Charytatywny influencing zamiast polityki, virale w miejsce realnych zmian
Tworzenie polityki wymaga więcej niż słomiany zapał i chwilowe zgromadzenie wyobcowanych jednostek. W poczuciu spełniania dobrych uczynków dryfujemy ku przepaści.
Tworzenie polityki wymaga więcej niż słomiany zapał i chwilowe zgromadzenie wyobcowanych jednostek. W poczuciu spełniania dobrych uczynków dryfujemy ku przepaści.
Zaprzysiężenie przypominało koronację. Kapłani dmuchali w muszle, stu ośmiu hinduskich batuków odśpiewało „Swasthi Shanti”, a szesnastu mnichów buddyjskich recytowało „Ashtamangalę”.
Technofobia w Polsce przybiera na sile. O ile blokowanie platform społecznościowych przez rzekomo progresywną Barbarę Nowacką to dobra zmiana, to zabieranie uczniom smarfonów brzmi jak pomysł koalicji gnębiącej dzieci.
Brunatny amerykański technofeudalizm w Polsce to nie tylko platformy społecznościowe i rada przy Ministerstwie Cyfryzacji pełna lobbystów z Big Techów. To również apka do modlitwy.
Wiele reklam na Facebooku to oszustwa. Firma Meta zarabia na nich za dużo, by choćby udawać, że z nimi walczy. Co najwyżej podnosi naciągaczom stawki, żeby zarobić jeszcze więcej.
Jeśli jesteś Ukraińcem i poproszono cię o komentarz do mediów, nie ma nic głupszego niż próba bycia oryginalnym.
W „Jednej bitwie po drugiej” Paula Thomasa Andersona aktywiści uwalniają migrantów, w „Eddington” Ariego Astera radykalizują się nastolatki. Oba filmy mówią coś ważnego o współczesnym świecie.
Spróbujmy wyobrazić sobie, jak mogłoby wyglądać użycie na rosyjskich poddanych narzędzi z kremlowskiego kognitywnego przybornika, tyle że przeciwko Putinowi – pisze autor bloga „Doniesienia z putinowskiej Polski”.
Blokada platform społecznościowych w Nepalu była tylko iskrą – gniew młodych wobec bezrobocia, korupcji i „nepo kids” doprowadził do politycznego trzęsienia ziemi.
Cyfrowa apokalipsa nadeszła wraz z viralowym Willem Smithem jedzącym spaghetti i fejkowym dokumentem o dinozaurach w Egipcie, prawdę zasypała lawina syntetycznego chłamu. Co robić?