Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

„Bój się, ale rób”: czy zespół Teatru Współczesnego w Szczecinie się rozpadnie?

Przez dwa sezony teatr może gdzieś się przytulić, ale siedem lat bez siedziby to po prostu katastrofa – mówi aktor i przewodniczący związku zawodowego w Teatrze Współczesnym w Szczecinie, z którym rozmawiamy o sytuacji szczecińskiej kultury.

Close-up of a man with wide eyes, hands covering his mouth, looking straight ahead in the left panel. Rozmowa
Walka

Katarzyna Kowalewska: W 2024 roku usłyszeliście od zastępczyni prezydenta Szczecina, Lidii Rogaś, że instytucje kultury są jak firmy i mają na siebie zarabiać, a nie narzekać na niedofinansowanie. Zorganizowaliście protest pod hasłem „Teatr nie jest firmą”. Jak udało wam się poprawić sytuację teatru i jego zespołu?

Maciej Litkowski: Dzięki protestowi, który koordynowałem razem z wiceprzewodniczącym naszej komisji Adamem Kuzycz-Berezowskim, udało się zwiększyć dotację teatru, a także zarobki aktorów i innych pracowników, bo o to również walczyliśmy. Po zwiększeniu dotacji przez miasto, co odbywało się transzami, zawarliśmy z dyrektorem porozumienie dotyczące wynagrodzeń. Pilnujemy, żeby średnie wynagrodzenie w teatrze odpowiadało średniemu wynagrodzeniu w sektorze przedsiębiorstw w województwie zachodniopomorskim. Na obecną chwilę tak jest. Co kwartał dostajemy od dyrektora tabelę i ją sprawdzamy. Jeśli średnia się nie zgadza, zwiększa się wynagrodzenie za poszczególne spektakle, aby wyrównać poziom.

Protest Teatr nie jest firmą Fot. Piotr Nykowski

Z czego wynikało wieloletnie zamrożenie wysokości wynagrodzeń?

Płaca aktora składa się z dwóch elementów: podstawy i wynagrodzenia za zagrane spektakle. W większości teatrów podstawa to po prostu płaca minimalna, a resztę zarabia się zależnie od liczby zagranych spektakli. Choć od 2019 do 2024 roku płaca minimalna wzrosła o ponad tysiąc złotych, my zarabialiśmy tyle samo – bo w 2019 teatr grał ponad 300 spektakli rocznie, a w 2024 już tylko 220.

Teatr nie miał wystarczającej dotacji, więc żeby się utrzymać, mniej produkował i mniej grał, a my, aktorzy, mniej zarabialiśmy. Po pandemii i po wysokiej inflacji wychodziło na to, że mimo wzrostu płacy minimalnej wciąż dostajemy tyle samo pieniędzy, a realnie dużo trudniej się z tego utrzymać. Tymczasem na komisjach kultury słyszeliśmy, że teatr jest jak firma, ma sam się utrzymać, a to dyrektor ma zadbać, żebyśmy zarabiali więcej.

Dyrektor miał związane ręce dotacją. Po sukcesie protestu okazało się, że to nie koniec waszych kłopotów.

Tak, bardzo dużo się działo i czas dalej jest intensywny. W 2021 odeszła z teatru wieloletnia dyrektorka artystyczna Anna Augustynowicz. Po niej Jakub Skrzywanek, który zrezygnował z funkcji i przeszedł do Starego Teatru w Krakowie. Odejście Kuby było dla zespołu ciosem. Można rozumieć tę decyzję zawodowo, ale emocjonalnie jest to trudniejsze. Teraz mamy Michała Buszewicza na dwa sezony. Przed nami wybory nowego dyrektora naczelnego oraz budowa nowej siedziby.

Czytaj także Bezprawie w Kielcach. PIS-owscy urzędnicy niszczą jedyny teatr Katarzyna Kowalewska rozmawia z Dagną Dywicką

Jednocześnie niemało zamieszania było w lokalnej polityce. Odeszło dwoje dyrektorów wydziału kultury, a prezydent Piotr Krzystek przejął odpowiedzialność za miejską kulturę.

Dorota Serwa, która była wcześniej dyrektorką Filharmonii Szczecińskiej, przez jakiś czas kierowała wydziałem kultury, ale postanowiła zrezygnować z tej funkcji. Później dyrektorem został Cezary Cichy, lecz odsunął go prezydent Krzystek, przy sporym sprzeciwie lokalnych twórców i artystów. Podpisaliśmy list wsparcia w tej sprawie, bo uważaliśmy, że była to bardzo kompetentna osoba na tym stanowisku. Prezydent podjął jednak decyzję i teraz współpracujemy z nową dyrektor Martą Dziomdziorą. Uczymy się siebie. Jesteśmy też w stałym kontakcie z prezydentem Krzystkiem, spotykamy się raz na kwartał.

