Wspieraj Wspieraj Wydawnictwo Wydawnictwo Dziennik Przekaż Przekaż

To nie smartfony są groźne dla uczniów. Prawdziwym zagrożeniem jest lenistwo MEN

Technofobia w Polsce przybiera na sile. O ile blokowanie platform społecznościowych przez rzekomo progresywną Barbarę Nowacką to dobra zmiana, to zabieranie uczniom smarfonów brzmi jak pomysł koalicji gnębiącej dzieci.

ObserwujObserwujesz
Dzieci w sali klasowej korzystają ze smarfonów, nad jednym z nich pochyla się nauczycielka
Kontekst

🧾 Po zapowiedzi ograniczenia dostępu do mediów społecznościowych dla osób poniżej 15 lat ministra edukacji chce zakazu używania smartfonów w szkołach podstawowych, z ich deponowaniem na czas zajęć.

📉 W uzasadnieniu projektu nie ma dowodów na związek między smartfonami a problemami młodzieży.

🎓 Wprowadzanie zakazów jest łatwe, trudniej o systemową edukację cyfrową i kontrolowane wykorzystanie smartfonów w nauce – komentuje Piotr Wójcik.

20
Celnie!
Cyrk
Walka

7

Ministerstwo tzw. Edukacji Narodowej pracuje nad przepisami o wprowadzeniu dostępu do platform społecznościowych dopiero od 15. roku życia. I to jest bardzo dobra zmiana, gdyż platformy te zbudowane są na mechanizmach uzależniających, przykuwających do ekranu i skłaniających do patologicznych zachowań, podobnie jak gry MMO, czyli masowe wieloosobowe gry sieciowe.

Czytaj także Problem uzależnienia od gier istnieje, ale gamingofobia go nie rozwiąże Piotr Wójcik

Okazało się jednak, że ograniczenie dostępu do platform społecznościowych ma być tylko elementem szerszego programu ochrony dzieci przed chorobami współczesności. Na cenzurowanym będą nie tylko facebooki czy instagramy, ale też smartfony – czyli urządzenia, którymi można dokonywać miliona innych czynności niż scrollowanie tablicy.

MEN jak Pekin i Moskwa

18 marca ministra Nowacka poinformowała, że w trybie przyspieszonym prowadzone są prace nad zakazem używania smartfonów w szkołach w klasach I-VIII. O ile zakaz korzystania z platform społecznościowych dla osób poniżej 15. roku życia jest projektem poselskim – i to między innymi Romana Giertycha – to zakaz posiadania smartfonów w podstawówkach jest inicjatywą samej Nowackiej, która skonsultowała ten pomysł z samym premierem Tuskiem. Ten zezwolił na szybką ścieżkę, by móc wyrobić się przed 1 września 2026 roku.

Czytaj także Barbara Nowacka upada pod krzyżem po raz setny Łukasz Łachecki

Antysmartfonowy reżim wejdzie więc w życie już od następnego roku szkolnego, o ile zostanie uchwalony i podpisany przez prezydenta. Jest to jednak całkiem prawdopodobne. Po pierwsze, podobno zyskał on szerokie poparcie w parlamencie, a po drugie jest z ducha arcykonserwatywny, więc przyjaźniący się ze skinheadami Karol Nawrocki powinien spojrzeć na niego łaskawym okiem. Okazuje się więc, że znalazł się wreszcie temat, który połączył co najmniej lewe skrzydło KO, Giertycha i prawe skrzydło PiS – jest nim gnębienie dzieci. W sumie zero zdziwienia.

Rząd łaskawie stwierdza, że nie zabrania wnoszenia telefonów do szkół. Po prostu będą one na wejściu odbierane uczniom. W jaki sposób? Tu będzie panować pewna swoboda. Otóż będą one mogły być przechowywane w zamkniętych na klucz skrzynkach, nadzorowanych przez nauczycieli pojemnikach, ewentualnie – w wersji maksymalnie liberalnej – w szafkach uczniów.

