Kraj

Mam dość, ale nie zapisuję się do partii Marianny Schreiber

Schreiber może posługiwać się językiem, który nie jest progresywny i wrażliwy. To wynik jej pochodzenia i środowiska, w którym była. Możemy ją wyśmiać albo jej wysłuchać i z nią porozmawiać. Ja wybieram to drugie.

Na konferencję w związku z ogłoszeniem swojej partii Mam Dość Marianna Schreiber zaprosiła mnie kilka dni wcześniej na Instagramie. Akurat miałam wolne, więc napisałam: „Będę”. Byłam ciekawa postulatów tej nowej partii – nie miałam pojęcia, w jakim kierunku pójdzie Schreiber.

Nie znałyśmy się. Kilka dni wcześniej Marianna zawiesiła flagę na budynku, z którego zdjął ją wcześniej Jakimowicz. Ja nagłośniłam sprawę knajpy, która w wyniku gestu dziennikarza zaczęła doświadczać nagonki. Napisałyśmy do siebie wtedy na Instagramie ze wsparciem. Tyle.

Hejt to poważny problem

Schreiber w trakcie prezentacji pokazała swoją drogę do polityki: od Top Model, przez protesty przeciwko Lex TVN, aż do akcji społecznych. Gdy mówiła o Top Model, podkreślała, że niestety tak zaczęła – bo w tej chwili oponenci jej to wypominają. Od tamtego momentu mierzy się z nieustannym hejtem. Podkreśliła to i spojrzała na mnie. „Hejt to poważny problem. Maja szykuje o nim książkę”.

Jak zawsze na tego typu wydarzeniach – postulaty były bardzo ogólnikowe i trudno powiedzieć, w jakim kierunku pójdą. Mam wrażenie, że tu wiele zależy od nas i od naszej reakcji – trochę jak w przypadku Michała Kołodziejczaka. Zresztą, duet Kołodziejczak–Schreiber może nas jeszcze zaskoczyć – odbywają się między nimi rozmowy.

Zarówno z Kołodziejczakiem, jak i ze Schreiber widzę to tak: lepiej, by nowe osoby na scenie politycznej były bliżej lewicy, niżby były zagarniane przez żądnych zysku neoliberałów czy konserwatystów.

A ty czego masz dość?

Schreiber stawia pierwsze kroki w wystąpieniach publicznych, to bardzo czuć. Ale jest w tym jakaś szczerość, której nie znajdziemy u zawodowych polityków. „Mam dość” – powtarzała. Zwróciła się do widowni: „Każdy ma czegoś dość. A czego wy macie dość?”. Wskazywała osoby, a ludzie odpowiadali, że PiS-u, kredytów, gwałtu na demokracji. Schreiber wywoływała osoby po kolei. Czekałam na swoją kolej, chciałam powiedzieć: „Mam dość braku dostępu do mieszkań socjalnych” – by stworzyć kontrapunkt do tych wyłącznie liberalnych utyskiwań i przenieść nacisk na kwestie socjalne. „Mam dość neoliberałów w polityce” – mogłam rzucić.

Czy Schreiber może pójść w kierunku anty-PiS-u i z delektowania się niechęcią do PiS-u zrobić sobie program? Może. To niebezpieczeństwo, które tu wyraźnie istnieje: na spotkaniu pojawił się polityk Nowoczesnej, a Marianna wprost mówiła, że do Nowoczesnej chciała się zapisać. Ale ze względu na to, że była traktowana przedmiotowo, przesuwana jak stolik – nie zdecydowała się. Nie zgadza się na takie traktowanie kobiet. Dlatego – zaznaczyła – założyła własną partię, z własnych pieniędzy.

Wiele osób zastanawia finansowanie tej nowej partii – w związkach, w których kobieta pracuje nieodpłatnie w domu, a mężczyzna zarobkowo, „własne pieniądze” często są uzależnione od mężczyzny. 500+ wydaje Schreiber na zajęcia sportowe córki, podkreśliła to na konferencji. A zatem to pieniądze z PiS-u?

