Idee nie działają.
Same.
Ktoś musi stanąć za ideą.
Człowiek. Jeden lub wielu.

Idee pomagają wymyślić świat na nowo, kiedy trzeba to zrobić.
Ułatwiają zrozumienie, podtrzymują nadzieję, uwalniają od lęku.
Idee nie są odważne. Nie mają wyobraźni. Nie mają kolorów.
To człowiek, który stanął po stronie idei – jest bohaterem.

Zobaczył i pokazuje innym to, co niewidoczne.
Uwierzył, że utopia wypowiedziana dziś,
jutro może stać się barwną rzeczywistością.

Idee rodzą się z krytyki.
Powstają z myślenia.
A kiedy budzi się rozum, kończy się marazm.
Krytyczne myślenie napędza do działania.

Idee to słowa.
Które mają wartość i moc.
Nie chcemy ich tylko tworzyć ani bronić.
Zamierzamy je urzeczywistnić.

Dla Polski otwartej, zielonej i solidarnej.
Tworzonej wspólnie z wami.
Słowem i działaniem.

Przepisujemy idee na rzeczywistość.
Krytyka Polityczna

Kinga Dunin czyta

636 lat samotności

kina czyta kot niebieski stramer

Co wyszło z połączenia kaszubskich „Stu lat samotności” z „Tao fizyki”? Kinga Dunin czyta „Kota niebieskiego” Martyny Bundy, „Stramera” Mikołaja Łozińskiego i „Najlepiej dla wszystkich” Petry Soukupovej.

Martyna Bunda, Kot niebieski, Wydawnictwo Literackie 2019

kot niebieski bunda recenzjaBłękitny kot, ostatni z dzikich szartrosów widzianych na Kaszubach, przyszedł na świat w kartuskim lesie w roku dwa tysiące piętnastym.

A pierwszy, prawdopodobnie przywieziony z Syrii do Francji przez krzyżowców, dotarł do miejsca, które teraz jest miastem Kartuzy, w roku 1380 (to już licentia poetica autorki, ale kartuscy zakonnicy podobno hodowali takie koty). Od owego roku datuje się też początek kartuskiego klasztoru. Koty towarzyszą wydarzeniom tej z epickim rozmachem napisanej powieści, jak można obliczyć, przez 636 lat, bo akcja zaczyna się o rok wcześniej. To takie polskie Sto lat samotności, a właściwie prawie sześćset pięćdziesiąt. Czy da się to upchnąć w nie tak długiej książce? Tylko skacząc między historiami ludzi i miejsc. Raz udaje się to lepiej, raz gorzej. A wszystkie postacie są albo złe, albo nieszczęśliwe. Również losy klasztoru i rosnącego wokół nich miasta są głównie okrutne i krwawe. Trudno jednak spierać się z historią.

Na pociechę mamy koty oraz „tao fizyki”. Przypomnijmy, że jest to tytuł nieco już zleżałej, ale kiedyś naprawdę kultowej pozycji Fritjofa Capry (wydanie oryginalne 1975), w której łączył on mechanikę kwantową z filozofią Wschodu, a ogólnie z metafizyką.

Powieść Bundy ma dwie części: Czas fali i Czas materii, co w oczywisty sposób odnosi się do zjawiska dualizmu korpuskularno-falowego – cząstka raz jest falą, a raz materią. Czas fali to średniowiecze, mistyczki i mistycy, czas materii rozpoczyna się od wizyty w klasztorze Heweliusza, który oznajmia, że opisał już wszystkie gwiazdy. Świat zostaje odczarowany i wydaje się solidnie materialny. Współczesna fizyka jednak prowadzi nas w inne rejony i może znowu pora na fale – inny, również bardziej ekologiczny sposób przeżywania rzeczywistości? Kod niebieski wpisany w naturę świata, który wcale nie jest aż tak „materialny”, a może w ogóle wszystko to stoi na pustce.

Co wyszło z tego połączenia kaszubskich Stu lat samotności z Tao fizyki? Nieco dziwna hybryda. Chyba nie do końca dla mnie przekonująca, ale przekonajcie się sami. Na początku ta książka mnie zachwyciła, potem jednak zaczęły pojawiać się wątpliwości. Zrozumiały brak ciągłości, a jednocześnie niektóre wątki zbyt rozwlekłe, nadmiar okrucieństwa, na przykład w historii kata perfekcjonisty.

Świat kobiet i bez kobiet

*
Mikołaj Łoziński, Stramer, Wydawnictwo Literackie 2019

Łoziński stramer recenzjaTo dla Rywki wrócił z Ameryki. Opowiadał, że przez cztery lata codziennie myślał o tej dziewczynie, aż w końcu kupił powrotny bilet na statek.

Przypuszczam, że ta powieść ma zagwarantowany sukces. Zawsze jednak może się zdarzyć, że ktoś ma zdanie odmienne, chociaż już temat może onieśmielać krytykę. I enuncjacje autora, że odnosi się do swojej rodzinnej historii.

Do Rywki i do Tarnowa z Ameryki wrócił Nathan, pieniędzy nie przywiózł, tylko trochę angielskich zwrotów. Przed wojną 40 procent mieszkańców Tarnowa stanowili Żydzi – ortodoksyjni i ci mniej lub bardziej zasymilowani. Nathan i Rywka będą mieli szóstkę dzieci dorastających przed wojną. Dla wygody narratora dzieci mówią nie tylko po żydowsku, ale też perfekcyjnie po polsku, bywają wielbicielami Mickiewicza i w sumie czują się Polakami. Kilku synów wiąże się z ruchem komunistycznym. Najpierw, jak to dzieci – kłócą się i wspierają, rozrabiają, potem zakochują lepiej lub gorzej, mają własne dzieci. Ciepła, miejscami rozwlekła saga rodzinna. Nathan stara się robić jakieś interesy, czasem trochę oszukuje, jednak zazwyczaj bez powodzenia. Marzą o lepszym życiu, ale wszyscy mieszkają (razem z psem i kotem) w jednym wynajmowanym pokoju. Ojciec wrzeszczy i używa pasa, matka wszystkich kocha matczyną miłością. Ale przecież znamy historię, więc od początku nad wszystkim unosi się cień Zagłady, wiemy, że ten świat zniknie.