W sumie można by stworzyć na wzór chiński szkolną zaporę sieciową, uniemożliwiającą jakąkolwiek łączność wewnątrz szacownych murów szkół podstawowych. Albo, na wzór rosyjski, udostępniać w szkołach wyłącznie rządowy internet, wypełniony słusznymi treściami, ze specjalnie utworzonym państwowym komunikatorem o nazwie, dajmy na to, MAX (po co wymyślać, skoro już za Bugiem wymyślono). Oczywiście byłby on nieustannie monitorowany przez grono pedagogiczne, które wyłapywałoby nieprawidłowe wpisy i surowo za to karało. Na przykład całkowitym odebraniem smartfonu na miesiąc, potem dwa, a finalnie na zawsze.

Pomylenie telefonu z Facebookiem

Zapowiedź zabierania dzieciom ich telefonów Nowacka poprzedziła prezentacją raportu „Diagnoza Młodzieży 2026”. Jego główne tezy mówią, że 60 proc. nastolatków żyje w chronicznym stresie i przemęczeniu, 40 proc. wykazuje objawy depresyjne, 62 proc. doświadcza bullyingu rówieśniczego, 17 proc. dokonało samookaleczeń, a 53 proc. młodych dorosłych mieszka z rodzicami i ma problemy z usamodzielnieniem.

Czytaj także Krzyże do wora, czyli test na lewackość polskiej szkoły Łukasz Łachecki

A co to ma wspólnego ze smartfonami jako takimi?

W oświadczeniu rządu nie ma na ten temat słowa. Oczywiście te dane są przygnębiające, ale żeby odbierać z ich powodu uczniom telefony, należałoby wykazać jakiś związek przyczynowo-skutkowy. Tego wymaga podstawowa rzetelność – nawet nie naukowa, ale po prostu ludzka. Jak widać, ministerstwa tzw. edukacji rzetelność prowadzenia debaty publicznej nie dotyczy.

Czytaj także Edukacja zdrowotna na pół gwizdka. Rząd znowu ulega histerii prawicy Galopujący Major

Być może jednak odpowiedź znajduje się w samym raporcie. Pierwsze części dotyczą diagnozy, którą można streścić w ten sposób, że z młodymi jest niezbyt dobrze. Między innymi młodzi cierpią z powodu bullyingu. Przykra sprawa, tylko że bullying – i to być może na znacznie większą skalę – był także w szkołach lat 90., tylko że nikt go nie badał. A wtedy smartfonów nie mieli nawet rodzice uczniów – niektórzy nie mieli nawet telefonów stacjonarnych.

Na szczęście znajdziemy tam również segment poświęcony trendowi „Cyfrowa immersja, algorytmy i AI”. Początek to zupełne lanie wody o znaczeniu technologii w życiu współczesnego człowieka. Znajdziemy w nim tak odkrywcze i nic niemówiące zdania jak: „Młodzi nie tylko korzystają z technologii, ale funkcjonują w środowisku, które aktywnie wpływa na ich wybory, uwagę i zachowania”. Można to rozumieć zarówno negatywnie, jak i pozytywnie – przecież te wybory mogą się stać dzięki temu lepsze, a niekoniecznie gorsze.

Następnie znajdziemy jednak fragmenty, które pokazują negatywne skutki korzystania ze smartfonów. „Liczne badania i analiz wskazują, że nadmierne zanurzenie w środowisku cyfrowym wiąże się z ryzykami rozwojowymi, m.in. takimi jak (1) deprywacja snu i relacji społecznych, (2) presja autoprezentacji i porównań, (3) uzależnienia behawioralne, (4) ekspozycja na szkodliwe treści, (5) cyberprzemoc, (6) grooming, (7) manipulacja oraz (8) utrata prywatności”.

Czytaj także Japońska zbrodnia, koreańskie squid game w edukacji Kinga Dunin

Problem w tym, że niemal wszystkie dotyczą platform społecznościowych. Ale przecież jest już planowane (i słusznie) ograniczenie w dostępie do nich dla osób poniżej 15. roku życia. Faktem jest, że wiele nieodpowiednich treści znajdziemy na różnych podejrzanych stronach. Istnieje jednak funkcja kontroli rodzicielskiej, która umożliwia zarówno ograniczenie dzieciom czasu spędzanego przed ekranem, jak i blokowanie dostępu do groźnych dla nich stron.