Na razie nie ma za bardzo mowy o pieniądzach – konferencja była przygotowana bardzo niskim kosztem, a gadżety to prezent od wspierającej. Ale to pytanie pozostaje w mocy. I podsuwa kolejną kwestię, która bezpośrednio dotyka Schreiber – kwestii wynagrodzenia za pracę reprodukcyjną. Czy Schreiber rozpocznie dyskusję na ten temat? To byłoby ważne i ciekawe.

Aborcja jako „drażliwy temat”

W samym programie to, co wydaje mi się dawać nadzieję, to mocne nastawienie na zabezpieczenia socjalne, żłobki i opiekę, którą ma sprawować państwo. Pełna reprezentacja LGBTQ, wsparcie dla Ukraińców, walka z hejtem.

Niepokoiły mnie z kolei niektóre neoliberalne akcenty – pominięcie kwestii mieszkań socjalnych czy szerzej: praw pracowniczych (poza pracą w ochronie zdrowia i w edukacji). Ale gdy zapytałam o mieszkania socjalne, Schreiber powiedziała, że to konieczność. Opowiedziała, jak sama czekała latami w kolejce na mieszkanie socjalne z mamą.

Kwestia aborcji pozostała niejasna – ma być dostępna do 12. tygodnia, ale Schreiber powiedziała, że nie chciałaby, żeby aborcja zastąpiła antykoncepcję. Edukacja seksualna znalazła się jako „drażliwy temat”, obok aborcji i antykoncepcji.

Eko, a nie ezo. Kim są feministki, które ocalą świat?

To jest język prawicy. Oby tylko język – może to po prostu kwestia wyjścia z bardzo konserwatywnego środowiska.

Gdy dopytałam o dostępność antykoncepcji awaryjnej bez recepty, Schreiber zdecydowanie poparła ten postulat. Na pytanie o to, jak konkretnie widzi uregulowanie aborcji – czy miałaby to być aborcja na żądanie do 12. tygodnia – odpowiedziała, że musiałaby to przemyśleć i porozmawiać.

Znamy już taką odpowiedź: Hołownia przetarł tu szlaki. W tym miejscu na pewno może się zapalić czerwona lampka. Czy przy współpracy ze środowiskiem feministycznym Schreiber mogłaby wyklarować pogląd na tę kwestię?

Czy widzieliście kiedyś, żeby bankier pomagał kredytobiorcom?

Schreiber może posługiwać się językiem, który nie jest progresywny i wrażliwy. To wynik jej pochodzenia i środowiska, w którym była. Kobieta mówi wprost: jestem z biednej, przemocowej rodziny. Miałam w rodzinie problemy alkoholowe. Przez lata pracowałam w szkole, jestem pedagożką i terapeutką dzieci w spektrum autyzmu. Jestem wierząca. Mam dziecko i wychowuję je praktycznie sama, bo mąż mi nie pomaga. Wiem, jak to jest być uciszaną w związku i w rodzinie.

Możemy to wyśmiać albo tego wysłuchać i ze sobą porozmawiać. Ja wybieram to drugie.

Graff: Na południu USA nie będzie drugiej Polski czy dawnej Irlandii, lecz Salwador

Gdy zapytałam o to, z czego finansowane miałyby być zabezpieczenia socjalne i czy planuje zwiększenie podatków dla najbogatszych i wielkich korporacji, odpowiedziała, że możemy to wspólnie przegadać z ekonomistami. Znów czerwona lampka.

Ale Schreiber była otwarta na sugestie i głosy. Potrzebuje politycznego wsparcia, jak Kołodziejczak, który na początku kariery – poszukując wsparcia – zetknął się z jakimiś obrzydliwymi, faszystowskimi środowiskami. Schreiber na razie szukała u neoliberałów. Ale nie odnalazła się tam.

– Czy widzieliście kiedyś, żeby bankier pomagał kredytobiorcom? Morawiecki zna się na wszystkim, tylko nie na pomocy ludziom – powiedziała pod koniec.

Won z homofobią

Po konferencji nowej partii pojawiło się sporo głosów z lewicy. Były co najmniej sceptyczne.

