Kraj

Sojusz gówniarstwa światowego

Fot. Piotr Drabik/flickr.com, Wikimedia Commons. Edycja KP.

Po to jest demokracja, żeby ludzie nie musieli zależeć od widzimisię władzy: żołnierza, policjanta, urzędnika czy polityka. Właśnie dlatego ludzie mają prawa. Jednak zarówno PiS, jak i Putin, mimo że prawo jest dla nich swego rodzaju fetyszem, doprowadzają do jego karykaturalizacji i wykorzystują tak, żeby służyło im, a nie obywatelom.

Wojna Ukrainy z Rosją to nie tylko wojna Ukrainy i Rosji. To również wojna starego, konserwatywnego obskurantyzmu z wojną dojrzałej, odpowiedzialnej demokracji. Ergo: wojna gówniarstwa z dorosłością.

Retoryka jest wszędzie ta sama. Tak samo gówniarska i tak samo głupia. Rosja, atakując Finlandię, zarzuca jej premierce coś, czego nikt o dojrzałej, racjonalnej psychice by nie zarzucił, a mianowicie „bycie wychowaną przez lesbijki”. Można argumentować, dlaczego taki atak jest nielogiczny, dziecinny i po prostu głupi, ale przypominałoby to tarzanie się z Goebbelsem w parterze. Jakie ma znaczenie dla psychiki dziecka to, że jest wychowywane przez parę homoseksualną, poza toksynami wynikającymi z braku akceptacji swojej tożsamości, frustracją z niemożności spełnienia narzucanych przez społeczeństwo norm i wzorców?

Ostolski: Rosję Putina wyhodowało szacowne centrum zachodnioeuropejskiej polityki

Według polityków rządzących Rosją byłoby o wiele lepiej, gdyby premierka Finlandii była wychowywana w modelu prezentowanym przez rosyjską tradycję konserwatywną: surowa – i często bijąca – ręka ojca, matka jako służąca jego i całej rodziny oraz dzieci, wychowywane w stronę spełniania ojcowskich fantazmatów, również za pomocą bicia czy presji psychicznej. Słowem: gwałt jako podstawa społecznych relacji jest lepszy niż spełnianie się w życiu osób tak, jak im się podoba. Dobrze się to wpisuje w hasło głoszone przez wielu Rosjan przed inwazją na Ukrainę: „nrawitsia, nie nrawitsia, tierpi, moja krasawica”, czyli „podoba się, czy nie, ścierp, moja piękna”.

Žižek: Putin w trumnie ślicznotki

Czym się różni taka narracja od tej forsowanej przez paleokonserwatystów i skrajnych prawicowców z Prawa i Sprawiedliwości, Fideszu i innych tego typu organizacji? Czym różni się od tego, co głosi Ordo Iuris albo polska gałąź Kościoła katolickiego? Cokolwiek by mówić, zachodni populiści, oczywiście z wyjątkami, zrozumieli już podstawowe zasady w miarę szczęśliwego działania we w miarę niepatologicznym świecie, i nie mają nic przeciwko bardziej dojrzałemu podejściu do takich spraw jak preferencje seksualne czy swobodny wybór partnera czy partnerki, z którymi chciałoby się wychowywać dzieci na najlepsze, najbardziej rozsądne, dojrzałe i odpowiedzialne istoty. Wielu przywódców zachodniej skrajnej prawicy to geje (m.in. zmarli już Jorg Haider czy Pim Fortuyn). Ba, nawet Janez Jansa, słoweński konserwatysta i mini-Orbán, zalegalizował związki gejowskie. Nawet w orbánowskich Węgrzech, kraju rządzonym przez ludzi dalekich od dojrzałości emocjonalnej (co nie znaczy, że nie cwanych) takie związki są legalne.

U nas środowisko populistyczno-prawicowe organizuje „strefy wolne od LGBT”, a geje są ofiarami ataków, także fizycznych (jak ten w Białymstoku), które wynikają właśnie z tej paleokonserwatywnej, nieodpowiedzialnej, toksycznej niedojrzałości. Coś tam im zaczyna już w głowach migotać, bo gdy czysto informacyjnie (albowiem nie jest to w dojrzałym społeczeństwie żadna wielka sprawa) napisałem z zaskoczeniem, że w homofobicznym rządzie w roli rzecznika MSZ pracował będzie Łukasz Jasina, który swojej orientacji nie ukrywa i mówi o niej otwarcie, PiS-owcy dostali cholery. Szczególnie ci, którzy nie wiedzieli.

Od walki z gender do tej z Ukrainą

Jednak żeby przykryć swój szok i jakoś odnaleźć się w tym amoku, ludzie z ekipy szczującej na LGBT i wolącej ryzykować gigantyczną pomoc strukturalną dla kraju tylko po to, by móc sobie nadal prześladować gejów, homofobię zaczęli zarzucać mnie. Ciekawe, choć dziwne, bo to trochę tak, gdyby żołnierze Wehrmachtu, na co dzień prześladujący Polaków, nagle rzucili się bronić jakiegoś pracującego dla nich Polaka z powodu konstatacji osoby, która do Polaków nic nie ma, że pracujący dla nich Polak jest Polakiem.