MEN wspólnie z NASK mogłyby stworzyć listę stron do zablokowania oraz wykaz dobrych praktyk, które każdy rodzic ucznia powinien zastosować przed przekazaniem swojej latorośli smartfona. Ewentualnie szkoły mogłyby to kontrolować. To jednak wymagałoby wysiłku, tymczasem zakazanie uczniom wnoszenia telefonów do szkół jest proste, przejrzyste i nikt nie będzie drążył, czy na pewno dany portal powinien trafić na tę czarną listę. Inaczej mówiąc, MEN idzie na łatwiznę.

Smartfon daje przewagę

Tymczasem jest wiele badań naukowych – a nie luźnych raportów, jak ten autorstwa MEN – mówiących, że korzystanie ze smartfona w szkole wyraźnie poprawia wyniki w nauce. Na łamach Forbesa Dr Aaron Cheng z London School of Economics opisał własną pracę naukową dotyczącą korzystania z niego przez uczniów w szkole. Wraz ze współpracownikami podzielili oni uczniów na trzy grupy: bez smartfonów, ze smartfonem bez nadzoru oraz ze smartfonem, ale z nadzorem nauczyciela. Oczywiście najgorsze wyniki zdobywały dzieci z drugiej grupy, ale zdecydowanie najlepsze z tej trzeciej.

Czytaj także „Młodzież nasza należy do rodziców, potem do Kościoła, a dopiero później do państwa”. Kościelna wizja oświaty w Polsce Robert Herzyk

„Chociaż zakaz korzystania ze smartfonów nieznacznie poprawił wyniki w quizach w porównaniu z korzystaniem z nich bez nadzoru, korzystanie ze smartfonów pod nadzorem nauczyciela znacząco poprawiło wyniki, podnosząc je średnio o 32 proc. odchylenia standardowego. Korzyści były szczególnie widoczne wśród uczniów, którzy przed badaniem mieli problemy z nauką – ich wyniki poprawiły się prawie 2,7 razy bardziej niż ich rówieśników, co wskazuje, że dobrze ukierunkowane korzystanie ze smartfonów może pomóc w zmniejszeniu luk edukacyjnych” – czytamy w tekście Chenga.

„Sprawdziliśmy również, czy smartfony oferują korzyści w porównaniu z tradycyjnymi podręcznikami. W kolejnym eksperymencie porównaliśmy naukę wspomaganą smartfonami z równoważnymi materiałami papierowymi. Smartfony znacząco przewyższyły materiały papierowe dzięki natychmiastowemu dostępowi do informacji, interaktywności i wygodzie. To pokazuje, że smartfony nie są jedynie cyfrowym substytutem podręczników, ale mogą umożliwić inne, często bardziej angażujące, sposoby nauki. Ponieważ smartfony są już niemal powszechne, całkowite zakazy wydają się coraz bardziej niepraktyczne. Skuteczniejszą strategią jest wyposażenie nauczycieli w odpowiednie szkolenia i narzędzia do nauki korzystania z nich. Dzięki przemyślanej integracji smartfony mogą stać się potężnymi narzędziami edukacyjnymi, a nie rozpraszaczami” – czytamy dalej.

Zakaz smartfonów w szkołach jest więc nie tylko pójściem na łatwiznę, ale też ograniczaniem możliwości edukacyjnych uczniów. Szczególnie tych słabszych, którzy dzięki korzystaniu z inteligentnych telefonów mogą nadgonić lepszych, co zniweluje nierówności edukacyjne.