Najbardziej poważnym zarzutem jest wpis sprzed lat. Na zdjęciu dziewczynka z tęczową flagą w autobusie. Komentarz: „Won z mojego miasta”.

To post z czasu, gdy poglądy Marianny były jawnie homofobiczne. Przeprosiła za niego – także na konferencji. Powiedziała, że żałuje i jej głupio. Że sama poddała się narracji z jej domu.

W tym rozumieniu jej działalność na rzecz osób LGBTQ to nie tylko walka o prawa człowieka – to także wyzwolenie się z panującej i wdrukowywanej dzieciom homofobii, to wyzwolenie z opresji poddania się poglądom rodziny i męża.

Franek Broda, aktywista i siostrzeniec Mateusza Morawieckiego, napisał w komentarzach na Facebooku pod moim wpisem:

„Nie bronię za tamten wpis Marianny, ale sam będąc osobą LGBT, byłem w PiS i wierzyłem, że LGBT+ to sekta. Żyjemy w kraju, w którym zachowania homofobiczne są na porządku dziennym, wychowujemy się bardzo często w takich środowiskach, lub obserwujemy takie zachowania.

To, że ktoś kiedyś był homofobem, nie oznacza, że dzisiaj nie może być sojusznikiem. Żeby nie było, odnoszę się nie do samej partii czy Marianny, tylko do absurdu, który wielokrotnie jest powtarzany. Każdy z nas się zmienia i każdy ma prawo na zmianę. Ja mam nadzieję na więcej zmian z homofoba na osobę wspierającą”.

Nie brońcie nas przed obcokrajowcami w Bolcie, tylko przed gwałcicielami w Bolcie

Absolutnie nie dziwi nieufność wobec osób dawniej jawnie homofobicznych. Życie w homofobicznym kraju jest już wystarczająco niebezpieczne, a osoby LGBTQ bronią się choćby tak, że nie dopuszczają do siebie takich osób. Nie mamy prawa wymagać od nich heroizmu i narażania własnego bezpieczeństwa.

Ale jako ruch lewicowy nie powinniśmy zamykać się na osoby, które zmieniły poglądy. Które zrozumiały swój błąd i chcą do nas dołączyć. Jeśli ich nie uwzględnimy, będziemy jak dotychczas taplać się we własnym bagienku, które robi się coraz ciaśniejsze, bo co rusz kolejne osoby napisały coś niedobrze lub wrzuciły głupi post. Dajmy sobie – i innym – prawo do popełniania błędów, bo inaczej się powyrzynamy w tej wspólnocie. Wspólnocie, która czasem jest i mogłaby być naprawdę super.

Przemoc ekonomiczna

Schreiber przyciąga do siebie także kobiety uzależnione ekonomicznie od mężów. Słucha ich historii, rozmawia z nimi w mediach społecznościowych. Sama dzieli się swoimi doświadczeniami – na konferencji przyznała, że praktycznie sama wychowuje dziecko, bo mąż jej nie pomaga. Że przez lata w małżeństwie była uciszana, ukryta – miała zajmować się domem, podczas gdy mąż realizuje się w polityce. Że mnóstwo żon polityków – i żon pracowników, niekoniecznie z klasy politycznej – chciałoby mówić, ale nie mogą. Boją się, szczególnie po tym, z jakim odbiorem mierzy się Schreiber.

Ten strach zna wiele kobiet, zwłaszcza doświadczających przemocy ekonomicznej. Wątek walki z tym rodzajem przemocy był mocno uwydatniony w programie Schreiber. To niezwykle istotna kwestia, podnoszona od lat przez organizacje pomocy kobietom, które postulują wpisanie przemocy ekonomicznej do Kodeksu karnego.

Awans klasowy jako obietnica

Z jednej strony zarzuca się Schreiber, że jest znikąd, z drugiej – że uprzywilejowana. To jest chyba istota jej obecnej pozycji: pochodzi z klasy niższej, ale dzięki małżeństwu z politykiem awansowała do klasy wyższej. I nie wiadomo, co z taką zrobić: jednocześnie zna biedę i wykluczenie, ale i ma wielki przywilej. Najważniejsze jest to, co sama Marianna zrobi: na konferencji wielokrotnie odwoływała się do swojego pochodzenia, a obecną pozycję kojarzyła często z uzależnieniem finansowym i płynącą z niego możliwością przemocy ekonomicznej.