PiS-owcy mówią niby, że nie mają nic do homoseksualistów jako takich, nie podobają się im tylko parady i „obnoszenie się” przez nich ze swoją homoseksualnością, czyli nawet tak proste i dostępne dla wszystkich akty publicznej czułości jak trzymanie się za rękę. Ale im dalej w las, tym więcej trujących krzorów, bo jeśli zapytać prawicowca, dlaczego, jeżeli z gejami wszystko jest ok, to muszą się w społeczeństwie ukrywać, dowiadujemy się, że jednak nie jest ok, bo „tradycyjny wzór rodziny”, bo „nrawitsia, nie nrawitsia”.

W ten sposób, nawet bez specjalnego slalomu, dochodzimy do tego samego punktu, z którego wychodzi Putinowski, konserwatywno-autorytarny model „ojca narodu”. Narodu, który jest podporządkowany „charyzmatycznemu liderowi”, za jakim głośno tęsknił Orbán i jakim jest Kaczyński, niepełniący żadnej oficjalnie uprawniającej go do tego funkcji, próbujący całe państwo utrzymać (co jest również gówniarskie jak diabli) na swoim autorytecie, bo przecież wszystkie instytucje kontrolujące państwo – prasę, sądy itd. – rozmontowuje albo dąży do ich rozmontowania.

Węgierska opozycja zapomniała, że wyborcy chcą lepszego życia

Podobnie ma się sprawa z siłowym kontrolowaniem obywateli. Właśnie po to jest demokracja, żeby ludzie nie musieli zależeć od widzimisię władzy: żołnierza, policjanta, urzędnika czy polityka. Właśnie dlatego ludzie mają prawa. Jednak zarówno PiS, jak i Putin, mimo że prawo jest dla nich swego rodzaju fetyszem, doprowadzają do jego karykaturalizacji i wykorzystują tak, żeby służyło im, a nie obywatelom. W ten sposób tworzą coś w rodzaju „uświęconych ram własnego funkcjonowania”, ale prawo to pełni wyłącznie funkcję obrzędową. „My nie łamiemy konstytucji” – mówi Kaczyński, mimo że łamie konstytucję, bo według niego konstytucja zostanie złamana tylko wtedy, kiedy on w taki sposób zinterpretuje prawo, by została złamana. „My nie napadliśmy na Ukrainę” – mówi Ławrow, mimo że Rosja napadła na Ukrainę, bo według niego Rosja napadnie na Ukrainę dopiero wtedy, gdy Kreml tak zinterpretuje prawo, by móc powiedzieć oficjalnie, że napadła, a bomby lecące ludziom na głowy, niszczone miasta to coś, co wewnątrz kremlowskiego rozumienia prawa, co, jak mawia Kaczyński, „non est”.

Nrawitsia, nie nrawitsia, tierpi, moje społeczeństwo.

Naga prawda o Franciszku

PiS, owszem, gra przeciwko Rosji. Ale nie dlatego, że partii rządzącej nie podoba się rosyjski system, tylko dlatego, że boi się Rosji, bo Rosja to historyczna zmora Polski. I dlatego tak zabawnie brzmią krzyki i płacze PiS-owców, którzy wołają, że uruchamianie teraz kwestii ochrony praworządności w Polsce, kraju UE i NATO, jest „graniem razem z Kremlem”. Tak naprawdę to PiS gra razem z Kremlem, wyznając te same patologiczne wartości co Kreml. A jeśli boi się Kremla, to właśnie dlatego, że boi się, że im Kreml zrobi „nrawitsia, nie nrawitsia”, czyli to samo, co oni robią wszystkim innym.

PiS po prostu reprodukuje i podaje dalej patologiczną zasadę, w myśl której kolejne pokolenia żołnierzy „kociły” tych, którzy przychodzili po nich, mimo że sami byli nie tak dawno temu „koceni”. Partia chce prawa silniejszego, a NATO i UE są jej potrzebne tylko dlatego, żeby wspiąć się na ich ramiona i z perspektywy tej wysokości móc nawrzucać innemu patologicznemu typowi, takiemu samemu jak on.

PiS to nie jest partia na drugą zimną wojnę

Dlatego, kochani PiS-owcy, dorośnijcie. Zrozumcie. Jeśli chcecie być po stronie dojrzałych społeczeństw – dojrzejcie. Jeśli chcecie być po stronie praworządnej demokracji – to nie płaczcie, gdy ta praworządna demokracja dobija się do waszych drzwi. A jeśli chcecie być po stronie Putina – to po prostu to powiedzcie. Wtedy porozmawiamy inaczej.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Ziemowit Szczerek
Ziemowit Szczerek
Dziennikarz i prozaik
Dziennikarz i prozaik, autor książek „Siódemka”, „Przyjdzie Mordor i nas zje, czyli tajna historia Słowian”, „Rzeczpospolita Zwycięska”, „Tatuaż z tryzubem”, „Międzymorze. Podróże przez prawdziwą i wyobrażoną Europę Środkową” oraz współautor zbioru opowiadań „Paczka radomskich”. Laureat Paszportu „Polityki”. Pisze dla „Polityki”, „Nowej Europy Wschodniej” i „Tygodnika Powszechnego”.
Zamknij