Czytaj także Nie da się uczynić szkoły wolną od polityki – i nie uważam, by było to potrzebne Łukasz Łachecki rozmawia z Aleksandrą Korczak

Nauczyciele powinni z jednej strony korzystać z możliwości, jakie daje takie urządzenie, podczas prowadzenia zwykłych lekcji, a z drugiej poświęcić kilka godzin w roku na poprawę umiejętności cyfrowych uczniów oraz wykształcenie w nich dobrych praktyk, które uchronią ich przed szeregiem zagrożeń czyhających na nich w późniejszych latach. W innym wypadku po ukończeniu szkoły podstawowej dzieci będą cyfrowymi analfabetami, zupełnie bezbronnymi wobec wszystkiego, co najgorsze można znaleźć w sieci.

Lenistwo MEN groźniejsze niż telefon

„Niesamowicie rozczarowujące jest to, że tak wiele szkół w Anglii wprowadziło całkowity zakaz korzystania z telefonów komórkowych. Chociaż z pewnością należy zająć się kwestią zaangażowania uczniów oraz uzależnienia od telefonów i mediów społecznościowych, szkoły w większym stopniu będą wspierać rozwój uczniów, nauczając ich, w jaki sposób korzystać z technologii w sposób zdrowy, świadomy i poprawiający jakość życia. Zrównoważone i zróżnicowane podejście do korzystania z telefonu może wręcz sprzyjać interakcjom społecznym u dzieci w każdym wieku i zachęcać do nauki poza szkołą” – napisał na łamach Guardiana dr Robert Harrison z ACS International Schools.

To nie smartfony są groźne dla uczniów. Prawdziwym zagrożeniem jest lenistwo MEN i kadry nauczycielskiej, którzy wolą się nie wysilać i po prostu wyrugować telefony ze szkół, w wyniku czego dzieci nie będą mogły korzystać z możliwości edukacyjnych, jakie dają im nowe technologie, wchodząc w dorosłe życie bez żadnych kompetencji, dzięki którym mogłyby uniknąć tych wszystkich złych zjawisk wymienionych w raporcie MEN.

Komentarze

Krytyka potrzebuje Twojego głosu. Dołącz do dyskusji. Komentarze mogą być moderowane.

Zaloguj się, aby skomentować
20 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie
pzaremba88
2026-03-25 09:39

O ile z przyjemnością czytam zazwyczaj teksty autora (ekonomia nie jest moją specjalnością) to po przeczytaniu tego tekstu nabrałem sporo wątpliwości.
Chciałbym zwrócić uwagę na to, że o ile krytyka jest potrzebna, stanowi ważną część dyskusji to teksty w stylu „zakaz smartfonów wynika z lenistwa MEN i nauczycieli” jest generalizacja w stylu „starego wujka”, który zarzuca, że „depresja młodzieży wynika z lenistwa, by się za robotę wzięli”. Zakaz jest próbą (pytanie dobrą, czy złą) znalezienia prostego rozwiązania na złożony problem z powodu ograniczonych zasobów. Takie uogólnienie jest po prostu krzywdzące.
Druga sprawa, która raczej nie wynika z lenistwa autora, ale z tego samego powodu – czyli ograniczonych zasobów poznawczych – jest sporo badań wskazujących na pozytywny wpływ urządzeń elektronicznych na edukację, tak jest sporo badań wskazujących na negatywy (np. chyba norweskie badania z zakazem używania smartfonów w szkole, czy badania wskazujące na zwiększoną dekoncentrację jeśli smartfon jest tylko widoczny). Wynika to z tego, że jak większość procesów społecznych, tak korzystanie z urządzeń elektronicznych przez młodzież jest skomplikowane, pełne ambiwalencji i niuansów. I przedstawianie wybranych badań, a ignorowanie innych których akurat tak się złożyło, że się nie zna jest bardzo problematyczne. Przydałby się głębszy research, zwłaszcza przy pisaniu tekstu z dziedziny, która nie jest przedmiotem specjalizacji.

