Kraj

„Miłuj bliźniego swego, chyba że jest homo − wtedy dyskryminuj gnoja”

Projekt Kai Godek „Stop LGBT” po seansie nienawiści, do jakiego doszło w trakcie jego czytania, trafił do prac w komisji. W sejmie burza, pod sejmem wciąż protestuje młodzież. Rozmawiamy z posłankami Hanną Gill-Piątek i Anną-Marią Żukowską oraz aktywistką Wiktorią Magnuszewską.

W czwartek 28 października późnym wieczorem czytany był w Sejmie projekt Kai Godek „Stop LGBT” zakazujący między innymi organizowania Marszów Równości. W piątek w głosowaniu nie został odrzucony, ale skierowany do prac w komisji administracji i spraw wewnętrznych.

Zamrażarka?

− Zapewne zostanie zamrożony − mówi nam posłanka Hanna Gill-Piątek. − To jest elegancki sposób spacyfikowania projektu, kiedy rządząca partia nie ma odwagi odrzucić go na sali plenarnej, boi się dyskusji, boi się, że zebranie większości do odrzucenia go będzie zwycięstwem opozycji.

Czy ten projekt mógłby z zamrażarki wyjść i zebrać większość w Sejmie?

− Solidarna Polska mogłaby poprzeć ten projekt − przewiduje Anna-Maria Żukowska z koła Lewicy. − Część Konfederacji zapowiedziała, że go nie poprze, poseł Sośnierz powiedział, że choć być może jako Lewica tego nie docenimy, to on głosi wolność wypowiedzi wszystkich poglądów, nawet tych, z którymi się nie zgadza. Ale nie wiem, czy jest to opinia całego koła. Projekt jest jednak niekonstytucyjny − dodaje.

Projekt nie cieszy się szerokim poparciem nawet wśród konserwatystów, Tomasz Terlikowski powiedział o nim: „niedopuszczalny, nieskuteczny, ale i szkodliwy”, skrytykował również wystąpienie przedstawiciela Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej „Stop LGBT” Krzysztofa Kasprzaka.

A jednak za skierowaniem projektu do dalszych prac głosowali wszyscy posłowie PiS, trzech posłów Kukiz’15, siedmiu z koła Konfederacji, dwóch niezrzeszonych, ale współpracujących z PiS, i jeden poseł Koalicji Polskiej Jacek Tomczak. Za głosowało 235 posłów, przeciw było 203, 1 osoba wstrzymała się od głosu.

Wanda Nowicka napisała na Twitterze: „PiSowska większość zagłosowała za haniebnym i niekonstytucyjnym projektem Godek zakazującym parad równości i używania tęczowej symboliki. Jeśli wejdzie w życie, a jest to prawdopodobne, bo PiS go poparł, to za noszenie tęczowej maseczki, mogłabym mieć sankcje karne”.

Hanna Gill-Piątek przypomina, że w sejmowej zamrażarce już leży jeden projekt Kai Godek, ten zaostrzający prawa aborcyjne. − Chodzi o to, komu dajemy sukces. Kaja Godek związana jest z Konfederacją, która dla PiS-u jest śmiertelnym wrogiem, bo obchodzi go z prawej strony. PiS wolałby mieć wrogów tylko po stronie demokratycznej, a Konfederację trzymać pod kontrolą. Dlatego nie ma żadnego interesu w tym, żeby pozwolić Konfederacji i Kai Godek coś na tej ustawie w Sejmie ugrać − mówi nam posłanka koła Polska 2050.

Jednak o pomyśle zaostrzenia przepisów aborcyjnych też długo myśleliśmy, że pozostanie jedynie groźbą, a jednak aborcja została zakazana. Czy teraz też PiS może skorzystać z tej drogi?

− Widzę zagrożenie, że na przykład kilku posłów Solidarnej Polski postanowi znowu podpalić kraj i nastroje społeczne i złożyć wniosek w tej sprawie w Trybunale. Projekt Kai Godek będzie leżał na półce, ale Julia Przyłębska wyda postanowienie, jeśli będzie taka wola polityczna Jarosława Kaczyńskiego − obawia się Gill-Piątek.

