Świat

Naga prawda o Franciszku

Kościół katolicki i Rosję łączy bardzo wiele: to wrogowie praw człowieka, demokracji, postępu, świeckiego państwa. Proputinowski Franciszek potwierdził, że nie zasługuje na miano autorytetu, tak samo jak na miano autorytetu nie zasługiwał Jan Paweł II.

W 2012 roku wydałem książkę Ojciec nieświęty, w której dowodziłem, że Jan Paweł II ukrywał pedofilów, chronił oszustów finansowych, błogosławił zbrodniarzy, nienawidził kobiet. Wielu komentatorów, nie tylko konserwatywnych, ale też liberalnych, wmawiało mi, że moje tezy wynikają ze złej woli, zwierzęcego antyklerykalizmu, niezrozumienia kontekstu, braku wyczucia, lekceważenia zasług polskiego papieża.

Nie docierało do nich, gdy mówiłem, że przecież ukrywanie pedofilii albo wsparcie dla krwawych dyktatorów to po prostu podłość, której się nie da zrelatywizować. Wydawało się, jakby papież był dla nich nadzwyczajną istotą, której wolno więcej niż zwykłym śmiertelnikom i której nawet najbardziej okrutne czyny można uzasadnić i usprawiedliwić.

Franciszek nie jest już nawet przywódcą przyzwoitych katolików

Podejście wielu komentatorów do Franciszka jest podobne. Do niedawna budził on dużą sympatię nawet u części lewicy, pomimo jego obrony ultrakonserwatywnej wizji rodziny, kontynuacji polityki poprzedników w podejściu do pedofilii czy zrównywania sekularyzmu z totalitaryzmem. Wystarczyło trochę banałów o tym, że LGBT+ są ludźmi albo że zmiany klimatu mają miejsce, i już Franciszek został obwołany odnowicielem katolicyzmu.

Impact factor Papieża

Nadeszła jednak agresja Rosji przeciwko Ukrainie i Franciszek szybko przypomniał o długiej tradycji wspierania przez Watykan krwawych morderców i dyktatorów.

Od początku wojny Franciszek jasno dawał do zrozumienia, że nie widzi powodu do potępienia Putina ani nie czuje potrzeby jakiegokolwiek, choćby symbolicznego wsparcia Ukrainy. Stąd zdumieni wierni słyszeli ubolewania Franciszka nad losem młodych, rosyjskich żołnierzy, powtarzanie frazesów o modlitwie za obydwie strony konfliktu, przekonywanie, że odpowiedzialność za wojnę ponosimy wszyscy, a niedawno usłyszeliśmy, że powodem ataku Rosji na Ukrainę było „szczekanie pod drzwiami Rosji przez NATO”.

Dodatkowo Franciszek ogłosił, że chętnie by się spotkał z Putinem w Moskwie, choć nie pali się, by jechać do Kijowa. Wszystkie wypowiedzi układają się w spójną całość i nie są przypadkowe. Papież po prostu przyjął perspektywę Moskwy i zgodnie z długą tradycją Watykanu wsparł zamordyzm, wojnę, krwawą dyktaturę.

Trudno się zresztą temu dziwić, skoro Putin od wielu lat rządzi w splocie z rosyjską Cerkwią, której wizja świata nie różni się istotnie od tej bronionej przez Kościół katolicki. Franciszek i patriarcha Cyryl to przywódcy religijni, których łączy bardzo wiele – to wrogowie praw człowieka, demokracji, postępu, świeckiego państwa. Mało dyskretnie ukrywane poparcie Franciszka dla Putina nie powinno w tym kontekście nikogo dziwić.

Papież zaskakuje Polaków

Dziwi natomiast to, że pomimo obrzydliwych, proputinowskich wypowiedzi Franciszek wciąż dla wielu polskich komentatorów pozostaje autorytetem. Gdy niemieccy intelektualiści napisali list, w którym ostrzegali przed możliwymi konsekwencjami wysyłania ciężkiej broni dla Ukrainy, można było przeczytać, że to zdrajcy, pożyteczni idioci Putina, ruskie onuce.

Jeszcze ostrzejsze, zresztą w pełni uzasadnione, sformułowania pojawiły się po proputinowskich wypowiedziach Janusza Korwin-Mikkego czy Grzegorza Brauna. Gdy Franciszek uwikłał się w proputinowską interpretację wojny i na dodatek wyraził chęć spotkania z rosyjskim dyktatorem, nagle okazało się, że sprawa wcale nie jest jednoznaczna.

