Kraj

Zdanowska: Jesteśmy w trakcie wojny domowej

Hanna Zdanowska

Trzeba pokazywać dobre rzeczy. W Łodzi staram się to robić. Łączyć mieszkańców, a nie dzielić, przekonywać działaniami, a nie poróżniać agresywnym językiem – mówi Hanna Zdanowska, prezydentka Łodzi.

 

Przemysław Staciwa: Zawiodła się pani na Grzegorzu Schetynie?

Hanna Zdanowska, prezydentka Łodzi: Od najbliższych wyborów zależy los Polek i Polaków. Tak ważne rzeczy, jak ustalanie list wyborczych w poszczególnych regionach, powinny więc odbywać się w zgodzie i atmosferze konsensusu. Miarą sukcesu jest zespołowa gra całej listy. Ponad 70 proc. głosów oddanych na mnie w wyborach samorządowych było efektem współpracy wszystkich ze wszystkimi. Moim marzeniem było podobne procedowanie list wyborczych do polskiego parlamentu. I miałam na tę układankę pomysł. Na liście były osoby z różnych środowisk i stronnictw politycznych. Były tam nazwiska niekoniecznie znane w całej Polsce, ale kojarzące się z walką o Łódź i całe województwo. Wniosłyby świeżość i zawalczyłyby o świetny wynik.

Dużo o nas bez nas, czyli Schetyna ustawia lewicę

Na łódzkiej liście zabrakło choćby liderki Nowoczesnej i łodzianki, Katarzyny Lubnauer. Nieoficjalnie mówi się, że to pani zasługa.

To nieprawda. Chciałam, by pani Katarzyna startowała z Łodzi. Uważałam też za najlepsze rozwiązania, by pierwsze miejsce przypadało osobie wskazanej przez Platformę Obywatelską.

Na przykład Cezaremu Grabarczykowi.

Lub osobie spoza polityki, ale jednoznacznie kojarzonej z samorządem. Moim pomysłem było przedstawienie list na czele z osobami, które zachęciłyby ludzi do głosowania na nas, tak jak miało to miejsce w wyborach samorządowych.

Czy w ogóle potrzebujemy prezydentów miast?

Przewodniczący Klubu Parlamentarnego PO-KO Sławomir Neumann twierdzi, że lansowała pani defensywną wizję, a opozycja wystawiła kandydatów, którzy mają walczyć o zwycięstwo.

To niesprawiedliwa ocena osoby z Warszawy, która nie zna naszego miasta. Uważam, że obecna lista nie jest skrojona na miarę możliwości i ambicji Łodzi i łodzian.

Jak podobają się pani przedstawione przez Grzegorza Schetynę „trójki” we wszystkich okręgach?

Nie chcę komentować poczynań Grzegorza Schetyny. To jego decyzje.

Schetyna do Sierakowskiego: Celem PO jest odsunięcie PiS od władzy

Po częściowej publikacji list PO-KO zrezygnowała pani z udziału w sztabie wyborczym Koalicji Obywatelskiej, w którym była pani odpowiedzialna za sprawy społeczne, ekologię i rewitalizację. Liderzy Platformy chcą pani powrotu. Trwają w tej sprawie jakieś rozmowy?

Ja zawsze jestem gotowa do rozmowy. Dla obrony demokracji w naszym kraju zrobię wszystko, ale muszę widzieć, że sprawy idą w dobrym kierunku. Wtedy będę walczyła jak lwica.

Jak do momentu państwa poróżnienia przebiegały prace w sztabie?

Zabrałam się od razu do pracy. Na mój wniosek przy Unii Metropolii Polskich została powołana specjalna komisja ds. opracowania strategii ekologicznej dla naszego kraju. Jestem przewodniczącą tej komisji. Chcemy, by duże miasta stały się liderem tych zmian, a także pomagały mniejszym, przekazując im wiedzę i doświadczenie.

Czy po tym konflikcie rozważa pani odejście z Platformy Obywatelskiej?