Mowa nienawiści z trybuny sejmowej

Obywatelskie projekty ustaw muszą być w Sejmie głosowane, taki jest wymóg ustawowy. Projekt Kai Godek czytany był już w późnych godzinach wieczornych, w dodatku w trakcie prac komisji sejmowych, np. dotyczących energii.

− Jak na dyskusję o tak późnej porze frekwencja była niezła. Z naszego koła była połowa, ze strony PO około jednej trzeciej, połowa Lewicy − mówi Hanna Gill-Piątek. − To była czysta mowa nienawiści, coś całkiem niebywałego, że takie słowa padły w Sejmie. Część osób wyszła z sali w proteście, część wstała i odwróciła się tyłem.

Ustawa „Stop LGBT” Godek to nowy level nienawiści [LIST]

− Nie słuchałam tej mowy nienawiści, wyszłam z sali, tak jak wszyscy inni reprezentanci Koalicyjnego Klubu Lewicy − mówi z kolei Anna-Maria Żukowska. − Nikt, kto ma pojęcie o prawach człowieka, po prostu ma uczucia, serce, rozum − nie miałby ochoty tego słuchać. Marszałek Czarzasty, który nie mógł wyjść z sali, bo prowadził obrady, powiedział, że to było najobrzydliwsze wystąpienie, jakie miał okazję wysłuchać w Sejmie.

Poseł Krzysztof Kasprzak, który projekt prezentował, twierdził, że: „projekt «Stop LGBT» powstał jako wyraz troski o polskie rodziny i dzieci” oraz że „długofalowym celem LGBT jest zniszczenie małżeństwa i rodziny, i wszelkiego naturalnego porządku społecznego”.

Mówił, że nie interesuje go poprawność polityczna: „Nie zamierzamy słuchać oskarżeń lewej strony o mityczną homofobię. Homofobia to lęk, a my się was nie boimy” − czym wywołał salwy śmiechu, jednak kolejne wypluwane przez niego zdania wcale nie były już zabawne:

„Nie zamierzamy przepraszać za sformułowanie ideologia LGBT […] mamy do czynienia z kolejną odsłoną rodzącego się totalitaryzmu. Jeśli szukać analogii historycznych, to trzeba nawiązać do lat 30. XX wieku, kiedy to NSDAP rozpoczynało w Niemczech swój marsz po władzę, tak jak swój marsz po władzę realizuje dzisiaj lobby LGBT”.

Kasprzak ustawił ruch na rzecz praw osób LGBT na równi z totalitaryzmami: „Propagowanie ideologii LGBT jest w istocie propagowaniem totalitaryzmu, tak jak propagowanie komunizmu i faszyzmu. Kiedy homopropaganda nie jest hamowana, przejmuje przestrzeń kultury, społeczną”. Oskarżył o skłonność do przestępstw seksualnych, o zbrodnie na dzieciach i pedofilię w Kościele. Mówił bardzo długo, 15 minut. 15 minut ohydnej, kłamliwej propagandy i oskarżeń o wszelkie zło. Słowa ranią, nawet jeśli bierzemy poprawkę na to, kto je wypowiada.

30 sekund

W chwili, kiedy posłanki i posłowie mogli już zadawać pytania, marszałek Terlecki zastąpił marszałka Czarzastego i skrócił czas wypowiedzi w dyskusji do 30 sekund. − Widać, że się tej dyskusji obawiał − komentuje Hanna Gill-Piątek.

Głos zabrała posłanka Żukowska: „My, osoby LGBT, mamy taką samą czerwoną krew, nie oddychamy przez skrzela, zakochujemy się, uprawiamy seks i mamy dzieci. Być może nawet będziemy leżeć obok siebie na cmentarzu w mogiłach. Jesteśmy ludźmi. Ale tylko wy możecie rozliczać się z podatku z małżonkiem, nie musicie wydawać pieniędzy, żeby żyć jako taka płeć, jaką się czujecie, możecie dowiadywać się o zdrowiu męża lub żony w szpitalu, możecie ustawowo dziedziczyć po zmarłym współmałżonku. Mamy prawo się tego domagać”.

