Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Obserwuj Obserwuj

Make kuskus, not war. Czy Sycylia zatrzyma Izrael i Rosję?

Od 1998 roku w ostatni tydzień września w San Vito Lo Capo odbywa się jedno z największych wydarzeń we Włoszech: Międzynarodowy Festiwal Integracji Kulturowej Cous Cous Fest.

Two volunteers at a food stall presenting bowls of cooked food, with colorful banners in the background.
Walka

Kiedy obecność Izraela na Eurowizji czy powrót rosyjskiego pawilonu na weneckim Biennale wywołują międzynarodowy sprzeciw, wciąż istnieje wydarzenie, na którym zarówno Ukraińcy i Rosjanie, jak i Palestyńczycy i Izraelczycy nie tylko zgadzają się wystąpić wspólnie, ale na dodatek razem tańczą na scenie i przytulają się do siebie we wspólnym uśmiechu.

We wrześniu 2024 roku w sycylijskim San Vito Lo Capo delegacje wszystkich czterech państw toczyły pokojową rywalizację w… gotowaniu kuskusu. Międzynarodowe współzawodnictwo kulinarne kilkunastu krajów wzniosło się ponad ludobójstwo, zbrodnie wojenne i imperializm.

Przedsięwzięcia zorientowane na przesłanie pokoju czy różnorodności są częścią codzienności sektora obywatelskiego do tego stopnia, że treść ich misji wręcz ociera się o banał. Czy współczesne inicjatywy promujące język dialogu, tolerancji i wzajemnego szacunku pełnią jeszcze jakąkolwiek pozytywną funkcję w świecie, w którym słowo „pokój” zostało przejęte przez rosyjskie boty, a dokonywanemu przez Izrael ludobójstwu nadaje się status: to skomplikowane?

I co z tym wszystkim mają wspólnego małe okrągłe ziarna?

Czytaj także Sprzeciw wobec rolnej deregulacji połączył ekologów, lewicę i kucharzy Artur Troost

Kuskus – bardziej włoski niż myślisz

Kuchnia włoska kojarzona jest przede wszystkim z różnymi formami makaronów i pizzą. Znacznie rzadziej wspomina się, że solidnie osadzoną częścią współczesnej mapy gastronomicznej Półwyspu Apenińskiego jest także kuskus (który formalnie również jest rodzajem makaronu). A konkretniej – zachodniej Sycylii, przede wszystkim prowincji Trapani.

Choć połączenie kuskusu i Włoch wydaje się nieintuicyjne, szybki rzut oka na mapę rozwiewa wątpliwości. Z Trapani znacznie bliżej do Tunisu niż do Rzymu; odległość do stolicy Tunezji jest krótsza nawet niż dystans między zachodnią Sycylią a dawną stolicą włoskiego południa, Neapolem. Geografia ta kształtuje codzienność, której częścią są międzykontynentalne wymiany rybackie, a włoskojęzyczni Tunezyjczycy na trwale wpisali się w krajobraz zachodniej części największej wyspy Morza Śródziemnego.

Tym samym kuskus, zwany po sycylijsku cùscusu jest bardzo namacalnym przykładem kuchni fusion. Jeden z symboli kulinarnych Maghrebu podaje się zwykle z owocami morza i tworzy on lokalne warianty znanych sycylijskich dań, czego wynikiem są chociażby cous cous nero di sepia (z atramentem z mątwy), cous cous di pesce spada (z miecznikiem), cous cous con vongole (z małżami) i wiele innych.

Czytaj także Kto naprawdę rządzi Polską? Nagrody biznesowe odzwierciedlają układy władzy Wojtek Żubr Boliński

Kuskus jest produktem szczególnym. Z inicjatywy władz Sycylii włoskie Ministerstwo Rolnictwa, Suwerenności Żywnościowej i Lasów umieściło go na prowadzonej przez państwo liście tradycyjnych produktów rolno-spożywczych, a jako typowy składnik posiłku państw całego basenu Morza Śródziemnego w 2020 roku został wpisany również na Listę Niematerialnego Dziedzictwa UNESCO. W tym kontekście jawi się jako coś więcej niż pożywny składnik obiadu – wymiana o charakterze międzynarodowym uczyniła z niego pomost między kulturami całego globu.

Kuskus not bombs

San Vito Lo Capo jest najbardziej wysuniętą na północ gminą prowincji Trapani. Niespełna pięciotysięczna miejscowość słynie nie tylko z pięknych plaż. Od 1998 roku w ostatni tydzień września odbywa się na nich jedno z największych wydarzeń we Włoszech: Międzynarodowy Festiwal Integracji Kulturowej Cous Cous Fest, czyli „miejsce spotkania kultur, okazja, podczas której ludzie gromadzą się, by świętować integrację kulturową i różnorodność poprzez symboliczne danie – kuskus”. Jak czytamy na stronie festiwalu, „[o]d ponad dwóch dekad Cous Cous Fest promuje wartości integracji i wzajemnego szacunku, niosąc przesłanie nadziei, które dziś jest ważniejsze niż kiedykolwiek”.

Pośród darmowych koncertów, wydarzeń kulinarnych, wystaw artystycznych czy punktów degustacyjnych najważniejszą częścią festiwalu jest Campionato Mondiale di Cous Cous, czyli Mistrzostwa Świata w Kuskusie, odbywające się pod hasłem „Grains of Peace” (Ziarna pokoju). W ich trakcie złożone z szefów kuchni delegacje różnych państw przygotowują swoje lokalne przepisy bazujące na kuskusie, które następnie oceniane są przez złożony między innymi z kucharzy i dziennikarzy skład sędziowski oraz tak zwaną giuria popolare, złożoną z około 120 osób.