Nie biorę tego pod uwagę. Współtworzyłam to być może za duże słowo, ale byłam przy Platformie od samego początku. Jestem wierna swoim ideałom. Wciąż widzę szansę na wygraną sił demokratycznych z PiS. Chodzi o to, by konsekwentnie i skutecznie walczyć o swoje ideały. Dla mnie to wolność i równość.

Jeśli porównać pani polityczną działalność do aktywności większości prezydentów dużych miast wywodzących się z Platformy Obywatelskiej, to widać, że starała się pani dystansować od szyldu partyjnego i wojny na górze. W momencie, kiedy stanęła pani na pierwszej linii, pani wizja i pomysły zostały szybko odtrącone.

Skupiam się przede wszystkim na Łodzi, bo mamy tu masę rzeczy do zrobienia. 10 lat temu wszyscy postawili na Łodzi krzyżyk, powszechnie mówiono, że to miasto nie ma szans na dobre funkcjonowanie. Ja obiecałam mieszkańcom, że postawię je na nogi i to nam się wspólnie udało, bo ja, jeżeli za coś się biorę, to z pełną determinacją. To było dla mnie najważniejsze. Łódź cały czas się zmienia i jeszcze wiele przed nami.

Angażowanie się w politykę centralną w trudnym dla miasta okresie jest bardzo ciężkie. Tym bardziej, że ja nie walczę o nic dla siebie, politykiem jestem tylko wtedy, gdy to korzystne dla miasta i mieszkańców. Nie mam żadnych politycznych ambicji, w przeciwieństwie do wielu moich kolegów. Skupiłam się na Łodzi, przez co moja polityczna aktywność mogła być mniej widoczna.

Jak przypomnieć Marsz Głodowy Kobiet z 1981 roku w czasach, kiedy półki w sklepach się uginają

Teraz stała się jednak pani bardziej widoczna.

Mam świadomość, że obóz władzy – jeśli wygra kolejne wybory – przystąpi do niszczenia samorządów. To już zaczyna się dziać, choćby poprzez ograniczanie nam wpływów budżetowych. Przerzuca się na nas kolejne obciążenia wynikające z obietnic składanych przez Prawo i Sprawiedliwość. Samorządy zaczynają się dusić, stąd moja aktywność.

Podczas gdańskich obchodów wyborów czerwcowych prezydent Aleksandra Dulkiewicz powiedziała, że jeśli PiS wygra kolejną kadencję, samorządów nie będzie. Nie za mocna diagnoza?

W pełni się z nią zgadzam. Nie będzie samorządu, do którego przywykliśmy. Przestaną istnieć małe ojczyzny wolne od polityki krajowej i emocji związanych ze sprawami światopoglądowymi. Zaciśnięcie pętli na samorządach doprowadzi do tego, że nie doczekamy się wyremontowanych i nowych dróg, dobrej oferty edukacyjnej czy podnoszenia jakości życia obywateli. Będziemy zobligowani do realizacji zobowiązań narzuconych przez rząd – zobowiązań za którymi nie idą dodatkowe pieniądze z budżetu państwa.

Strajk. Jak to się robi? [archiwalna rozmowa z Pawłem Adamowiczem]

Jak pani patrzy na fiasko rozmów koalicyjnych w obozie demokratycznym?

Ta sytuacja bardzo mnie boli. Od początku byłam orędowniczką jak największej koalicji. Wiem, że to trudne, ale chciałam, abyśmy odstawili na bok wszelkie spory światopoglądowe. W przypadku wygranej sił demokratycznych powinno się dla tych spraw utworzyć obowiązkowe referenda. Światopogląd nie powinien być osią kampanii parlamentarnej. Tymczasem tematy te zdominowały naszą politykę, co jest na rękę rządzącym, ponieważ umykają nam inne tematy.