pzaremba88
2026-03-26 09:32
Odpowiedź do  Piotr Wójcik

Dziękuję za odpowiedź. Bardzo ciekawa jest ta informacja o średniej wydatków z państw OECD (może zgodnej z deklaracją artykuł o wydajności finansowanie edukacji w Polsce? Albo o pensjach nauczycieli – w końcu nie w stylu taniej sensacji ile jest na pasku?).
Dalej jednak się nie zgodzę, że propozycja zakazu ze strony MENu jest wynikiem lenistwa, a raczej populizmu – zapunktowania u opinii publicznej i i nauczycieli (wśród których po wielkich nadziejach chyba panuje sporo rozczarowanie nową ekipą w MEN). A utrzymywanie, że nauczyciele popierają zakaz z lenistwa jest moim zdaniem wyjątkowo krzywdzące – ciężko trafnie się wypowiadać na podstawie dowodów anegdotycznych, ale nawet medialnie sporo się mówi o tym, że w szkole nie ma korzystania z elektonii w sposób kontrolowany z nadzorem, raczej właśnie niekontrolowany – czyli ten najgorszy z trzech przedstawionych w felietonie (ostatnio głośne streamy na lekcjach, rozpraszające korzystanie z telefonów podczas lekcji dla rozrywki, spadek interakcji społecznych na żywo w szkole). Postawiłbym hipotezę, że nauczyciele sobie dramatycznie nie radzą z korzystaniem przez uczniów z elektroniki. A to nie oni osobom uczniowskim dają smartfony (nie chce też sugerować, że to rodzice nie radzą sobie z tym problemem z lenistwa, bo tu również sprawa jest skomplikowana). Stąd poprarcie dla podobnych pomysłów. Przez lata te kwestie były ignorowane i mamy nawarstwienie problemów. I co do tego się chyba zgodzimy – marny poziom debaty publicznej.

pzaremba88
2026-03-26 09:32
Odpowiedź do  Piotr Wójcik

Dodam jeszcze proszę nie brać do siebie krytyki – chęć wejścia w polemikę jest wyrazem uznania i doceniana Pana pracy 🙂

pzaremba88
2026-03-25 09:40

Jeszcze dodam kamień do ogródka redakcji – edukacja jest istotnym elementem polityki lewicowej, a gości na łamach krytyki bardzo okazjonalnie.

grzegorz
grzegorz
2026-03-25 12:18

Zakaz SM TAK
Zakaz smarfonow NIE
Jako praktyk, pracujacy z dziećmi zgadzam się z tezami artykułu.
Rząd jak zwykle tworzy prawo, ktorego egzekwowanie spadnie na szkołę i nauczycieli. Na przyklad co zrobic jesli uczeń nie bedzie chciec oddac telefonu, powolujac sie na prawo wlasnosci. Dalej, wydatki na szafki, kto będzie to wszystko nadzorować itp itd.

koztrt
2026-03-26 09:44
Odpowiedź do  grzegorz

Mam poczucie, ze teoja praktyka ogranicza się do lekcji kopania piłki lub jezyka obcego. Jako praktyk-rodzic, uważam, że zabranie bachorom telefonów to jedyne rozwiązanie. W szkole moich dzieci od wielu lat panuje konsenus zabraniający używania telefonów. Ustawa stworzy podstawe prawną, jak obowiązek jazdy w kasku.

Marek Jedliński
KP
Marek Jedliński
2026-03-25 16:44

Zakazy są raczej gorszym niż lepszym wyjściem. Są ostatnią deską ratunku i nie powinny być pierwszą. Są złe szczególnie tam, gdzie odbiera się jakąś istotną wolność, albo tam, gdzie zakaz prowadzi do kryminalizacji i zwiększa szkody zamiast je zmniejszać. Ale nie każdy zakaz ma te wady.
Jasne, można było do końca świata edukować o szkodliwości palenia zamiast go zakazywać w miejscach publicznych. Można było ponosić koszty społeczne zamiast wprowadzać nocną prohibicję. Można by też liczyć na rozsądek kierowców zamiast stawiać zakazy parkowania. Ale te zakazy są, żyje się z nimi trochę lepiej niż bez i nikt z tego powodu nie płacze (chyba że ma do zapłacenia mandacik).
Byłoby miło, gdyby szkoły chciały i potrafiły uczyć pożytecznego użytku ze smartfonów – ale niekoniecznie chcą ani umieją. Taki użytek musiałby jakoś obejść wszelkie problemy techniczne, omijać szerokim łukiem nie tylko platformy Muska lub Ellisona, ale także strony i aplikacje z reklamami (w tym YouTube, wszystkie apki darmowe i część płatnych) oraz całość AI, bo jeśli szkoła miałaby uczyć dzieciaki zdobywania wiedzy Grokiem, byłby to skandal większy niż wpuszczenie Palantiru do tajemnic polskiego wojska. Ktoś ma pomysł, jak to zrobić?
Szkoła to nie tylko nauka i niechby najpierw chciała i umiała uczyć dzieciaki życia w społeczeństwie. Smartfony to uniemożliwiają. W szkole mojego syna zakazano używania smartfonów, kiedy się okazało, że na przerwach panuje przeraźliwa cisza, bo nikt z nikim nie rozmawia.