Tylko dobry kontakt z prezydentem Krzystkiem, organizatorem Teatru Współczesnego, nie przekłada się na dobre relacje z marszałkiem Olgierdem Geblewiczem, organizatorem Muzeum Narodowego, w którego głównym gmachu mieści się wasza siedziba. Wasz najem kończy się niebawem, obecnie organizatorzy instytucji rozmawiają o końcu sezonu 2027/2028 jako dacie ostatecznej wyprowadzki. Co dalej?

Największym zagrożeniem jest to, że na czas budowy nowego teatru zostaniemy bez własnej siedziby. Konkurs na nowy budynek został rozstrzygnięty, czekamy na projekt, wyłonienie wykonawcy, później ruszy budowa. Tylko że to może potrwać nawet siedem lat, do 2033 roku, albo i dłużej. Dwa sezony teatr może gdzieś się przytulić, trochę grać w szkołach, trochę na wynajętych scenach. Jesteśmy przygotowani, że będziemy musieli ponieść ciężar tej zmiany. Ale siedem lat to jest dla takiego teatru jak nasz po prostu katastrofa.

Dlaczego? Marszałek argumentuje, że Opera na Zamku i Teatr Polski też działały w tymczasowych siedzibach podczas remontów, i pyta, czym wasz teatr się różni albo w czym jest lepszy. Co mu odpowiesz?

Tamte okresy przejściowe nie trwały aż tak długo. Z tego, co wiem, Teatr Polski był poza siedzibą dwa sezony z kawałkiem, może trzy. Na taki okres jesteśmy przygotowani. Siedem lat to olbrzymia różnica. Trzeba usunąć z repertuaru wszystkie spektakle z dużej sceny, czyli właściwie zaprzepaścić także fundusze, które zostały w nie włożone. Później zbudować nowy repertuar dla scen zastępczych, a po przeprowadzce do nowej siedziby być może znowu z niego zrezygnować.

Najbardziej boję się jednak rozpadu zespołu artystycznego, który jest naszą największą siłą i marką. Trudno oczekiwać, że młodzi aktorzy, którzy dopiero zaczynają karierę i chcą się rozwijać, zostaną w Szczecinie przez siedem lat, żeby grać po kątach albo w salach gimnastycznych. Jeżeli ludzie będą mniej grać i mniej zarabiać, część może po prostu odejść.

Jak granie bez siedziby przełoży się na zarobki?

Gdy będziemy grać mniej, automatycznie odbije się to na wynagrodzeniach. Trudno, żeby pracownicy finansowali zmiany organizacyjne teatru z własnych pensji. Nie może być tak, że ciężar przeprowadzki spocznie na naszych barkach. Mamy jednak zapewnienie od prezydenta Krzystka, że miasto będzie miało to na uwadze i zrekompensuje straty w naszych zarobkach.

Czytaj także Chcą zrobić Dubaj w centrum Warszawy. Mieszkańców na to nie stać Katarzyna Kowalewska rozmawia z Grzegorzem Laszukiem i Aliną Gałązką

Czy miasto ma plany B i C, jeśli nie dogada się z marszałkiem Geblewiczem?

Sam pytam o to prezydenta, ale najczęściej słyszymy, że coś się wymyśli, że jakoś to będzie. Nikt nie chce nas o tych planach poinformować, co bardzo nas niepokoi. Dyrektor artystyczny Michał Buszewicz rozwija projekt Teatr w Klasie, w którym gramy przedstawienia w salach lekcyjnych, w czasie 45-minutowej lekcji. To bardzo dobry projekt, ale nie przeniesiemy całego repertuaru do szkół.

Adaptacja dowolnej przestrzeni na teatr kosztuje olbrzymie pieniądze. Musi spełniać wymogi bezpieczeństwa, mieć park oświetleniowy, zaplecze techniczne, garderoby, magazyny. I ponosilibyśmy te koszty tylko po to, żeby po kilku latach znowu się wyprowadzić. W Szczecinie nie ma gotowej przestrzeni, do której moglibyśmy po prostu wejść.

Nie możecie na ten czas przenieść się do Teatru Polskiego, który ma kilka scen?