Czy to tylko zabieg, by zjednać sobie ludzi? Bardzo możliwe. Ale może to też być perspektywa, którą chce przyjąć jako polityczka. Perspektywa, którą dzielą z nią miliony ludzi spoza elit. Wreszcie, perspektywa, której brakuje mainstreamowym przedstawicielom Lewicy: dziewczyny pochodzącej z klasy niższej, znającej smak biedy, przemocy i uzależnienia od alkoholu w rodzinie.

Czy kastracja jest remedium na marazm antropocenu?

Tę podwójność widać także w jej obecnej sytuacji: Marianna stała się celebrytką, ale nie ma w niej eliciarskiego etosu. W Super Expressie ma swój program (bardziej w stylu brukowca niż prestiżowego formatu dla klasy średniej, co w grupkach na fejsie jest nieustannym źródłem beki), robi akcje społeczne. I znów – czy to wyłącznie cyniczny sposób na przyciągnięcie elektoratu? Może, kto wie. Ale rzeczywistość wygląda tak: Schreiber ma zasięgi, a media ją lubią. Dociera do ludzi – czy tego chcecie, czy nie. Może docierać z przekazem bardziej konserwatywnym – jeśli lewicowe środowiska ją odrzucą, a chętnie przytulą neoliberalne – lub z przekazem w lewą stronę. Wiele zależy od nas.

I to dotyczy nie tylko tej początkującej polityczki, ale w ogóle naszych relacji z dopiero wchodzącymi na scenę polityczną czy aktywistyczną osobami. Jak chcemy je traktować – z otwarciem czy poczuciem wyższości?

PiS-owska ustawka?

Wrzuciłam nasze wspólne zdjęcie na Twittera. Pojawiły się głosy o naszym stroju (także z lewicy), wyglądzie, o tym, że jesteśmy zaburzone psychicznie, czy fantazje o porno z naszym udziałem. Ale warto zaznaczyć, że takie głosy też są – i nie pozostają bez wpływu na to, czy i jakie podejmujemy działania. Służą do uciszania kobiet – podobnie jak konserwatywna partia.

Kto hejtuje, ten za PiS-em – hop, hop, hop!

Właśnie. Pojawiają się też głosy, że Marianna to szpieg działający na rzecz PiS-u. Ja z kolei słyszałam, że jestem lewackim kretem, który ma infiltrować to środowisko.

Cóż, też lubiłam oglądać House of Cards. Fajny serial. Ale tu mamy rzeczywistość.

Ufam ludziom. Dzięki temu nawiązałam mnóstwo wspaniałych relacji – i kilka razy mnie wykorzystano. Jeśli to PiS-owska ustawka, to jest to obrzydliwe manipulowanie nie tylko potencjalnymi wyborcami, ale przede wszystkim wszystkimi zranionymi osobami, zwłaszcza kobietami, które zaufały Schreiber i do niej się zwracają.

Czy żona może mieć inne poglądy niż jej mąż?

A zarzuty, że Schreiber będzie współpracować z PiS-em ze względu na męża albo ma te same poglądy, tylko udaje, wynikają z dziwnego przeświadczenia, że żona musi być podporządkowana mężowi. Że wraz ze spermą przejmuje jego poglądy.

Cóż, to dwie różne osoby. A ironiczne komentarze, że skoro tak ją wkurza PiS, to niech się rozwiedzie, a nie idzie do polityki, znów chowają kobiety w domach, w przestrzeni prywatnej. A dlaczego nie ma iść do polityki?

„Jak możesz ją brać na poważnie?” – słyszę. A dlaczego miałabym nie brać? Mam się czuć lepsza, żeby z góry oceniać, że wszystko jest nie tak i bez smaku? Mam zignorować jej postulaty, nie słuchać tego, co mówi, i hejtować – bo jest „smutnym żartem”? Mam mieć ciary żenady, bo ulotki nieładne i wszystko takie nieprofesjonalne?