pzaremba88
2026-03-26 09:41
Odpowiedź do  Piotr Wójcik

Szkoła nie ma jednak narzędzi by móc pozostawić pozytywne korzystanie ze smartfona, a wyrugować negatywne – przynajmniej bez użycia jakiś zabezpieczeń instalowanych na urządzeniach uczniów (co wydaje się dopiero koszmarnym rozwiązaniem).
Chyba nawet na tiktoku jest trend stremowana ze szkolnych toalet. A analogia do nocnej prohibicji jednak trochę istnieje – wszak dzieciaki i młodzież mogą korzystać z urządzeń po szkole w przestrzeni publicznej. Nie chciałbym jednak stworzyć wrażenia, że jednoznacznie popieram zakaz – raczej widzę blaski i cienie.

pzaremba88
2026-03-26 09:35
Odpowiedź do  Marek Jedliński

Bardzo słuszne uwagi – dziękuję za ten głos 🙂

grzegorz
grzegorz
2026-03-25 19:35

Ktos temu dzieciakowi kupil smartfona, ktoś mu pozwolil zalozyc konto na tiktoku, zainstalować grę. To nie była na pewno szkoła, ktora za to teraz ma pelnic rolę osrodka terapii odwykowej.

kathagros
2026-03-26 07:57

Wg danych UNESCO 118 krajów korzysta z takich regulacji jak ograniczenie lub zakaz korzystania ze smartphone’ow w szkole. Być może wszyscy są tak samo leniwie nastawieni jak Nowacka i nie chcą szukać skomplikowanej drogi na rozwiązanie skomplikowanego problemu, a być może ten problem po prostu nie jest skomplikowany, a smartphone jako urządzenie przynosi edukującemu się młodemu człowiekowi więcej problemów niż pożytków.
Jakkolwiek zgodzić się można z tezą, że powinniśmy uczyć odpowiedzialnego i racjonalnego korzystania z dostępnych nam technologii, to należałoby zadać sobie pytanie kiedy taka edukacja powinna się odbywać. Czy należy taką edukację przeprowadzać w momencie kiedy mózg jest najbardziej plastyczny, a człowiek tworzy sobie schematy zachowania na większość życia?

Ostatnio edytowane 19 dni temu przez kathagros
tomek.syta
2026-03-26 19:48

Cieszę się że moje dzieci już dawno skończyły podstawówkę. Najpierw za jednej władzy zmuszano dzieci to nauki religii a teraz nie wiedzieć czemu uważa się telefony za zło.

garnuszek
2026-03-27 13:12

Felietony mają swoje prawa – pozwalają autorom „nie mieć obowiązku pokazywania całego oglądu sprawy”, a jedynie „dowody pokazujące słuszność (…) tezy”. Dziękuję panu Wójcikowi za te słowa (w odpowiedzi na poprzedni komentarz). Będę odtąd miał zawsze na uwadze, czytając teksty jego autorstwa, że nie sili się na obiektywność w swoich dziełach, tylko przywołuje lepsze lub gorsze „dowody” na poparcie swoich tez i tylko takie. Jego teza ma być górą i kropka. Taki styl. Nie wiedziałem, co innego mi się zdawało, już wiem. Proponowałbym jednak wyraźne oznaczanie form dziennikarskich, tak jak to było w wydaniach papierowych, gdzie kolumna z felietonami była wyraźnie opisana jako kolumna z felietonami, co bardzo pomagało czytelnikowi się nie pomylić w rozpoznaniu, z jakim rodzajem twórczości ma do czynienia.

