezentacji możemy co najwyżej pomarzyć, już się przyzwyczailiśmy. Dla rządu postulaty klimatyczne są tak samo niewygodne, jak stosowanie się do prawa unijnego w zakresie formularzy aktów ślubu dla par jednopłciowych, a partie, które udawały proklimatyczne, dziś walczą z rezerwatami i szykują się do współpracy z Mateuszem Morawieckim.

Nie mam przy tym wątpliwości, że w ostatnich latach Ostatnie Pokolenie zrobiło dla nagłaśniania katastrofy klimatycznej więcej niż wszyscy polscy politycy razem z bohaterskimi populistami z mediów razem wzięci. A nie zapowiada się, by ktokolwiek zamierzał wziąć na siebie tę rolę w przyszłości, zważywszy na układ polityczny, medialny i lobbingowy.

Jak pisze w książce o Wiośnie Ludów historyk Christopher Clark, problemy polityczne tym się różnią od problemów matematycznych, że nie da się ich rozwiązać. Dlatego „niedokończone prace legislacyjne uwzględniające część postulatów organizacji” to nie tak mały dorobek, jak mogłoby się wydawać. Z pewnością zresztą nie jedyny – ale dobrze zorganizowani, przyjaźniący się ze sobą członkowie Ostatniego Pokolenia, w przeciwieństwie do samej organizacji, nigdzie nie znikają.

Samo OP łatwiej zaś będzie ocenić w nieco dłuższej perspektywie – i mam wrażenie, że nawet najbardziej obojętnym sedno ich przekazu objawi się w całej okazałości.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
1 Komentarz
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie
1
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x