Ludziom wydaje się, że wystarczy wyznaczyć nam jedną scenę i problem rozwiązany. Ale teatr to nie tylko scena i aktorzy. Przy scenie Malarnia w dotychczasowej siedzibie mamy garderoby, magazyny kostiumów, pracownię krawiecką, stolarską i ślusarską – scenografia najpierw powstaje jako metalowy stelaż u ślusarza, potem jest obijana drewnem u stolarza. Ta mała fabryczka nie bez powodu działa przy scenie. Można wynająć warsztaty na drugim końcu miasta i wozić wszystko samochodami, ale to trudne i bardzo kosztowne. Wprowadzenie jednego teatru do drugiego naprawdę nie jest prostym rozwiązaniem. Pozostaje jeszcze pytanie, co na to Teatr Polski, czy na pewno jest gotów podzielić się z nami swoją sceną, zrezygnować z części repertuaru?

Zwycięska koncepcja nowego Teatru Współczesnego pracowni SAAW. Materiały prasowe: Szczecińskie Inwestycje Miejskie

A może remont Muzeum Narodowego można prowadzić etapami?

To byłoby najlepsze rozwiązanie. Mam nadzieję, że da się znaleźć kompromis. Ja bardzo muzeum kibicuję. Ono też zasługuje na rozwój, na remont budynku. Zostaliśmy postawieni w tragicznej sytuacji względem siebie, ale nie uważam muzeum za wroga.

Skoro zapadła już decyzja o budowie nowego teatru, to wydaje mi się, że potrzeba trochę dobrej woli, żebyśmy rozstali się w zgodzie. Może da się remont etapować albo przesunąć część prac o dwa lub trzy lata. Dla muzeum to może być uciążliwe, rozumiem to, ale dla nas te lata mogą zdecydować o przetrwaniu zespołu. Przez trzydzieści lat udawało się pogodzić funkcjonowanie obu instytucji. Liczę, że uda się to jeszcze przez okres potrzebny do budowy.

Kto właściwie prowadzi negocjacje?

Mam wrażenie, że gra toczy się przede wszystkim między prezydentem a marszałkiem. Ja nie biorę udziału w tych rozmowach. Z tego, co wiem, dyrektorom teatru także nie udało się dotąd spotkać z marszałkiem, co trochę mnie dziwi. Liczę, że do takiego spotkania dojdzie, może także z przedstawicielami zespołu.

Jesteśmy zdani na decyzje włodarzy, a ich rozmowy mają czasami ambicjonalny wydźwięk. Każdy może powiedzieć, że to sprawa kogoś innego: marszałek, że miasta; miasto, że marszałka; dyrektor, że organizatora.

Teatr czeka także wyłonienie na nowego dyrektora. Zespół obawia się kolejnej zmiany?

Przede wszystkim bardzo zależałoby nam już na paru latach spokoju. Przydałoby się, żeby ktoś zakotwiczył z nami na dłużej.

Wymogiem konkursowym jest doświadczenie w nadzorze nad inwestycjami budowlanymi. Boicie się przyjścia bezdusznego menadżera, wpatrzonego głównie w tabele?

Oczywiście każdy się boi, że przyjdzie menadżer, który zacznie robić porządki, kierując się względami bardziej biznesowymi niż artystycznymi. Takie sytuacje często tragicznie kończą się dla zespołów. Z drugiej strony kandydat może dobrać do współpracy osobę z doświadczeniem inwestycyjnym. Będę członkiem komisji konkursowej, więc liczę, że procedura odbędzie się pomyślnie.

Czytaj także Zbolałe kolano jurora. Kogo stać na kulturę, a kto stoi pod drzwiami Jagoda Janicka

Kiedy otwarcie kopert ze zgłoszeniami, które były przyjmowane do 20 lipca?

Nie ma jeszcze ostatecznie ustalonego terminu, ale wiem, że planowana jest połowa października.

Czego oczekujecie od nowej osoby zarządzającej teatrem?

Płynnej, harmonijnej współpracy z zespołem i z dyrektorem artystycznym, jeżeli ten podział funkcji zostanie utrzymany. Statek taki jak teatr powinien płynąć w jedną stronę. Dogadanie się części artystycznej i menedżerskiej jest fundamentalne.

Najważniejsze, żeby była to osoba, która rozumie teatr, jego potrzeby, zadania artystyczne i społeczne, a nie oczekuje wyłącznie zysków. Chcemy pozostać teatrem artystycznym, poszukującym, szukającym nowych języków. Do Szczecina przeprowadzili się ludzie z Warszawy, Poznania, Wrocławia i innych miast, żeby tworzyć konkretny model teatru. Jeżeli ten model miałby się zmienić, prawdopodobnie zmieniłby się także zespół, bo jesteśmy tutaj po to, żeby tworzyć konkretną sztukę.