To właśnie w tej konkurencji w 2024 roku wzięły udział Palestyna, Izrael, Ukraina i Rosja. Choć zwycięska okazała się ekipa z Maroka, a drugie miejsce zajęły Chiny, to równoczesna obecność tych czterech państw stanowi źródło szerszej refleksji.

„Jesteśmy przyjaciółmi”

Shady Hasbun jest Palestyńczykiem mieszkającym w Arezzo, w Toskanii. Będąc szefem kuchni, prowadzi rozmaite wydarzenia kulinarne, a na co dzień pracuje jako nauczyciel w szkole zawodowej w zakresie usług gastronomicznych w Zespole Szkół Ponadpodstawowych im. Giorgia Vasariego. Shady był częścią palestyńskiej delegacji w edycji Cous Cous Fest w 2024 roku. W pierwszej rundzie mistrzostw świata ugotował palestyński kuskus maftoul z koftą i cukinią oraz pastą sezamową – potrawę, którą przygotowywała jego babcia w Ramallah.

Jak to możliwe, że przybyły do Włoch w 1991 roku Palestyńczyk jest w stanie pokojowo rywalizować z delegacją izraelską? „Najważniejszą sprawą jest dla mnie pokazać palestyńską kulturę wszystkim ludziom obecnym tutaj, w San Vito Lo Capo. To dobry moment, by umożliwić poznanie naszej kultury całemu światu, bo to, co dzieje się w San Vito Lo Capo, dociera do całego świata” – mówił Shady dla magazynu „The Ethicalist”. „Przypominamy sobie, że jesteśmy tutaj jako ludzie. Staramy się więc nie rozmawiać o polityce. Nie mówimy o pokoju, bo pokój również jest kwestią polityczną. Rozmawiamy o jedzeniu, rozmawiamy o kulturze (…) Pokój możliwy jest pomiędzy ludźmi, pomiędzy jedną osobą a drugą”.

Czytaj także Szarganie zmyślonej tradycji: przypadek „tortellini gościnności” Michał Pytlik

Izraelska uczestniczka odpowiada, że może żartować i śmiać się wraz z Shadym, „bo jesteśmy przyjaciółmi”.

A Ukraina? W jej delegacji znalazła się Hanna Jefimowa, właścicielka restauracji Veranda w Mediolanie. Lokal Hanny reklamuje się na swojej stronie jako „kuchnia ukraińska, rosyjska i gruzińska”. O obecności Rosji w Cous Cous Fest mówiła tak:

„Moja mama jest Ukrainką, ale ojciec jest Rosjaninem, takich rodzin jest wiele. (…) To jak wojna w rodzinie. (…) Nie mogę sobie nawet pozwolić na myślenie o tym, więc póki co gotujemy, tańczymy i jemy”.

Shady nie chciała rozmawiać o polityce, a Hanna nie mówiła nic o zakończeniu wojny. Żadna z ich wypowiedzi nie brzmi jak manifest pokojowy czy apel o pojednanie. Choć sama obecność była symboliczna, w świetle ich słów można mieć wątpliwości, czy nie stanowiła ona jedynie nic nieznaczącego estetycznego dodatku do ponurej rzeczywistości.

Czas wojny, czas pokoju

Czy zatem tak pięknie brzmiące inicjatywy w ogóle mają sens? Czy ich czuły przekaz nie rozmywa odpowiedzialności za Gazę i Buczę, niczego nie zmieniając na lepsze? Trzeba być przecież skrajnie naiwnym, by wierzyć, że wspólne przygotowywanie kuskusu jakkolwiek przyczyni się do zażegnania wojny, a każde przedsięwzięcie stawiające w tej samej pozycji ofiarę i kata mierzy się z zarzutem symetryzmu, który sprzyja temu drugiemu. Kiedy dodatkowo odbywa się pod hasłami pokoju na świecie, naiwność ich nawiązań do Ukrainy i Palestyny wybija już poza skalę.

Cous Cous Fest w swojej formie i przekazie jawi się jako współczesna wersja słynnego rozejmu bożonarodzeniowego między niemieckimi a alianckimi wojskami w 1914 roku. Chociaż między uczestniczącymi w nim żołnierzami doszło do rzeczywistego pojednania, a historia ta ma nieomal bajkowy wydźwięk, nie zatrzymała ona przecież I wojny światowej ani nie zmieniła logiki konfliktu, który okazał się najbardziej krwawy w ówczesnej historii. Jednostki działają zupełnie inaczej niż państwa.

Pozostaje jeszcze inne pytanie: czy dla rzeczywistej promocji pokoju ważniejszy jest urokliwy obrazek przyjaźni między członkami dwóch zwaśnionych stron, czy wykluczenie strony ewidentnie winnej jego naruszeniu i pociągnięcie do odpowiedzialności osób odpowiadających za zbrodnie? Wydaje się jednoznaczne, że żaden festiwal, koncert ani jakikolwiek symboliczny gest nie zastąpią rozliczenia zbrodni wojennych i nie naprawią wyrządzonych krzywd. Międzynarodowy Ruch Czerwonego Krzyża i Czerwonego Półksiężyca nie powstał przecież w odpowiedzi na bożonarodzeniowy rozejm, lecz pod wpływem okrutnych skutków bitwy pod Solferino.

Komentarze

Trolle, boty, ścieki zostawiamy platformom. U nas możesz wziąć udział w sensownej dyskusji. Ale najpierw zapoznaj się z jej regulaminem!

Zaloguj się, aby skomentować
0 komentarzy
0
Komentujące wszystkich krajów, łączcie się!x