Czytaj dalej

Tinder pozwala przełamać społecznościowe bańki i podziały klasowe

joanna-jedrusik

Ale co innego uprawiać seks czy chodzić do kina z kimś z innej klasy społecznej, a co innego wybrać taką osobę jako partnera życiowego. Rozmowa z Joanną Jędrusik, autorką książki „50 twarzy Tindera”.

Natalia Sawka: Kto ma Tindera?

Joanna Jędrusik: Wszyscy.

To znaczy?

Kobiety, mężczyźni, single, rozwodnicy, wdowcy, poliamoryści. Studenci i tatuśkowie. Celebryci, aktorzy, politycy, dziennikarze, nauczyciele, artyści, sportowcy, księża…

Księża?

No tak. Nie żebym w nich gustowała. Po prostu raz przyszłam na spotkanie i gość okazał się księdzem.

Ale poszłaś do niego i odkryłaś, że sypia na plebanii?

Nie. W trakcie spotkania „przypomniał” sobie, że jest księdzem, a nie, jak wcześniej twierdził, nauczycielem. Nasza znajomość szybko się zakończyła.

A jeśli przypadkiem wylądowałam gdzieś pod Warszawą, to mam szansę na randkę?

Różnie bywa. W małych miejscowościach ludzie, owszem, mają Tindera, ale wolą spotykać się w większych miastach.

Dlaczego?

Bo mogą zachować anonimowość. W małych miejscowościach spotkania trudniej utrzymać w tajemnicy. No i skoro wszyscy znają się osobiście, to nie potrzeba Tindera.

Tego wszystkiego dowiedziałaś się jako użytkowniczka Tindera czy opierasz się na dostępnych badaniach?

Z jednej strony opieram się na swoich doświadczeniach, biorę też pod uwagę opowieści innych użytkowników aplikacji. Z drugiej strony od dość dawna przyglądam się badaniom i statystykom. Jeszcze cztery lata temu było tego niewiele, teraz jak grzyby po deszczu pojawiają się kolejne badania i prace naukowe. Chętnie porównuję te z Polski i z zagranicy. Wychodzi na to, że nie ma wielkiego rozdźwięku między naszym a zagranicznym tinderowaniem, chociaż na pewno bliższe są nam wyniki z innych krajów europejskich niż z USA, o krajach azjatyckich czy Ameryce Łacińskiej nie wspominając.

Zabieram go do domu. Bawię się w żeńską wersję Greya

Na świecie z Tindera korzysta ponad 55 mln ludzi. A w Polsce?

Mniej więcej 200 tys. osób. Ja sama pewnie w okresach intensywnego korzystania wyrabiałam średnią za kilka osób. Według badań znacznie popularniejszy w naszym kraju jest rosyjski Badoo. Co ciekawe, liczba użytkowników aplikacji randkowych rośnie. Pod koniec ubiegłego roku korzystało z nich o 36 proc. więcej niż przed rokiem. A należy pamiętać, że raport dotyczy tylko użytkowników korzystających z systemu Android.

Więcej na Tinderze jest kobiet czy mężczyzn?

Według ostatnich badań stosunek kobiet do mężczyzn wyniósł mniej więcej 45 do 55 procent.

A ile osób jest w stałym związku?

Badania mówią o ponad 40 proc.

Nieźle.

Sama chciałam uniknąć spotkań z facetami w relacjach, uważnie czytałam opisy i oglądałam zdjęcia. Ale nie każdy chwali się, że jest w związku, faceci często przyznawali się do tego dopiero pod koniec spotkania.

A czym najczęściej się chwalą?

Sportową sylwetką, samochodami, egzotycznymi wakacjami i skokiem ze spadochronu.

I wszyscy mają czas, by umawiać się na seks?

Nie wszyscy korzystają z Tindera, by szukać seksu. Większość osób ma go, by spotykać się z ludźmi na randki i szukać nowych znajomości. Są też tacy, którzy używają aplikacji dla zabicia czasu.

Po co?

Traktują Tindera jak grę komputerową lub zbieranie pokemonów. Siedzą na przystanku lub na nudnych zajęciach i przeglądają profile kolejnych osób. Jeśli im się spodobają, przesuwają ich zdjęcia w prawo, jeśli nie, w lewo. Jeśli obie strony przesuną swoje profile w prawo, Tinder tworzy z nich parę (match) i wtedy mogą ze sobą nawiązać kontakt.

Ile czasu poświęcają na przeglądanie czyjegoś profilu?

Około sekundy. Kobiety ciut więcej, mężczyźni trochę krócej.

Z czego to wynika?