Teraz prawdziwym wyzwaniem jest na przykład klimat. Obecnie zmienia się bardzo szybko – nie pamiętam takiego tempa. Z kolei gospodarka zaczyna wyhamowywać, pojawiają się pierwsze problemy, spada poziom inwestycji. Źle funkcjonuje służba zdrowia, PiS wprowadził chaos w edukacji, nasza dyplomacja praktycznie nie istnieje. Mieszkanie plus to wielka propagandowa wydmuszka, stanęła budowa autostrad i dróg ekspresowych, w aptekach brakuje leków. Państwo PiS po prostu nie działa.

Jak uniknąć apokalipsy, czyli wszystko, czego nie chcecie wiedzieć o polskim zdrowiu, choć powinniście

Ale dyskusję o sprawach światopoglądowych rozpoczął nie kto inny jak politycy Platformy i  Nowoczesnej – prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski i wiceprezydent Paweł Rabiej. Popełnili błąd?

Dyskusja o karcie LGBT+ jest zbyt emocjonalna. Większość rzeczy z warszawskiej deklaracji zostaje w Łodzi wdrażana w ramach konsensusu społecznego. Opracowujemy całą politykę antydyskryminacyjną – jest w trakcie wdrażania. In vitro, edukacja seksualna i wiele innych elementów – my to tutaj mamy. I to funkcjonuje.

Nie ma w Łodzi hostelu interwencyjnego dla mniejszości seksualnych, o co zabiega Rafał Trzaskowski. Zbyt kontrowersyjne?

Uważam, że trzeba rozwiązywać ludzkie problemy, a nie robić z tego medialnego szumu. Zróbmy to, niech działa…

Po cichu?

Normalnie. Na sesji rady miejskiej, poprzez rozmowy.

Deklaracja LGBT+ to gwarancja bezpieczeństwa [rozmowa]

Trzaskowski chciał to robić, ale posypały się na niego gromy.

Wszędzie w Polsce prezydenci miast wprowadzają różne działania, które mają na celu przede wszystkim rozwiązywanie bieżących problemów swoich mieszkańców. Bardzo współczuję panu prezydentowi Trzaskowskiemu. Oczy wszystkich skierowane są na Warszawę i to jest problemem – a nie sam pomysł hostelu interwencyjnego. Rządzący widzą potencjał w zbijaniu na tym swojego interesu politycznego. Kosztem ludzi, którzy potrzebują określonych rozwiązań, bo to że potrzebują, nie ulega wątpliwości.

Czyli jest szansa, że taki hostel powstanie także w Łodzi?

Być może. To temat do dyskusji, a nie robienia wokół awantury.

Platforma podlizuje się karykaturze prawicowego wyborcy

Ale o sprawach światopoglądowych mówi pani językiem liderów Platformy Obywatelskiej – że akcentowanie liberalnego światopoglądu to gra w grę PiS.

Tak, bo w tej grze nie chodzi o rozwiązywanie problemów.

Kibicuje pani lewicy po tym, jak utworzyła własny blok?

Jeżeli nie powstał wspólny demokratyczny blok, to partie lewicowe muszą wejść do Sejmu. Lewica jest potrzebna w parlamencie, tyle że nie ma łatwo. Lewicowy głos w wymiarze światopoglądowym jest potrzebny, ale w kwestiach gospodarczych jej postulaty przejęła rządząca prawica.

Może dla opozycji to jednak dobrze, że się podzieliła? Koalicja Obywatelska atakuje PiS mówiąc o drożyźnie, lotach marszałka Kuchcińskiego i kryzysie lekowym, a lewica bierze na siebie ciężar walki z obozem rządowym, organizując marsze przeciwko nienawiści i broniąc mniejszości.

Oczy wszystkich skierowane są na Warszawę i to jest problemem – a nie sam pomysł hostelu interwencyjnego.

