Kraj, Michał Sutowski

Czy znajdą się pożyteczni idioci prezydenta Dudy?

Fot. EpiskopatNews/flickr.com

Opozycja w Sejmie, zwłaszcza ta na prawo od lewa, ma teraz świetną okazję, by niczego nie spieprzyć. Prezydent swym projektem zmian w ustawie dotyczącej aborcji pragnie ratować własną twarz, a swemu obozowi politycznemu także tyłek. Opozycja nie ma obowiązku mu w tym pomagać.

Andrzej Duda swym projektem zmian w ustawie dotyczącej aborcji pragnie ratować własną twarz, a swemu obozowi politycznemu także tyłek. Liczy na odebranie masowego paliwa protestom i uspokojenie sytuacji w kraju tak, by nie upokorzyć (zupełnie) triumfującej dziś frakcji oszołomów. Siebie chce widzieć w roli „centrowego” (!) arbitra między skrajnościami.

Duda zaproponował „nowy kompromis”. Chyba chce go zawrzeć z biskupami, bo na pewno nie z Polkami

A w przedmiotowej sprawie, czyli godności i praw kobiet? Prezydent chciałby przesunąć Polskę z zaścianka Europy w rejony geograficzne i cywilizacyjne, w których Polki i Polacy nie chcieliby się znaleźć. Inaczej: PiS już to zrobił, ale teraz jeszcze chce, byśmy wszyscy nazywali to „nowym kompromisem”. Dodaje obelgę do krzywdy, insult to injury. Liczy, że zacementuje najbardziej restrykcyjne prawo aborcyjne od czasów stalinizmu, nada mu rangę konstytucyjną, uznaną nie tylko przez pseudo-TK, ale także, pośrednio, przez głosy opozycji. To, co sejmowi „katolicy otwarci” do spółki z fundamentalistami zrobili w latach 90., dzisiaj PiS chciałby uczynić rękami liberalnej opozycji.

Bo na to wygląda, że bez dodatkowych głosów spoza skrajnej prawicy nie da rady. W końcu bardzo wielu posłom z obozu Dudy orzeczenie Trybunału się zwyczajnie nie podoba, co do litery i co do ducha.

Jak dotąd sporo posłów i senatorów, nie tylko z Lewicy, potrafiło w czasie protestów zachować się przyzwoicie. Maszerowali, interweniowali u policji, niektórzy nawet zaliczyli gaz łzawiący. Organizowali pomoc prawną, unikali gadania głupot – to już całkiem sporo.

Przed nami jednak głosowanie w Sejmie.

Stanowisko protestujących od tygodni na ulicach w tej sprawie jest tak oczywiste, że nie trzeba go tu przytaczać. Można je zapisać gwiazdkami.

Stanowisko Polek i Polaków w zasadzie też. 60 proc. jest przeciw propozycji prezydenta Dudy, wśród kobiet przeciwnych jest 64 proc. Za – niecałe 30 proc. Wśród wyborców PiS to ledwie połowa, we wszystkich innych partiach istotnie mniej. Prawo i Sprawiedliwość traci wyraźnie we wszystkich sondażach, choć nie jest pewne, na czyją rzecz (spada deklarowana frekwencja, a więc de facto przyrasta liczba niezdecydowanych, wiele wskazuje na to, że zyskuje Hołownia).

Czy dzięki protestom wygrają kobiety, czy może Hołownia?

Lewica w Sejmie zagłosuje w tej sytuacji w sposób oczywisty, część posłanek i posłów Koalicji Obywatelskiej zapewne też. Reszty opozycji pewien nie jestem. Bo nieraz już koszmarnie zawiedli, jak przy niesławnym głosowaniu projektu Ratujmy Kobiety. Bo może część polityków po cichu się z opcją Dudy zgadza? Może ktoś jeszcze nie załapał, że polityk spoza skrajnej prawicy nie musi się dziś bać Kościoła? A może tak bardzo lubi kompromisy, że zgodzi się na „kompromis nowy”? Czy znajdą się pożyteczni idioci, już nie Kaczyńskiego nawet, ile prezydenta?

Wiśniewska: Na Nowoczesną i PO nie możemy liczyć. Czas zjednoczyć lewicę

Bo przecież: jeśli cała opozycja zagłosuje przeciw projektowi Dudy, doda sporo punktów do mocy ruchowi protestu. Okaże się, że co na ulicy, to i (do pewnych granic) także w Sejmie. Trudniej będzie głosić, że to jakaś „głośna, ale mniejszość”, skoro to po prostu większość, która po latach przerwała wreszcie milczenie. Większość, która nie ma wciąż adekwatnej reprezentacji w Sejmie, ale na pewno ma dźwignię nacisku na polityków, co liczą, że dokądś na fali protestów zajadą. Przy czym to sytuacja win-win, w której nawet nielubiący się protestujący i politycy dodają sobie nawzajem sił. W końcu silny ruch protestu to słabsza władza PiS, nieprawdaż?

Jeśli cała opozycja zagłosuje przeciw, łatwiej też będzie podtrzymać narrację, że cała ta sprawa jest bezprzedmiotowa, bo wyrok Trybunału Konstytucyjnego Julii… pardon, Jarosława Kaczyńskiego jest nieważny. Przez wadliwy status orzekających sędziów (dublerów), wadliwą procedurę wyboru przewodniczącej TK i przez wcześniejsze uwikłanie orzekającej Krystyny Pawłowicz (podpisanej pod identycznym wnioskiem w poprzedniej kadencji). I znów, to byłoby dobre i dla zwolenniczek liberalizacji ustawy o przerywaniu ciąży (bo nie zmusza w przyszłości do „odkręcania” wyroku, którego nie ma), i dla wszystkich przeciwników PiS zarzucających mu łamanie konstytucji.

I nie, dzisiejsza opozycja nie jest polityczną nadbudową ani – broń Bogini, względnie Duchu Dziejów – reprezentacją społecznego ruchu. Musi go już jednak brać pod uwagę. I dlatego opozycja w Sejmie, zwłaszcza ta na prawo od lewa, ma teraz świetną okazję, by niczego nie spieprzyć. A pan prezydent, jak nie chce aborcji, to niech jej sobie nie robi.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Michał Sutowski
Michał Sutowski
Publicysta Krytyki Politycznej
Politolog, absolwent Kolegium MISH UW, tłumacz, publicysta. Członek zespołu Krytyki Politycznej oraz Instytutu Studiów Zaawansowanych. Współautor wywiadów-rzek z Agatą Bielik-Robson, Ludwiką Wujec i Agnieszką Graff. Pisze o ekonomii politycznej, nadchodzącej apokalipsie UE i nie tylko. Robi rozmowy. Długie.
Zamknij