Miasto przygotowuje strategię kultury do 2035 roku, poprzedzoną nową diagnozą. Wcześniejszą diagnozę kultury z 2019 roku schowano do szuflady. Wierzysz, że teraz naprawdę coś się zmieni?

Wiążę z tą strategią duże nadzieje. Bardzo się cieszę, że w pracach uczestniczą Bogna Świątkowska i Hanna Wróblewska. Uważam je za świetne specjalistki i, wbrew części głosów w lokalnych mediach, myślę, że dobrze, że są to osoby z zewnątrz. Ktokolwiek z lokalnych instytucji zająłby się diagnozą, natychmiast byłby oskarżany o stronniczość.

Jestem z Wrocławia, mieszkam tutaj od piętnastu czy szesnastu lat. Zanim przyjechałem, o Szczecinie słyszałem właściwie tylko ze względu na kulturę. O Teatrze Współczesnym uczyłem się na historii teatru polskiego w szkole teatralnej. To jest marka, w którą miasto powinno bardziej uwierzyć. I nie chodzi tylko o publiczne instytucje. Szczecin jest silnym ośrodkiem kultury niezależnej i alternatywnej. To wielki skarb tego miasta.

Chciałbym tylko, żeby w diagnozie, obok wartości artystycznych i społecznych, znalazł się także dobrostan pracowników instytucji. Kto, jeśli nie związki zawodowe, ma o tym rozmawiać?

Co zmieniło powstanie związku w samym teatrze?

Dopiero wtedy poczuliśmy swoją siłę. Policzyliśmy się, zobaczyliśmy, ile nas jest, zaczęliśmy regularnie spotykać się i rozmawiać o tym, co nam przeszkadza, co chcielibyśmy zmienić i jak ten zawód powinien wyglądać. Mogliśmy porównać nasze warunki z innymi teatrami. Tak naprawdę nie istnieją solidne, ogólnopolskie badania wynagrodzeń aktorów. W każdym teatrze zarabia się inaczej, inaczej rozlicza spektakle, zastępstwa i czas pracy. Ta struktura jest skomplikowana i bardzo łatwo się w niej zgubić albo ukryć pewne niedoskonałości.

Dopiero jako komisja zakładowa mogliśmy pójść na Komisję Kultury podczas obrad Rady Miasta nie jako widzowie, ale jako reprezentacja zespołu. Spotkać się z dyrekcją wydziału kultury i z prezydentem. Wcześniej pracownicy byli wobec miasta reprezentowani właściwie tylko przez dyrektora, a przecież mamy własne spojrzenie i własną perspektywę.

Co powiedziałbyś komuś, kto chce założyć związek, ale boi się odpowiedzialności i konfliktu z dyrekcją?

To, co zawsze mówię mojemu synowi: bój się, ale rób. Można się bać, ale trzeba spróbować. Założenie związku nie oznacza, że natychmiast wchodzi się na wojenną ścieżkę. Rzeczy można prostować powoli. Trzeba rozmawiać, dyskutować, dreptać do dyrektora raz, drugi, być może piąty, tłumaczyć argumenty. Najpierw najlepiej zebrać informacje, przeczytać regulaminy, skontaktować się z prawnikiem związkowym. Nie trzeba od razu ruszać na strajk. Czasami z dyrektorem Gawędą się nie zgadzamy, ale mam wrażenie, że nie zapłaciłem za działalność związkową żadnej ceny poza prywatnym czasem. A tego rzeczywiście potrzeba bardzo dużo.

Moim marzeniem jest pełne uzwiązkowienie teatrów publicznych w Polsce, tylko to da szansę na poprawę warunków pracy aktorów. Wbrew pozorom jest w tej sprawie jeszcze sporo do zrobienia.

**

Maciej Litkowski – aktor Teatru Współczesnego w Szczecinie od sezonu 2009/2010, absolwent krakowskiej PWST (2009). Przewodniczący Komisji Zakładowej Związku Zawodowego Aktorów Polskich przy Teatrze Współczesnym w Szczecinie, którą kieruje od jej powstania w 2022 roku.

Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Doktorantka Szkoły Doktorskiej Nauk Humanistycznych i Sztuki na Uniwersytecie Marii Curie Skłodowskiej w Lublinie. Bada konflikty i napięcia w teatrach publicznych w Polsce. Autorka tekstów o teatrze i książkach. W KP zajmuje się m.in. komunikacją.

Napisz do mnie
Tagi:
Wydanie: 20260808

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x