Mężczyźni często mają taką strategię, że cały czas przesuwają w prawo. Dopiero spośród uzyskanych dopasowań wybierają osoby, z którymi chcą później rozmawiać.

Sprytne.

Kobiety więcej czasu spędzają na przeglądaniu profili. Analizują, zanim zdecydują, czy chcą z kimś rozmawiać lub umówić się na randkę.

Jakie zdjęcia przyciągają uwagę?

Takie, na których ktoś się uśmiecha. Zdjęcia z psami, kotami, wiadomo. Często coś, co ma nas wyróżnić z tłumu. Na przykład sporo mężczyzn chwali się zdjęciami z żywym tygrysem. Nie wiem dlaczego, pewnie chcą pokazać, że byli w jakimś egzotycznym kraju i że są odważni, bo przecież ten tygrys jest tuż obok.

A zdjęcia z dziećmi?

Rzadko. Na przykład osoba, która szuka tylko seksu, nie wstawi sobie zdjęcia z dzieckiem.

Piszesz, że Tinder to lek dla tych, którzy mają niskie poczucie własnej wartości, apka może poprawić humor. Kiedy dobierasz się z kimś w parę, w mózgu wyzwala się hormon szczęścia. Można odpłynąć i poczuć się kimś pięknym.

Tak, od stymulacji układu nagrody i hormonu szczęścia można się w dodatku uzależnić. Efekt jest podobny do tego, jaki osiągamy przy jedzeniu ciasta czy zbieraniu lajków na Facebooku: ciągle chce się więcej, a powtarzanie czynności sprawia przyjemność.

„Tinder staje się jak narkotyk. Czuję się dzięki niemu piękna i mądra”

W książce zwracasz uwagę na turbokapitalizm, który powoduje, że osoby na Tinderze są zredukowane do roli ładnych produktów. Aplikacja powoduje, że jesteśmy elektroniczną fiszką, która zostanie przesunięta w lewo lub w prawo.

Tak samo produktem jesteśmy na rynku pracy, na Facebooku, LinkedInie i Instagramie.

Z drugiej strony twierdzisz, że dużą zaletą Tindera jest to, że można natknąć się na ludzi, których nigdy w życiu byśmy nie spotkali.

Przełamujesz społecznościowe bańki i podziały klasowe. Fryzjerka może spotkać się z lekarzem lub prawnikiem. Trener muay-thai z celebrytką. Stewardessa z reżyserem.

Są szanse na współczesną bajkę o Kopciuszku?

Chodzenie na randki to jedno, a stałe relacje to co innego. Pójście do łóżka czy na drinki z kimś zupełnie innym niż my może być nawet ekscytujące, ale przy dłuższym kontakcie i poważniejszych zamiarach może być ciężko utrzymać taką relację. Nie bardzo wyobrażamy sobie przedstawienie kogoś rodzinie czy przyjaciołom, chociażby dlatego, że wtedy nasz wybór podlega ocenie otoczenia, a to nie omieszka zauważyć, że dopuszczamy się mezaliansu. Co innego uprawiać seks czy chodzić do kina z kimś z innej klasy społecznej, a co innego wybrać taką osobę jako partnera życiowego.

Wydaje nam się, że coś powinno nas kręcić, bo tak napisali w gazecie [rozmowa z Natalią Trybus]

Z kolei ty spotkałaś się raz z fanem Andersa Breivika.

To prawda, niestety nie poinformował mnie o swoich skrajnych poglądach przed randką. Nie muszę mówić, że spotkanie zakończyło się bardzo prędko, nikt normalny nie chce iść na randkę z osobą o zupełnie innym systemie wartości. To nie jest tak, że spotykasz się z antysemitą i mówisz mu: okej, umówmy się jeszcze dziesięć razy, to może za jedenastym ci przejdzie. Inaczej bywa, gdy masz takich znajomych z dzieciństwa czy ze szkoły. Kilkanaście lat temu zbudowaliście silną więź, więc możesz zignorować konflikt wartości dla podtrzymania długoletniej relacji. Tak samo prędzej zaakceptujemy skrajne poglądy kogoś z rodziny, ale potencjalnego partnera już nie.

A co z mizoginami?

Na Tinderze jest ich sporo. Uważają, że są gnojeni przez wyemancypowane kobiety. Nie podoba im się, że ich koleżanki, często w przeciwieństwie do nich, robią karierę, mają fajną pracę, zarabiają na siebie i wychodzą z inicjatywą spotkania.

W sprawie legalizacji gwałtów

Ale skoro chcą się spotykać, to co jest problemem?

Że kobiety nie widzą w nich potencjalnych kandydatów na partnerów. Powodem są poglądy tych mężczyzn i to, jak nas traktują. A nie ich brzydota, mało prestiżowa praca czy brak hajsu.