Ostatnio edytowane 18 dni temu przez garnuszek
garnuszek
2026-03-27 13:34

W felietonie i w komentarzach pod nim brakuje mi uwzględnienia ważnego aspektu pracy nauczyciela oraz niebezpieczeństwa korzystania ze smartfona. Jest nim uwaga, skupienie, koncentracja.

Nauczyciel powinien starać się skupić uwagę uczniów na lekcji, podobnie jak uczeń. Za moich uczniowskich czasów nie było to łatwe. Grało się w kropki, kreski, kółka, krzyżyki, statki itp., bazgrało na marginesach, czytało książki pod ławką itd. Zawsze jednak gdzieś na czatach było to chociaż jedno ucho nastawione na nauczyciela.

Życzę panu Wójcikowi przygody z prowadzeniem zajęć dla kilkudziesięciu osób, z których każda jest w trybie czuwania. Przy czym jest to uwaga skoncentrowana na urządzeniu, które w każdej chwili może dostarczyć wieści spoza zajęć pana Wójcika, ale też i komentarz do nich. Poza tym jest to urządzenie, którym można udokumentować wszelkie psikusy sprawione panu Wójcikowi czy też innym uczestnikom jego zajęć i natychmiast je rozpowszechnić, podobnie jak „wpadki” i inne wesołe (lub nie) sytuacje.

Ciekaw jestem, czy autorowi i jego apologetom nie przeszkadzałoby, gdyby każdy uczeń przynosił do szkoły telewizor i oglądał go sobie w trakcie lekcji? W słuchawkach, oczywiście, żeby nie przeszkadzać sąsiadowi, który może w swoim telewizorze oglądać co innego. Nauczyciel w sumie mógłby mieć swój telewizor na biurku i wtedy w grzecznej ciszy wszyscy spędzaliby czas w szkole. Wszak telewizja już dawno została odkryta jako wspaniałe narzędzie edukacyjne!

gimailtoszajs
2026-03-27 19:32

Tym co mnie ubawiło w pomyśle MEN to typowe dla rządzących Polską (bez różnicowania na to kto nim aktualnie jest) MYŚLENIE MAGICZNE. ,,Zakażemy i problem możemy uznać za rozwiązany”.
Przypominają mi się lata rządów koalicji AWS-UW gdy w obliczu nieludzkich warunków na rynku pracy (ze szczególnym ,,uprzywilejowaniem” kobiet) rządzący mający na sztandarach politykę prorodzinną pytani co zrobili by zrealizować swoje hasła wyborcze odpowiedzieli: wprowadziliśmy zakaz aborcji. Jak wiemy Polacy po tym doniosłym fakcie nie zaczęli się rozmnażać a co gorsza jeszcze bardziej przestali albo złośliwie robili to na potęgę za granicą.
1. Jak będzie wyglądała egzekucja zakazu Pani Minister? Rewizje osobiste? Bramki? Naloty nauczycielskie na toalety?
2. Jakie konsekwencje będą czekały na ,,łamaczy” zakazu? Id zamknięcia,w kozie po osunięcie ze szkoły? Grzywny dla rodziców?
A może…rozbudowa aparatu pomocy psychologicznej? Zamiast nauki o madach rzecznych jakieś warsztaty pomocowo-edukacyjne jak radzić sobie i żyć z internetem?
Może nauka wykorzystywania telefonu nie tylko do opluwania rówieśników i oglądania TikToków ale jako źródło wiedzy i pomoc naukowa? (To się nie uda – wyobraźcie sobie panią przywykłą do egzekwowania ,,wiedzy” o madach rzecznych i ucznia, który w sekundę jej odczytuje odpowiedź. Przecież nie będzie go uczyć jak na niebie szukać Gwiazdy Polarnej).
Niestety to wymaga PRACY I KASY – taniej zakazać.