Są też momenty do śmiechu. KPP – Kolega pozwoli pierdnąć. KPRP – Kolega pozwoli raz pierdnąć. Cha, cha.

Trzeba przyznać, że za powieścią stoi bardzo wnikliwy risercz. Będą więc szczegółowe lokalizacje, powiedzonka z dawnych lat, fragmenty z prasy, znani tarnowianie – Adam Ciołkosz, Karol Radek. A nawet, ni stąd, ni zowąd, Ludwig Wittgenstein, który nic z Tarnowem nie miał wspólnego. Ten zabieg ma potwierdzać realizm powieści, niestety często jest to po prostu sztuczne.

Zaremba Bielawski: Antysemityzm Dmowskiego jako projekt integracyjny

Będzie też narastający polski antysemityzm, a potem przyjdzie Zagłada i czytelnik będzie się wzruszał losem rodziny, do której już się przywiązał. Czy ktoś ma szanse przeżyć?

Jeśli chodzi o historię polskich Żydów, to przecież wszystko to wiemy – nie wiedziałam, że Ciołkosz był z Tarnowa – w każdym razie jest wiele książek na ten temat. Powieść mogłaby pomóc nam przenieść się w tamten świat, zanurzyć się w nim, posmakować go. Mnie się to nie udało. Miałam wrażenie, że czytam dość stereotypową historię, do której komiksową kreską, w moim odczuciu toporną, dorysowano trochę dydaktyczne ilustracje. Mnie nie wciągnęła ta historia, innych może to jednak wciągnie.

We władzy szczurołapa [rozmowa z Joanną Tokarską-Bakir]

*
Petra Soukupová, Najlepiej dla wszystkich, przeł. Julia Różewicz, Afera 2019

najlepiej dla wszystkich recenzjaWracam ze szkoły, mama ściąga kłaczki z koszulki specjalną rolką.
Cześć, mamo, widzę, że jest strasznie zła. Jak się wrzuca spodnie do kosza, to trzeba najpierw wyjąć chusteczki.

Ta popularna czeska pisarka specjalizuje się w relacjach rodzinnych i jest w tym naprawdę niezła. I dobrze pisze, sprawnie żonglując rozmaitymi punktami widzenia. To pogodna książka o całkiem poważnych sprawach, którą można by pewno także zaliczyć do lektur dla young adults.

Hana bardzo wcześnie urodziła dziecko, ojciec się zmył, a teraz Viktor ma już dziesięć lat. Rozrabia, ma kłopoty w szkole, a jego mama, aktorka, właśnie dostała propozycję – główną rolę w serialu. Postanawia na pewien czas odstawić kochanego, ale też kłopotliwego synka do swojej matki, która mieszka na wsi, dwie godziny drogi od Pragi. Eva jest wdową, dorabiającą sobie do emerytury wypiekaniem ciast, na pewno zajęcie się wnukiem dobrze jej zrobi, a Viktor pod jej okiem się poprawi. Hana czasem weźmie syna do Pragi i będzie się starać jakiś czas spędzać w rodzinnym domu. Tak będzie najlepiej dla wszystkich.

Viktor cierpi na wygnaniu i nie można go oderwać od komputera, Hana nie tylko gra w serialu, ale też mocno komplikuje sobie życie osobiste, Eva dzielnie daje radę, ale każda dzielność ma swoje granice.

Normalni kontra dzicy, a kobiety i tak mają przerąbane

Trzy punkty widzenia, trzy osobowości, miłość i kłótnie, czasami takie, że skry lecą. Ciekawie pokazana relacja między matką i córką, z których każda wie, co dla drugiej byłoby najlepsze, a nie potrafią ze sobą otwarcie rozmawiać. Rodzina to miejsce, w którym spotykają się ludzie najbliżsi i najbardziej irytujący. Kiedy życie powie: sprawdzam, oczywiście zwycięży miłość. Jednak, mogę uspokoić, Hana nie znajdzie cudownego męża i historii nie domknie żaden ślubny kobierzec. Rozwiązaniem nie jest „właściwy mężczyzna”. Rozwiązaniem jest rodzina, niekoniecznie całkiem tradycyjna. Na co dzień nieidealna, ale w trudnej sytuacja się sprawdza. Będzie też trochę smutno.

Autorka nikogo nie osądza, nie moralizuje, nie obiecuje, że będzie łatwo. A książka czytelniczkom zapewni parę godzin wytchnienia, bo naprawdę przyjemnie się to czyta.

Czy Dariusz Nowacki jest Januszem L. Wiśniewskim krytyki literackiej?

Bio

Kinga Dunin

| Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka
Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka. Od 1977 roku współpracowniczka KOR oraz Niezależnej Oficyny Wydawniczej. Po roku 1989 współpracowała z ruchem feministycznym. Współzałożycielka partii Zielonych. Autorka licznych publikacji (m.in. „Tao gospodyni domowej”, „Karoca z dyni” – finalistka Nagrody Literackiej Nike w 2001) i opracowań naukowych (m.in. współautorka i współredaktorka pracy socjologicznej "Cudze problemy. O ważności tego, co nieważne”). Autorka książek "Czytając Polskę. Literatura polska po roku 1989 wobec dylematów nowoczesności", "Zadyma", "Kochaj i rób".

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.