Jeden z użytkowników Wykopu napisał o kobietach na Tinderze tak: „One szukają tam związku z facetem, który będzie je w niezawodny sposób utrzymywać”.

Tacy faceci na wszelkie możliwe sposoby chcą wytłumaczyć, dlaczego kobiety odmawiają im randek, miłości i seksu. Piętnują rzekomą rozwiązłość, interesowność, niewierność dziewczyn. W ich wypowiedziach wina za ich niepowodzenia zawsze jest po stronie kobiet.

Z pozoru wyjątkiem jest incelska narracja o tym, że kobiety ich nie chcą, bo są brzydcy, a my lecimy tylko na przystojniaków. Ten wyjątek jest pozorny, bo znowu winne są tak naprawdę płytkie kobiety, nieumiejące docenić ich wnętrza.

Wychowaliśmy się w patriarchacie. Narzuca nam się myślenie, że mężczyźni nie powinni obnosić się ze swoimi uczuciami czy słabościami. W tym systemie mężczyźni koncentrują się na sobie, a obowiązki przerzucają na kobiety. Natomiast kobiety od wyobrażonego „męskiego” mężczyzny oczekują nie narcyzmu, lecz erotycznej więzi oraz wsparcia w codziennym życiu. Czy to nie jest powiązane z kryzysem męskości?

Zmiana kulturowa jest faktem i zaszła też na gruncie emocjonalnym, ona jest powodem rozjechania się naszych oczekiwań w stosunku do płci przeciwnej. Przewartościowaniu ulegają stereotypy i role płciowe, kryzys wynika z tego, że mężczyznom ciężko się do nowych ról dostosować.

Kobietom jest łatwiej?

Naturalnie. W końcu nasza zmiana jest tylko na plus, my się emancypujemy. A mężczyźni czują się zagrożeni, kobiety weszły w obszary, w których wcześniej oni mieli niepodzielną władzę.

I to się powoli zaczyna zmieniać.

Niedawno usłyszałam bardzo ciekawy cytat, który świetnie obrazuje tę sytuację: kobiety szukają mężczyzn, których jeszcze nie ma, a mężczyźni szukają kobiet, których już nie ma.

Piszesz też o słabościach ludzkich. Zauważasz, że na Tinderze sporo osób ma depresję. Biorą leki, chodzą do psychoterapeuty.

Spotykałam się z singlami po trzydziestce. Większość albo była po rozwodzie, albo po długim związku, który okazał się klapą. Zwykle nie bali się mówić, że biorą antydepresanty i chodzą na terapię. Depresja to często wypadkowa stylu i tempa życia oraz faktu, że ludzie nie radzą sobie ekonomicznie.

Beznadziejny rynek pracy, wyzysk, praca po godzinach?

Dokładnie tak. Nasze problemy w relacjach z innymi wynikają też z braku czasu, którego nie przeznaczamy bliskim. Często jest to sprzężenie zwrotne: spowodowany natłokiem obowiązków i pracą po godzinach brak czasu napędza samotność, a ta napędza depresję, która wpływa często na naszą wydolność w pracy i tak dalej. Do tego wychodzi fizyczne wyczerpanie. Nie ma czasu, żeby o siebie zadbać, brakuje siły na aktywność i zdrowy tryb życia. Wszystko to przyprawione wysokim poziomem stresu.

Fiala: Praca zabija nasze życie i związki

A samotność?

Jesteśmy samotni jak nigdy. Z jednej strony nie mamy czasu na spotykanie się ze znajomymi, z drugiej ogromna część z nas kontakty towarzyskie przeniosła na Facebooka, gdzie obraz prawdziwego życia jest zniekształcony, a kontakty bardzo powierzchowne.

A co z seksem? Związki rozpadają się z powodu jego braku. Wiele osób w ogóle nie rozmawia o bliskości. Nie potrafimy powiedzieć partnerowi, czego tak naprawdę chcemy. Może Tinder to dobre narzędzie do odkrywania swoich potrzeb w tej dziedzinie?

No pewnie. Na Tinderze sporo osób uczy się przełamywać bariery, można pozwolić sobie na eksperymenty. Ale seks i rozmowy o nim to wciąż tabu, przez co wiele osób i par ma problemy w sypialni. Wystarczy poczytać Sztukę obsługi penisa Andrzeja Gryżewskiego i Przemysława Pilarskiego. Autorzy przywołują badania, z których wynika, że co trzeci mężczyzna w związku nie uprawia seksu.

Przerażające. To co z tym zrobić?