I tak: na portalu businessinsider.pl przeczytaliśmy o „zaskakujących wypowiedziach papieża”, na interia.pl o „poruszeniu po słowach papieża”, w rządowym Polskim Radiu o „kontrowersyjnej wypowiedzi papieża”. Jeszcze dalej poszli niektórzy komentatorzy „Gazety Wyborczej”. W tekście Jarosława Mikołajewskiego czytamy, że „łatwo dziś narzekać na papieża. A im łatwiej, tym bardziej kusi, żeby spróbować go jednak zrozumieć”. Z artykułu wyłania się obraz dramatycznie rozdartego Franciszka jako postaci literackiej. „Otóż przyjął imię po Franciszku z Asyżu, świętym niby z bajki, który jednak wyjątkowo pragmatycznie podszedł do wilka z Gubbio. Pamiętamy? Mieszkańcy miasta umbryjskiego skarżą się świętemu, że wilk pożera im bydło. Biedaczyna z Asyżu nie potępia wilka: jest taki, jakim stworzył go Pan Bóg, żarłoczny z natury, i jeśli będzie głodny, nie przestanie napadać i zżerać. Cóż więc robi człowiek zwany Biedaczyną? Przemawia do wilka i proponuje układ: ludzie sami będą dawali mu jeść, a syty wilk nie będzie miał potrzeby atakować ludzi i ich zwierząt. Postawa papieża wobec Putina przypomina mi bardzo stosunek średniowiecznego świętego do wilka”.

Cóż za fascynująca i niejednoznaczna postać z tego Franciszka! W podobnym kierunku idzie red. Bartosz Wieliński, który nam radzi, byśmy spróbowali odczytać słowa Franciszka „jako świadectwo wyczerpania się światowego porządku, który powstał po zakończeniu II wojny światowej i w wyniku upadków wyrosłych po niej dyktatur”. Papież wizjoner!

Wieliński konstatuje, że „papież jednak nie nazywa rzeczy po imieniu”, i zamyka wątek dramatycznym pytaniem: „Ale czy w tym przypadku akurat on powinien?”. Oczywiście, że nie powinien! Papież swoim kluczeniem z pewnością nie powstrzyma Putina.

Watykanowi bliżej do putinowskiej Rosji niż do Zachodu

Takich komentarzy jak powyższe pojawia się coraz więcej. Każdy inny przywódca, który tak otwarcie wspierałby putinowską propagandę, przez większość komentatorów zostałby uznany za agenturę Moskwy, sojusznika moskiewskiej propagandy, cynicznego drania, obojętnego na ludzkie cierpienia. Tymczasem gdy głowa Kościoła katolickiego powie coś wstrętnego, podłego, głupiego, pojawia się nacisk, by komentować jego słowa w sposób wyważony, subtelny, z pełnym zrozumieniem niejednoznacznych intencji głowy Kościoła katolickiego.

Dotyczy to tak papieskiego podejścia do wojny, jak i do ukrywania pedofilów. Każdy, kto ukrywa przestępców gwałcących dzieci, jest powszechnie uznawany za osobę odrażającą moralnie i niegodną szacunku. Każdy, tylko nie papież czy biskup. Tak jakby papieskie szaty nadawały pedofilii magicznego blasku.

Tymczasem wystarczyłaby po prostu uczciwość intelektualna i odrzucenie podwójnych standardów. Brednie Franciszka na temat agresji rosyjskiej przeciw Ukrainie niczym nie zaskakują i nie ma w nich nic skomplikowanego. Nie ma tu żadnej metafory, alegorii, głębokiej symboliki, wyrafinowanego planu. Watykanowi po prostu bliżej do putinowskiej Rosji niż do świata zachodniego, bliżej do dyktatury niż do demokracji, bliżej do Cerkwi rosyjskiej niż świeckich rządów państw NATO.

Franciszek tylko potwierdził, że nie zasługuje na miano autorytetu, tak samo jak na miano autorytetu nie zasługiwał Jan Paweł II. Oby jednym z nielicznych pozytywnych konsekwencji rosyjskiej agresji przeciw Ukrainie było radykalne osłabienie Watykanu. Ale skoro nawet konsekwentne wsparcie dla pedofilów w sutannach dla wielu komentatorów nie narusza autorytetu Kościoła, to można mieć wątpliwości, czy jakąkolwiek rolę odegra kolejne poparcie papieża dla kolejnego dyktatora.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Piotr Szumlewicz
Piotr Szumlewicz
Lider związku zawodowego Związkowa Alternatywa
Lider związku zawodowego Związkowa Alternatywa, prowadzący program „Czas na związki” w Resecie Obywatelskim, felietonista Gazety Wyborczej, redaktor portalu lewica.pl, komentator spraw związkowych i pracowniczych w Krytyce Politycznej.
Zamknij