Wolę wysłuchać niż uczestniczyć w tej środowiskowej grze, która włącza cię do wspólnoty lub wypycha z niej przez bekę z innych. Wolę dopytać niż wyśmiać.

Czy Schreiber może pójść w kierunku antypracowniczym, niedemokratycznym, antylokatorskim? Może stanąć w interesie elit, a nie zwykłych ludzi, jak Kukiz? Może, politycznie nic o niej nie wiemy. Ale właśnie dlatego warto obserwować jej działania i postulaty, a nie oceniać męża czy występ w programie w telewizji. Dokładnie dlatego.

Krindż i beka

Lewica oceniła to natychmiast: krindż. Beka.

I rozumiem, to kwestia wyczucia i estetyki. Często zarzuca się Schreiber, że jest krindżowa. Tyle że po pierwsze: i co z tego? Po drugie: a kto nie jest?

Albo że zaczynała w Top Model. I co z tego? Skrzywdziła tym kogoś?

Wolę krindżową polityczkę niż fajnopolaka, który jest modny i w trendach i zawsze wie, co powiedzieć, ale promuje neoliberalne wartości, które doprowadziły polskich pracowników i pracownice do ruiny (tak, Tusku, patrzę na ciebie).

Sama konferencja była przeciwieństwem tych wszystkich kasiastych konferencji w stylu Biedronia. Było kilka osób, a wszystko bardzo nieprofesjonalne: prezentacja jak w szkole, czcionki na ulotkach jakby robione w Paincie. Gdy ktoś zapytał Mariannę, z kim sformułowała postulaty, wymieniła znajomych i… mamę. I przyznam, że znacznie bardziej do mnie to przemawiało niż spektakle w stylu Biedronia – bogate, ociekające kasą i przygotowane z zespołem PR-owym, nastawione wyłącznie na zasięgi i pokazanie swojej zajebistości.

Hołownia wymierza kobietom drugi policzek

Nie dołączam do partii

Nie wiadomo, co dalej z tą partią. Nie zapowiada się na razie przełom. Ale skreślanie kobiety, nazywanie jej błaznem, obrażanie jej – świadczy nie o żenadzie Schreiber, tylko tych, którzy tak robią.

Oczywiście, nie napawa mnie entuzjazmem fakt, że Marianna w poście na Instagramie i wpisie na Twitterze poinformowała, że podpisałam deklarację przyłączenia do partii. To oczywista nieprawda. Wpisałam imię i nazwisko wśród podpisów na rzecz utworzenia tej partii. Taki podpis może złożyć każdy – dzięki nim ta partia będzie mogła powstać. Nie oznacza wstąpienia do niej ani nawet poparcia samej partii. Oznacza zapewnienie możliwości zarejestrowania tej partii. Tyle.

Czy czuję, że w ten sposób zostałam wykorzystana przez Mariannę do prowadzenia swojej politycznej gierki, jak sugeruje mi sporo osób? Nie bardzo. Nie była to komfortowa sytuacja, gdy musiałam prostować fake newsa, który rozlał się w mediach, ale rozmawiałyśmy z Marianną – źle zrozumiała to, co przekazali jej wolontariusze. Wierzę, że nie zrobiła tego celowo i cynicznie. Naprawdę w to wierzę.

Nie mam zamiaru dołączać do tej ani żadnej innej partii. Nie wyrażam oficjalnego poparcia, bo na razie nie ma tu jasnego programu. Obserwuję i nie podcinam skrzydeł, bo nie widzę ku temu powodów. Widzę za to aż nadto seksizmu i pogardy klasowej w odbiorze tej konferencji. I tego zupełnie szczerze – Mam Dość.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Maja Staśko
Maja Staśko
Dziennikarka, aktywistka
Dziennikarka, scenarzystka, aktywistka. Współautorka książek „Gwałt to przecież komplement. Czym jest kultura gwałtu?” oraz „Gwałt polski”. Na co dzień wspiera osoby po doświadczeniu przemocy.
Zamknij