Do tematu seksualności można by podejść systemowo. Podstawą powinna być rzetelna edukacja seksualna w szkołach. Nie można liczyć w tej kwestii na rodziców, oni najczęściej nie chcą i nie umieją rozmawiać z dziećmi o seksie. A wiedza przekazywana na ten temat w szkole pozostawia wiele do życzenia. Źródła wiedzy o seksie to głównie internet i pornografia, które często tak mocno zakrzywiają jego obraz, że przyczyniają się do problemów w relacjach.

Zdarza się, że prowadzący wychowanie do życia w rodzinie wstydzą się słowa „seks”

Piszesz też, że wielu ludziom brakuje doświadczenia czułości, ale też umiejętności jej okazywania. Czy jest jeszcze nadzieja na miłość?

Tak, jest. W książce piszę o tym, że generalnie jest beznadziejnie, ale pewna doza optymizmu jeszcze we mnie istnieje. Znam pary, które poznały się przez Tindera, więc pewnie nawet tam da się znaleźć uczucie. Przeszkodą może być powtarzalność. Jeśli pójdziemy z dziesięcioma różnymi facetami na dziesięć romantycznych kolacji albo spacerów, to kiedy umówimy się z jedenastym z kolei, taka sytuacja siłą rzeczy będzie budziła mniejsze emocje. Powtarzalność zabija romantyzm.

Psycholożka Helen Fisher twierdzi, że spotkania na Tinderze nie są efektem desperacji, niedojrzałości czy lęku przed bliskością, a pewną oznaką że ludzie traktują zaangażowanie w trwały związek niezwykle poważnie. Szukają wytrwale, a potem poświęcają dużo czasu, żeby poznać partnera jak najlepiej. To faktycznie przejaw ostrożności i odpowiedzialności?

Kiedy wybieramy, z kim wejdziemy w relację, jesteśmy obarczeni ogromną odpowiedzialnością. Gdy nam nie wyjdzie, obwiniamy się, że źle wybraliśmy partnera. Zapominamy, że nie możemy brać całej odpowiedzialności za niepowodzenie związku na siebie, bo przecież tkwiła w nim również druga osoba, która ponosi część odpowiedzialności.

A co z poliamorią?

Staram się pokazać jej plusy i minusy. Wskazuję, że wszystko jest dla ludzi, ale trzeba mieć jasno określone oczekiwania i być świadomym swoich potrzeb. Na pewno poliamoria nie jest dla każdego i nie jest jedynym słusznym kierunkiem rozwoju relacji międzyludzkich. Natomiast fakt, że staje się coraz bardziej popularna, to efekt wcześniej wspomnianej zmiany obyczajowej, większego dystansu do małżeństwa czy rodziny.

Anapol: Świat nie kończy się na małżeństwie

To powiedz jeszcze, czy to książka feministyczna.

Tak.

Bo?

Bo ja ją napisałam. Jestem feministką, kiedy komentuję rzeczywistość, robię to zgodnie ze swoim światopoglądem. Kiedy ganię pewne zachowania czy zjawiska, muszę objaśniać, dlaczego są złe, pisać o tym, jak być powinno. Staram się unikać dydaktyzmu, ale chcąc nie chcąc, przekazuję swój system wartości.

Podobno w jednym z wywiadów zapytano cię, czy nienawidzisz mężczyzn.

Zgadza się, zapytano, ale tak nie jest. To są głosy osób, które książki nie wzięły do ręki. Piętnuję mizoginię, seksizm i kilka innych szkodliwych męskich zachowań. Z drugiej strony bardzo wiele chwalę, polecam, w książce nie brakuje męskich bohaterów pozytywnych. Nie odzieram mężczyzn z godności, nie dyskredytuję i nie gloryfikuję siebie oraz kobiet w ogóle.

Wciąż masz Tindera?

Mam, ale już dawno przestałam z niego korzystać.

Dlaczego?

Zwyczajnie mi się znudził, przejadł, znużył powtarzalnością spotkań, sytuacji. Wracałam do niego coraz rzadziej, aż w końcu zupełnie przestałam go używać.

**
Joanna Jędrusik – kulturoznawczyni, przez lata na etacie w korpo. Prowadzi fanpejdż Swipe me to the end of love. Lubi Balzaca i gry komputerowe. Autorka książki 50 twarzy Tindera, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Krytyki Politycznej.

Rozmawiajmy z dziećmi o seksie od najmłodszych lat

Bio

Natalia Sawka

| Dziennikarka
Dziennikarka. Autorka felietonów, analiz politycznych, komentarzy i wywiadów. Publikowała m.in. w „Dużym Formacie” i „Wysokich Obcasach”, publikowała w Sonarze i BiQdata. Pracuje w warszawskim biurze Agence France-Presse, gdzie zajmuje się fact-checkingiem.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.