Posłanka Nowoczesnej Monika Rosa mówiła, że gdyby prokuratura nie była upolityczniona, haniebnego wystąpienia Kasprzaka nie puściłaby płazem. Pokazała zdjęcie tęczowej rodziny z Dolnego Śląska, mówiąc: „to jest normalność, przyjrzyjcie im się, co one mogą dzisiaj czuć?”.

Poseł Kaleta z PiS nie zaskoczył i jako argument za poparciem projektu pokazał fotomontaż z Demotywatorów.

Magdalena Filiks z Koalicji Obywatelskiej mówiła: „Ideologiczne założenia autorów tej nowelizacji są takie same jak ideologów Trzeciej Rzeszy. To w ich tekstach wskazywało się osoby nieheteronormatywne jako zagrożenie. Te osoby skończyły później w obozach koncentracyjnych. Czym wy się od nich różnicie?”.

Hanna Gill-Piątek powiedziała: „Nie krzywdzę was, nie robię wam nic złego” i „Istniejemy, kochamy, chodzimy po ulicach. Bo to także nasz kraj”.

W czasie odpowiedzi wnioskodawcy posła Kasprzaka doszło do naruszenia procedury.

− Poseł Kasprzak postanowił się podzielić swoim czasem z Kają Godek, co jest w ogóle pozaregulaminowe − opowiada Hanna Gill-Piątek. − Próbowaliśmy interweniować, bo Kaja Godek nawet nie jest podpisana pod projektem, mieliśmy do czynienia z nadużyciem. Marszałek Terlecki pozwolił jej jednak wystąpić, zaczęliśmy protestować, więc zarządził przerwę, ale kiedy po przerwie znów wpuścił na mównicę Kaję Godek, wyszliśmy, bo nie mamy obowiązku ani chęci słuchać kogoś, kto w ogóle nie jest do mówienia w Sejmie uprawniony.

− Rozważamy, czy tych dwóch osób, posła Kasprzaka i Kai Godek, nie podać do prokuratury za mowę nienawiści. To, że ktoś stoi na mównicy sejmowej, nie zwalnia go z odpowiedzialności − mówi nam Gill-Piątek. − Nawet poseł Braun, który ma immunitet, kiedy do ministra Niedzielskiego powiedział: „będziesz wisiał”, został przez marszałek Witek zgłoszony do prokuratury. To, co usłyszeliśmy z mównicy, było złamaniem norm społecznych.

Osoby LGBT wciąż jednak nie są w Polsce chronione przed mową nienawiści.

Jesteś gejem lub lesbijką? Sąd ci na słowo nie uwierzy. Biegnij po zaświadczenie

− Projekt w tej sprawie jest przez nas złożony. Do zakazu mowy nienawiści ze względu na pochodzenie etniczne, rasę czy wyznawaną religię dopisuje on również kwestię tożsamości płciowej − mówi Anna-Maria Żukowska. − Gdyby prawo zakazywało mowy nienawiści, tak jak to jest w bardziej cywilizowanych krajach, to przedstawiciele wnioskodawców mieliby postępowanie przed sądem. W Polsce jednak takie poglądy można głosić i to się nie zmieni, dopóki rządzić będzie prawica.

Za pomówienia, ohydne kłamstwa i szczucie do sądu podał już Kaję Godek aktywista Bart Staszewski.

Jednak słowa nienawiści z sejmowej mównicy już padły, nie da się ich odsłyszeć.

Tęczowy piątek

Po głosowaniu i burzy, jaką wywołało przyjęcie tego projektu do prac w komisji, podniosły się głosy, że przecież PiS przyjął politykę, z którą szedł do wyborów w 2015 roku, żeby nie odrzucać w pierwszym czytaniu żadnych projektów obywatelskich.