Tu nie chodzi o politykę, ale o ludzi. Mam wśród znajomych i przyjaciół wielu przedstawicieli mniejszości seksualnych. Od nich wiem, że nigdy nie czuli się tak zagrożeni jak teraz. Znam środowisko tych osób od środka. Od wielu lat, na długo zanim zostałam prezydentem Łodzi. Patrzę na to trochę inaczej, ale to temat na dłuższą rozmowę. Osobiście nie dzielę ludzi ze względu na kolor skóry, orientację seksualną czy wyznanie. Tylko na dobrych i złych.

Jak pani patrzy na polaryzujące się polskie społeczeństwo?

Jestem tym przerażona. Nie przypuszczałam, że zobaczę kiedyś mój ukochany kraj w stanie wrzenia. Jesteśmy w stanie politycznej wojny domowej, tyle że mało kto tak to definiuje. Jeśli ludzie potrafią rzucić się z pięściami na kogoś, kto spaceruje z kolorową flagą, ma inny kolor skóry, w biały dzień zaatakować matkę z dzieckiem ze względu na ich religię, to jest to wina polityków, oni na to pozwolili. Wydarzenia w Białymstoku są przykładem tego rozhuśtania przez polityków negatywnych emocji. Niestety pojawiło się na to przyzwolenie, a przykład idzie z góry.

Jak na to odpowiedzieć?

Trzeba pokazywać dobre rzeczy. W Łodzi staram się to robić. Łączyć mieszkańców, a nie dzielić, przekonywać działaniami, a nie poróżniać agresywnym językiem. Rozpoczyna się kampania wyborcza. Zachęcam do powściągliwości językowej, prowadzenia jej w tonie pozytywnym, skoncentrowaniu się na codziennych, prozaicznych problemach.

Nienawidzimy zwolenników PiS-u bardziej niż oni nas?

Taką rolę mieli spełniać w Koalicji Obywatelskiej samorządowcy – wnosić pragmatyzm i zachęcać do rozwiązywania problemów mieszkańców. Czy w świetle ostatnich działań liderów PO-KO nie stali się jednak przysłowiowym kwiatkiem do kożucha?

Bez komentarza.

(Rozmowę przerywa telefon od prezydenta Białegostoku, Tadeusza Truskolaskiego)

Widzę, że samorządowcy trzymają się razem.

Jesteśmy w kontakcie. Rozmawiamy między innymi o ekologii. Jak już wspomniałam, współpracujemy w ramach Unii Metropolii Polskich. Jeśli rząd nie dostrzega problemu związanego ze zmianami klimatu, to my staramy się na miarę swoich możliwości go w tym wyręczyć.

Zielona Dolina Krzemowa w Polsce jest możliwa – ale zaklęcia o innowacjach nie wystarczą

Lewicowi aktywiści mają jednak do pani zastrzeżenia, że w mieście tematy ekologiczne były marginalizowane, nie brakowało natomiast wielkich i kosztownych inwestycji.

Gdy po raz pierwszy obejmowałam swój urząd, budżet miasta wynosił dwa miliardy czterysta tysięcy złotych. To ledwo wystarczało miastu na przeżycie. Na zieleń, parki i żłobki trzeba zarobić. Aby miasto mogło się rozwijać, konieczne są inwestycje i podatki, a przede wszystkim potrzebni są ludzie. Chodzi o to, by zatrzymać w Łodzi obecnych mieszkańców i przyciągnąć nowych. Można oczywiście zacząć tylko od sadzenia drzew, co byłoby z wielu względów fantastyczne, ale nie tędy droga.

Ja skupiłam się na przetrwaniu miasta. Dekadę temu prognozy dla Łodzi mówiły, że nic się już tutaj nie uda. Pierwszą rzeczą było zbudowanie potencjału ekonomicznego miasta. Nie jest tajemnicą, że mieliśmy tu największe w Polsce bezrobocie, byliśmy w trzeciej lidze polskich miast. Dziś jesteśmy w ekstraklasie, atakujemy fotel lidera. Możemy skoncentrować się na miękkich i małych inwestycjach.

Madejska: Chciałabym, żeby Łódź kurczyła się z godnością [rozmowa]

Może jednak ten rozmach inwestycyjny nie zawsze jest konieczny? Po co Łodzi tak wielki dworzec?

Tego typu obiekty buduje się z myślą o perspektywie stu lat. Niedawno rozmawiałam z przedstawicielami Polskich Kolei Państwowych o tym projekcie i jego przyszłości. Trzeba poczekać jeszcze chwilę na budowę tunelu średnicowego. Dzięki niemu dojdzie do skomunikowania Centralnego Portu Lotniczego z resztą kraju. Łódź stanie się wtedy głównym ośrodkiem komunikacyjnym w Polsce. Gdyby nie to, rzeczywiście byłoby bezsensem i marnotrawstwem budowanie tak dużej infrastruktury.

Smutno patrzy się na zanik zieleni w dużych polskich miastach. Dobitnie pokazują to krążące w internecie zdjęcia. W modzie jest beton. Jak dbać o ekologię, skoro tnie się drzewa na potęgę?

W Łodzi staram się ograniczać beton tam, gdzie tylko się da. Proszę wybrać się np. na  Zielone Polesie, w całym mieście powstają zielone skwerki, modernizujemy parki. Na Piotrkowskiej pojawiły się drzewa, wszystkie rewitalizowane ulice są zawsze bardziej zielone niż wcześniej. Sam trend betonowania miast uważam za szkodliwy. Kiedyś urbaniści uważali, że trzeba zabudować każdy narożnik, by żadna pierzeja nie świeciła pustkami.

Teraz odchodzi się od trendu zwartej zabudowy. I my w Łodzi jesteśmy polskim prekursorem tego trendu. Jeszcze raz wracam do Zielonego Polesia – to teren, który świetnie nadawałby się na działki pod inwestycje deweloperskie. My powiedzieliśmy: nie. Znajdzie się tam za to zielony pasaż, skwer i minipark. Ograniczamy sobie zatem przychody, nie sprzedajemy tych terenów, tylko otwieramy go dla mieszkańców. Za chwilę to samo zacznie dziać się w dzielnicy Bałuty, dla której mamy przygotowany już program. Podobnie w Śródmieściu-Wschód.

Pytanie, czy nie za późno. Dla wielu wiekowych drzew niestety tak.

To prawda, ale tutaj najwięcej szkód w ostatnim czasie wyrządziła ustawa „Lex Szyszko”.

Jak wyobraża sobie pani Łódź i całą Polskę po następnej kadencji parlamentarnej?

Nie jestem wróżką. Chyba nikt, kto bierze odpowiedzialność za swoje słowa, nie jest w stanie powiedzieć, co będzie. Gdy cztery lata temu PiS dochodził do władzy, mało kto przypuszczał, że nastąpią tak intensywne zmiany. Nieprzewidywalność polityczna Polski jest ogromna.

Państwo prywatne Kuchcińskiego i jego kolegów z PiS

Mogę panu powiedzieć, jaką Polskę chciałabym zobaczyć. Chciałabym, by wróciła demokracja i żeby wszyscy czuli się obywatelami jednego wspólnego narodu, a nie członkiem jednej ze zwalczających się frakcji. Czy tak się stanie? Nie dam za to żadnej rękojmi.

***

Hanna Zdanowska – ukończyła inżynierię środowiska na Wydziale Budownictwa i Architektury Politechniki Łódzkiej. Jesienią 2007 roku wybrana posłanką do Sejmu RP z listy Platformy Obywatelskiej. Pełniła funkcję zastępcy przewodniczącego Komisji Nadzwyczajnej „Przyjazne Państwo” do spraw związanych z ograniczeniem biurokracji. Szefowa łódzkich struktur Platformy Obywatelskiej. Od grudnia 2010 roku do chwili obecnej Prezydent Miasta Łodzi.

Przemysław Staciwa – dziennikarz telewizyjny, reporter. Współpracuje z Krytyką Polityczną i magazynem Liberte!.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.