Jednak odstępstwo od tej zasady miało już miejsce, w pierwszym czytaniu przepadł przecież projekt „Ratujmy kobiety” w 2018 roku.

Głosowanie odbyło się w tęczowy piątek. Coraz mniej szkół deklaruje chęć organizacji tego święta u siebie, same się cenzurują, znając homofobiczne poglądy ministra Czarnka i nie chcąc kłopotów. Jednak, czy to piątek, czy też nie, na ulicach mnóstwo jest młodych ludzi noszących tęczowe torby, skarpetki, mających tęczowe myśli, otwartych i przyjacielskich, osób LGBT i ich przyjaciół.

− Młodzi czują, że żyją w państwie członkowskim Unii Europejskiej, a PiS zachowuje się, jakbyśmy nie byli w UE, jakby to nie był XXI wiek, jakbyśmy nie byli wiele lat po orzeczeniach Trybunału Sprawiedliwości UE i Trybunału Praw Człowieka mówiących o konieczności poszanowania godności wszystkich osób − mówi nam Anna-Maria Żukowska. − Myślę, że ten rozjazd będzie postępował i PiS przestanie być wybierany. To, co powoduje, że jeszcze się to nie stało, to demografia, bo młodych ludzi jest w społeczeństwie mniej.

Wiktoria Magnuszewska, aktywistka, przewodnicząca młodzieżowego forum LGBT, która niestrudzenie demonstruje przeciw homofobii w szkołach, razem z innymi aktywistami jest od wczoraj pod gmachem Sejmu.

− Jest hańbą dla polskiego parlamentu, że doszło do odczytu i w dodatku projekt przeszedł do prac komisji − mówi nam. − To my, młodzi ludzie, którzy stoimy tu, pod sejmem, bronimy naszych praw i wolności.

− Przed chwilą byliśmy w kawiarni − opowiada dalej Magnuszewska − i tak się złożyło, że spotkaliśmy tam Kaję Godek i jej kolegę, siedzieli przy sąsiednim stoliku. Przyszliśmy z tęczowymi flagami i kartką z napisem: „Miłuj bliźniego swego, chyba że jest homo − wtedy dyskryminuj gnoja”. Obsługa kawiarni podarowała nam wino. Mina Kai Godek była bezcenna.

W piątek wieczorem pod sejmem aktywiści organizacji walczących o prawa osób LGBT zorganizowani konferencję. Mówił Linus Lewandowski z Homokomando, Franek Broda i Wiktoria Magnuszewska z młodzieżowego forum LGBT. Deklarowali, że społeczność osób LGBT jest i będzie, że są w milionach i są obywatelami tego kraju i że obrzydliwe starania Kai Godek zatarcia tej społeczności nie powiodą się tak długo, jak oni tu są. Linus Lewandowski powiedział: „Wnioskodawcą projektu jest człowiek, który wczoraj z mównicy sejmowej wygłosił treści czysto faszystowskie”. Wiktoria Magnuszewska zwróciła się bezpośrednio do młodzieży LGBT w Polsce, mówiąc, że są cenni, widziani i kochani, że równość będzie w tym kraju i miłość wygra. Franek Broda zwrócił się do swojego wujka, premiera Morawieckiego, który głosował za przyjęciem projektu do komisji: „Wujku, czy naprawdę tak to musi wyglądać? Czy ja nie jestem człowiekiem?”.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Katarzyna Przyborska
Katarzyna Przyborska
Redaktorka strony KrytykaPolityczna.pl
Redaktorka strony KrytykaPolityczna.pl, antropolożka kultury, studentka The Graduate School for Social Research IFiS PAN; mama. Była redaktorką w Ośrodku KARTA i w „Newsweeku Historia”. Współredaktorka książki „Salon. Niezależni w »świetlicy« Anny Erdman i Tadeusza Walendowskigo 1976-79”.
Zamknij

Zapisz się na newsletter Krytyki Politycznej
i bądź na bieżąco